Jestem z nim 6 lat. Nie mamy ślubu ani dzieci. Jest źle... Proszę o jakąś radę.
Dlaczego nie chcę tego rozstania? Co powoduje, że boję się go opuścić? „Boję się” – tak, to najlepsze słowa. Ale czego się boję?
Co mam z tego związku?
- poczucie, że ktoś przy mnie jest
- codzienną frustrację
- wkurwienie
- napięcie
- ciągłe, stałe, wiecznie przedłużające się nadzieje, że to się zmieni
Ale CO się ma zmienić? Jak długo jeszcze będę w to wierzyć?
To dobry człowiek. Z wartościami, które podzielam. Ale też człowiek, który tylko GADA, że do czegoś dąży. Nie potrafi ukończyć pierwszego roku trzykrotnie rozpoczętych studiów. Nie ma prawa jazdy. Nie robi NIC ze swoim życiem, by nastąpił progres i jakiekolwiek perspektywy na przyszłość. Nie dba o siebie. Rzadko się kąpie i nie myje zębów. Jest syfiarzem. Nie dba o mnie… Nigdzie mnie nie zabiera, nie robi prezentów, niespodzianek, nie zaskakuje w żaden sposób. Nie poświęca mi czasu. Ciągle gra na komputerze. Nie sprząta nawet po sobie. Ma ZERO dystansu do siebie. Jest zakompleksiony i sfrustrowany. Obrażalski. Dlaczego ja ciągle wierzę, że to się zmieni?
Albo inaczej. Ja WIEM, że to się nie zmieni, że nagle, w magiczny sposób, zrobi studia, prawo jazdy i zacznie dbać o siebie i o mnie. Że zacznie się myć i sprzątać (choćby po sobie!), więc dlaczego, do cholery, nie chce się z nim rozstać? Co jest w mojej głowie, co mnie powstrzymuje?
Dlaczego, kurwa jego mać, tak bardzo boję się tego rozstania…………… Ludzie od wieków kończą związki, srają i rzygają z rozpaczy, a potem… Zaczynają nowe życie, są szczęśliwi… Co MNIE powstrzymuje? Czego tak się boję?
Że sobie nie poradzę? Ale co to znaczy „nie poradzę sobie”. Przecież się nie zabiję. Nie rzucę studiów. Nie rzucę pracy. Nie przestanę grać w teatrze. Nie przestanę spotykać się ze znajomymi.
Może bardziej boję się tego koszmarnego uczucia, które następuje, gdy wiem, że mielibyśmy się rozstać?
Więc wolę tkwić w czymś, co jest toksyczne, tylko dlatego, że boję się cierpienia związanego z rozstaniem?
Zawsze będę musiała dawać mu wskazówki jak się zachować. Jak żyć z ludźmi. Jak wychowywać nasze dziecko… Bo to jest człowiek, który żyje teraźniejszością. Który nie ma żadnych potrzeb. Który najchętniej nie robiłby niczego oprócz grania i od czasu do czasu spotkania się z kolegami. To człowiek, który tylko mówi, że ma jakieś cele. Nie będzie chciał nigdy pojechać na wakacje. Poza tym, wiecznie nie będzie go na to stać. To nie jest człowiek CIEKAWY. Ani ciekawy jako osobowość ani ciekawy świata i ludzi. Jest po prostu… Nudny. I w nie dbający o siebie ani o mnie.
Co mnie z nim czeka? Bezustanna frustracja i oczekiwania. Ciągłe myślenie nad tym, co jeszcze zrobić żeby wreszcie coś do niego dotarło. Namawianie go do jakiejś aktywności. Wszystko będę musiała pokazywać mu palcem i czekać miesiąc aż to zrobi lub zrobić to sama. Nie zobaczę z nim świata. Nie będziemy robić ciekawych rzeczy. Gdy pojawi się dziecko, będę musiała całe życie instruować go, jak je wychowywać. Bo on nie wychodzi z żadną inicjatywą.
POWINNAM się z nim rozstać. Dla siebie.
Bo chodzę ciągle sfrustrowana i napięta. Bo się nie rozwijam. Jestem apatyczna, znerwicowana i mało co mnie tak naprawdę cieszy.
Dlaczego więc boję się z nim rozstać? CZEGO się boję?
Boję się chyba braku czułych gestów z jego strony. Boję się braku przytulania, całowania, bliskości. Tak wnioskuję, bo o tym przypominam sobie, gdy pojawia się perspektywa rozstania. Przypominają mi się nasze DOBRE chwile. To pułapka czy znak, że nie powinniśmy się rozstać?
Boję się samotności. Boję się powrotów do pustego mieszkania z wiedzą, że on nie wróci wieczorem. Boję się braku czułości z jego strony. Tylko dlaczego…?
Boję się, że nikogo nie znajdę. Że nawet nie będzie okazji żebym kogoś poznała. Że nie jestem na tyle atrakcyjna, by ktoś się mną zainteresował.
Ale najbardziej boję się właśnie tego braku czułości i samotności, bycia singlem.
Jak to pokonać? Przecież wiem jak będzie wyglądało moje życie z nim… I nie chcę takiego. Nie chcę takiego życia. Nie chcę takiej przyszłości dla swoich upragnionych dzieci.
Co mam zrobić żeby podjąć decyzję o rozstaniu i nie czuć albo przynajmniej MNIEJ czuć te koszmarne emocje?
Jak to jest być samą?
Błagam o pomoc.