Spotykam się z bardzo fajną i ułożoną, ładną dziewczyną, jednakże mam pewien problem... Oczywiście poza tym, że jest ułożona, inteligentna i tak dalej, problemem jest jej stan emocjonalny: właściwie rozbity na drobne cząstki przez wzgląd na chłopaka, który po 5 letnim związku w bardzo przykrych okolicznościach ją porzucił.
Choć minęły od tego wydarzenia 2 lata , to widać ciągle skutki uboczne całej tej rozterki. Sprawa wygląda prosto: spotykamy się raz w tygodniu, bardzo miło gawędzimy. Postawiłem jej sytuacje bardzo jasno: jestem Tobą zainteresowany i nie szukam przyjaciółki. Pozycja dziewczyny niestety trochę komplikuje sprawę. Jasno stwierdziła, że spotyka się ze mną, "bo czuje do mnie pociąg fizyczny i intelektualny", ale chce to rozegrać powoli, ostrożnie, bo ktoś ją bardzo mocno zranił i boi się, że pokaleczy się ponownie. Jest otwarta na to, co się może wydarzyć między nami - stwierdziła, że nie mówi mi "nie", ale też nie obiecuje gruszek na wierzbie.
Podpytywała mnie z iloma dziewczynami ja się spotykam: miałem więc okazję do odbicia pytania i ku mojemu zdziwieniu usłyszałem, że widuje się tylko ze mną i nie ma nikogo więcej na horyzoncie. Co więcej: pytała mnie czy nie przeszkadza mi, iż spotka się z dobrym kolegą z klasy jeszcze z czasów szkoły podstawowej - jasno z góry zaznaczając, że to tylko KUMPEL. Odpowiedziałem OK - przecież nie jesteśmy parą - i przez ten fakt właśnie, że parą nie jesteśmy, pytanie nieco mnie zdziwiło. Stwierdziła, że chce być wobec mnie uczciwa. Na przedostatnim spotkaniu trochę mi popłakała w rękaw, poprzytulaliśmy się, pogłaskałem ją po głowie, kolanie: dotyk był - trochę to było przesłodzone. Żeby za słodko i za łatwo nie było, na ostatnim spotkaniu nieco stonowałem i oziębiłem naszą fizyczność ograniczając się do przytulenia na pożegnanie.
Jeszcze w początkowej fazie relacji, gdy jej problem "zranienia" nieco mnie przeraził i gotowy byłem odejść, zachęciła mnie do dalszej kontynuacji znajomości mówiąc: "boję się, że stracę na coś z Tobą szansę"... I teraz pytanie: czy pannę, która tak siebie określa jako "pomiędzy" można brać w obroty?... Krótko: chwycić za kudły, przycisnąć do ściany i pokazać z kim ma do czynienia wbrew temu co mówi? Tj. "powoli, ostrożnie?" Czy przez wzgląd na to co mówi, że jest "ostrożna" - raczej wstrzymywać się i postawić na rozmowę i wzbudzenie w niej zaufania?
Pytam po prostu o to, czy podporządkować się jej, czyli "powoli, ostrożnie" czy raczej robić rzeczy wbrew temu co ona mówi: na przekór? Jest to dziwna i niejasna sytuacja: dla mnie mało konkretna i stawiająca mnie pod murem. Czy stojąc blisko muru i nie mając pola manewru wypada ten mur zburzyć i samemu stworzyć sobie korzystną sytuację?