Witam
Piszę, bo...no właśnie...to chyba klasyka, ale nigdy nie myślałam, nawet w najgorszych snach że mnie to spotka....prędzej myślałam, że mnie dotknie jakaś choroba, ale nie to...
Jestem mężatką od 3 lat, z mężem w związku już ponad 8.
Miłość od pierwszego wejrzenia...moja przeprowadzka do niego...radziliśmy sobie w każdych złych chwilach.... nie było sytuacji bez wyjścia...zawsze byliśmy dla siebie.
Wydawałoby się że nic i nikt nie będzie w stanie tego zniszczyć.
No i w pewnym momencie w jego pracy pojawiła się ONA.
We wrześniu dowiedziałam się, że mąż mnie zdradził z tą zdzirą.
Zawsze powtarzałam, że jakakolwiek zdrada w związku to jest ewidentny koniec. Dziwiłam się dziewczynom, które wybaczały swoim partnerom, mężom.... do momentu aż sama tego nie doświadczyłam....
Zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo kocham mojego męża....wybaczyłam mu.
Jednak od tamtego momentu nic nie jest takie samo.
Mąż mówi, że już nie ma z tamtą kontaktu....
ale widzę jak czasami bije się z myślami.... bywają dni kiedy czuje się strasznie samotna.... w drodze do pracy często płaczę i nawet nie wiem kiedy mnie taki dól łapie...
czuję, że nie dam rady, boję się....
ps. narazie wszystko tak w wielkim skrócie...jak sie zbiorę to opiszę tu całą historię