netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

26 odpowiedzi7 124 wyświetleniazałożony przez sfrustrowana2015, 31.08.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Jestem z nim 6 lat. Nie mamy ślubu ani dzieci. Jest źle... Proszę o jakąś radę.


Dlaczego nie chcę tego rozstania? Co powoduje, że boję się go opuścić? „Boję się” – tak, to najlepsze słowa. Ale czego się boję?

Co mam z tego związku?
- poczucie, że ktoś przy mnie jest
- codzienną frustrację
- wkurwienie
- napięcie
- ciągłe, stałe, wiecznie przedłużające się nadzieje, że to się zmieni

Ale CO się ma zmienić? Jak długo jeszcze będę w to wierzyć?

To dobry człowiek. Z wartościami, które podzielam. Ale też człowiek, który tylko GADA, że do czegoś dąży. Nie potrafi ukończyć pierwszego roku trzykrotnie rozpoczętych studiów. Nie ma prawa jazdy. Nie robi NIC ze swoim życiem, by nastąpił progres i jakiekolwiek perspektywy na przyszłość. Nie dba o siebie. Rzadko się kąpie i nie myje zębów. Jest syfiarzem. Nie dba o mnie… Nigdzie mnie nie zabiera, nie robi prezentów, niespodzianek, nie zaskakuje w żaden sposób. Nie poświęca mi czasu. Ciągle gra na komputerze. Nie sprząta nawet po sobie. Ma ZERO dystansu do siebie. Jest zakompleksiony i sfrustrowany. Obrażalski. Dlaczego ja ciągle wierzę, że to się zmieni?

Albo inaczej. Ja WIEM, że to się nie zmieni, że nagle, w magiczny sposób, zrobi studia, prawo jazdy i zacznie dbać o siebie i o mnie. Że zacznie się myć i sprzątać (choćby po sobie!), więc dlaczego, do cholery, nie chce się z nim rozstać? Co jest w mojej głowie, co mnie powstrzymuje?
Dlaczego, kurwa jego mać, tak bardzo boję się tego rozstania…………… Ludzie od wieków kończą związki, srają i rzygają z rozpaczy, a potem… Zaczynają nowe życie, są szczęśliwi… Co MNIE powstrzymuje? Czego tak się boję?

Że sobie nie poradzę? Ale co to znaczy „nie poradzę sobie”. Przecież się nie zabiję. Nie rzucę studiów. Nie rzucę pracy. Nie przestanę grać w teatrze. Nie przestanę spotykać się ze znajomymi.

Może bardziej boję się tego koszmarnego uczucia, które następuje, gdy wiem, że mielibyśmy się rozstać?

Więc wolę tkwić w czymś, co jest toksyczne, tylko dlatego, że boję się cierpienia związanego z rozstaniem?

Zawsze będę musiała dawać mu wskazówki jak się zachować. Jak żyć z ludźmi. Jak wychowywać nasze dziecko…  Bo to jest człowiek, który żyje teraźniejszością. Który nie ma żadnych potrzeb. Który najchętniej nie robiłby niczego oprócz grania i od czasu do czasu spotkania się z kolegami. To człowiek, który tylko mówi, że ma jakieś cele. Nie będzie chciał nigdy pojechać na wakacje. Poza tym, wiecznie nie będzie go na to stać. To nie jest  człowiek CIEKAWY. Ani ciekawy jako osobowość ani ciekawy świata i ludzi. Jest po prostu… Nudny. I w nie dbający o siebie ani o mnie.

Co mnie z nim czeka? Bezustanna frustracja i oczekiwania. Ciągłe myślenie nad tym, co jeszcze zrobić żeby wreszcie coś do niego dotarło. Namawianie go do jakiejś aktywności. Wszystko będę musiała pokazywać mu palcem i czekać miesiąc aż to zrobi lub zrobić to sama. Nie zobaczę z nim świata. Nie będziemy robić ciekawych rzeczy. Gdy pojawi się dziecko, będę musiała całe życie instruować go, jak je wychowywać. Bo on nie wychodzi z żadną inicjatywą.

POWINNAM się z nim rozstać. Dla siebie.

Bo chodzę ciągle sfrustrowana i napięta. Bo się nie rozwijam. Jestem apatyczna, znerwicowana i mało co mnie tak naprawdę cieszy.

Dlaczego więc boję się z nim rozstać? CZEGO się boję?

Boję się chyba braku czułych gestów z jego strony. Boję się braku przytulania, całowania, bliskości. Tak wnioskuję, bo o tym przypominam sobie, gdy pojawia się perspektywa rozstania. Przypominają mi się nasze DOBRE chwile. To pułapka czy znak, że nie powinniśmy się rozstać?
Boję się samotności. Boję się powrotów do pustego mieszkania z wiedzą, że on nie wróci wieczorem. Boję się braku czułości z jego strony. Tylko dlaczego…?
Boję się, że nikogo nie znajdę. Że nawet nie będzie okazji żebym kogoś poznała. Że nie jestem na tyle atrakcyjna, by ktoś się mną zainteresował.

Ale najbardziej boję się właśnie tego braku czułości i samotności, bycia singlem.

Jak to pokonać? Przecież wiem jak będzie wyglądało moje życie z nim… I nie chcę takiego. Nie chcę takiego życia. Nie chcę takiej przyszłości dla swoich upragnionych dzieci.

Co mam zrobić żeby podjąć decyzję o rozstaniu i nie czuć albo przynajmniej MNIEJ czuć te koszmarne emocje?

Jak to jest być samą?

Błagam o pomoc.

2 Ostatnio edytowany przez Lwica_ (2015-08-31 03:39:46)

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Za dużo analizujesz, za mało robisz. W Sytuacji, gdy wiadomo z góry, że ten ktoś się nie zmieni (serio się nie myje? Jezu...), najlepiej jest po prostu ruszyć tyłek i zakończyć to. Spakować się i wyjść. Zamknąć drzwi, nie rozkładając niczego na czynniki pierwsze. Sama sobie musisz dać tego kopa do działania, bo samym myśleniem nic nie wskórasz - będzie nawet gorzej, bo wciąż toczysz i toczyła będziesz przegraną walkę sama ze sobą.
Nie jesteś szczęśliwa, on się nie zmieni - odchodzisz. Nie ma innej rady. A przeżyć - przeżyjesz smile

3

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Ten związek i tak nie istnieje, bo... Go nie szanujesz. I to jest zupełnie wystarczający powód.

Ubzdurałaś sobie, że jest nikim, że jesteś lepsza od Niego pod każdym względem.
Do tego jeżeli On faktycznie jest taki jak piszesz, to jedyną opcją jest szczera rozmowa z Nim.
I dajecie sobie czas na wprowadzone zmiany przez siebie. Jeśli nie będzie progresu KONIEC.

To nie jest tak, że tego kwiata pół świata, ale czasami nie ma sensu się męczyć i tkwić w czymś co nie ma przyszłości.
I będziesz musiała sobie znaleźć kogoś kto będzie odpowiadał temu co rozumiesz przez ambitnego i dbającego o Ciebie faceta.

4 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2015-08-31 08:59:27)

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Prześpij sie z jakimś inny facetem , który Ci się podoba od razu Ci przejdzie.
Wtedy się dowiesz, że nie warto dłużej lokować wiary w tym związku i może Ci coś więcej towarzyszyć w życiu niż stałe napięcie, codzienna frustracja, wkuriwenie i co tam jeszcze wymieniłaś

5

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Każda z nas boi się samotności na początku. Boi się zmiany. Mówią, ze lepszy własny kat niż obcy....
Czy teraz Cię przytula, całuje, czujesz bliskość?
Ja też się bałam. Baaa... nawet teraz czasami się boję. Ale to naturalne. Myślę, że zrobiłaś już bilans swojego związku....

6

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Sfrustrowana: jestes calkowicie swiadoma swojej sytuacji ale strach przed samotnoscia Cie paralizuje. Nad tym popracuj,  jezeli to takie ciezkie dla Ciebie poszukaj pomocy specjalisty lub dobrze rozejrzyj sie w internecie jak radzic sobie z lekiem przed samotnoscia. Nikt za Ciebie nie podejmie decyzji, tutaj nie ma co radzic bo wszystko jest jasne, dla Ciebie tez. A bycie samej wcale nie jest takie okropne, przeciwnie: mysle,ze gdybys sprobowala odkrylabys mnostwo przyjemnosci z tym zwiazanych smile nie boj sie, nie umrzesz z braku przytulania choc wiem jak moze tego brakowac. Nie dajesz sobie szansy na poznanie innych mezczyzn-jak to moja babcia mowila: robak wejdzie w chrzan i uwaza,ze tylko chrzan jest najlepszy,(bo nie zna innych warzyw czy owocow duzo smaczniejszych). Idz do swiata juz teraz, otworz sie na nowe znajomosci, poczuj sie wolna a przede wszystkim popracuj nad soba bo nie jest zdrowa rzecza szukanie partnera bo sama ze soba nie umiem zyc. Rozumiem potrzebe kontaktu fizycznego- ale nie za wszelka cene. Godzisz sie na najnizsza polke nieprobujac siegnac chocby ciut wyzej (przynajmniej jakis gosc, ktory sie myje!!!)-otrzasnij sie dziewczyno, masz jeszcze naprawde duzo mozliwosci by spotkac kogos tylko daj sobie szanse i wyjdz do swiata. To tylko i wylacznie Twoja decyzja.

7 Ostatnio edytowany przez alisesa (2015-08-31 09:24:11)

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Z Twojego posta wynika, że jesteś na skraju swoich sił. On nie szanuje Ciebie i jeżeli jest taki jak piszesz to jest egoistą, a ty nie szanujesz jego i żyjesz przeszłością. Zrobiłaś już bilans tego związku. Jeżeli jeszcze z nim nie porozmawiałaś to zrób to. A jeżeli rozmawiałaś i nic się nie zmienia to odejdź. To często pozwala drugiej osobie otworzyć oczy. Taki związek nieszczęśliwy odbiera chęć życia, zmienia Twój charakter, odbiera Ci pewność siebie. W każdym związku nadchodzi moment rutyny czy problemy. Dlatego ludzie ze sobą rozmawiają. A jeżeli on nie chce, to czy ty jesteś gotowa go błagać o każdą rozmowę? Czuć Twoją frustrację, a może dlatego, że kiedyś też tkwiłam w związku, który czynił mnie nieszczęśliwą (a też cudownie się zaczynało) doradziłabym Ci odejść. Jeżeli facet Cię na prawdę kocha to się obudzi i nie pozwoli. A jeżeli nie to chyba nie tego chcesz dla siebie... Ja się cieszę, że podjęłam decyzję o odejściu chociaż było to ogromnie trudne. Teraz jestem szczęśliwa. Warto. Tylko nie można osiadać na laurach.

8 Ostatnio edytowany przez zmierzch (2015-08-31 09:32:50)

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Może być kilka przyczyn, z powodu których ludzie trwają w związkach, które nie przynoszą im satysfakcji, a często wręcz są źródłem cierpienia. Po pierwsze dlatego, że mimo wszystko CHCĄ być w tym związku, bo nie mają w zanadrzu nic alternatywnego, co chcieliby bardziej. Po drugie, dlatego że dotąd byli w tym związku, zatem z przyzwyczajenia. Albo po trzecie, dlatego, że muszą - jednak to zdecydowany margines i ty na pewno nie kwalifikujesz się do tego przypadku.
Zatem więc, co ciebie trzyma w tym związku?
Przyzwyczajenie i brak atrakcyjnej alternatywy.


To nie strach przed samotnością ciebie powstrzymuje. Takie podejście to mylenie skutku z przyczyną smile Gdybyś miała atrakcyjną alternatywę to o strachu nie byłoby mowy, nieprawdaż?

Jeszcze jedna kwestia jest interesująca. I sama na nią niejako już wskazałaś. A mianowicie chodzi o to, dlaczego wybierasz postawę bierną zamiast aktywnego wyjścia ze związku. Odpowiedzi szukaj w sobie, w niskim poczuciu swojej wartości. Osoby, które są pewne siebie, tego, że sobie poradzą - DZIAŁAJĄ. Osoby o niskim poczuciu własnej wartości - przyjmują postawę BIERNĄ.

9

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

No a jakie wymagania stawiasz względem siebie ?
Bo chyba wystarczy Ci tylko nadzorca  wink

Jezeli szukasz faceta z ktorym bedziesz mogla spelnic swoje marzenia o zyciu idealnym pewnie go znajdziesz.
Ale nie chce byc złośliwy bo ten facet tez moze potem  powiedziec ze przytylas , albo ze sie zestarzałas albo jestes taka siaka i owaka ...
Zrobi liste , napisze na jakims forum .
Ktos mu doradzi "to zmien na nowszy model" no i coz koło sie zamknie.

10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-08-31 13:59:18)

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?
sfrustrowana2015 napisał/a:

(...) Boję się, że nikogo nie znajdę. (...)

To zdanie określa główny powód Twego pozostania w tym związku. Zgodnie z porzekadłem "lepszy wróbel w garści..." wolisz być z nim, niż szukać innego, a nie daj Boże, być singlem. Musisz, wedle swego myślenia, być uczepiona do jakiegoś pana.

sfrustrowana2015 napisał/a:

(...) Co mam zrobić żeby podjąć decyzję o rozstaniu  (...)

Zmienić swe myślenie o sobie. Przestać widzieć się jako osobę, której w życiu musi ktoś towarzyszyć.

sfrustrowana2015 napisał/a:

(...) Co mam zrobić żeby (...) nie czuć albo przynajmniej MNIEJ czuć te koszmarne emocje? (...)

Tu wymagasz niemożliwego. Nie ma sposobu, by wyeliminować tylko jeden rodzaj emocji. Można (a i to z wielkim trudem) albo wszystkie uczucia, albo żadnego.

sfrustrowana2015 napisał/a:

(...) Jak to jest być samą? (...)

Jedni odpowiedzą, że wspaniale, inni, że fatalnie. Istotnym jest to, że Ty źle czujesz się sama ze sobą. Że jesteś osobą samodzielną, samostanowiącą, odważną, decyzyjną tylko z pozoru.

11

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

mi się wydaje że autorka nie chce zostać starą panną ,  i trzyma się kurczowo zasady " byle jaki , byle jest "

12

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Oczywiście, że boisz się być sama.
Jednak widać jak na dłoni, że już nie chcesz. Trzyma Cię jedynie obawa, a to słabe spoiwo.

13

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Sześć lat to spory kawałek czasu...ale sama sobie odpowiedz czy "poświęcisz"kolejne,mając taką wiedzę o partnerze i wiedząc,że prawdopodobnie on się już nie zmieni?Nie chcę umniejszać jego wartościom, bo zapewne je ma,ale to duże dziecko,które będzie się trzymało Twojej kiecki całe życie.

14

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Póki co, to autorka trzyma się jego spodni.

15

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?
Wielokropek napisał/a:

Póki co, to autorka trzyma się jego spodni.

hehe...  też prawda,zapewne z obawy przed samotnością i z przyzwyczajenia.A jemu w to graj,jak widać.

16

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Witajcie, dziękuję za wszystkie komentarze. Przyznam szczerze, że pierwszy raz w życiu napisałam cokolwiek na jakimś forum, do tej pory nie miałam z tym styczności. Wasze spostrzeżenia są dla mnie cenne. Dobrze wypluć z siebie negatywne emocje i zobaczyć, co myślą o tym osoby zupełnie postronne. To oczyszczające.

Macie rację, że za dużo myślę, a za mało robię.

Co do szacunku w naszym związku. Nie jest do końca tak, że się nie szanujemy. U nas nie ma dramatów typu zdrada, agresja fizyczna albo słowna, wyzwiska, krzyki, używki itp... Nasze rozmowy są szczere, otwarte, partnerskie. Wiadomo, czasem ktoś podniesie głos albo jest rozemocjonowany, ale nigdy nie jest to wyzywanie się, czy poniżanie drugiej osoby... Być może jest tak, że ja nie szanuję go podświadomie i on to wyczuwa (możliwe, że tak jest).

Padło pytanie, czy mówiłam mu o tym wszystkim, czy z nim rozmawiałam na ten temat. Tak, rozmawiałam. Nie raz, nie dwa, nie tysiąc. Prosiłam, tłumaczyłam, wykładałam mu kawę na ławę o co mi chodzi, dlaczego mi źle. Nigdy nie kazałam mu się niczego domyślać ani nie zachowywałam jak sfochowana księżniczka. On wie, jak ja się czuję. I w dalszym ciągu nic z tym nie robi, mimo że twierdzi, że mnie kocha i że jestem, jak powiedział, "kobietą jego życia". W zeszłym tygodniu mieliśmy okropnie ciężką, poważną rozmowę. On powiedział mi, co jemu nie pasuje, jak się czuje, czego oczekuje, ja też mu powiedziałam wszystko, co mi leży na sercu. Już prawie zapadła decyzja o rozstaniu, ale jednak oboje stwierdziliśmy, że będziemy próbować dalej. Ustaliliśmy sobie nad czym będziemy pracować, co robić, czego nie robić itp. Nie minęły dwa dni, ja się naprawdę starałam, a on znowu zaczął robić swoje, jakby zupełnie nie pamiętał, co sobie obiecaliśmy. Znowu cały dzień przed komputerem, zero pomocy w obowiązkach domowych, zero jakiejkolwiek inicjatywy. I, oczywiście, trwa to do teraz.

A na to wszystko nakłada się jeszcze brak z jego strony chęci podjęcia stałej pracy lub studiów/szkoły/kursu w jakimś kierunku. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o to żeby startował na medycynę albo zaczął zarabiać grube miliony. Chodzi mi o to żeby miał JAKIKOLWIEK pomysł na siebie i plan na przyszłość.

Macie rację, że brak mi pewności siebie i poczucia własnej wartości. Ale dziwne jest to, że dotyczy to TYLKO relacji damsko-męskich. Nie wiem czemu. W pracy czy na studiach jestem otwartą, uśmiechniętą, pewną siebie osobą. Jestem aktorką, pracuję na scenie, naprawdę nie jestem "szarą myszką". Ludzie postrzegają mnie jako ciepłą, godną zaufania osobę, inteligentną, solidną w tym, co robi, odpowiedzialną... I taką się czuję, naprawdę! Mam poczucie swojej wartości wszędzie... tylko nie w sprawach związkowych. Może dlatego boję się, że nikogo nie znajdę? Wiem, że to złudne poczucie, ale kurcze, nie mogę sobie tego wytłuc z głowy. Pewnie dlatego, jak trafnie zauważył "Zmierzch", przyjmuję postawę bierną. To jest trafione w punkt.

"Kwadrad" zastanawia się, czy szukam ideału. Nie, nie szukam księcia z bajki, jeśli o to chodzi. Przed sobą stawiam wymagania: rozwijam się zawodowo, kończę za rok studia, ciągle się dokształcam, dbam o siebie fizycznie i intelektualnie. Szukam kogoś, kto też będzie o to dbał, komu będzie na tym zależało. Nie szukam rycerza na białym rumaku, który będzie obsypywał mnie różami i łechtał moją próżność, nie o to chodzi smile

"Wielokropku", jestem osobą "samodzielną, samostanowiącą, odważną, decyzyjną" WSZĘDZIE, tylko nie w związku. I nie trzymam się, jak napisałeś/aś, "jego spodni". Te ironię uważam za zbędną.

Muszę zdecydować się na rozstanie, i dla siebie, i dla niego. Bo jemu też jest ciężko, wiem to, widzę, czuję. Nie wiem, co jest ze mną nie tak, że tak beznadziejnie sobie z tym radzę i tak panicznie się boję.

Jeśli dalej tak będzie, pójdę do specjalisty, bo wiem, że nie chcę tak żyć. Najgorsze jest to, że ciągle bardzo go kocham. To absurdalne, wiem. Ale kocham go. Widzę w nim dobrego, wartościowego, zdolnego jak jasna cholera, człowieka o życzliwym sercu. Człowieka o wielkim potencjale, który kompletnie nic z sobą nie robi. Ale nie potrafię się rozstać.

Ale już dawno zauważyłam, że miłość to nie wszystko. I chyba lepiej się rozstać, lepiej dla mnie i lepiej dla niego.

Czy moglibyście podzielić się ze mną swoimi historiami dotyczącymi rozstania? Jak sobie radziliście w najgorszym momencie? Co pomagało Wam przetrwać ten koszmar? Jak radziliście sobie z rozpaczą w tym okresie? Będę wdzięczna za odpowiedzi i jeszcze raz dziękuję za już napisane komentarze.

17 Ostatnio edytowany przez zwiazkowy_len (2015-08-31 19:23:34)

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Z ciekawości, może powiedz nam jeszcze jak było na początku waszego związku? Pierwszy, drugi rok.

Z tego w jaki sposób o tym opowiadasz domyślam się, że rozmowy już były i nic nie dały.

sfrustrowana2015 napisał/a:

Co mam z tego związku?
- poczucie, że ktoś przy mnie jest
- codzienną frustrację
- wkurwienie
- napięcie
- ciągłe, stałe, wiecznie przedłużające się nadzieje, że to się zmieni

Przeczytaj ten fragment i pomyśl ile wypisałaś plusów, a ile minusów.


sfrustrowana2015 napisał/a:

Dlaczego, kurwa jego mać, tak bardzo boję się tego rozstania…………… Ludzie od wieków kończą związki, srają i rzygają z rozpaczy, a potem… Zaczynają nowe życie, są szczęśliwi…

Analogia marna. Jak przesadzę z %% to także robię wszystko, aby nie nadwyrężyć w danej chwili swojego żołądka. Mimo iż wiem, że skutki picia będą albo znikome albo żadne na następny dzień, jeżeli bym się temu poddał. Nie licząc już helikopterów (codzienna frustracja), samolotów ("rage" = wkurw ;] taka analogia odnosząca się do pewnej rozmowy ), odrzutowców (napięcie), czy innych dronów (nadzieja, że coś się zmieni) i kłopotów z zaśnięciem.
Wniosek jeden, trzeba się wyrzygać to szybciej wrócimy do normalności i świata żywych.

Dziwi mnie jeszcze wasza odmienność. Twoje, a jego zainteresowania, sposób na życie, zaradność. Może odpowiedź na pierwsze pytanie rozjaśni nieco tą kwestię.

sfrustrowana2015 napisał/a:

Już prawie zapadła decyzja o rozstaniu, ale jednak oboje stwierdziliśmy, że będziemy próbować dalej. Ustaliliśmy sobie nad czym będziemy pracować, co robić, czego nie robić itp. Nie minęły dwa dni, ja się naprawdę starałam, a on znowu zaczął robić swoje, jakby zupełnie nie pamiętał, co sobie obiecaliśmy. Znowu cały dzień przed komputerem, zero pomocy w obowiązkach domowych, zero jakiejkolwiek inicjatywy. I, oczywiście, trwa to do teraz.

Ludzie się nie zmieniają, dopóki nie spotka ich "tragedia".

Jak sobie radzić. Uniwersalnej rady nie dostaniesz. Mi pomagały wyjścia do ludzi, do znajomych, pójście chociażby do księgarni, gdzie są inne stwory dookoła mnie. Ktoś inny woli z kolei w samotności przetrwać żałobę.
Chociaż wydaje mi się, że jest jedna czynność, która pomaga wszystkim. Zmęczenie fizyczne. Pomaga szybciej zasnąć, czyli mniej czasu na rozmyślanie.

18 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2015-08-31 19:48:59)

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Jaka ironia? Przecież wątek jest o Twoim funkcjonowaniu w związku. Sama wypisałaś powody, dla których jesteś z nim: strach przed byciem singlem, strach przed tym, iż nikt Ciebie nie pokocha, strach przed samotnością, it.d.

Nie potrafisz się rozstać, bo wciąż bilans jest dla Ciebie dodatni, korzyści są większe niż ponoszone koszty.
To, co czeka Cię przed podjęciem decyzji o rozstaniu, to praca nad sobą i znalezienie odpowiedzi na pytanie "Dlaczego boję się samodzielnego życia?" - ta odpowiedź jest ważna, bo w każdym związku uwiesisz się na drugiej osobie.
Na forum jest obszerny wątek "Grupa wsparcia dla Kobiet kochających za bardzo", znajdziesz w nim historie wielu kobiet Tobie podobnych, przeczytasz w nim sposoby niektórych na poradzenie sobie ze strachem przed samodzielnym życiem.

19

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Zwiazkowy_len, dziękuję za komentarz i podzielenie się swoimi sposobami. Odpowiadając na Twoje pytanie, jak było na początku związku: oczywiście, fantastycznie. Nasz związek wyrósł na przyjaźni, znaliśmy się dwa lata przed wejściem w związek i bardzo, bardzo się lubiliśmy. Potem zaczęliśmy być razem i było wspaniale, fascynowała mnie jego tajemniczość, spontaniczność, odmienność od innych chłopaków, czułość, dobre serce. Zaraz na początku naszego związku zmarła najbliższa mi osoba, co ogromnie przeżyłam. On bardzo dobrze poradził sobie w tej sytuacji, wspierał mnie i po prostu był przy mnie, udźwignął mój ból.

Muszę zaznaczyć, bo to ważne, że weszliśmy w związek będąc w liceum... To jest moja pierwsza miłość, pierwszy "na poważnie" chłopak. Wiesz, wtedy priorytety były inne niż teraz, byliśmy młodsi, nie musieliśmy żyć "poważnie" i martwić się o przyszłość. Teraz, kiedy już musimy, totalnie się to wszystko rozwaliło, bo ja prę naprzód, a on stoi w miejscu.

20

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Czytając twój post, czułam się tak jakbym czytała o swoim facecie.. Różnica taka, że jesteśmy po ślubie i mamy dziecko.. Ale też przez wiele lat dusiłam w sobie to wszystko.. Bałam się samotności, bałam się że rozłąka sprawi że będę coraz bardziej go pragnęła.. Ale w końcu powiedziałam dosyć i zaczęłam robić coś w tym kierunku.. Nie mogę przez całe życie uszczęśliwiać innych będąc samej nieszczęśliwą. Myśle szczególnie o swoim synku. Bo mając takiego ojca jakiego teraz ma, to chyba było by lepiej żeby wogóle go nie miał...:( niestety takie są uroki życia.. trzeba dostać kopa, żeby drugi raz nie popełnić tych samych błędów..

21

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Czyli nadal jest "licealistą".

Odpisując spojrzałem na listę "ostatnie tematy" u dołu strony. I wpadło w oko jedno pytanie "miłość czy przyzwyczajenie?".
Podejrzewam, że oboje odczuwacie strach przed samotnością. Stąd jego zapewnienia i słomiany, kilkudniowy zapał.
Jak podejmiesz moim zdaniem jedyną słuszną decyzję w temacie to pewnie sprzeda komputer i zacznie używać francuskich perfum. Obyś się wtedy nie dała złamać samotności, bo wrócisz wcześniej niż myślisz.

22

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Zwiazkowy_len, zgadzam się z tym, co mówisz, myślałam o tym już od dawna. Obym znalazła w sobie siłę.

(nie)szczesliwa992, czytałam Twoją historię pod innym wątkiem. Życzę Tobie i Twojemu synkowi powodzenia - zasługujecie na szczęście. Mam nadzieję, że nowy mężczyzna w Waszym życiu zmieni je na lepsze. Twoja opowieść dała mi do myślenia.

23

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

"wrócisz wcześniej niż myślisz" - dopowiem, że miałem na myśli to forum, bo z kontekstu można zrozumieć powrót do absurdalnego związku.

24

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Zalezy jak na to patrzysz. Moim zdaniem piszesz ze ten facet nie pasuje ani do zwiazku ani do reprezentowania Was na zewnarz.
Wiec wydrapiesz go jak stara plakietke o ktorej nie chcesz pamiętac. A co bedzie potem no to juz ogolnie zalezy.
Trudno mi ocenić czy to dobre czy zle bo ja kiedys zrobiłem podobnie ale nie tylko z powodu platkietki z roznych powodów.
Czy zaluje ? W jakims sensie tak az do teraz ale nic nie zmienie.
Jezeli oceniasz ze on nie jest taki jak chcesz to szkoda ze tak pozno.
Ale ogolnie czy w zyciu jest miejsce na sentymenty ? Tego chyba nikt nie wie bo to da sie ocenić dopiero po dekadzie albo dwoch.
Teoretycznie kto nie ryzykuje ten nie pije szampana ale nie zawsze wystarcza sam szampan zeby czuc sie dobrze.

25

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Podejmując decyzję o rozwodzie też analizowałam tak jak Ty. Robiłam bilanse, plusy i minusy, z których jasno wynikało , że bałam się zostać sama, że już nigdy nikogo nie znajdę , że wszyscy w moim wieku już zajęci, że w zasadzie w moim otoczeniu nie ma żadnych facetów. Ostatecznie zdecydowałam się na rozwód. Przebolałam tę żałobę. I nagle dopadło mnie olśnienie. Chodziłam do pracy, w której zaczęłam dopiero zauważać, że jest kupa fajnych mężczyzn, że w autobusie siedzą faceci, że w sklepie w kolejce nawiązałam hipnotyzujący kontakt wzrokowy z jakimś gościem. W zasadzie nagle otworzyły mi się oczy i zaczęłam patrzeć na otaczającą mnie rzeczywistość trochę inaczej. Wydaje mi się, że będąc w związku mamy zakodowaną lojalność wobec partnera. Nie dostrzegamy facetów dookoła. Nie patrzymy na innych facetów, np tych stojących przed nami w kolejce, jak na potencjalnych kandydatów. Po prostu  nie i koniec, bo jesteśmy w związku. Ale wychodząc z tego związku ( i niestety ale odchorowując to trochę ) przychodzi jednak czas, że zaczynamy dostrzegać w sobie kobietę, która może poflirtować z każdym facetem, bo czemu nie? Z perspektywy czasu oceniam swoją decyzję o rozwodzie za bardzo dobrą. Zastanawiam się nawet jak ja mogłam z tym gościem wytrzymać tyle lat.
A więc z doświadczenia Ci mówię, że nie taki diabeł straszny.

26

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Sfrustrowana. Odnoszę wrażenie, że masz do siebie wiele pretensji. Tymczasem to, co chcesz zrobić (a być może już zrobiłaś) jest bardzo, bardzo trudne i bolesne. Przypomina wyjście spod pierzyny w mroźne powietrze poranka. Pierzyna jest brudna, brzydko pachnie, mnóstwo dziur i ogólnie złachmaniona, ale jest ciepła. Chyba nawet bardzo ciepła. ,Możesz ją wyrzucić, albo oddać do pralni i naprawy. W obu wypadkach trzeba się zebrać w sobie i zrobić pierwszy krok. Twój facet musi być bardzo empatyczny. Prawdziwy skarb w trudnych chwilach. Boję się, że jest za bardzo empatyczny, i nawet żyje Twoim życiem, a nie własnym (zgaduję). Jest rywalka, o której nie napisałaś słowa. To jego mamusia. Może być realna lub tylko w jego głowie. Trzyma go w niewoli. Bardzo możliwe, że to synuś mamusi. Był kochany, kiedy spełniał jej potrzeby. Nie wolno mu było okazywać złości. To co konieczne w dzieciństwie do przetrwania, teraz niszczy mu życie. Jest emocjonalnym trzylatkiem, czuje strach i ciągłą depresję (brak złości), i jeśli ma zostać mężczyzną, bez pomocy terapeuty się nie obejdzie.
To co napisałaś o nim i waszym zwiazku nasuwa mi przypuszczenie, że sama pewnych rzeczy dać sobie nie potrafisz. To współczucie. Troska. Masz w sobie zbyt wiele odpowiedzialności (dobre w pracy, destrukcyjne w związku). Pora zmierzyć się z własnym dzieciństwem. Może mama była nadodpowiedzialna, a tata miał problemy i nałogi? Może Ty musiałaś być dorosłą i ponosić zbyt wielką odpowiedzialność. Warto nad sobą popracować. Inaczej twój nastepny facet bedzie kopią tego.
Pozdrawiam i trzymam kciuki.
PS
Sam do niedawna byłem takim facetem, ale pracuje nad sobą.

27

Odp: Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Jakbym czytała o swoim byłym. Też trzy razy zaczynał studia, żadnych nie skończył, nie pracował. I też długo się zbierałam, żeby go zostawić. A jak w końcu to zrobiłam to taka ulga. Nie mam już z nim w ogóle kontaktu. On do mnie pisał, ale ja go olewałam, nie chcę mieć z nim nic do czynienia. Naprawdę to super sprawa pozbyć się z życia takiej toksycznej osoby. Dopiero jak to zrobisz i będziesz wolna to uświadomisz sobie w jakim syfie tkwiłaś tyle lat. Ten mój był jeszcze maminsynkiem, matka go utrzymywała, on nie chciał pracować. Kilka lat użerania się z jego zaborczą matką, która nam utrudniała wszystko, spotkania, kontakty. Szkoda gadać.

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Strach przed rozstaniem. CZEGO naprawdę się boję?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026