netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Prosta historia "związku" z manipulantem.

9 odpowiedzi5 109 wyświetleńzałożony przez Marvano, 17.07.2017

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Prosta historia "związku" z manipulantem.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1 Ostatnio edytowany przez Marvano (2017-07-17 13:15:13)

Temat: Prosta historia "związku" z manipulantem.

Nie lubię grzebać w tym, co było. Ale chciałbym znać Wasze zdanie o tym, co poniżej napiszę. Co Wy byście czuli, zrobili na moim miejscu?
Historia jednej znajomości. 

Było to zimą. Poznałem kobietę. Fakt, miałem opory czy wchodzić w głębszą relację... było wiele niewiadomych, gdybań, wątpliwości. Fakt, faktem, była spora różnica wieku, ok. 9 lat.
Ale było pięknie. Zimowo. Były spacery, rozmowy. I mimo mrozu było ciepło.
Powoli angażowałem się w tę znajomość, z oporami. Przyszły Walentynki i uznałem,że to dobry moment, by powiedzieć jej co czuję. Wiem, banał i tandeta. Wiem... ale... Chciałem jednak, by mimo tandety i banału tego dnia, było romantycznie. Kupiłem różę, tomik wierszy Poświatowskiej... jej ulubiony.
Pojechałem do niej. Było miło. Już wracałem do siebie do domu... Odprowadziła mnie na przystanek. I palnęła... „Wiesz, łatwo tobą manipulować!”... Czar prysł. Zatrzęsło mną. Jakby mi napluła w twarz! Nagle stała mi się obca, daleka. I co by nie było... zabolało. Cholernie zabolało. Wkurzyła mnie. Nienawidzę manipulacji. To takie obrzydliwe, przedmiotowe traktowanie drugiej osoby, pozbawione drobiny szacunku, uczucia, lekceważące jego uczucia, wartość i potrzeby. I egoistycznie nastawiona relacja, czyli „manipulant podstępnie maksymalizujący swój zysk czyimś kosztem”.
Przyznaję, odszedłem, i fizycznie i w sposób najważniejszy... sercowy. Nie mogłem się znów przekonać do niej. Ona uważała że nic się nie stało. Ale stało się. Po jakimś czasie... dałem jej szansę. Jednak jej manipulowanie stało się podstawą relacji i związku w ogóle. To było męczące. Na nic zdały się prośby, że to mnie rani, krzywdzi, że czuję się jak przedmiot... że zatruwa związek, że go niszczy.
Przyznaję, było mi trudno znów się do niej przekonać, uwierzyć. Ale zostałem. Choć każdy mi to odradzał. Zawsze przecież trzeba dać szansę. Z czasem.. pokochałem ją. Tak, tak, idiota ze mnie. Pokochałem ją. Tak zwyczajnie i po prostu. Kochałem czysto, bez kłamania, oszukiwania, manipulowania... bo tylko wtedy to całe bycie razem ma to sens. Bywało różnie. Jednak to, że zostałem nic w niej nie zmieniło, choć naiwnie na to liczyłem. Jednak nawyk manipulowania tej panny, pogrywania na uczuciach pozostał. Wściekałem się. Bo i przecież żadna to przyjemność być marionetką, żadna przyjemność być lekceważonym, być osobą, której uczucia i wartość nie są szanowane. Ani się nie spostrzegłem, a zacząłem błądzić w tej mgle manipulacji. Wściekałem się. Nazwała to „syndromem”.
I kłamała. Usprawiedliwiałem, czekałem na zmianę, prosiłem... Na nic.
Tak mijały tygodnie, miesiące. Przełom przyszedł, gdy pojechałem do pracy. Dość daleko. Tęskniłem za nią jak cholera. Pisała listy... które z czasem stały się przesiąknięte durną, chorą wręcz podejrzliwością. Tyrałem tam jak wół, byłem zmęczony. A ta wyskakiwała mi, ze ją zdradzam. Ręce opadały. Bywało tak, że jej list leżał kilka dni, aż się nastawiłem, by go przeczytać.
Wyjeżdżałem było ok. Po powrocie nie było już ok. Jej wytwory wyobraźni mnie wykańczały, te rojenie głupot, ataki, podejrzliwość. Po powrocie cieszyłem się, że jestem, że ona jest... ale przy powitaniu czułem się tak, jakbym przytulał manekina.
I to był początek... wydarzeń.
Tamta praca była daleko, była jedną z tych ciężkich. Tyranie po 12 godz. i sen w kanciapie. Jej to nie obchodziło. Nie wiem czemu. Padałem ze zmęczenia. Niby wspierała ale jakoś.... inaczej. Zawsze ta podejrzliwość, chora wręcz.
Zawsze tak jest, że czujesz, że coś jest nie tak, coś, czego nie umiesz nazwać, ale czujesz, że coś jest na rzeczy. Tak było i tym razem.
Zaczęło się niewinnie. Miałem urodziny. W tym dniu miałem zjazd na uczelni. Było miło po zajęciach. Ludzie z grupy pamiętali o mnie. Była mała imprezka. Jednak tęskniłem do niej, co by nie było. Chciałem spędzić ten wieczór z nią. Wróciłem. Jednak na dworcu... zatkało mnie. Była zimna, obca, pełna złości. Zaczęła mnie szarpać za rękaw kurtki, jak worek ziemniaków. Potem w drodze pod jej blok znów to samo. Plus połajanka. Pod klatką szarpanie za rękaw i półgodzinna połajanka. Nie wiadomo o co, za co, za kogo. Żadnych życzeń, przytulenia, pamięci. Nic. Stałem tam jak ten głupek. Było mi cholernie przykro. Olała mnie w całości.
Wtedy zacząłem się zastanawiać... po kiego mi to wszystko? Nie pamiętała o mnie, choć domagała się pamięci. Nie szanowała, choć obsesyjnie domagała się szacunku, nie dbała, ale wymagała, bym o nią dbał, nie wspierała, ale domagała się wspierania... itd. Od tego się zaczęło. Potem wydarzenia potoczyły się jak lawina.
Po jakimś czasie wyszły jej kłamstwa, kłamstewka. Nogi się pode mną ugięły. Poczułem się tak, jakby wyrwała mi serce. Nagle się okazało, że tęskniła za kimś innym i za czymś innym, za niebieskookim brunetem, za jej były, którego uznawała za "miłość swego życia", a który traktował ją jak gówno... choć wysłuchiwałem przez 5 mieś. jej „kocham”. Zrobiła sobie ranking swych miłości, a w nim ja, na 4 miejscu i po miesiącach wysłuchiwania „kocham”. I że jej rodzice obrabiali mi tyłek na całego, w sposób poniżający i cholernie krzywdzący. Że wpędzę ją w pieluchy, postawię przy garach... podłe i chore. Upodlenie. Z jednej strony podawali rączkę, „witaj”, a wystarczyło zamknąć drzwi by mieć obrobiony tyłek.
Bolało jak cholera. A ta dalej swoje manipulacje. „Chciałabym byś mnie kochał”...Tylko jak kochać kogoś, kto kłamie, rani, krzywdzi? Chyba już nie umiałem. Po roku czekania na zmiany... nie umiałem.
I ..”kto kocha ten wybacza, a ty kochasz, więc wybaczysz”... Tylko jakoś nie umiała odnieść tego do siebie, że jak ktoś kocha, ten nie zachowuje się w ten sposób, bo wie, że to druga osobę rani, i niszczy relacje, miłość, zaufanie...
Potem był czas, ze każde spotkanie było takie samo. Jej ciągłe fochy, humory, połajanki, wyżywanie się nie wiadomo za co, za kogo... I to ciągłę czegoś chcenie, wszystko miało się kręcić wokół niej. Zacząłem się dusić. Wściekałem się, każde zwrócenie uwagi uznawała za totalną krytykę i atak. Znudziło mi się to. Właściwie wkur... W końcu nie jestem workiem ziemniaków do kopania! Nie wytrzymałem. Po kolejnej „imprezce” wygarnąłem, co leżało na sercu. "Że nie będzie już dobrze, że nie warto się poświęcać dla kogoś, kto traktuje mnie jak gówno, i że czas pomyśleć o sobie..." Wychodząc od niej czułem się lekko. Ta dostała histerii. Nazajutrz próbowałem rozmawiać. Co by nie było... zależało mi, myślałem, naiwnie, że coś się zmieni. Jednak rozmowa była pasmem jej żądań, wymagań, chcenia. Ja nie byłem ważny. I gdy odwróciła się do nie plecami mówiąc „mów to co chcę usłyszeć”... Coś się skończyło. Nagle nie wiedziałem po co i do kogo idę. Stała mi się jakoś dziwnie obca i daleka.I przyszedł ten czas, ta chwila, która zmieniła wszystko. Jest zawsze tak, że słowa są piękne. Ale to życie weryfikuje związek.

Potrzebowałem pomocy... to była ta chwila, czas, który zmienia wszystko. Czasem wystarczy minuta. Słowo.
Miałem zawirowanie w życiu. Miałem problemy, z którymi zwyczajnie sobie nie radziłem. Szukałem pomocy. I powiedziałem jej, że jej potrzebuję, jej miłości, wsparcia, zrozumienia... Jedyne co usłyszałem to, że "byłoby jej zbyt ciężko mi pomóc". Potem cała masa pierdół. Że bała się że odejdę, gdy mi się polepszy, że bała się, że świat się o mnie upomni, że znajdę sobie inną... Duperele. Chciałem pomocy. Ale uciekła. Jednak za nim to zrobiła, upokorzyła mnie, wypomniała wszystko, obwiniła za wszystko, dokopała, poniżyła... Dała mi swoje majtki twierdząc, że tylko na tyle zasługiwałem. Dałem sobie z nią spokój. Kij jej w oko.
Fakt faktem było mi ciężko, cholernie ciężko. Jakby było mało, zmarło mi w rodzinie dwoje dzieciaczków, które kochałem jak własne.. Cierpiałem.

Po roku olewki „przypomniała” sobie o mnie. Odezwała się jakimś debilnym anonimowym smsem, infantylnym i głupim. Myślała chyba, że padnę na kolana lub rzucę się jej na szyję. Pytałem kim był ten ktoś. I nic. Cisza. Znów zabawa. Moim kosztem. Brałem pod uwagę, że to mogła być ona, te same głupie zachowania. Jednak zwątpiłem, że ten człowiek przez rok mógł się zmienić. Nie zmieniła się. Drażniła mnie, była mi obca i daleka. Kazałem się jej zwyczajnie ...odpieprzyć.

Ta znajomość, i "związek"... coś mi zabrały. Były potem kobiety w moim życiu, ale ich nie zatrzymałem. Bałem się, zwyczajnie się bałem. Jest we mnie jakaś zadra, lęk... Nie umiem tak się zaangażować, tak pokochać, tak się otworzyć...

2

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.
Marvano napisał/a:

Ta znajomość, i "związek"... coś mi zabrały. Były potem kobiety w moim życiu, ale ich nie zatrzymałem. Bałem się, zwyczajnie się bałem. Jest we mnie jakaś zadra, lęk... Nie umiem tak się zaangażować, tak pokochać, tak się otworzyć...

Nadejdzie taki czas, spotkasz Tę Jedyną i zapomnisz o wszystkim.
Nie będę skupiać się na tamtej dziewczynie, bo chyba wszystko już o niej napisałeś. Nie warta niczego. Ale Ty? Jak spotkasz tę właściwą to bez problemu się zaangażujesz, pokochasz i otworzysz smile

3 Ostatnio edytowany przez lolek8080 (2017-07-17 15:03:28)

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.

Poważnie pisała do Ciebie listy? Takie na kartce w kopercie ze znaczkiem pocztowym? Konkret naprawdę! W dobie internetów, telefonów, sms i innych messengerów to naprawdę robi wrażenie big_smile

W temacie i w tej historii użyłeś słowa manipulacja..., sorry, ale ja tu nie widzę żadnej manipulacji..., ot zła kobieta Ci się trafiła.

Jeszcze jedno co sie rzuca w oczy w tej historii..., Jak dla mnie to jesteś dupa a nie facet skoro dałeś się szarpać jakiejś lasce w miejscu publicznym. Przemoc obojętnie w którą stronę jest niedopuszczalna. Taką dziewczynke to sie bierze za te machające rączki i mówi grzecznie, że zrobiła to ostatni raz. Chlopaku, nie masz szacunku do siebie dając sie poniewierać to nie oczekuj szacunku od innych.

4

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.
lolek8080 napisał/a:

Poważnie pisała do Ciebie listy? Takie na kartce w kopercie ze znaczkiem pocztowym? Konkret naprawdę! W dobie internetów, telefonów, sms i innych messengerów to naprawdę robi wrażenie big_smile

W temacie i w tej historii użyłeś słowa manipulacja..., sorry, ale ja tu nie widzę żadnej manipulacji..., ot zła kobieta Ci się trafiła.

Jeszcze jedno co sie rzuca w oczy w tej historii..., Jak dla mnie to jesteś dupa a nie facet skoro dałeś się szarpać jakiejś lasce w miejscu publicznym. Przemoc obojętnie w którą stronę jest niedopuszczalna. Taką dziewczynke to sie bierze za te machające rączki i mówi grzecznie, że zrobiła to ostatni raz. Chlopaku, nie masz szacunku do siebie dając sie poniewierać to nie oczekuj szacunku od innych.

Manipulantką była klasyczną;-) Wierz mi;-)

5

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.
Marvano napisał/a:

Zawsze przecież trzeba dać szansę.

Nie wiem, skąd ten pogląd się bierze...

Szansą samą w sobie jest już to pierwsze poznanie się, pierwsze kroki w związku. Jak ktoś to schrzanił, to już zmarnował swoją szansę. Drugiej nie trzeba dawać, czasem wręcz się nie powinno.

Z tego, co napisałeś, to wszedłeś w to z pełną wiedzą, w co się pakujesz. Nie wiem ,dlaczego. Teraz za to masz lęk przed kobietami i związkami, a to nie jej wina, ani tym bardziej żadnej innej kobiety, że dałeś sobą manipulować.

6

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.

Jawisz się autorze jak ofiara losu, cierpiętnik, mięczak, którego rolą życia jest cierpieć.
Musisz popracować nad sobą.

7

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.

Manipulantka - gra na uczuciach opanowywana do perfekcji. Gra na poczuciu winy - to samo.
Czy ja byłem miękki, d.. wołowa.? Nie, po prostu opierałem związek na szacunku. Nie moja wina, że ona okazała się... g... warta.Zawsze w coś się wierzy, w dobro, uczciwość, szacunek. Na to każdy liczy. Problem w tym, że to z kim jesteśmy, wychodzi po czasie.

8 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2017-07-24 20:21:31)

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.

Marvano, masz do wyboru dwie drogi:
1. wyszukiwanie wad u swych byłych i upatrywanie w nich przyczyn nieudanych związków,
2. zmierzenie się z przyczynami swoich wyborów takich, nie innych, kobiet.
Ta pierwsza droga znakomicie oddala Cię od tego, na co masz wpływ, ale też zapewnia spokój (tyle tylko, że pozorny). Ta druga, okraszona potem i łzami, daje szansę na stworzenie partnerskiego związku.

Zresztą... .
Kiedyś już napisałam o tym, a Ty wydałeś się być zainteresowany podążaniem tą drugą drogą. Ostatnie Twe posty, w tym i ten wątek, świadczą, że z niej zrezygnowałeś.
Cóż... .

9

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.
Wielokropek napisał/a:

Marvano, masz do wyboru dwie drogi:
1. wyszukiwanie wad u swych byłych i upatrywanie w nich przyczyn nieudanych związków,
2. zmierzenie się z przyczynami swoich wyborów takich, nie innych, kobiet.
Ta pierwsza droga znakomicie oddala Cię od tego, na co masz wpływ, ale też zapewnia spokój (tyle tylko, że pozorny). Ta druga, okraszona potem i łzami, daje szansę na stworzenie partnerskiego związku.

Zresztą... .
Kiedyś już napisałam o tym, a Ty wydałeś się być zainteresowany podążaniem tą drugą drogą. Ostatnie Twe posty, w tym i ten wątek, świadczą, że z niej zrezygnowałeś.
Cóż... .

Nie, nie rezygnuję z tej drogi. Po prostu analizuję me związki.

10

Odp: Prosta historia "związku" z manipulantem.

Prawda jest taka. Owszem, manipulant jest taki, że jak wsiądzie na ciebie, łatwo nie zrezygnuje z wysysania z ciebie życia.
Jestem DDA. Nie znaczy, że gorszy, trędowaty, inny. Po prostu trafił mi się tzw. ojciec jełop i pijak. Nie miałem na to żadnego wpływu.
W związku z nią.. czułem się fatalnie. Wciąż te jej gierki, granie na uczuciach, jej niestabilność - raz się śmiała, za chwilę płakała, cięgle coś było źle i nie tak.... to było obrzydliwe. Chore.
Schiza zaczęła się, gdy postanowiłem iść na terapię. Dla mego dobra. I... zaczęła się jej podłość. Do tej decyzji dojrzewałem pół roku, i gdy widziałem na mieście kobietę, jak opowiadała znajomej o swym facecie, że jest DDA i jest na terapii, i że jest z niego dumna, że walczy o siebie i że nie wyobraża sobie, by go zostawić bo go.. kocha. Naiwnie myślałem, że usłyszę on mej lubej to samo... ale było zupełnie inaczej.
Jej teksty, że bała się, że świat się o mnie upomni, że mi się polepszy, że znajdę sobie inną, że byłoby jej zbyt ciężko mi pomóc... sorki, ale tak nie mówi ktoś, kto kocha i zależy mu na drugiej osobie, tak mówi zasrany egoista.
Schiza była totalna. Ale o tym już pisałem... Była chamska, podła... dokopała mi na calej linii.
Ale... chodziłem na terapię rok. To był czas ogromnych zmian. Wiele mnie to kosztowało. I nie żałuję tego.
Po roku ta sobie o mnie przypomniała.... bo chciała się dowiedzieć co u mnie. Wydało mi się to chore, zwłaszcza, że kilka miesięcy przed jej odezwaniem się widziałem ją, i miała w duuupie to, co u mnie. Ważniejsze było to, by dokopać mi po raz kolejny.
Olałem ją zwyczajnie. Jak ona mnie. Nie byłem już ten sam, co wtedy. Powiedziałem jej co myślałem o jej zachowaniu, o całym tym "odezwaniu się".. nie umiałem już spojrzeć na nią tak, jak na osobę bliską...

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Prosta historia "związku" z manipulantem.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026