Hej. Jesteśmy z chłopakiem ze sobą od 3 lat, oboje mamy po 22 lata. Przez pierwsze 2 lata żyliśmy w związku na odległość, bo wyjechałam na studia, po tym czasie on dołączył do mnie i mieszkamy teraz w jednym mieście (osobno).
Zawsze byłam osobą wesołą, pewną siebie, roześmianą, szaloną i wysportowaną. I wydawało mi się, że najodpowiedniejszy byłby dla mnie chłopak o podobnym charakterze, z którym moglibyśmy zrobić wiele spontanicznych rzeczy, działać kulturalnie, mieć wspólne hobby itp. Natomiast moje uczucia ulokowałam w kimś zupełnie innym. Mój chłopak jest bardzo spokojny, stonowany, poważny, rzadko kiedy się uśmiecha, jest domatorem. Myślałam, że taka różnica charakterów wyjdzie nam na dobre, ale chyba tylko myślałam…
W ciągu tych 3 lat upodobniliśmy się do siebie. Z tym, że ja chyba bardziej straciłam moją ,,iskrę” niż on ją zyskał. Nadal staram się go gdzieś wyciągać, wymyślać nowe formy spędzenia czasu, ale jemu żadna z nich nie odpowiada. To podburza moją pewność siebie, bo wydaje mi się, że moje pomysły są do bani i zamykam się w sobie coraz bardziej. Ja najchętniej spędzałabym czas jeżdżąc na rowerze, kręcąc jakieś filmiki, chodząc na basen itp., a on woli siedzieć w domu, pograć w jakąś grę i pójść spać. Problemem jest też to, że on nie przepada za sportem, a ja go uwielbiam. Czasem uda mi się go wyciągnąć np. na wspólny jogging – on po 1 km odpada, bo ma zadyszkę, mięśnie go bolą, potem kładzie się w domu na łóżku i już nie wstaje z niego do końca dnia, tłumacząc się zmęczeniem. I w ten sposób odpada nam połowa możliwości spędzenia wolnego czasu za niewielkie pieniądze (co jest ważne, oboje jesteśmy ,,biednymi” studentami). Nigdy też nie wychodzimy ze znajomymi, bo jego znajomi lubią tylko piwo i fifę (nie daję rady), a znów gdy jesteśmy w moimi znajomymi to widzę tylko JEGO oczy mówiące ,,chodźmy stąd, źle się czuję w towarzystwie tylu osób”. Wspólnych znajomych nie mamy żadnych, ani jednego.
Seks też nie jest do końca udany. Oboje jesteśmy swoimi pierwszymi partnerami, więc eksperymentujemy i próbujemy nowych rzeczy. On szybko się męczy (nie ma kondycji), a ja przez te 3 lata ani razu nie miałam z nim orgazmu.
Ale ciągle mi na nim zależy. Chociaż z dnia na dzień zauważam w nim coraz więcej wad. Kładąc się spać wyobrażam sobie jakby to wyglądało, gdybym była z kimś bardziej otwartym, bardziej spontanicznym. Bardzo dużo rozmawiamy, także sporo się kłócimy. Ale nadal skoczyłabym za nim w ogień.
Co o tym myślicie? Jak sprawdzić czy to miłość, czy tylko przywiązanie? Problem leży w naszym niedopasowaniu czy w moim myśleniu?
Dodam, że on mnie kocha, ale raczej kiedyś kochał mnie bardziej. Teraz uważa, że bardzo zaczęłam się czepiać, a mi po prostu chyba przeszła faza zauroczenia. Natomiast zawsze ze mną jest, gdy tego potrzebuję, opiekuje się mną.