Od 2 lat prowadzę skomplikowane życie. Na początku to było bardzo interesujące, nowe wrażenia, nowe odczucia, emocje. Słowem niezła zabawa. Ucieczka od normalnego, ustabilizowanego życia.
Od 3,5 roku jestem mężatką, a od 2 lat matką. Z moim obecnym mężem wzięłam ślub po 2 latach znajomości. Wcześniej dużo imprezowałam, gdy go poznałam byłam w początkującym związku z innym. Wydawało mi się wymarzonym, mężczyzną. Byliśmy lekkoduchami i życie z nim wydawało mi się jak na "rollercosterze"... Poza tym on miał wówczas roczną córkę, nie był w związku z jej matką, nie miał stałej pracy, a miał wówczas 29lat. Moi rodzice nigdy by tego nie zaakceptowali. I nagle pojawił się mężczyzna, stateczny, posiadający b. dobrą pracę, przystojny, nieźle zarabiający, mający poukładane w życiu, posiadający normalnych rodziców itp. itd. Słowem - idealny kandydat na męża. Odrazu włączyło mi się myślenie, zadziałał efekt kontrastu. Mimo, iż tamtego kochałam, zerwałam z nim i byłam z tym "idealnym na męża". Wydawało mi się że go kochałam lecz tęskniłam za tamtym...
Życie po ślubie było bardzo ułożone i monotonne... Wszystko jak należy, ślub, własne mieszkanie, dziecko... I po porodzie przyszły trudniejsze chwile, które zamiast nas zbliżyć totalnie nas od siebie odróżniły... Cóż życie to nie bajka, ale zaczęliśmy się od siebie oddalać, on wiecznie zestresowany pracą, rachunkami, dzieckiem (bo nie dawało w nocy spać). Ja potrzebująca po prostu uczucia i przytulenia. Życie seksualne totalnie się posypało (chociaż od początku się nie zgrywaliśmy). Pół roku temu pojawił się mężczyzna, który miał podpobne problemy jak ja. Szybko poszliśmy do łóżka, potem drugi i trzeci raz. Potrzebowałam przelać te wszystkie uczucia na niego, lecz on miał już kochankę, z którą nie mógł być i ja miałam być tylko antidotum na jego ból... Cóż... W ciągu tygodnia poszłam na całość z kolegą ze studiów, który od kilku lat namawiał mnie na nieziemski sex. Nie kłamał, był cudowny. Lecz wyjechał na drugi koniec Polski. Z mężem ciągle to samo, udawanie, że jest ok i nieustanne szukanie różnych wymówek co do spotkań, nawet wirtualnych z tymi dwoma. Niedawno pojawił się inny mężczyzna, z którym spotkałam się kilka razy, nieustannie ciągnie mnie do sexu, a ja czuję, że długo już mu się nie oprę. W tym samym czasie pojawił się jeszcze inny, który mnie bardzo ale to bardzo adoruje i nie ukrywa o co mu konkretnie chodzi... narazie się powstrzymuję ale nie potrafię go odesłać....
2 tygodnie temu spotkałam przypadkiem właśnie tego pierwszego mężczyznę, z którego zrezygnowałam dla obecnego męża... Spotkaliśmy się po 5 latach, nie potrafiłam okiełznać swoich emocji i po prostu rzuciłam mu się na szyję, mówiąc, że strasznie tęskniłam, że żałuję... nie potrafiłam tego opanować, to było dużo silniejsze ode mnie. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Spotkaliśmy się po kilku dniach aby spokojnie porozmawiać i wyjaśnić sobie jak to się stało, że się rozstaliśmy, bo w sumie pożegnałam go bez słowa wyjaśnienia. Nie mogliśmy się nagadać, a ja byłam w innym świecie. Oszalałam na jego punkcie... Poczułam, że znów chcę z nim być. Po tych 5 latach widzę, że wszystko było do wypracowania, a ja zamiast iść śmiało przez życie to stchórzyłam i poszłam po najmniejszej linii oporu... :-(
"Tamci" dzwonią, piszą.... niby widzę teraz tylko jego, a nie potrafię im odmówić... Mąż, jak nic nie podejrzewał, tak teraz dziwnie na mnie spogląda, chyba zaczyna się zastanawiać co się ze mną dzieje... A mi myśli wariują... Nie wiem co mam robić... Boję się, że jak nawet odejdę od męża to znów zdradzę kolejnego i kolejnego mężczyznę... ja nie umiem być wierna, nie mam żadnych wyrzutów sumienia po tych zdradach... jak czuję podniecienie to nie mogę się opanować... To jest silniejsze ode mnie, nie wiem co mam robić. Mam dość tego małżeństwa, nie kocham męża, ale żal mi go zostawić, jest słaby psychicznie, strasznie by to przeżył, kiedyś wspominał, że beze mnie nie widzi sensu swojego życia i gdybym kiedyś od niego odeszła to by popełnił samobójstwo... Nie mogę mu tego zrobić... Boję się, że nawet jeśli będę z tym którego naprawdę kocham, nie będę mu wierna... Boję się, że nie będę potrafiła odmówić tamtym trzem mężczyznom i nadal będę to ciągnąć lub pojawią się inni... Jak widzę jakiegoś przystojnego mężczyznę to nie potrafię powstrzymać się od flirtu, a że mam w sobie mnóstwo sexapilu, to żaden nie przejdzie obok mnie obojętnie... A nawet jeśli jestem tylko miła (tak mi się wydaje) to praktycznie każdy mężczyzna odbiera to jakoś coś więcej niż zwykłą uprzejmość...Ja już sobie nie ufam ;-( Nie wiem co mam zrobić...
Podobne tematy
ja nazwałabym to egoizmem, liczy się Twoje ja i Twoje własne potrzeby! Zal mi Ciebie dziewczyno! Jaki dajesz przykład dziecku?
Przydało by się nazywać rzeczy po imieniu ale podaruję sobię....
Prawdopodobnie powinnaś zacząć grywać w filmach dla dorosłych. Być może to właśnie jest najlepsze lekarstwo. Robisz to co lubisz, płacą ci za to i nie masz problemu, że kogoś zdradzasz. Mówię ci, namyśl się poważnie nad tym. zostaw męża, bo tylko go ranisz. Na pewno w aktorskim światku kogoś znajdziesz, może nawet kogoś egzotycznego
To byłoby coś. Powiem ci, że masz szansę być kimś w tej branży. Jesteś ładna, lubisz seks, nie masz oporów moralnych - to jak znalazł. A jeśli jeszcze lubisz analka to już miodzio.
Z niecierpliwością czekam, na pierwszy film
Pozdrawiam
Ani poligamia ani nimfomania - jak dla mnie to poważny problem z samą sobą i własnymi zasadami. Mało tego, uważam, że powinnaś udać się do psychologa, duża ilość partnerów seksualnych to nie tylko zagrożenie dla Twojej rodziny, ale również własnego bezpieczeństwa i zdrowia - odnoszę wrażenie, że kwestią czasu jest zaciągnięcie Cię do łóżka przez jakiekolwiek mężczyznę.
Czytając to miałem bardzo skrajne uczucia. Nadal mam. Nie jestem w stanie zrozumieć Twojego postępowania, znaleźć motywu. Skłania mnie to do wyjaśnienia tego przez chorobę psychiczną. Mimo wszystko Twój post mnie przeraża. Śmiesz nazywać siebie tym godnym określeniem matki, a jak dla mnie jesteś tylko "dawczynią genów" dla dziecka. Jesteś w stanie patrzeć w oczy rodzinie nie mając żadnych skrupułów po wielokrotnej zdradzie... To jest straszne.
Cóż, czytając to, myślę, że powinnaś się udać do lekarza - psychologa. On stwierdzi czy przyczyna leży po stronie "mózgu" czy może jest to sprawa hormonalna, bo to co robisz - nie doprowadzi do niczego dobrego - ani Ciebie, ani męża a może i nawet Twoich kochanków
Przede wszystkim powinnas rozstac sie z facetem swoim. Taki zwiazek to nie zwiazek.
A jesli chodzi o całą resztę... to powstrzymam się od głosu.
Mi osobiście najbardziej żal jest dziecka i męza... ![]()
Co BYS Zrobila jak bys sie dowiedziala ze twoj męz cie zdradza od 2 lat ? (ma ""fajna kobiete" i dziecko ktore pragnie waszego ciepla . C
aloha,
czytam Cię już 3 raz i nieszczęśliwie Cię rozumiem. To dlatego, że mam podobnie - jeśli chodzi o kobiety i mój stosunek do nich. Ja na szczęście nie narobiłem sobie takiego bigosu, bo zawsze, ale to zawsze mówię prawdę, czyli jeśli zdarzyło mi się romansować z więcej niż jedną kobietą na raz, wszystkie o tym wiedziały. Mam za sobą 3 długie związki - 4 lata, 2 lata, pół roku i półtora roku mieszkania z kobietami. Powinnaś iść za głosem serca, bo szkoda Twojego życia i życia ludzi z Twojego otoczenia. Jeśli czujesz, że kochasz tamtego lekkoducha - odejdź z nim - jeśli uważasz, że dziecku będzie lepiej z Tobą, zabierz je, powiedz mężowi wszystko i daj mu się uspokoić. Jeśli się zabije, to to będzie jego decyzja. Przestań kłamać, bo narobisz sobie jeszcze więcej tam w głowie. Wszystko musi płynąć, a Ty nie sugeruj się normami społecznymi, tylko wyjedź za miasto pospaceruj, usiądź gdzieś na herbacie i zastanów się co naprawdę czujesz. Potem wszystkim o tym powiedz. Uwierz mi - dostąpisz ulgi, a wszystkie rzeczy potoczą się same - i jak się już jakkolwiek ustabilizują będzie można zacząć budować nowe od początku, ale już we właściwy sposób.
I uśmiechaj się do siebie - przecież jesteś obrotną kobietą, na pewno dasz sobię sama ze sobą radę.
To moje zdanie.
Piszę tutaj bo chciałbym się dowiedzieć od Ciebie jednej istotnej rzeczy - czy będąc taką osobą jaką jesteś i robiąc te rzeczy które zrobiłaś, oraz czując się zazwyczaj tak jak się czujesz - czy pozwoliłabyś mężowi na podobne romanse jak Ty miałaś, oczywiście w Taki sposób, aby nie zaniedbywał Ciebie?
Zastanawiam się, czy Twoje sumienie, które milczy przy Tobie, jest zazdrosne o Twoich mężczyzn.
całuje ciepło i rozwiązania napięć życzę.
szafran.
Ja nie zamierzam nikogo oceniać ale ganić. Większość osób oceniło te kobietą z góry jako złą.
Tak. Zycie to nie bajka. Nie mam jeszcze dzieci, ale moge wyobrazic sobie ze kłopoty z rachunkami, dzieckiem , ludzie zapracowani w malzenstwie oddalaja sie od siebie i juz nie daja sobie tego co potrzebuja a zwlaszcza tego co potrezbuje kobieta, czyli przytulania, czulosci, milosci, seksu, odprezenia.
Faceci czeso nierozumieja czego potrzebuje kobieta
((((((((, takze matka, zona itp.
A czesto tak jest ze jak sie czegos nie dostaje w zwiazku to sie tego szuka na zewnatrz.
Nie wiem co mam doradzic autorce posta, ale chyba to zeby wsluchala sie w swoje uczucia i byla z tym mezczyzna do którego ma najwiecej uczuć.