Dzień dobry
Chciałabym się podzielić z paniami historią mojego krótkiego związku. Byliśmy ze swoim chłopakiem parą niespełna 3 miesiące. Ja mam 31, on 30 lat. Ja jestem jedynaczką, G. ma dwóch braci i siostrę. Ja mieszkam z matką, bo mam tylko ją, G mieszka z rodzicami i 40-letnim bratem.
Opiszę tu rzeczy, które mogą wydawać się błahe, jednak dla mnie miały ogromne znaczenie, gdyż uważam, że "diabeł tkwi w szczegółach". Ja i G. znaliśmy się 3 lata, w końcu zostaliśmy parą. Na początku związku widywaliśmy się rzadko, bo G. pracował, miał jeszcze inne obowiązki względem rodziny. Napisałam mu więc ( jak najbardziej wyrozumiale), że powinien się zastanowić, czego chce. Odpisał, że mu zależy i, że ostatnio nie miał czasu, le w końcu mi pokaże, że mu zależy. Pomyślałam, że to dziwne, ale O.K. Rzeczywiście zaczęliśmy się spotykać regularnie, a nawet prawie codziennie. G. powiedział mi w końcu, że jego brat S., (który ma własną rodzinę, ale się nie zajmuje, bo ma problem z alkoholem) zrobił mu awanturę, że G. już mu nie pomaga na działce, tylko cały czas spotyka się ze mną, a ja- zdaniem jego brata- i tak go rzucę. Wcześniej G. zajmował się działką regularnie, nawet dawał się bratu wykorzystywać, bo S. prawie nic nie robił. G. dba o działkę, która jest formalnie własnością S., zapłacił nawet za niego rachunek za prąd. Wychowywaniem dzieci jego brata zajmują się rodzice, bo on albo pracuje, albo pije, a jego żona też raczej się o dzieci nie troszczy. Matka G. jest zmęczona, nie ma czasu dla siebie. Czasami G. nie ma nawet ugotowanego obiadu w domu. Zawsze to ja siedziałam i czekałam, aż się odezwie i wyznaczy mi godzinę spotkania. Przyznaję, że moja sytuacja w domu jest łatwiejsza, bo, kiedy ja jestem w pracy, mama gotuje obiad, więc nie mam już takiego obowiązku. Dostosowywałam się więc do G., ale z czasem zaczęło mnie to męczyć. Pisał, że tego dnia spotkamy się . 18 albo o 18.30, a ja, chcąc się z nim spotkać, musiałam się dostosować, co być może wydaje się całkowicie naturalne, ale trochę męczące. Czasami nasz kontakt ograniczał się do wiadomości, że dziś G. się nie spotka, bo jest zmęczona albo pomaga bratu i, że zadzwoni wieczorem. Raz nie zadzwonił, bo w drodze powrotnej z pracy spotkał brata, z którym mieszka i wracał z nim do domu, a potem zadzwoniła siostra i zrobiło się późno. Nie miałam zatem wiadomości od niego przez cały dzień.
Zdarzały się też takie dziwne rzeczy, że byliśmy razem na działce, potem G. zaproponował kawę u siebie, ale zadzwoniła koleżanka i zaproponowała spotkanie, a on nie wiedział, co ma robić. Kiedy zapytałam, co jej odpowiedział, powiedział, żę "że się zastanowi". Powiedziałam, że ja nigdzie już nie idę, bo jestem zmęczona, a rano idę do pracy i może iść beze mnie, odwróciłam się, a on mnie przepraszał, że mam rację, bo mnie pierwszej obiecał kawę. Miał też inne dylematy: czy wybrać festyn, czy.... pójść do domu i kochać się ze mną. Ciągle się wahał, miałam wrażenie, że mną manipuluje. Odbyłam z nim rozmowę, powiedziałam, że ma się zastanowić, czego chce, że mi zależy, ale jeśli to, o co proszę, to za dużo, to może lepiej się rozejdziemy. I się rozeszliśmy. Może głupia historia, ale dziś mam wątpliwości. Może za dużo od niego chciałam, a chciałam być z nim często, niemal codziennie. Czasami może przesadzałam, przytłoczyłam go. Wiele razy mówił, że mnie kocha, ale tego nie czułam. Tłumaczyłam mu to, nawet przeprosiłam, że postawiłam pod ścianą. Powiedział mi tylko, on naprawdę się starał, ale nie wie, co ma robić. Cały czas twierdził, że mu zależy, że mnie kocha, ale nie chce mi naobiecywać.... Co myślicie o takim postępowaniu?