Witam.
Jestesmy malzenstwem od 7 lat , mamy 2 dzieci syna w wieku 5 lat i corke zony z pierwszego z zwiazku.Bywalo z nami roznie lecz ok. 1,5 roku temu zamknelem sie w sobie.Stopniowo przestalem zonie poswiecac swoj czas , traktowalem ja jak wlasnosc a nie partnera.Wiele razy probowala mnie soba zainteresowac , zawsze konczylo sie tym ze bylem albo zmeczony po pracy lub zajety czyms innym.Pare tygodni temu cos we mnie peklo , opowiedzialem wszystko zonie , przyznalem ze to wszystko co sie dzieje to moja wina i postanowilem wszystko naprawic.Okazalo sie ze jakies 3 miesiace temu zona kogos poznala.Wszystko mi opowiedziala o tym ze potraktowal ja cudownie , i wyladowali w lozku.Wybaczylem jej wszystko wsumie jak by nie patrzec to ja ja rzucilem w jego ramiona.Rozmawiamy o tym dzien w dzien duzo , dzis dowiedzialem sie ze jest w totalnej rozterce nie chce go zostawic ale tez nie chce bym ja odchodzil.Kocham ja nad zycie i chce by byla szczesliwa . Nie wiem czy powinienem odejsc czy ciagle o nia walczyc.Problem ze ona zostajac ze mna nie wie czy bedzie znow potrafila sie otworzyc tak jak bylo kiedys a ja nie moge bez niej zycz;/ Pomocy co powinienem zrobic jak sie zachowac myslec sercem czy glowa......
ps.Przepraszam za dosc chaotyczny post
