netkobietyWszystkie działy
Psychologia

Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

79 odpowiedzi12 500 wyświetleńzałożony przez poranna kawa, 05.10.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 80 ]

1

Temat: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Witam,
muszę to z siebie wyrzucić....

Niedawno przeszłam ciężki rozwód, jestem mamą czterolatka.
Jestem zupełnie sama - nie mam rodzeństwa, rodzice są starzy i schorowani. Straciłam bliskiego człowieka, życie się dziwnie potoczyło.
Mam wrażenie, że od paru lat idę a raczej pełznę w bagnie i nie mogę się z niego wydostać. W pracy pod górę  - jestem handlowcem. Zaczęłam cierpieć na bezsenność. Ciągle boję się o jutro - czy będe miała pracę, czy podołam wychowaniu dziecka. Mój  ojciec w zeszłym roku zapadł na demencję. Już mnie nie poznaje. Pomagam mamie.
Gdy budzę się rano - mam ochotę schować się pod kołdrę. Zniknąć a przecież nie mogę. Muszę być turbo babą. Muszę mieć pracę, żeby utrzymać siebie i dziecko. Tylko psyche już mi szfankuje. Co mam robić? Jak żyć? Chciałam mieć dom, normalną rodzinę - tym czasem jestem sama ze wszystkimi problemami. Doszło do tego, że nic mnie nie cieszy, brakuje mi celu. Budzę się rano przerażona  - czy już zawsze tak będzie, czy będę sama, dziecko przecież urośnie i odejdzie a ja co? sfrustrowana samotna kobieta karmiąca koty? Jak sobie to życie poukładać?

2

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Kilka słów sprostowania.
Masz dom, masz normalną rodzinę, tyle tylko że dwuosobową. Nie musisz też być, jak to nazwałaś, turbo babą. Możesz mieć gorsze dni, możesz nie widzieć wszystkiego w różowych barwach.
Za Tobą trudny rozwód. Daj sobie czas na przeżycie wszystkich kłębiących się w Tobie emocji: rozczarowania, złości, niechęci, rozgoryczenia. Żałoba (bo jesteś w niej po pogrzebaniu związku) zwykle trwa trochę.
Dbając o siebie, idź do psychiatry, może wskazana byłaby jakaś pomoc albo farmakologiczna, albo terapeutyczna.

Wybacz szczerość, ale czynienie drugiego człowieka odpowiedzialnym za swoje szczęście nie jest dobrym pomysłem.

3

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Hmm...............
Wielokropek - dziękuję. Pewnie masz rację. Zrobiłam sobie "ciśnienie" w głowie, że MUSZĘ być twarda, nie mogę się rozklejać, nie mam na to czasu, muszę być super matką, super kobietą, teraz właśnie zrobić karierę. Zapomnieć jak najszybciej koszmar rozwodu, poczucie, że mi się nie udało. Zasypać to jakimś sukcesem, świetną kasą w pracy, podziwem mamy, że taka jestem ogarnięta....
Piszę to i płakać mi się chce. To nie działa....ciągle gdzieś się coś sypie, psuje i już drobny problem urasta do wielkiej tragedi...

4

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Jeśli jest Ci smutno, jeśli chce Ci się płakać, płacz.

Proszę, nie staraj się. Jesteś wartościową osobą, nie musisz być lepszą niż jesteś, nie musisz nikomu niczego udowadniać (także sobie samej). Bądź dla siebie łagodną.

5

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Poza tym mam co drugi weekend wolny. Tęsknię za dzieckiem, które wtedy jest u ojca. Mam czas - doprowadza mnie to do szału. Kłębią się we mnie głupie myśli. Katuję się nimi. Mam przyjaciółki - umówmy się  - ile można kogoś katować swoimi problemami. Mam różne hobby - ale nie wiem dlaczego nawet do tego podchodzę negatywnie - tak, nie masz rodziny, nie masz normalnego życia  - to wszystko substytuty. Zapchajdziury, żeby nie leżeć i nie patrzeć w sufit....

6

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Masz co drugi weekend wolny? Wspaniale! Możesz przeznaczyć go na dopieszczanie siebie samej. Przez kilkadziesiąt godzin możesz robić to, na co tylko masz ochotę. Pamiętasz jeszcze co Cię cieszy, co lubisz robić?


Sporo w Twym myśleniu stereotypów. Decydujesz się ich trzymać czy też pozbyć? Dlaczego się katujesz? Co z tego masz? jakie korzyści (tak, nie pomyliłam się, a Ty zanim odpowiesz "żadnych", zastanów się tongue).


Taaak. Wolność dla nieprzyzwyczajonych do niej bywa trudna. Trudna tym bardziej, że wówczas trudno uciec od kontaktu samej ze sobą.

7 Ostatnio edytowany przez grinta (2015-10-05 17:29:02)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Wielokropek bardzo dobrze pisze. Nic nie dzieje sie bez przyczyny. Ta samotnosc to bycie sam na sam ze soba, ktorego TY-jak zreszta wiele innych osob-nie potrafi zniesc. Obserwuj siebie i zobacz swoje leki, demony, co Cie przeraza, od czego uciekasz w dziecko, wyjscia, dlaczego nie chcesz byc ze soba?  Jestes kobieta,  ktora ma prawo byc slaba, nie wiedziec czegos, nie potrafic-nie jest ani Rambo ani Robokop. Masz prawo czuc sie zle, masz prawo nie chciec byc silna, masz prawo byc soba! I odkryj siebie w te wolne weekendy-jaka jestes naprawde? czy Ty to wiesz?

8

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Wiem tyle - przez większość życia układało się tak jak chciałam. Śmiali się ze mnie, że jestem w czepku urodzona. Wydawało się wszystkim, że to co robię, co mam to prezenty od losu. Z nieba spadają. Jestem..... Byłam? konketna, jak czołg. Czarne, białe, zero jeden. Konkretne cele. Studia, mieszkanie, własny biznes. Biznes się załamał, poszłam do pracy na etat. Było ciężko ale jakoś poszło. Zawsze byłam z kimś. Zawsze to ja zostawiałam, bo za mną nie nadążali. Potem kolejny cel - rodzina. Pełne nad tym skupienie. Kotlety, obiady, sprzątanie. Dwa trudne charaktery. Ślub, dziecko. Obydwoje nie byliśmy łatwi, jednak mąż miał problemy z agresją. Awantury w końcu rękoczyny. W końcu kochanka, piekło prób odbudowy zaufania, awantury. Nie chciałam, żeby dziecko wychowywało się słuchając, że jesem głupia i takie tam podobne. Ciężki rozwód. Dwa lata temu się wyprowadziłam. Chciałam żeby synek był jeszcze w miarę mały. Przez te dwa lata przyzwyczaił się. Rok temu zapadł wyrok o rozwodzie. Pisząc to, czytając jeszcze raz  - mam wrazenie, zaplanowałam moje życie jak projekt. Projekt teraz nie wychodzi a ja się pogubiłam.
Piszecie - co lubisz robić.... nie wiem, nie wiem, czy miałam czas się zastanowić. Lubię czytać, pisać, haftować, wymyślać. Jednak zamiast robiąc to - relaksować się  - myśli mi galopują - masz mało pieniędzy, nie pojedziesz na wakacje, co dalej, co dalej z tym życiem....
Stereotypy? o rodzinie? wychowałam się jako jedynaczka  - zawsze czułam się samotnie. może dlatego?
Zawsze byłam z kimś, kończyłam jeden związek, parę miesięcy i pojawiał się ktoś nowy....
Nie wiem co mi się stało. Pogubiłam się gdzieś i nie wiem od czego zacząć porządkowanie tego....

9

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Dlaczego się katuję?? No właśnie? Bo źle zdecydowałam, cierpię ja, cierpi dziecko. wina - kara...

10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-10-05 22:13:55)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Może od tego, byś uwierzyła w siebie? Byś uwierzyła, że możesz żyć samodzielnie, że nie potrzebujesz na nikim się wieszać? Mnóstwo w życiu osiągnęłaś. Masz dziecko, dom, pracę. Zacznij doceniać to, co masz, zacznij doceniać siebie samą.
Masz mało pieniędzy? "Mało" jest pojęciem względnym. Masz tyle, by utrzymać siebie i dziecko. To dużo. Że nie na wszystko Cię stać? Hm... .

Jak rozumiem, nigdy dłużej nie żyłaś samodzielnie, zawsze towarzyszył Ci ktoś. Może ten czas jest właśnie po to, byś zobaczyła swe zalety i uwierzyła w samą siebie? Byś przestała tak skrupulatnie planować wszystko? Byś zobaczyła, że nietrwałość jest cechą tego świata? Byś stała się wolną?


Edycja:
Twoje dziecko naprawdę cierpi? Naprawdę?

11 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-06 17:05:43)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Poranna kawo (tu musze sie usmiechnac na ten zwrot), najpierw chce Ci powiedziec, ze ja doskonale rozumiem ten stan. Kiedys tez zostalam sama, tyle ze z dwojka takich malych dzieci. Najlepszymi momentami byl wtedy wieczor, gdy moglam pojsc spac i nie nie meczyc sie swoja sytuacja, najgorsze bylo przebudzenie. Nie wiedzialam skad brac sile na przetrwanie nastepnego dnia. Nie bylo niczego, co by mnie cieszylo, bylam przerazona tym, ze moze juz cale zycie tak spedze. Jedynie dzieci mnie jeszcze utrzymywaly przy zyciu, wiedzialam, ze musze to ciagnac, bo one mnie potrzebuja.
Objektywnie nie bylam wiele bardziej obarczona niz przed rozwodem. Nadal pracowalam, dobrze zarabialam, dom byl i przedtem na mojej glowie.
Ale mialam po prostu najzwyklejsza w swiecie depresje, jak dopiero pozniej sobie uprzytomnilam.
Wiem doskonale, ze w takiej sytuacji ogolne rady typu uwierz w siebie, dbaj o siebie, itd. wogole nie pomagaja.

Co robic? Skupiac sie na tym, co trzeba zrobic, nie dajac sie zawojowac tym czarnym mysla, no i...ja zaczelam terapie. Zaczelam poznawac przyczyny tego stanu, ktory tkwil we mnie juz od dawna, nie dopiero od rozwodu, ten tylko go wyciagnal na wierzch. Do tego momentu po prostu jakos funkcjonowalam, wiekszosc mojego zycia do tamtego czasu skladala sie z funkcjonowania, zreszta tak swietnego, jak i Twoje, ktore opisalas. Tez mi dotad wszystko wychodzilo.
Ale to nie jest sensem zycia i kiedys, predzej czy pozniej to sie zalamuje.

Wiesz, kim naprawde jestes? Bez tych ambitnych celow i wypelniania tych oczekiwanych od otoczenia rol, dostosowywania sie do ogolnie uznawanych spolecznych wartosc ? No wlasnie - wiesz co chcesz dalej zrobic z tym zyciem i po co ono wogole jest?
Nie wiesz! Bo nie zylas pewnie jeszcze nigdy tak naprawde swoim zyciem.

Dlatego jestem w tym wypadku zdania, ze powinnas poszukac pomocy, chocby tylko na poczatek. Samemu bardzo trudno sie z tego wyrwac.
Ja zaczelam szukac wlasnie kogos, kto sie zna na psychicznych zalamaniach. Nie zostawalam, jak mi nie odpowiadalo przy pierwszym terapeucie, tylko szukalam dalej. Znalazlam tez inne pomocne zrodla, jak na przyklad buddystyczna medytacje.
Pozwolilo mi to znalezc sile w sobie i zaczac inaczej zyc, zamiast tylko sie dopasowywac do panujacych schematow.

12

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Dzień dobry smile,
byłam wczoraj w delegacji. Całą podróż myślałam o tym wszystkim. Po pierwsze  - dziękuję, że jesteście, piszecie i że można "pogadać".
Po drugie - szukam psychologa, analizując szmat czasu mojego życia - pewne rzeczy wracają jak bumerang, schematy powtarzają się. Mam zakodowany pewien model myślenia, działania. Stawiam sobie cele - pewnie dobrze ale jak nie wychodzi w czasie ustalonym lub wcale, to bez względu na okoliczności dowalam sobie, że jestem beznadziejna. Dołuję się i marudzę. Faceci? tak się składało, że nie byłam nigdy sama. Jak byłam to panikowałam, że jestem. Chcę to wszystko przerwać. Uporządkować.
Tak jak pisze Marajka - nie wiem kim jestem. Nie żyłam swoim życiem, wypełniałam tylko zadania.   
Sama sobie nie poradzę, prędzej czy później wrócę do schematu...

13

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Szukasz psychologa czy psychoterapeuty? Bo nie każdy psycholog prowadzi psychoterapię, nie każdy psychoterapeuta jest psychologiem.

Zanim znajdziesz odpowiednią osobę i rozpoczniesz psychoterapię, zacznij od prostej rzeczy. Napisz na kartce swoje zalety, systematycznie tę listę uzupełniaj i przynajmniej raz dziennie czytaj to, co napisałaś. Wiem, na początku jest trudno, włącza się (zwykle) krytyk, który podważa każdy punkt. Nie słuchaj go, nie bądź wobec siebie zbyt srogą; to, że kilka razy spóźniłaś się na jakieś spotkanie nie oznacza, że jesteś osobą niepunktualną.
Zacznę tę listę. smile
Jesteś (bo wiem to z Twoich postów): mądra, szczera, odważna, sympatyczna, odpowiedzialna, energiczna... . Początek już jest, możesz kontynuować (i to niekoniecznie tutaj - na forum).

14 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-07 10:48:44)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Jak dla mnie, to jest raczej egzystencjalny kryzys, a nie kryzys poczucia wlasnej wartosci.
Najpierw trzeba miec wogole poczucie samego siebie, wlasnych potrzeb i odczuc, wszystkich, tych dobrych i tych zlych, dostep do wlasnej intuicji.
Jesli ktos zyl tylko wypelnianiem oczekiwan innych, to wtedy to powyzsze jest na poczatku wogole niedostepne.
Stad bierze sie ten kryzys, bo gdy zabraklo wszystkich "oczekiwaczy", ktorzy za wypelnienie zadan poklepali po ramieniu i dali uznanie, to znika wtedy caly sens i zawartosc zycia. Wtedy nie wiadomo, co z zyciem robic, bo nikt nie mowi, co trzeba zrobic.
Zostaje tylko bezdenna przepasc.

Dostawalas milosc i uznanie tylko za dobrze wypelnione zadania, stad panika, jak sie cos nie udalo. Pewnie nawet nie wolno bylo Ci miec zlego humoru, bo nie tego oczekiwano od Ciebie.

Dopoki nie znajdziesz terapeuty, polecam ksiazke pt. "Dramat udanego dziecka" autorki Alice Miller.
Moze znajdziesz tam cos o sobie.

15

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Wielokropek...dziękuję... wzruszyłam się przed kompem i musiałam uciec do kuchni... ,

NIe mam pojęcia czy psychologa czy psychoterapeuty.... kogoś, komu mogę wyrzucić to co zbiera się w mojej głowie.  Mam wrażenie, że myślę szybko, działam szybko i z tego czasem robi mi się w głowe chaos. Potrzebuję nauczyć się to ogarniać. Przed rozwodem i przed wyprowadzką byłam u .... terapeutki (chyba). Byłam dwa razy. Po drugiej rozmowie, powiedziała, że nie widzi powodu abym do niej przychodziła, bo wszystko ze mną w porządku. Miałam się odezwać, jak będę potrzebowała się wygadać.
Są jednak sprawy, które mnie męczą, są dni kiedy chce mi się wyć. Ostatnie parę miesięcy to jakiś trudny czas.
Chcę przełamać te stereotypy w mojej głowie, przestać się bać. Zacząć wierzyć, że to jest moje drugie życie. Nauczyć się, że czasem słońce, czasem deszcz. Przestać sobie dowalać. Poczekać na miłość. Cieszyć się ze wspaniałego dziecka. Zastanawiałam się czy on jest unieszczęśliwiony. Chyba jednak nie. Dzięki decyzji o rozwodzie żyje w spokojnej, ciepłej atmosferze. Nie słucha awantur, wyzwisk, złości i pretensji. Jedyny problem to teraz eks i teściowa. Eks walczył w sądzie o kontakty. Zabiera go w każdy wtorek i co drugi weekend. Dobrze. Dziecko wie, że ma ojca. Problemem jest jednak to co z nim tam robią. Klasyk - weekendowy tatuś i babcia. Synek jak stamtąd wraca, jest kompletnie rozstrojony, niegrzeczny i płaczliwy. Chyba chodzi o to, że ja wychowuję a oni rozpuszczają. NIe mam niestety w nich partnerów do rozmowy tylko wrogów. (jak ja mogłam rozwalić rodzinę i się rozwieść). Na razie poprosiłam psychologa w przedszkolu o obserwację. Zobaczymy co będzie dalej.

16 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-10-07 10:53:26)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?
Marajka napisał/a:

(...) polecam ksiazke pt. "Dramat udanego dziecka" autorki Alice Miller. (...)

Dopowiedzeniem jest książka biograficzna jej własnego syna (Matrin Miller, Prawdziwy "Dramat udanego dziecka").


Edycja:
Wbrew pozorom dobre słowa dla osób do nich nieprzyzwyczajonych są trudnym doświadczeniem. Płacz, ile wlezie. Płacz dotąd, aż wypłaczesz cały swój ból, smutek, żal.
Dobrze w takich momentach jest mieć pomoc naukową - olbrzymią paczkę chusteczek smarkatek.

Ściskam Cię wirtualnie. smile

Szukaj i znajdź psychoterapeutę. smile

17

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Wielokropek, ta ostatnia ksiazka mnie zaciekawila, bede musiala przeczytac, nie znam jej.
Pewnie matka uczyla sie na synu... wink

Poranna kawo, jak pisze Wielokropek, chlon takie slowa i rycz ile sie da, to wyzwalajacy bol.

18

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Marajka dziękuję za książkę. Poszukam i poczytam. Oczekiwaczem była i jest moja matka. Nawet ostatnio, siedziałam u niej przygnębiona - wystartowała do mnie z pretensją, że jak do niej przyjeżdzam to ciągle jestem zła. Nie spełniłam jej ambicji życiowych po prostu. W zeszłym roku jak straciłam pracę, to tylko podsumowała, że gdybym uczyła się francuskiego jak Kasia z trzeciego piętra, to teraz nie miałabym problemu....
Matką jednak przestałam się przejmować, chyba, że głupio chce mi dziecko rozpieszczać, jakby ciągle chciała mi pokazać, że jej musi być na wierzchu.
Robi mi ciągle jakieś przykrości - jak do niej nie zadzwonię, to ona się nie odezwie a potem komentuje, że mogłaby umrzeć i miałabym to gdzieś. To jeden z przykładów. Jeżdżę do nich z synkiem, chcę żeby miał kontakt z babcią, dziadek nie wie już, że jest dziadkiem. Zamiast cieszyć się czasem z dzieckiem, coś fajnego zrobić, ona siedzi w fotelu zmęczona gotowaniem obiadu. (o który nie prosiłam) Ech.
Był taki jeden dzień - byłam w liceum. Ukarała mnie za coś bez sensu. Poczułam wtedy krzywdę i niesprawiedliwość. Wtedy, pamiętam, postanowiłam, że od tej pory będę perfekcyjna, nie będzie miała prawa się mnie czepiać. Tego się trzymałam. Zdałam maturę i poszłam do pracy i na zaoczne studia. Zaczęłam się uniezależniać. Potem popełniałam normale błędy. Było lepiej lub gorzej. Wszystko już jednak podszyte było pretensją. Nie poszłam na dzienne studia tak jak chciała, nie zostałam tłumaczem tak jak chciała - wypominała mi to przy każdej porażce a ja chyba ciąle usiłuję jej i innym udowodnić, że daję radę i zasłużyć na ich podziw. (Drugi to eks, który odgrażał się, że jeśli odejdę i zabraknie mi na dentystę, to żebym nie błagała go o litość, leżąc u niego na wycieraczce....)

19

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

czytając co piszesz myslę ze jestś silną osobą. Chcesz coś zmienić i nie siedzisz tylko i nie narzekasz. Fakt płaczesz czasem i sie lamiesz ale kto tego nie robi? każdy ma mnijesze już większe problemy jesteśmy tylko ludzmi i wolno nam czasem poplakać albo zalamać sie na kilka dni i nie widzieć dokąd iść i nie każ siebie za to, masz do tego prawo.

Ja kiedyś przez 2 lata bylam w ciaglym dołku. myslalam wtedy ze jedyne co mam to praca. a przeciez mialam rodzine i zdrowie, które jest najważniejsze. zobacz na pozytywy swojego życia, na piękne dziecko które masz, które patrzy na Ciebie mamę z miłością. bądz dla niego najwazniejsza i najlepsza jaka możesz być. Moja mam mnie zostawiła i od 3 lat nie mam z nia kontaktu, momi że jestem juz dorosła boli bardzo.

ja polecilbym Ci iść do psychoterapeuty czy też psychiatry. sama leczyłam się nie dlugo u psychologa, a pożniej poszlam do psychiatry po tym jak mój psycholog zaproponowal mi to roziwązanie. Dostalam tabletki które bralam bardzo krótko, ale pomogly mi. myslę że pomoc tabletkami jest czasem wskazana i potrzebna.

To jest na pewno ciezki okres dla Ciebie ale zdaj sobie sprawę z tego ile jeszcze życia przed Tobą smile postaraj się aby bylo ono jak najlepsze, znajdz w sobie siłe i żyj smile

20

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Dzięki takaja87...
tabletki.....boję się ich jak ognia. Boję się uzależnienia, problemu odstawienia..... Może mi się uda siłą własnej głowy....

21

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Wielokropek... też ściskam! smile

22 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-07 12:39:08)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

No tak, wyglada na toksyczna, manipulujaca matke.
Dobrze, ze wiele rzeczy widzisz, bedzie latwiej z wygrzebaniem sie z dolka.
Nie jestem przekonana, ze dziecko koniecznie potrzebuje kontaktu z toksycznymi ludzmi, nawet jesli to wlasna rodzina.
Kierowanie sie tym, co sie "powinno", zamiast tym co jest korzystne lub niekorzystne to tez objaw wlasnego zaprogramowania na wypelnianie schematow.
Wiec jesli jezdzisz tam po to, zeby dziecko mialo kontakt z babcia, ktora niekoniecznie korzystnie na nie wplywa, to radzilabym ten powod wykreslic.
Jesli sa inne powody, to co innego.

Dziecko i tak juz ma kontakt z ojcem i druga babcia, co tez nie brzmi za rozowo. Na to nie masz zbytnio mozliwosci ograniczenia, w koncu to ojciec.
Ale tam gdzie masz mozliwosc ochronienia dziecka przed zla atmosfera, czyli w Twojej rodzinie, to rob to, dziecko jest jak gabka i wchlania wszystko nieswiadomie.


Co do tabletek, to ja tez rozumiem te obawy i tez nie bralabym, jesli nie sa koniecznie potrzebne.
Mnie wydaje sie, ze jestes na tyle silna i swiadoma pewnych spraw, zeby sobie bez tego poradzic.
Zeby troche zrelaksowac, mozna wypic wieczorem herbatke z melisy albo dziurawca.

23

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Jako jedynaczka mam chyba jakąś obsesję, żeby syn czuł, że ma nie tylko mnie. Nie wiem jak to wytłumaczyć - że skoro rozwaliło mi się małżeństwo, to jest jeszcze ktoś, babcia. Moja matka jest nierówna. Bywa z nią ok, ale ma wyskoki. Trzeba ją wtedy podtemperować. Opiekuje się ojcem, któremu wszystko trzeba mówić, czy ma siedzieć, czy ma stać, demencja. Siedziałam z nim w marcu tydzień, jak ona była w szpitalu. Wiem, że z taką opieką można zwariować. Nie chcę jej jednak tłumaczyć, sma się zapętla nie szukająć pomocy. Mam wrażenie, że jest sfrustrowana, pomagam ile mogę ale sama mam swoje sprawy. Wnuka widzi raz na dwa tygodnie, nie jest więc jakaś przesada.
Teściowa  - to jest problem. NIestety nic z tym nie zrobię. Eks jeżdzi z dzieckiem do nich na działkę w swoje weekendy. Nie ograniczę tego. Poprosiłam tylko o obserwację syna przez psycholog, potem najwyżej trzeba będzie spotkać się z eksem i ustalić zasady postępowania i uświadomić co dziecku zrobią nieodpowiednim postępowaniem.

24 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-07 14:43:01)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

W takiej sytuacji nawet trudno sie Twojej matce dziwic, ze jest sfrustrowana. A Ty tez rzeczywiscie nie mozesz tego po prostu tak zostawic.
Jesli jest jakas mozliwosc pomocy w opiece dla niej z zewnatrz, to ja bym jednak do tego dazyla. Wiem, ze ludzie maja opory, ale taka sytuacja nikomu nie sluzy.

W sumie masz nielatwa sytuacje, musisz ciagnac ten wozek. Wszystko niejako w zawieszeniu.
Tym bardziej potrzebujesz Ty sama pomocy i odnalezienia sie w innych warunkach, niz te, ktore planowalas.
Z ojcem dziecka jest jak jest, sa sytuacje, ktorych nie mozna zmienic.

Ja tez mialam na poczatku niezle starcia z ojcem moich dzieci, on mieszkal z kochanka, mnie atakowal, takze sadownie, uzywal dzieci do walki ze mna, tylko dlatego, ze wczesniej nie tolerowalam jego wybrykow i to ja zlozylam o rozwod, a nie on. Dzieci nie lubily kochanki, tam bylo tez nowe dziecko, potem nastepna kochanka... To juz nie bylo moje zycie, ale zycie moich dzieci, na ktore nie mialam wplywu, ale wiadomo - martwilo mnie to.
Jedyne co moglam zrobic, to starac sie o wlasna wewnetrzna rownowage, zeby moje dzieci przynajmniej na codzien w domu mialy stabilizacje i normalnosc, bo rozstrzesiona matka tez nie jest zadna podpora.
A poniewaz zycie ze mna bylo najwieksza czescia ich zycia, wiec mozna bylo je w ten sposob chronic, dajac im wewnetrzna sile. Potem sytuacja sie jakos ustabilizowala i ja staralam sie nie ingerowac w ich stosunki z ich ojcem, a jego ignorowac, poki nie widzialam rzeczywiscie jakichs duzych niedociagniec, bo widzalam, ze nasza walka jest dla nich gorsza, niz te czasem niezdrowe klimaty u niego. Tak ogolnie nie byl az takim zlym ojcem, wiec zostawilam to wlasnemu biegowi rzeczy.

Widze, ze Ty tez tak starasz sie robic.
Te roznice, ktore dzieci poznaja mozna tez widziec jako cos pozytywnego, bo widza rozne stanowiska i moga pozniej byc bardziej niezalezne w budowaniu sobie swojego wlasnego widzenia swiata.
Ja dzis widze, ze moje dzieci mimo psychicznych niedogodnosci z powodu rozbitej rodziny i tych wszystkich niedobrych sytuacji sa teraz samodzielnymi i odpowiedzialnymi mlodymi ludzmi, cieszacymi sie zyciem. Szkod nie zauwazam, w zyciu idzie im lepiej niz wielu ich rowiesnikom. Nie mialam z nimi nigdy powaznych klopotow.
I przejely w zdecydowanej wiekszosci moje widzenie swiata, po prostu dlatego, ze ze mna zyly centralna czesc swojego zycia.

Tak wiec - skoro lubisz miec cele i do nich dazyc, to teraz masz za zadanie osiagnac, zeby Tobie dzialo sie dobrze, wtedy i synkowi bedzie sie dobrze dzialo.  smile

25

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?
poranna kawa napisał/a:

Marajka dziękuję za książkę. Poszukam i poczytam. Oczekiwaczem była i jest moja matka. Nawet ostatnio, siedziałam u niej przygnębiona - wystartowała do mnie z pretensją, że jak do niej przyjeżdzam to ciągle jestem zła. Nie spełniłam jej ambicji życiowych po prostu. W zeszłym roku jak straciłam pracę, to tylko podsumowała, że gdybym uczyła się francuskiego jak Kasia z trzeciego piętra, to teraz nie miałabym problemu....
Matką jednak przestałam się przejmować, chyba, że głupio chce mi dziecko rozpieszczać, jakby ciągle chciała mi pokazać, że jej musi być na wierzchu.
Robi mi ciągle jakieś przykrości - jak do niej nie zadzwonię, to ona się nie odezwie a potem komentuje, że mogłaby umrzeć i miałabym to gdzieś. To jeden z przykładów. Jeżdżę do nich z synkiem, chcę żeby miał kontakt z babcią, dziadek nie wie już, że jest dziadkiem. Zamiast cieszyć się czasem z dzieckiem, coś fajnego zrobić, ona siedzi w fotelu zmęczona gotowaniem obiadu. (o który nie prosiłam) Ech.
Był taki jeden dzień - byłam w liceum. Ukarała mnie za coś bez sensu. Poczułam wtedy krzywdę i niesprawiedliwość. Wtedy, pamiętam, postanowiłam, że od tej pory będę perfekcyjna, nie będzie miała prawa się mnie czepiać. Tego się trzymałam. Zdałam maturę i poszłam do pracy i na zaoczne studia. Zaczęłam się uniezależniać. Potem popełniałam normale błędy. Było lepiej lub gorzej. Wszystko już jednak podszyte było pretensją. Nie poszłam na dzienne studia tak jak chciała, nie zostałam tłumaczem tak jak chciała - wypominała mi to przy każdej porażce a ja chyba ciąle usiłuję jej i innym udowodnić, że daję radę i zasłużyć na ich podziw. (Drugi to eks, który odgrażał się, że jeśli odejdę i zabraknie mi na dentystę, to żebym nie błagała go o litość, leżąc u niego na wycieraczce....)


Oczywisty jest u samych podstaw wszystkich problemow temat relacji z matka. Ciagle spiecie by pokazac,ze jestes perfekcyjna a ona i  tak tego nie dostrzega i przy dogodnej okazji Cie karze. To,ze sama sie nie spelnila to nie Twoj problem i nie powinna obarczac Ciebie narzucajac Ci powinnas robic w zyciu. Bardzo dobrze zrobilas niesluchajac jej lecz idac za glosem serca bo dzis byloby duzo gorzej. Rozwod to ciezkie przezycie i nie Ty jedna to przechodzisz wiec pociesz sie,ze ten ciezki czas minie. Tonie jest porazka to sukces potrafic wydostac siebie i dziecko z toksycznego domu. Jestes silna kobieta, bardzo przebowoja, wytrzymala, zdeterminowana-masz te cechy, ktore potrzebne sa do przezycia i dlatego uda Ci sie smile Tak ja pisalas Ty i dziewczyy:nowa jakosc zycia, nowy poczatek, podejdz moze do  tego z ciekawoscia bo mozesz wiele wykreowac, wiele zalezy od Ciebie samej.jestes bardzo swiadoma swojej sytuacji i siebie a to jest bardzo duzo by osiagnac cel. Nie wydaje mi sie bys miala potrzebe leczenia farmakologicznego ale psychoterapia jak najbardziej. Koniecznie nalezy przerobic temat matki. To,ze chcemy byc docenieni w oczach rodzicow jest normalne i ma miejsce w kazdym wieku.
Co do rodziny meza: dobrze,ze syn spotyka sie z ojcem, mam nadzieje,ze poswieca mu efektywnie swoj czas. Nie zamartwiaj sie co tam sie dzieje, Ty masz dziecko przez caly tydzien wiec wychowujesz je Ty a on wyrobi sobie wlasna relacje a tata.
Postaraj sie znalezc filozofie zycia, ktora pozwoli Ci dzialac pozytywnie, tak jak mowisz: dostrzez dobre strony, docen co masz. Z Twoim charakterem naprawde poradzisz sobie.

26

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Marajka - jesteś dla mnie pocieszeniem. Latarenką. Znakiem, że można, że da się. Dzięki. Z eksem mam ciągle problemy. Miał kochankę, która jednak gdy dowiedziała się, o mojej wyprowadzce, wyparowała z jego życia. Wszystko mu się posypało. Tak jakby brakowało mu w życiu mojej głowy, nie wie co ma ze sobą robić a gdy byliśmy małżeństwem traktował mnie jak kuchtę, która na niczym się nie zna... Okazało się, że jest totalnym kombinatorem, nie chcę już do tego wracać. Teraz wojuję o alimenty. Poszłam do komornika i znowu robi jazdy.  Jeśli chodzi o synka chcę żeby właśnie wyrósł na samodzielnego, zaradnego człowieka. Mam też nadzieję, że z czasem uda mi się stworzyć rozsądny związek, tak aby miał dobry męski wzorzec w domu. Ale to powoli. Przyjdzie czas. 
Ten post to pokłosie wydarzeń ostatnich tygodni - wojna z eksem, problem z matką, praca, wszystko na raz i żadnej nadzieii, że coś się zmieni. Zapętliłam się tak jak pisałam, odechciało mi się wstawać rano. Dobrze, że tu napisałam. Cieszę sie smile

27

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Grinta - wczoraj od dobrej koleżanki usłyszałam właśnie, że ona uważa mój rozwód - z człowiekiem przemocowcem za akt odwagi, nie porażkę. Nie chcę już teraz pisać, co on i teściowa wtedy usiłowali ze mną zrobić, było bardzo trudno  - do tego stopnia, że składając pozew o rozwód wystąpiłam o zabezpieczenie kontkatów jego z dzieckiem, bo inaczej się nie dało. Mam siłę, wiem, mam coś takiego jak samonakręcająca się spręzyna. Tylko, że ostatnio przygnębienie sięgnęło zenitu. Miałam wrażenie, że już nie wstanę....

28

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Mam poważne przypuszczenia, że... znakomita większość osób z Twego otoczenia lubi Cię taką, jaką jesteś. Że na ich sympatię nie musisz zasługiwać. Że lubią Cię mimo Twej perfekcji, nie za nią. Ba.. śmiem twierdzić, że do tych osób - wbrew pozorom - należy też Twoja mama. A że tego nie okazuje, to co innego; nikt jej pewnie tego nie nauczył. Kocha Cię i okazuje to, jak potrafi - choćby gotując obiad dla Ciebie.

To, co napisałaś:

(...) jak do niej nie zadzwonię, to ona się nie odezwie a potem komentuje, że mogłaby umrzeć i miałabym to gdzieś. (...)

jest typowym zachowaniem dla osób, które nie potrafią mówić o swych (pozytywnych) uczuciach, które w którymś momencie życia przyswoiły sobie tezą, że chwaleniem i docenianiem psuje się dziecko/nastolatka/inną osobę, że stawianie coraz wyższych poprzeczek i tzw. zimny wychów jest najlepszym, co rodzic może ofiarować dziecku. To takie osoby , które myślą, że są niekochane, jeśli czegoś nie osiągną,  które (wybacz, podobnie do Ciebie) myślą, że muszą być potrzebne, bo inaczej nie istnieją i nikt się nimi nie zainteresuje dla nich samych.

29

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Dzień dobry smile,
muszę się pochwalić, że wczoraj po raz pierwszy od X czasu ugotowałam sobie obiad i zjadłam ze smakiem smile
Wielokropek... jeśli chodzi o sympatię otoczenia - przywykłam, że albo się mnie kocha albo nienawidzi i unika. Mam jedną, dosłownie jedną przyjaciółkę (tylko ją mogę tak nazwać). Jest to osoba, która wie o mnie chyba większość, osoba, która podczas mojego największego doła, kiedy zawalił się mój świat i schudłam 10 kg, karmiła mnie osobiście łyżką do buzi. Oprócz tego 4 bardzo dobre koleżanki. Fakt, zawsze mam kogoś do kogo mogę zadzwonić w nocy, o północy. Dużo różnych znajomych, to tu, to tam. Czy moja mama? Nawet jeśli tak, to nigdy nie potrafiła mi tego okazać. Chociaż nie, okazała parę razy, zawsze jednak potem robiła tak, żebym wyraźnie odczuła, że nic nie jest za darmo.
Dzięki tym doświadczeniom staram się komletnie inaczej podchodzić do mojego dziecka...

30 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-10-08 12:26:29)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Gratuluję! smile


Cóż... taki żywot "wyraźnych" osób: wzbudzają skrajne uczucia. smile

Jak dobrze, że masz przyjaciółkę. Przyjaciółka to skarb. Że jedną? A wystarczyłoby Ci sił i czasu na posiadanie ich kilku? tongue


(...) zawsze jednak potem robiła tak, żebym wyraźnie odczuła, że nic nie jest za darmo. (...)

To dla równowagi, byś się nie popsuła. hmm Smutne, ale prawdziwe.

Twoje dziecko ma mądrą mamę, mamę, która potrafi okazać "dobre" uczucia. Ma szczęście.

31

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Dziękuję Wielokropku. Mam z dzieckiem fajny kontakt. Staram się wpajać mu wiarę w siebie, siłę i optymizm. Eks trochę bruździ, mówiąc, że jest to biedne, małe dziecko, z rozwalonej rodziny. Kretyn. Co do mamy - dystans. Ona już się nie zmieni.
A ja.... przestawiam myślenie, odrzucam stereotypy. Otwieram szerzej oczy na rozmaitość życia.
Jeszcze jeden problem mam... jako dziecko, młodzież  nie musiałam nigdy się niczego uczyć, wchodziło mi "samo" do głowy.  Przez co nie wykształciłam w sobie wytrwałości. Myślę, że to jest też moim problemem. Jestem uparta  - czy jednak upartość (a właśnie, że to zrobię) równa się wytrwałość? są tematy, które zarzucam gdzieś, bo nie dawały zbyt szybkich wyników. Potem żałuję, bo pewnie wyszłyby gdybym trochę poczekała...

32

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Tobie chodzi o terminologię? big_smile Nie jestem w tym dobra.
Jeśli się uprzesz, by coś osiągnąć, to będziesz robiła to do skutku. Czy to nie wytrwałość?
Rozumiem jednak, że w takim długim działaniu brak Ci szybko widocznych efektów. Rozwiązaniem tego jest podzielenie sobie tejże pracy na mniejsze etapy, dzięki temu szybko będziesz osiągała cel: jeden, drugi, trzeci, aż zdobędziesz ten wymarzony i wyśniony.

33

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Poranna kawo, gratuluje smacznego obiadku wink
Widze, ze Ty rzeczywiscie jestes szybko-dzialajaca. Ledwo cel sie wylonil, a juz w realizacji (mam na mysli to dbanie o wlasne dobro).
Tak trzymac! Jak jeszcze pojdziesz na spacer i zachwycisz sie na chwilke pieknymi kolorami jesieni albo posluchasz przez moment z przyjemnoscia kawalka muzyki, to jestes na najlepszej drodze.
Trzeba szukac choc krotkich momentow, w ktorych zycie jest warte zycia. To wytchnienie dla ducha, ktore on natychmiast bez naszego udzialu wykorzystuje na zdrowienie. Im czesciej sie takie momenty swiadomie do siebie dopusci, tym bardziej zaczna sie one rozprzestrzeniac w tym systemie zwanym czlowiekiem.
Posiadamy bowiem niezwykle zdolnosci do samouzdrawiania, tylko trzeba dac im szanse.
Nasze zycie podaza za nasza uwaga, wiec warto ta uwage kierowac tam, gdzie daje to szanse na dobre samopoczucie, a tym samym na dobre zycie.

Co do tych zarzucanych tematow - znam tez ten bol, tez niewiele musialam robic. Ale czy naprawde trzeba sie meczyc i ciezko pracowac, gdy sie niekoniecznie musi? To tez jakies takie wpojone wierzenia, ktore czasem moznaby bylo zweryfikowac. To tez nalezy do choroby.....
Ja wiem jedno, ze jak trafi sie na cos, co naprawde nas wchlonie, to nie trzeba sie wcale mobilizowac do wytrwalosci, bo po prostu nie mozna sie od tematu oderwac. A wszystko inne widocznie nie bylo az tak warte zachodu.
Mozliwoscia sprawdzenia, co jest dla nas naprawde wazne, jest zmierzenie sie z wlasna smiertelnoscia. Czego nie chcesz zalowac na lozu smierci? Jakich rzeczy czy dzialan, ktore sie zrobilo, lub...nie zrobilo.
Jest taka ksiazka pt. Gdybyś miał przed sobą rok życia, autor Stephen Levine
Gdy sie ja rzeczywiscie dokladnie przepracuje, to priorytety staja sie bardziej wyrazne.

34

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Cześć dziewczyny....
dziękuję za słowa wsparcia. Rzeczywiście ruszyłam kilka spraw do przodu. Jednak coś ruszyłam a coś mi dowaliło. Znowu ledwo dziś wstałam. Mam taką wielką czarną dziurę w środku. Co ją zwalczę, to pojawia się od nowa. Nowa czarna dziura.

35

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Podejrzewam, że nowaa czarna dziura jest mocno związana z tym, co dzieje się za oknem. Nie spotkałam jeszcze dzisiaj osoby, która by nie wlokła swej szczęki za sobą.

36

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

A jak cholernie zimno jest....nie, słuchajcie, eks mi dowalił. Pomijam fakt poziomu mniej niż zreo, czyli nie będę Ci płacił alimentów, co, Londyny, ciuchy, samochody... (tak, dostałam nowy służbowy) i na dziecko Ci brakuje - to są słowa z maila jakiego mi napisał w temacie komornika. Nagle z ulicy zniknął mój stary samochód, myślałam, że mi go ukradli, okazało się, że straż go ściągnęła. Od dwóch tygodni stał w jednym miejcu i NAGLE go scholowali. Na czyjeś zlecenie telefoniczne..... ECH.

37

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Współczuję.
Z drugiej strony... potwierdził opinię o swej klasie. Mały człowiek, który patrzy jak może ugryźć. Teraz (?) już nie masz wątpliwości.

38

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Tak, tylko, że .... zaczynam obawiać się, że jeżeli będę upominała się o cokolwiek, co mi się należy (a mam takie plany) to za każdym razem będę walczyć z palantem, który będzie chciał mi dowalić. Zastanwiam się teraz czy wystąpi o obniżenie alimentów, albo niedajboże jeszcze o alimenty do mnie.... Myślałam, że się od niego uwolnię a tu niestety jest inaczej...

39

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Chcesz zrejterować? Chcesz odpuścić to, co się Tobie należy, w imię świętego spokoju? Ok.
Tylko... czy wówczas Twój spokój będzie święty (jeśli w ogóle jakiś będzie)?

Uwolnisz się od niego po załatwieniu w sądzie wszelkich spraw z nim związanych.

40

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Dzisiaj po "pogodzie" mozna by sie zorientowac gdzie kto mieszka.

Autorko, nie zmienisz sytuacji w ktorej zyjesz i problemow. Z reguly o tym wszystkim na stale decyduje sad. Nie przejmuje sie wiec "drobnymi" zlosliwosciami i tych duzych nie wylbrzymiaj. Straszenie jest forma nacisku, czasami wyrazem czyjejs bezsilnosc a TY raz ze nie musisz sie na nic zgadzac, dwa okazujac strach dajesz pozywke szantazyscie emocjonalnemu.

41 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-12 15:08:53)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Dobra kawo, Maniek dobrze gada. To nie ex decyduje o tym, czy bedzie placil alimenty, tylko sad.
Ja tez musialam walczyc, nauczyc sie walczyc. Bo odpuszczanie wszystkiego ze strachu, to zadna strategia.
On robi to samo, co zawsze robil w stosunku do Ciebie i widac pozwalalas mu na duzo za duzo, bo mysli, ze to nadal bedzie skutkowac. Prawdopodobnie pozwolilas podeptac wiele swoich granic. Teraz musisz zaczal ustalac je na nowo i nie dopuszczac juz wiecej do tego, zeby byly kiedykolwiek przez kogokolwiek naruszone.
Czasem przychodzi taki moment, ze trzeba zawalczyc, nawet jak sie bardzo nie chce. To inwestycja na przyszlosc, cwiczenie sily, ktora bedzie Cie bronic.
Widac dotad walczylas za malo.

Walcz o to, co sie nalezy Twojemu dziecku i Tobie. Takich typow jak Twoj ex trzeba traktowac czasem tymi metodami, ktore oni sami stosuja. Ja uwazam, ze czasem (prawie) wszystkie chwyty sa dozwolone.
Jak bedziesz mu mogla gdzies dowalic na postraszenie, to korzystaj z tego. Na zimno, z przemysleniem i madrze, na pewno to potrafisz i znasz jego slabe strony. Tak zebys Ty byla na pewnym gruncie, a to on zaczal sie bac Ciebie, a nie odwrotnie. On zaczal wojne, wiec teraz musi ponosic tego skutki. Rob to nie emocjonalnie, tylko strategicznie, wykorzystaj swoje zdolnosci, po to je masz i masz ich wystarczajaco.
Takie sytuacje sa po to, zeby wyciagnac swoje mocne strony z podziemi i dowiedziec sie, kim sie jest.
Nie musisz zadac wiecej, niz sie nalezy, ale alimenty na dziecko to jego psi obowiazek.
Walka moze byc porzadna, bo jak powyzej, jemu wydaje sie, ze jak juz wlazl kiedys na cudze terytorium, czyli Tobie na glowe, to ma prawa przez zasiedzenie.
A jednak bedzie musial zrozumiec, ze ich nie ma!

Skad ja to znam... sad 

Trzymaj sie.

42

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Hej, jestem w podobnej sytuacji. Rok tem rozstałam się z ojcem mojego dziecka. Alimenty płaci, z dzieckiem spotyka się regularnie. A ja? Żyję jak automat.

43

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Marajka - nie wiem skąd to wszystko wiesz, Twój post wydrukowałam i czytam wtedy, kiedy mam ochotę powiedzieć sobie, że mam dość, nie chcę, nie mogę. W życiu spotkałam dwie osoby, które potrafiły trafić do mojej głowy i nazwać, określić to co mnie boli, tak abym wreszcie nazywając problem wiedziała, co mam z nim zrobić. Jesteś trzecia...
Tak, wlazł mi na głowę, pozwoliłam podeptać wszystko, do tego stopnia, że czułam się przy nim nikim. Był agresywny i złośliwy. Umiał uderzyć w czułe punkty, wykorzystywał moje słabe strony. Najpierw byłam zakochana, nie zauważałam manipulacji a potem, potem to już uzależniona finansowo i chyba emocjonalnie. Na koniec już się tylko go bałam, stał się agresywny również fizycznie. Ja  - energiczna, konkretna, wesoła, stałam się wrakiem. Długo uczyłam się jak mam od niego odejść, jak przestać się bać, żeby zrobić ten krok. Zrobiłam. Widzę jednak, że to wraca - lęk przed nim wraca, jak wyuczony odruch psa Pawłowa. On zaczyna swoją gierkę a ja szukam ucieczki, żeby tego nie przeżywać. Przekroczy jakieś moje granice - zacinam się i czynam walczyć o swoje ale boję się i szukam ucieczki.
NIe nauczyłam się walczyć, bo wcześniej za bardzo nie musiałam. Gdzieś tam wydawało mi się, że czasem lepiej odpuścić, że takiego typa lepiej nie ruszać, że po co wchodzić w konflikt. Tym czasem masz rację. Czasem trzeba właśnie zawalczyć nawet  jeśli sie nie chce. Jak mne to zmobilizowało! Tak się wściekłam, że doprowadziłam go do tego, że mnie wczoraj przepraszał za wszystko. Choć wiem, że to był moment, być może kolejna manipulacja - miałam chwilową satysfakcję. Muszę teraz obrać strategię "na zimno" i pokazać mu czego nie ma prawa wobec mnie robić.

Dziękuję! Dziękuję Wam wszystkim za mądre słowa!

44

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Aga30  - hej, fajnie, że tu wpadłaś. Napisz coś więcej, nie wiem, czy Ci z tym dobrze, czy źle.... (z tym automatem)...

45 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-14 00:21:01)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Poranno kawo, skad wiem? Czytam z fusow kawowych wink
A tak konkretniej, to w sumie z Twoich wpisow. Napisalas gdzies, ze maz mial problemy z agresja, wiec wygladalo mi to na wielokrotne przekroczenia granic, na ktore nie zareagowalas od razu.
To wyrazenie "mial problemy z agresja" zdradza, ze tolerowalas i bagatelizowalas, byc moze nawet sie wstydzilas, ze zdarza sie to Tobie. Tymczasem to nie tylko on mial "problemy z agresja", tylko i Ty mialas problem bycia ofiara.

Poza tym odnajduje w Twojej historii elementy podobne do mojej. Moj ex tez probowal mi dowalac i kazde ustepstwo zamiast zapewnic mi pozadany przeze mnie spokoj prowadzilo do tego, ze szedl dalej.
Musialam wyciagnac na wierzch armaty i to dopiero poskutkowalo.

Masz racje, ze ogolnie walka nie jest najlepsza metoda na zycie i zwykle lepiej nie wchodzic w konflikt.
No ale w zwiazku jest to zazwyczaj fatalne, pozwalac przekraczac swoje granice, bo agresor bedzie isc coraz dalej. Tak jak opisujesz. To zyskuje wlasna dynamike.

Zachowaj sobie ten gniew i wscieklosc gdzies w zasiegu reki, tak, zebys to czula na tyle, zeby czerpac z tego sile, ale nie musiala dzialac impulsywnie. Niech on czuje, ze to nie byl jeden raz, tylko ze ta sila jest teraz stale w Tobie.
Mam wrazenie, ze umiesz to kontrolowac.
Sluszny gniew budzi sily zyciowe i wypedza strach. Tego teraz potrzebujesz, zeby exowi postawic te granice.

Czy wiesz, ze tlumiony gniew jest tez jedna z przyczyn depresji?
Ty musisz miec tego niezle poklady w sobie, bo on wystarczajaco dlugo po Tobie deptal.
Gniew w przypadku przekraczania granic jest czyms naturalnym i potrzebnym, a Ty go gdzies upychalas do podziemi, bo strach bral gore.

Jak zaczal przepraszac, nawet jesli to mialaby byc gierka, to mysle, ze nie wyglada to az tak zle, nie jest to taki twardziel ani psychopata, ten ostatni wpadlby tylko w wieksza zlosc.
Widac masz sile przebicia, gdy tylko ja do dzialania dopuscisz.

46

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Marajka - tak, teraz to widzę. Wystarczy, że on się do mnie odezwie z pytaniem o coś tam, we mnie rodzi się od razu potężna furia, że znowu czegoś chce, że śmie mnie o coś pytać, że pewnie zaraz zacznie wypisywać te wszystkie farmazony, które zawsze mi zarzucał, że będę musiała się znowu bronić - czyli udowadniać oczywistość. Ten człowiek wszystko, dosłownie wszystko odkręcał, tak aby nigdy nie był winny. Jak ze złości zrobił dziurę w ścianie (walnął w nią pięścią) - ja byłam winna, bo coś tam źle zrobiłam. Jak mnie uderzył, to przecież nie on tylko ja się na niego rzuciłam, jak staliśmy w korku, to była moja wina, bo kazałam mu jechać tą drogą! Ta złość gromadziła się latami. Gdzieś na dnie mnie. Ta złość pomogła mi wydostać się z tego związku ale jest gdzieś nadal w środku i reaguje na każdy jego odzew. Pomieszana ze strachem, niesmakiem i pogardą jaką czuję do tego człowieka.
Czy umiem ten gniew  kontrolować? już chyba tak. Za każdym razem jednak razem z tą furią dochodzi do głosu strach. Strach, który jeśli go nie opanowałam odpowiednio, potrafił mnie pokonać i kazał mi siedzieć cicho w panice... do zeszłego roku, kiedy zaczął mi wygrażać, że zna prezesów firmy, w której pracuję i że mnie zwolni... od tamtej pory coś we mnie pękło i jest już tylko furia. Może to wszystko nagromadzone latami czasem wyłazi bokiem i sprawia, że nie mam siły wstać... albo jak tamten zaczyna znowu swoje farmazony, mam ochotę schować się gdzieś żeby dał mi spokój a jednocześnie od razu mam poczucie, że gdyby stał obok mnie to ... ech.

47

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

I nie wiem co to jest, że odpuszczałam, czasem teraz też odpuszczam. Brak wiary w siebie?

48

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Odpuszczałaś i odpuszczasz, bo...? Co, wedle Twych wyobrażeń, stałoby się, gdybyś nie odpuściła?

49

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

No ... właśnie Wielokropku. Nie wiem! odkąd postanowiłam odejść, szukam tego czegoś, tego miejsca w mojej głowie, które sprawiło, że się poddałam temu człowiekowi i że się go bałam, czasem jeszcze się boję. Pokonuję ten strach ale pierwsze zawsze jest to uczucie kłucia i atak paniki, który mówi mojej głowie uciekaj!

50

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Ty jedna wiesz, czego się boisz.
Rozłóż swój strach na czynniki pierwsze. Co stanie się, konkretnie, gdy powiesz mu swoje zdanie, sprzeczne z jego?
Nie filtruj tylko tego przez rozum, bo inaczej nigdy nie dojdziesz do prawdy o sobie.

51

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Mówię mu - masz obowiązek płacić alimenty - a on do mnie - masz obowiązek płacić swoje długi i wyciąga jakieś rzeczy sprzed 10 lat, że mam mu oddać pieniądze, bo za coś tam kiedyś za mnie płacił. Mówię - dziecko ma być przywiezione do przedszkola rano (przywozi go na 13) bo traci zajęcia - on do mnie, że to nie jego wina, że przeprowadziłam się na drugą stronę miasta i on teraz ma daleko... potem już tylko wyzwiska i wypominanie a i tak ignoruje mnie i robi swoje.
Do mnie na przykład pisze, że MAM OBOWIĄZEK informować go o wizytach lekarskich synka...

52

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Tak - wkurza mnie to, że mnie ignoruje i nie wiem jak z tym walczyć. Najchętniej wzięłabym wtedy coś cięzkiego...

53

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Pomijając wszystko inne, to wasze wzajemne szafowanie słowem "to Twój obowiązek" jest niezłym przyczynkiem agresji. Nie rozmawiacie ze sobą, nie mówicie do siebie, tylko wydajecie rozkazy. Po pewnym czasie też ignorowałbym rozkazywanie.

54 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-14 13:45:26)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Poranna kawo, masz kogos zaufanego, do kogo mozesz pojsc i sie wyplakac albo opowiedziec o swoim gniewie, o rezygnacji, o tej calej hustawce?
Mam nadzieje, ze masz, bo samej trudno. Czlowiek potrzebuje wsparcia od innych ludzi i ich obecnosci.
To byloby dla Ciebie teraz wazne.
Albo moze znajdziesz jakas gruppe wsparcia, czy cos w tym rodzaju, gdzie moglabys swobodnie sie wygadac.

Co do tych oskarzen bylego - staraj sie to kompletnie ignorowac, nie reaguj na to, jakby nic nie powiedzial i rob swoje.
Macie wypracowane formy interakcji, ktore zawsze przebiegaja tak samo, bo kazde tak samo reaguje.
Musisz Ty cos w swoim zachowaniu i reakcji zmienic, zeby to przerwac.
Nie tlumacz sie, nie staraj sie wytlumaczyc oczywistosci. Nie musisz niczego udowadniac, a poza tym on i tak nigdy nie przyzna Ci racji i nie zrozumie. On naciska jakies guziki w Tobie, na ktore reagujesz.
W tym sensie rzeczywiscie musisz przerwac TA walke i walczyc inaczej.

Ja na swojego ex musialam uzywac swiadomej manipulacji. Wiedzialam, ze nigdy nie robil tego, co od niego chcialam. Przy tym nie byly to jakies moje zachcianki, tylko rozsadne rzeczy zwiazane z dziecmi.
On probowal sie wyzywac na mnie poprzez dzieci.
Takiej walki nie mozna podejmowac, bo to idzie na koszt dzieci.

Wiec bralam sie na sposob i zadajacym tonem oznajmialam mu, ze oczekuje czegos, a bylo to czyms odwrotnym, niz ja chcialam. I az sie wierzyc nie chce - ale reagowal jak pociagana za sznurki kukielka i robil dokladnie to, co ja zamierzalam, ale o czym oczywiscie nie mowilam.
Tacy ludzie maja jakas paranoje w glowie i usiluja zdobyc wladze nad kims. Kazda zgoda z przeciwnikiem, za jakiego uwazaja byla/bylego jest dla nich kompletna porazka, wiec nigdy sie nie ugadzaja, tylko stawiaja zadania.

Czuj ten swoj strach, ale na niego takze nie reaguj, po prostu go zostaw jak jest. Mozesz zamiast tego zwrocic sie w strone gniewu, ten w takiej sytuacji pomoze.

Tez znam ten strach w takich sytuacjach, gdy domagam sie tylko i wylacznie swoich wlasnych praw, lub przeciwstawiam sie agresorowi. Czasem juz na sama mysl. Musze wtedy wlaczac rozum i popatrzec na konkretna sytuacje, gdzie zazwyczaj zadne niebezpieczenstwo mi nie grozi.
Ale ja znam przyczyny tego, leza one w moim dziecinstwie, gdzie bylam systematycznie deptana i zawsze to ja bylam winna. Z definicji. Bo z definicji nie mialam praw do wlasnych granic, tylko bylam wlasnoscia.
Nie bylam systematycznie bita, o nie, tylko czasem oberwalam cos w przelocie i nigdy nie bylo wiadomo, kiedy i za co cos bedzie. Albo byla awantura. Albo przynajmniej milczace wyrzuty.
W ten sposob stalam sie tym perfekcyjnym dzieckiem, z ktorym nie bylo klopotow i ktoremu sie wszystko udawalo. Tylko za jaka cene!
Pozniej przez wiele lat wpadalam w panike, jak zdarzylo mi sie zrobic jakis blad, nawet drobny. A czasem nie musial to byc blad, wystarczylo, ze komus cos nie pasowalo w tym, co zrobilam lub powiedzialam.
Do tej pory pierwsza reakcja na takie sytuacje jest u mnie bicie serca, strach i stres, ale juz nie musze na to reagowac, bo to znam i wiem skad sie to bierze. W tym sensie ja ciagle jeszcze walcze ze swoim strachem i ucze sie go nadal przelamywac.

To sa wlasnie te odruchy Pawlowa.
Ty zylas pewnie wystarczajaco dlugo w takim terrorze, zeby ich nabyc.
A moze znasz jeszcze jakies inne sytuacje, wczesniejsze,  z Twojego zycia, gdy czulas sie oskarzana o cos, czego nie zrobilas? Czy bylo to tylko w tym zwiazku? jak wygladalo to z Twoimi osobistymi granicami? A moze jako jedynaczka tez nie mialas do nich prawa i postawienie ich rownaloby sie straceniu milosci rodzicow? Czasem nie trzeba zadnych drastycznych srodkow, zeby sklonic dziecko do porzucenia wlasnego "ja", gdy kary za samowole sa subtelne ale bardzo skuteczne. Pisalas o "oczekiwaczce" w swoim zyciu...
Zastanawiasz sie nad ta porada u psychoterapeuty? Nie trzeba od razu robic dlugich terapii, czasem wystaczy kilka wizyt, zeby cos sie rozjasnilo, dostac pare porad, jak radzic sobie z takimi emocjami.

55 Ostatnio edytowany przez poranna kawa (2015-10-14 14:59:14)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Marajka mam ochotę Cię wyściskać smile mam wsparcie, mam 5 koleżanek, każda ma wszystko na tapecie na bieżąco. Nie w tym problem. Problem tak jak napisałaś tkwi w reakcjach. W schemacie. Nie umiem , nie wiem jak reagować żeby to zmienić. Przykład z dzisiaj:
- nagle dowiedział się, że mam nową nianię, która odbiera dziecko z przedszkola. Jego reakcja cytuję: - Przesyłam oficjalne przypomnienie w sprawie twoich obowiązków (to do mnie) i moich praw (to o sobie). NIe masz żadnego prawa do upoważniania do odbierania dziecka z przedszkola dla jakichś starszych pań. Ja mam prawo wykreślić takie upoważnienie. Więc do końca tygodnia oczekuję od Ciebie zorganizowania spotkania z tą panią. Chcę zobaczyć jak opiekuje się Julkiem. NIe masz prawa sama sobie powieżać opieki nad naszym dzieckiem bez mojej zgody i informowania mnie o tym fakcie. - koniec cytatu. Jak ja mam z nim gadać jak już mam ochotę, nie powiem co zrobić.....

56

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Wielokropek - zgadzam się ale on zawsze mówił do mnie trybem rozkazującym więc ja też zaczęłam.

57

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

I jeszcze jedno - Marajka - jako jedynaczka nie miałam prawa do żadnych swoich decyzji, bo to równe było z karami, szlabanem i nieodzywaniem się matki do mnie. Mogłam tylko się uczyć. Gdy przychodził ktoś znajomy do mnie - nie mogłam zamknąć drzwi do swojego pokoju, jeśli to zrobiłam, matka wchodziła i ostentacyjnie je otwierała. Nie mogłam właściwie wychodzić nigdzie po szkole, musiałam się uczyć. Jeśli chciałam wyjść zaraz był komentarz, że się "szlajam". Dlatego nie wychodziłam i nikogo nie zapraszałam. Dlatego, mimo świetnych warunków finansowych rodziców poszłam na zaoczne studia i do pracy a jak miałam 21 lat wyprowadziłam się z domu i zaczełam wieść wesołe studenckie życie smile

58

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

I jeszcze jedno - Marajka - jako jedynaczka nie miałam prawa do żadnych swoich decyzji, bo to równe było z karami, szlabanem i nieodzywaniem się matki do mnie. Mogłam tylko się uczyć. Gdy przychodził ktoś znajomy do mnie - nie mogłam zamknąć drzwi do swojego pokoju, jeśli to zrobiłam, matka wchodziła i ostentacyjnie je otwierała. Nie mogłam właściwie wychodzić nigdzie po szkole, musiałam się uczyć. Jeśli chciałam wyjść zaraz był komentarz, że się "szlajam". Dlatego nie wychodziłam i nikogo nie zapraszałam. Dlatego, mimo świetnych warunków finansowych rodziców poszłam na zaoczne studia i do pracy a jak miałam 21 lat wyprowadziłam się z domu i zaczełam wieść wesołe studenckie życie smile
Dlatego teraz jak muszę prosić ją o pomoc (a czasem muszę) to mam wielką gulę w gardle.

59 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-14 15:57:33)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Rety, jakbym czytala mojego ex!
Az sie we mnie pieni, jak to czytam, wiec rozumiem Cie doskonale.
Jak masz reagowac? Wkurzaj sie sama ile chcesz, wal w poduchy i....zignoruj dupka kompletnie.
Wogole sie nie odzywaj.
Cokolwiek bys nie zrobila, on bedzie atakowac tym bardziej.
Jesli rzeczywiscie to zrobi czym zagrozil, to ja bym zastanowila sie sama nad podaniem tego do sadu i ukroceniem jego praw rodzicielskich w pewnych zakresach, bo tu absolutnie wyraznie widac, ze wogole nie chodzi o dziecko, tylko on chce Tobie dowalic, a to byloby kosztem dziecka, bo kto mialby sie nim zajmowac?
Czy wiesz o kims, kto spedza czas z dzieckiem u niego, jakas kochanka moze? Wtedy moglabys zagrozic, ze wystapisz sadownie o zabronienie kontaktow z taka osoba (jako przeciwsrodek na to, czym on teraz grozi).

Albo moze masz jakies informacje z jakiejkolwiek dziedziny jego zycia, ktore moglabys uzyc przeciw niemu? To uzyj. Zagroz doniesieniem do urzedu skarbowego albo gdzie indziej, pomysl, co tak naprawde moze go przyhamowac i gdzie porzadnie zaboli .... wink
Ja nie wahalabym sie przed wynajeciem detektywa, zeby cos wygrzebal, zeby miec atuty.
To metody dzialania zewnetrznego, ktore byc moze beda potrzebne. Nie uzywaj tego na zapas, tylko naprawde w sytuacji, gdy musisz liczyc sie z naprawde powaznymi konsekwencjami dla Ciebie lub dziecka. Konfliktu nie trzeba zaostrzac, ale nie wolno ustepowac terytorium w tym wypadku.
Wewnetrzne dzialania dalej ponizej i te sa jeszcze wazniejsze, a do tego mozesz je przeprowadzic sama i bez walki.

Niestety, moze tak byc, ze tez bedziesz musiala prowadzic walke do gorzkiego konca, az go pobijesz jego wlasna bronia.
Ja musialam to zrobic. Moj ex w nieco podobnych sytuacjach wystapil o odebranie mi praw rodzicielskich, ale dzieci mialy byc u mnie (!!!). Ja wtedy wystapilam z przeciwwnioskiem, jemu te prawa odebrac i wygralam, bo nawet porypany sad uznal, ze z takim psycholem nie da sie wspolnie sprawowac wladzy rodzicielskiej.

A wiec ignoruj go, na ile tylko mozesz, i na wszelki wypadek zbieraj to wszystko, dokumentuj i czekaj, az on w swoim pieniactwie zacznie robic kardynalne bledy albo Tobie nadarza sie jakies korzystne okazje, zeby to ukrocic.
Na pyskowki nie musisz wogole reagowac.

Wszystkie dzialania rob bardzo przemyslanie i nie reaguj w stosunku do niego spontanicznie, bo to tylko utrzymuje ten energetyczny wzorek.
On wylewa na Ciebie swoja zolc a Ty to lykasz. Jemu przez to chwilowo lepiej, dopoki go znow nie zacznie zalewac.
Ty robisz za smietnik na jego brudy. Bedziesz nim tak dlugo, jak dlugo bedziesz na to, czym on rzyga, reagowac, czyli wlasnie lykac.
Gdy zacznie sie odbijac od muru, to musi sie cos zmienic. A wiec musisz zrobic wszystko, zeby zmienic te reakcje u siebie, dlatego jakas profesjonalna pomoc bylaby potrzebna, albo choc rady doswiadczonych.

Jestescie poki co jak dwa bieguny, miedzy ktorymi plynie prad energii. Musisz to w jakis sposob przeciac. Musisz przeciac to niezdrowe polaczenie miedzy Wami.
Gdy przestaniesz byc tym do niego przeciwstawnym biegunem, ktory umozliwia ten przeplyw, to wtedy on juz nie bedzie mial mozliwosci wyladowania swojego ladunku w Twoim kierunku i straci zainteresowanie w tych atakach, bo nic mu to nie bedzie dawac, albo wlasnie zacznie robic bledy i dzialac zupelnie nielogicznie i bedziesz mogla to wtedy wykorzystac.

Postaw sobie jako cel przeciecie energetyczne tego zlego polaczenia i zrob to na ten moment swoim nadrzednym celem.
Przypominaj sobie o tym codziennie, powies kartke nad lozkiem, ze masz od rana cos w tym kierunku zrobic u siebie samej, zeby sie odciac od tego i miec spokojne zycie. Nasze intencje sa czyms ogromnie skutecznym.
Gdy bedziesz skupiac uwage na pozytywnym celu, to wzmacniasz sily, ktore do tego daza.
Gdy codziennie twoja uwaga jest skupiona na strachu przed tym, co on dzis zrobi i czym Ci jeszcze dowali, to wzmacniasz wlasnie ta energie i takie beda rezultaty.
Energia dziala zawsze w ta strone, gdzie jest skierowana uwaga. I nie ma znaczenia, czy jest to nieswiadoma, czy swiadoma uwaga.
Wiec warto to robic swiadomie, zeby moc wybierac lepsze sytuacje.

Pal kadzidelka jako symbol na ochrone, czy wymysl jakis rytual, ktory symbolizuje przeciecie tego polaczenia i rob tez codziennie, nawet jak nie bedziesz w to za bardzo wierzyc.
Zrob sobie wizualizacje, w ktorej roztaczasz wokol siebie otoczke dobrej energii, ktora Cie chroni.
Albo cos innego, co Ci samej wpadnie do glowy i poczujesz, ze to dla Ciebie dziala. Ale powinno to miec cechy rytualu, chocby calkiem malutkiego, jak odpukanie w niemalowane drewno wink.
Nie wysylaj w jego strone zlych zyczen, bo to podsyca Twoje trwanie w konflikcie. Wystarczy, ze bedziesz sie chronic, zeby jego zle zyczenia nie osiagnely Ciebie.
To naprawde dziala!
Powtarzane rytualy utrwalaja podswiadomie zwiazane z nimi uczucia, emocje i intencje. Jestesmy ukondycjonowanymi organizmami i w zwiazku z tym mozna te ukondycjonowania tez zmienic. Wiec kondycjonuj sie na przeciecie polaczenia i utrwalanie ochrony swoich granic.
Na razie jestes ukondycjonowana na ich tratowanie i bezsilna zlosc z tego powodu, ktora doprowadza do rezygnacji, bo nie widzisz wyjscia z sytuacji.
Wyjsciem jest zmiana tych ukondycjonowan, najpierw we wlasnych przekonaniach. Jak te sie zmienia, to przyjda za nimi konkretne sytuacje, jak sie wyplatac z zewnetrznych sytuacji.
A wiec rob rytualy w tych wlasciwych uczuciach i intencjach.
Tak pracuje sie z podswiadomoscia, a ta ma na nas potezny wplyw.

No i szukaj koniecznie dla siebie metody, jak sie wewnetrznie uporac ze swoimi emocjami.
Przede wszystkim trzeba je do siebie dopuszczac, ale nie reagowac pod ich wplywem na zewnatrz. Po jakims czasie slabna.
Mozesz poczytac o medytacji Vipassana albo zrobic jakis kurs, to mozna robic tez w domu, albo poszukac podobnych technik z psychologii albo jej pogranicza.

No tak, ta domowa sytuacja w dziecinstwie wiele wyjasnia! teraz kontroluje Cie ex.
Ja tez bylam scisle kontrolowana.
Nawet po zakonczeniu zwiazkow ta kontrola nadal funkcjonuje wewnatrz.
Jak o tym wiesz, to obserwuj takie sytuacje i uswiadamiaj sobie podobienstwa do wczesniejszych emocjonalnych stanow. Wystarczy obserwacja i uswiadomienie sobie tego, wtedy nie bedziesz musiala rzucac sie, gdy dopadna Cie nieswiadome emocje.

60 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-10-14 16:28:11)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Poranna Kawo jak czytam Twoje posty to nóż sam się otwiera w kieszeni.
Nie znam decyzji sądu przy rozwodzie.
Jedynie domyślam się, Tobie przydzielił opiekę nad dzieckiem a Twojemu bm. Tylko widzenia.
Jeżeli tak to on nie ma prawa wyznaczać jakiejś niani.
To Ty podejmujesz decyzje w sprawie wychownia i opieki nad dzieckiem
Zapamiętaj, ale naprawdę zapamiętaj, że sąd może na Twój wniosek zmienić tą decyzję i uważam, że jak mu przywalisz tak z "grubej rury", iż wystąpisz do sądu o odebranie mu widzeń z dzieckiem a do tego dałczysz jakiś papier od psychologa, że dziecko po wizytach u tatusia jest " inne"  i ponadto powołasz na świadka opiekunkę z przedszkola, że dziecko późno do niego przyprowadza, że odbiera go jakaś obca osoba to myślę, że sięgnie po rozum do głowy.
Ty zaś będziesz miała na niego argument nie do obalenia.
Na koniec zgadzam się z mądrymi przedmówczyniami.
Mądrze piszą, dobrze radzą.
Ty jesteś naprawdę silna kobietka.
Miałaś odwagę i siłęoby kopnąć go w doopę, miałaś siłę podjąć tą decyzję.
Zapewniam Ciebie, że wiele kobiet będących w takiej sytuacji lub podobnej jak Ty nie uczyniły by tak, tylko nadal tkwiły w tym toksycznym związku.

61

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

No teraz dostałam litanię na maila! Jeeezuu....................... no ale dobrze... nie odzywam się..............

62

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Jeszcze dodam, że jeżeli w wyniku rozwodu pogorszyły się Twoje warunki bytu to możesz wystąpić o zasądzenie również alimentów na Ciebie.
Chyba, że rozwód nastąpił bez orzeczenia winy lub z Twojej winy.

63 Ostatnio edytowany przez poranna kawa (2015-10-14 16:41:42)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Kochani, dziękuję, że czytacie i piszecie, bo pozwala mi to nie zwariować. Lexpar - dziecko jest przy mnie, nie ograniczałam tamtemu jednak praw. Jest to teraz argument koronny. Uważa, że ma ich 100% i ja mam wobec niego obowiązek - informacyjny, mam go pytać o zgodę na wszystko etc.... Najchętniej wkleiłabym tu to co wypisuje w mailu.....
Marajka - Twój wpis już wydrukowany, czytam i zapamiętuję, żeby mieć kierunkowskaz w momencie trwogi. Rozmawiałam z adwokatem, zbieram dowody, maile i smsy. Zobaczę co zrobi z nianią. Muszę jechać do przedszkola, bo jakiejś kaszany tam narobił i muszę wyjaśnić .

64 Ostatnio edytowany przez Marajka (2015-10-14 18:16:02)

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Dokladnie, zadnej odpowiedzi na pomyje!
Jesli wogole cokolwiek z nim komunikujesz, to tylko jak absolutnie musisz i staraj sie tak urzedowym tonem, jak tylko mozna.
Jesli dojdzie do sprawy w sadzie, on nie moze miec w reku nic przeciw Tobie, co moglby wykorzystac.

Jesli to taki wylewny typ, to nastaw sie na to, ze brak reakcji z Twojej strony moze spowodowac u niego amok. Co zreszta juz sie chyba zaczyna, mysle o tym co Ci teraz wysyla. Chyba czuje, ze wladza nad Toba zaczyna mu sie wymykac z rak.
Jak zacznie dzialac nieracjonalnie, tym lepiej dla Ciebie, wtedy do sadu i nie rob zadnych ustepstw, bo on wtedy predzej czy pozniej znow zacznie to wykorzystywac. Nie daj sie absolutnie na nic nabrac, jak chcesz miec spokoj.

Mowie z doswiadczenia, ja bylam taka glupia i gorzko tego zalowalam, bo jak pisalam, jeszcze 4 czy 5 lat po rozejsciu ciagle mi wywijal numery.
Powinnam byla sprawe zalatwic zaraz przy rozwodzie, albo rok pozniej, jak doszlo do sprawy o alimenty.
A ja ciagle zostawialam mu szanse na bycie odpowiedzialnym tatusiem i kosztowalo mnie to mase nerwow i kasy na sady i adwokatow.
Dopiero jak stracil wszystko co mogl stracic i nie mial juz zadnej mozliwosci wciskac sie w moje zycie, mialam spokoj.

65

Odp: Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?
poranna kawa napisał/a:

Aga30  - hej, fajnie, że tu wpadłaś. Napisz coś więcej, nie wiem, czy Ci z tym dobrze, czy źle.... (z tym automatem)...

Nie najlepiej, to nie życie, tylko zwyczajne funkcjonowanie. Przedszkole, praca i to wszystko. Co 2 tyg, jak ex zabiera Małą na weekend, praktycznie nie wychodzę spod kołdry. Nie mam praktycznie żadnych znajomych, nowych znajomości nie mam ochoty zawierać, a stare same pokończyłam, bo niestety nie zdały egzaminu.
Martwię się, że urodziny córce muszę wyprawić, bo przebywanie z ludźmi mnie męczy. Zresztą muszę trochę na siłę kogokolwiek zaprosić.

Ex na początku też robił afery, o wszystkim chciał decydować, ale w gruncie rzeczy jest słaby, więc nigdy żadnej z tych gróźb nie spełnił. Teraz trochę się wyciszył, ale nadal że mną nie rozmawia, nawet nie stać go na przywitanie się.

To tak w skrócie.

Posty [ 1 do 65 z 80 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Zaplątałam się i straciłam sens - czy to już depresja czy tylko dołek?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026