Witam,
jestem tu nowa, potrzebuję pomocy, bo już sobie nie radzę z tym, co się dzieje.
Jestem z chłopakiem, u którego psycholog stwierdził głęboką depresję, chłopak ma skierowanie do psychiatry. Po kilku miesiącach on zrobił mi z życia piekło... Na początku zaczęło się od czepiania, drobnych sprzeczek. Uznałam, że to normalne w związku, że trzeba się dotrzeć. Jednak z dnia na dzień sytuacja zaczęła się pogarszać, on zaczął mnie posądzać o zdradę, sprawdzać telefon, kazał mi się meldować gdzie jadę, do kogo, kiedy wracam, kiedy jadę do/z pracy, sklepu, do rodziny, obojętnie gdzie bym się nie ruszyła. Tłumaczył to troską... Do momentu gdy sprawdzał moją lokalizację w telefonie, gdy zaczął sprzątać moje mieszkanie pod moją nieobecność, a wszystko, co znalazł wpasowywał do swoich teorii, że zdradzam go z innymi. Pracujemy razem, po pewnym czasie on stwierdził, że kuszę innych, że pewnie się spotykam z nimi w ukryciu... Nie podobało mu się, że się uśmiecham i jestem radosną, otwartą osobą. Zarzucał kłamstwo i brak zaufania, gdzie nigdy mnie na zdradzie nie przyłapał, bo do tego nie doszło. Jak się wprowadził do mnie, nagle się zmienił. Robił wyrzuty, że źle sprzątam, że źle zmywam naczynia, że czekam "na gotowe", jak on to podsumował. Sprzątał mi w mieszkaniu, po czym robił z tego powodu wyrzuty. Miarka się przebrała gdy doszło do tego, że podczas kłótni mnie uderzył w twarz. Później się przyznał, że miał problem z narkotykami, że był uzależniony, że jak mnie poznał to tak się zakochał, że przestał brać, a jego zachowanie wynikało właśnie prawdopodobnie z zaprzestania ćpania. Do tego doszły problemy w jego głowie, z którymi on sobie nie radzi jak sam stwierdził. Ciągle powtarza, że jest sam, że nie ma na kogo liczyć, że nie ma z kim porozmawiać ani nikomu tak nie ufa jak mi. I całą złość, frustrację, wszystko to, co ma w głowie, przelewa na mnie. Podczas gdy próbowałam się od niego odizolować on zaczął straszyć samobójstwem... Pisał, wydzwaniał nawet po 50 razy dziennie, że nie dość, że czuje się źle, że nikt nie rozumie co ma w głowie, że nie chce być utrapieniem dla innych, i że znika. Takich sytuacji było jeszcze kilka. On za każdym razem płakał jak małe dziecko, za chwilę wybuchał złością, to się działo dosłownie z minuty na minutę. Próby tłumaczenia jakiegokolwiek nic nie dały, zawsze było "nie wiesz co mi siedzi w głowie". Minęło kilka dni od tej awantury z uderzeniem mnie, po czym on był szczęśliwy. Właśnie wtedy poszedł do psychologa, cały czas byłam z nim, nie chciałam go zostawiać w takim stanie. Byłam naiwna... Kilka dni było cudownie, można powiedzieć, że się zaczęło układać, a on odzyskał radość życia, po czym znowu doszło do awantury... Przez to, że spóźniłam się i nie dałam znać, że będę później. Dodam, że wtedy pomagałam rodzicom. Postanowiłam inaczej podejść do niego widząc jak wpada powoli w furię, zlekceważyłam to i próbowałam załagodzić humorem, co jeszcze bardziej go rozjuszyło. Jechaliśmy samochodem, on 3 godziny wydzierał się na mnie, że muszę wymyśleć jakieś inne miejsce, po czym jak tam zajechaliśmy on krzyczał, że tu nie chce, chce gdzie indziej, że to moja wina, bo związek popadł w monotonię, po czym zaczął tak rzucać w tym samochodzie telefonem, że go rozwalił. Zawiozłam go w inne miejsce, znowu było źle... Bo się nie zatrzymałam w sklepie, a on ma sucho w ustach (od krzyczenia). Gdzie w międzyczasie byliśmy na stacji zatankować auto i powiedziałam, że mógł sobie coś tam kupić. W końcu gdy mnie zaczął wyzywać od idiotek nie wytrzymałam. Zatrzymałam się z piskiem, myślałam, że mu coś zrobię... Kłóciliśmy się. Od tamtej pory nie jesteśmy ze sobą, a on ciągle przychodzi, płacze, pisze, nęka mnie telefonami... Mówi, że chce zniknąć. Postanowiłam wyjechać na stałe z kraju. Gdy się dowiedział, zaczął histeryzować, że zostanie sam, że co on teraz zrobi, że doprowadziłam specjalnie do kłótni, bo chciałam się go pozbyć...
On za każdym razem mówi, że w złości nie wie co wygaduje, że nie nikt nie wie co on ma w głowie, że nie ma po co żyć, bo dociera do niego po jakimś czasie, że krzywdzi bliskich. Nie wiem co mam robić... Nie radzę już sobie, męczy mnie to jak nic nigdy dotąd. Męczy mnie jego zachowanie, ciągłe przychodzenie, ciągłe dzwonienie, pisanie, wszystko.
Jeszcze chciałam dodać, że po raz ostatni gdy wpadł w szał to przez to, że chciał się wtedy oświadczyć...
1 2015-08-02 17:17:50 Ostatnio edytowany przez kukulka90 (2015-08-02 17:22:40)
Podobne tematy
Współczuję Ci. Może policja coś by tu pomogła? Chociaż nie wiem, jak interweniują w przypadku osób leczących się psychiatrycznie.
Dziękuję, ale współczucie tu niewiele pomoże...
Myślę, że wzywanie policji tylko pogorszyłoby sprawę. Jestem w totalnej desperacji, proszę, niech mi ktoś doradzi. Na tę chwilę on się ze mną żegna, bo nie odbieram pół dnia telefonów
Dziękuję, ale współczucie tu niewiele pomoże...
Myślę, że wzywanie policji tylko pogorszyłoby sprawę. Jestem w totalnej desperacji, proszę, niech mi ktoś doradzi. Na tę chwilę on się ze mną żegna, bo nie odbieram pół dnia telefonów
Ale jakiej porady Ty oczekujesz? Wyjedziesz na koniec świata, schowasz się w jakiejś czarnej dziurze, żeby Cię nie znalazł? Tu potrzeba radykalnych środków. Zbieraj dowody. Nagrywaj rozmowy, zachowuj wiadomości. A później sprawa o nękanie. No chyba, że masz lepszy pomysł. Ale ucieczka nie jest żadnym wyjściem.
A co do tego żegnania... Daj spokój, gdyby chciał sobie coś zrobić, zrobiłby to już dawno nie mówiąc Ci o tym. Żenada. Coś czuję, że on traktuje depresję jako usprawiedliwienie swoich zachowań.
Nie wiem... Chyba poniekąd mam taką nadzieję, jak będę daleko to on da sobie spokój zupełnie. Nie umiem mu się postawić, narasta we mnie złość, moje tłumaczenia są jak rzucanie grochem o ścianę, a krzyki niczego nie dają. Dostaję szału siedząc w domu i słuchając dzwonka do drzwi na zmianę z sms-ami i dzwonieniem telefonu. Do niego nie dociera, żeby dał mi spokój. Boję się, że wzywaniem policji pogorszę sprawę, że on się zemści, że narobi mi w pracy kłopotów, i tylko to mnie powstrzymuje od tych "radykalnych działań". Czuję się bezsilna... Na niego nic nie działa oprócz wpuszczeniem go do środka i słuchaniem co ma do powiedzenia, to łagodzi sytuację, ale ileż można? Jestem na skraju wytrzymałości, czuję, że wybuchnę
Kukułka, ktoś, kto ma depresję nie powinien wchodzić w związek. By wejść w dojrzały, dobry związek, trzeba się najpierw uporać ze swoimi problemami, bo inaczej przewalimy je na partnera - co właśnie widać u Ciebie.
Depresja, narkotyki... Czy on się leczy w jakikolwiek sposób?
JA bym raczej poszła w swoją stronę, zajęła się swoim życiem. Ignoruj ten jego szantaż emocjonalny, że nikt go nie rozumie, że się zabije. On potrzebuje pomocy profesjonalisty. Ty mu nie pomożesz. Jeśli z nim zostaniesz, jeśli się zaangażujesz za mocno w pomaganie mu, to on pociągnie Cię za sobą i z radosnej osoby staniesz się osobą z depresją, taką jak on. Wiej gdzie pieprz rośnie!
A co do tego żegnania... Daj spokój, gdyby chciał sobie coś zrobić, zrobiłby to już dawno nie mówiąc Ci o tym. Żenada. Coś czuję, że on traktuje depresję jako usprawiedliwienie swoich zachowań.
Też tak to odbieram, przypuszczam, że to rzekome uzależnienie od narkotyków to też tylko zasłanianie się
Kukułka, ktoś, kto ma depresję nie powinien wchodzić w związek. By wejść w dojrzały, dobry związek, trzeba się najpierw uporać ze swoimi problemami, bo inaczej przewalimy je na partnera - co właśnie widać u Ciebie.
Depresja, narkotyki... Czy on się leczy w jakikolwiek sposób?
JA bym raczej poszła w swoją stronę, zajęła się swoim życiem. Ignoruj ten jego szantaż emocjonalny, że nikt go nie rozumie, że się zabije. On potrzebuje pomocy profesjonalisty. Ty mu nie pomożesz. Jeśli z nim zostaniesz, jeśli się zaangażujesz za mocno w pomaganie mu, to on pociągnie Cię za sobą i z radosnej osoby staniesz się osobą z depresją, taką jak on. Wiej gdzie pieprz rośnie!
Zaczął leczenie. Wizyta u psychiatry przed nim... U psychologa był dopiero dwa razy. Pani po pierwszej rozmowie powiedziała, że gdyby był niepełnoletni to umieściłaby go w ośrodku zamkniętym, ale że jest dorosły - to on musi podjąć leczenie.
Zdaję sobie sprawę, że mu nie pomogę, ale on sobie mnie obrał chyba jako "lekarstwo", sądząc po tym, jak się zachowuje.
Przytłacza mnie to, sama zauważyłam, że chodzę smutna ostatnio, a zawsze zarażałam innych humorem
Musisz się odciąć od niego. Może nie wyjeżdżaj, bo możesz swoje życie przypadkowo schrzanić, ale zmień numer telefonu?
Licz się z tym, że możesz też być zmuszona wezwać policję.
Ty mu sama dajesz mieszane sygnały - raz nie odbierasz, wściekasz się, miotasz, odpychasz go, nie chcesz rozmawiać, a potem wpuszczasz go do domu i cierpliwie słuchasz. Przez to on wie, że zawsze może na Ciebie liczyć, że powściekasz się, pozłościsz, a potem i tak go wpuścisz.
Musisz być konsekwentna. Jeśli powiedziałaś NIE, to tego się trzymaj. JEgo problemy, to nie są Twoje problemy. Nie jesteś w stanie mu pomóc.
Musisz się odciąć od niego. Może nie wyjeżdżaj, bo możesz swoje życie przypadkowo schrzanić, ale zmień numer telefonu?
Licz się z tym, że możesz też być zmuszona wezwać policję.
Ty mu sama dajesz mieszane sygnały - raz nie odbierasz, wściekasz się, miotasz, odpychasz go, nie chcesz rozmawiać, a potem wpuszczasz go do domu i cierpliwie słuchasz. Przez to on wie, że zawsze może na Ciebie liczyć, że powściekasz się, pozłościsz, a potem i tak go wpuścisz.
Musisz być konsekwentna. Jeśli powiedziałaś NIE, to tego się trzymaj. JEgo problemy, to nie są Twoje problemy. Nie jesteś w stanie mu pomóc.
Chcę, od zawsze chcę wyjechać, nie widzę tu dla siebie perspektyw, nie jestem szczęśliwa będąc tu gdzie jestem. Dodatkowo problemy z nim skłaniają mnie do tego jeszcze bardziej. To moje marzenie.
Wiem, że to nie tłumaczenie, ale ja już nie wiem co mam robić, on jest nieobliczalny, nie wiem czego się po nim spodziewać. Płakał nawet przy mojej rodzinie pod drzwiami... Dosłownie, płakał, jak dziecko, które zbiło kolano. Zalewając się łzami. Dlatego wolałam załagodzić sytuacje te kilka razy i dla świętego spokoju go wysłuchać... Czuję się nieraz manipulowana, on mnie doprowadza do takiego stanu, że wychodzę z siebie, po czym on staje się oazą spokoju, a ja wrzeszczę... Normalnie robi ze mnie jawnie wariatkę. Mieszka blisko, zmiana numeru nic nie da, bo przychodzi kiedy mu się podoba, rano, po południu, późnym wieczorem... Czuję się osaczona.
Kukulka90, czy tak wygląda wg Ciebie szczęśliwy związek?
Wiem z własnego doświadczenia, że gdy w naszych opisach związków pojawia się słowo "męczy mnie..." to sygnał by dać sobie spokój raz na zawsze. Nie masz wpływu na drugą osobę, a szantaż, że się zabije to najokrutniejszy środek by kogoś przy sobie zatrzymać na siłę, wykorzystując poczucie winy (którego możemy się spodziewać po samobójstwie, za które weźmiemy na siebie winę).
Odetnij się od niego. Tak jak wyżej, nie wysyłaj sprzecznych sygnałów i bądź konsekwentna.
Kukulka90, czy tak wygląda wg Ciebie szczęśliwy związek?
Wiem z własnego doświadczenia, że gdy w naszych opisach związków pojawia się słowo "męczy mnie..." to sygnał by dać sobie spokój raz na zawsze. Nie masz wpływu na drugą osobę, a szantaż, że się zabije to najokrutniejszy środek by kogoś przy sobie zatrzymać na siłę, wykorzystując poczucie winy (którego możemy się spodziewać po samobójstwie, za które weźmiemy na siebie winę).
Odetnij się od niego. Tak jak wyżej, nie wysyłaj sprzecznych sygnałów i bądź konsekwentna.
Nie, to nie jest szczęśliwy związek, z pewnością. Chociaż myślałam, że taki będzie, bo on taki miły, spokojny, cichy... "Cicha woda brzegi rwie" jak widać. Zawiodłam się niesamowicie.
Ale ciężko się odciąć od kogoś, kto mieszka rzut beretem...
po ile macie lat? probowalaś z nim pójść na spacer?
to co tu opisalaś wydaje się być tylko namiastka relacji,
On może poprostu bardziej ceni sobie TWOJE szczęście niż swoje?
wydaje mi się że źle interpretujesz jego zachowanie. piusaałaś że jest miły, spokojny i cichy.
Jest w Tobie baardzo mocno zakochany, zależy mu na Tobie tak mocn0, ze zachowuje się desperacko
Hah, Wy tak na serio? Czytając tą historyjkę miałem wrażenie, że autorka nie ma chłopaka, tylko opiekuję się swoim dzieckiem, musi mu wszystko mówić, wkurza się o nic, chce swoją "mamusię" mieć tylko przy sobie, wytłumaczy mi ktoś gdzie ludzie znajdują takie osobniki i jak sięz nimi łączą, o tyle to zabawne co ciekawe.
Pozdrawiam
po ile macie lat? probowalaś z nim pójść na spacer?
to co tu opisalaś wydaje się być tylko namiastka relacji,
On może poprostu bardziej ceni sobie TWOJE szczęście niż swoje?
wydaje mi się że źle interpretujesz jego zachowanie. piusaałaś że jest miły, spokojny i cichy.
Jest w Tobie baardzo mocno zakochany, zależy mu na Tobie tak mocn0, ze zachowuje się desperacko
Przepraszam, Ty tak na poważnie?
Być może jest bardzo zakochany, ale jej nie kocha. Gdyby bardziej cenił sobie szczęście autorki niż swoje, to nie zachowywałby się w ten sposób. Założę się, że nawet on wie, jak bardzo ją niszczy. Tak nie postępuję człowiek kochający nawet jeśli cierpi na depresję.
kukulka90, musisz koniecznie zakonczyc ten zwiazek. Skoro psycholog stwierdzil ze gdyby byl nieletni to by byl zamkniety, to jest to bardzo powazna sprawa. Za kazdym razem kiedy z nim sie spotykasz narazasz siebie na smiertelne niebezpieczenstwo. Jesli dobrze wyczytalem, juz sie od niego wyprowadzilas - bardzo dobrze. Musisz teraz permanentnie zerwac wszelki kontakt z nim i zaszyc sie gdzies w bezpiecznym miejscu. Moze powinnas zamieszkac z rodzicami, lub gdzies gdzie on Cie nie znajdzie. Nie odpowiadaj na telefony, sms-y, bo w przeciwnym razie tylko przedluzysz ten proces.
Jesli zdarzy Ci sie z nim rozmawiac (np. gdyby Cie gdzies zaskoczyl), to w zadnym wypadku nie awanturuj sie. Badz spokojna i powiedz mu cokolwiek zeby sobie poszedl.
Odradzam dzwonienie na policje. Policjanci moga przyjechac i z nim porozmawiac, ale efekt bedzie odwrotny. On moze pomyslec: "Przyszly gliny, pogadaly i poszly. Nic na mnie nie maja" - to moze go rozzuchwalic. Moze byc tez tak, ze wizyta policjantow sprawi iz on sie poczuje jakby zaciskal mu sie sznur na szyi i moze posunac sie do jakis desperackich ruchow. Masz do czynienia z czlowiekiem umyslowo chorym. On nie dziala w sposob normaly.
17 2015-08-03 04:05:46 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2015-08-03 04:24:06)
Wierz mi znam depresje jako chorobe i znam taki typ rowniez jak ten Twoj gwiazdor. Depresja to nie jest wytlumaczenie takiego zachowania, nie robmy z ludzi z depresja idiotow.
Nie pozwalaj soba grac, niech sie zabija jesli chce - to nie Twoja odpowiedzialnosc.
On Cie nie kocha, bo kocha tylko siebie i swoje chore pragnienia i swoj chory smutek.
Mialam przypadek z takim kolesiem, ale ja nie bylam z nim w zwiazku nigdy. Zaloze sie jednak, ze gdybym byla to wlasnie tak by sie zachowywal, bo to jest doslownie ten sam typ + narkotyki w przeszlosci tez bral.
Straszyl samobojstwem, pisal, dzwonil do mnie, dzwonil do kolegi, do wszystkich gadal, pisal listy wysylane poczta. Raz wsciekly, raz plakal. Raz wielka milosc, a raz wyzywal.
Zglosilam go na policje dwa razy.
Doprowadzilam do zwolnienia go z pracy, zniszczylam jego wizerunek wszedzie gdzie bylo mozliwe do tego stopnia, ze zaslanianie sie depresja i epilepsja nie dalo mu juz nic bo zostal zlinczowany doslownie.
Jak grozil samobojstwem to odpowiadalam 'nie interesuja mnie twoje zyciowe plany'
Czy pomoglo? Z jednej strony mialam ochrone ze strony ludzi wokolo i ze strony pracodawcy.
A z drugiej strony on co chwila znowu sie odzywal i okazalo sie, ze juz wczesniej to robil innym ludziom.
Marzylam, zeby ruszyl sie z tym samobojstwem.
W koncu poszlam po nie legalnej stronie, grozac mu moim groznym kochankiem. To byla grozba z pokryciem, a ten idiota dobrze o tym wiedzial. Po tym go po prostu olalam raz na zawsze i tyle.
Napisal chyba raz 'Jak sie masz' i cisza.
Niedawno okazalo sie, ze zaczyna sie lepic do jakies innej kolezanki, w jakims innym otoczeniu. Napisalam wiec do niej i powiedzialam jej zeby uwazala, na palanta. Bo porozmawia z nim raz i on bedzie myslal, ze jest jego ![]()
Naprawde nie widze sensu zycia takiej osoby. Ani on nie pomaga nikomu, ani nie jest neutralny, a wrecz szkodzi innym. Przede mna przesladowal dziewczyne, ktora byla ofiara gwaltu w dziecinstwie i panicznie bala sie ludzi. Serio, szkoda tlenu.
Dzwoń na policję! W miarę możliwości dowiedz się, czy przebywa aktualnie w domu czy gdzie i dodaj przy zgłoszeniu, że ma stwierdzoną ciężką depresję.
Akurat groźby samobójców traktują dość poważnie, przyjeżdżają, zabierają delikwenta na przymusową obserwację w szpitalu psychiatrycznym. Jeśli straszy, to po czymś takim zwykle się straszenia samobójstwem odechciewa, a jeśli mówił poważnie (w co wątpię bardzo w tym przypadku), to można tak uratować komuś życie.
Za każdym jednym razem, kiedy mówi, że się zabije, dzwoń na policję i zgłaszaj to, zapewniam, że prędzej jemu to się znudzi a nie im.
A co do samego nękania - aktualnie stalking jest przestępstwem zwyczajnie. Zachowuj w miarę możliwości wszystkie smsy, maile itd., ewentualnie notuj, ile połączeń wykonał i jak się troche uzbiera, zgłaszaj to też na policję. Osobno oczywiście i osobiście na komisariacie. Stalkerów trudno przepłoszyć, ale da się. I nie daj się spławić policji, że pewnie zakochany i mu przejdzie, żądaj interwencji, bo to ich obowiązek!
@Ninka
Wysłałam Ci PW, sprawdź mail. ;-)
allied64 napisał/a:po ile macie lat? probowalaś z nim pójść na spacer?
to co tu opisalaś wydaje się być tylko namiastka relacji,
On może poprostu bardziej ceni sobie TWOJE szczęście niż swoje?
wydaje mi się że źle interpretujesz jego zachowanie. piusaałaś że jest miły, spokojny i cichy.
Jest w Tobie baardzo mocno zakochany, zależy mu na Tobie tak mocn0, ze zachowuje się desperackoPrzepraszam, Ty tak na poważnie?
Być może jest bardzo zakochany, ale jej nie kocha. Gdyby bardziej cenił sobie szczęście autorki niż swoje, to nie zachowywałby się w ten sposób. Założę się, że nawet on wie, jak bardzo ją niszczy. Tak nie postępuję człowiek kochający nawet jeśli cierpi na depresję.
zacznijmy od tego ze autorka nieopisuje dokładnie swojego zachowania wobec niego
Namaste3434 napisał/a:allied64 napisał/a:po ile macie lat? probowalaś z nim pójść na spacer?
to co tu opisalaś wydaje się być tylko namiastka relacji,
On może poprostu bardziej ceni sobie TWOJE szczęście niż swoje?
wydaje mi się że źle interpretujesz jego zachowanie. piusaałaś że jest miły, spokojny i cichy.
Jest w Tobie baardzo mocno zakochany, zależy mu na Tobie tak mocn0, ze zachowuje się desperackoPrzepraszam, Ty tak na poważnie?
Być może jest bardzo zakochany, ale jej nie kocha. Gdyby bardziej cenił sobie szczęście autorki niż swoje, to nie zachowywałby się w ten sposób. Założę się, że nawet on wie, jak bardzo ją niszczy. Tak nie postępuję człowiek kochający nawet jeśli cierpi na depresję.
zacznijmy od tego ze autorka nieopisuje dokładnie swojego zachowania wobec niego
To nie ma znaczenia.
On jej nie kocha to po pierwsze. Po drugie, nie widze wytlumaczenia na takie zachowanie.
Zrobi jak będzie uważała, oleje kogoś komu na niej zależy to pretensje wyłącznie do siebie pozostanie
probowalaś z nim pójść na spacer?
Jest w Tobie baardzo mocno zakochany, zależy mu na Tobie tak mocn0, ze zachowuje się desperacko
Ty tak serio??? Ale naprawdę? Bo czytam trzy razy i nie wierzę ![]()
To jest psychol. Tu trzeba się definitywnie odciąć!
Zalecałabym autorce, by sama udała się do psychologa, bo zachowuje się i myśli jak osoba współuzależniona.
Normalna osoba, nawet mocno zakochana, nie zachowuje się w ten sposób!!!!
23 2015-08-03 17:59:00 Ostatnio edytowany przez CatLady (2015-08-03 17:59:33)
oleje kogoś komu na niej zależy
Jemu wcale na niej nie zależy. Jemu zależy na byciu w centrum uwagi, na manipulowaniu nią, na kontrolowaniu jej. On nie dostrzega, że ona nie chce z nim być, że on niszczy jej życie, że ona się go boi. Ty chyba też tego nie dostrzegasz... Czy ludzie w Twoim otoczeniu grożą sobie nawzajem samobójstwem? Jak ze mną nie będziesz, to się zabiję? Czy prześladowanie kogoś to wg Ciebie jest wyraz uczucia? Nachodzenie? Płacz? Nękanie sms-ami? Groźby? Nie wierzę w to, co mówisz. Chyba jesteś zwykłym TROLLEM.
allied64 napisał/a:oleje kogoś komu na niej zależy
Jemu wcale na niej nie zależy. Jemu zależy na byciu w centrum uwagi, na manipulowaniu nią, na kontrolowaniu jej. On nie dostrzega, że ona nie chce z nim być, że on niszczy jej życie, że ona się go boi. Ty chyba też tego nie dostrzegasz... Czy ludzie w Twoim otoczeniu grożą sobie nawzajem samobójstwem? Jak ze mną nie będziesz, to się zabiję? Czy prześladowanie kogoś to wg Ciebie jest wyraz uczucia? Nachodzenie? Płacz? Nękanie sms-ami? Groźby? Nie wierzę w to, co mówisz. Chyba jesteś zwykłym TROLLEM.
Trollem zadnym nie jestem! nie wiemy jak w rzeczywistosci ta relacja wygladala i ile w tym prawdy co autorka pisze, mysle ze sporo.
autorka itak zrobi jak bedzie uwazala. wśród moich znajomych miala miejsce podobna sytuacja: chlopak biegal za kobietą ale go nie brala
pod uwage. Minął rok. Sama się odezwala i spotkali się. Powiedziala mi ze teraz zaluje swojej decyzji i niewiadomo co z nimi bedzie.
wśród moich znajomych miala miejsce podobna sytuacja
Niby z której strony to jest podobna sytuacja? O.o
Przecież one są zupełnie inne.
chlopak biegal za kobietą .
Biegał - ale czy groził samobójstwem i płakał? Miał przy okazji depresję i problem narkotykowy?
To jest taka malutka, subtelna różnica....
Catlady: zauroczony byl, kolesia na oczy niewidzialem ani z nim niegadalem wiec niemam pojecia co przeżył
Vian: no tak są inne, chodziło mi o to że koleżanka żałuje teraz swojej decyzji
Zrobi jak będzie uważała, oleje kogoś komu na niej zależy to pretensje wyłącznie do siebie pozostanie
Jemu na niej nie zalezy. Zalezy mu tylko i wylacznie na nim samym co pokazuja wszystkie opisane zachowania.
Vian: no tak są inne, chodziło mi o to że koleżanka żałuje teraz swojej decyzji
No ale co ma Twoja koleżanka do tej konkretnej sytuacji? Kukułka niczego raczej nie żałuje poza tym, że w ogóle faceta poznała.
Agresja, urojenia i brak samokontroli nie wyglądają na depresję, tylko co najmniej na zaburzenia osobowości, a może i początki choroby psychicznej. Przebywanie z osobą w takim stanie, która się nie leczy jest dla Ciebie niebezpieczne. Problem w tym, że kiedy do agresora dociera, że ofiara chce się od niego odseparować, przemoc się nasila, czego teraz doświadczasz.
Co robić.
W ogóle nie powinnaś z nim się kontaktować, szczególnie w cztery oczy. Nie wpuszczać do domu, nie rozmawiać, nie reagować na telefony, smsy, maile itd., bo to go tylko podkręca - jakąkolwiek reakcję odczytuje tak, że musi Cię tylko trochę mocniej przycisnąć, a znowu będziesz robić to, czego on sobie życzy. Jeśli będzie szantażował samobójstwem, to jak już ktoś radził, wołaj od razu policję i pogotowie. Wyjazd, choćby na trochę, to niezły pomysł. Możesz się skontaktować z poradnią rodzinną, jeśli masz jakąś w pobliżu, albo psychologiem, który specjalizuje się w przemocy, to wytłumaczą dokładniej, jak to działa i jak go traktować.
Proszę potraktuj to poważnie. Posłuchaj swojego instynktu, który każe Ci uciekać. Możesz mieć jednak wrażenie, że dobrze go znasz i kontrolujesz sytuację, albo po prostu żal Ci go. Jednak weź pod uwagę, że on sam stwierdza, że zupełnie nie panuje nad tym, co mówi i co robi, więc może zrobić wszystko. On teraz nie potrzebuje dziewczyny, tylko lekarza.
Jak tam idzie? Wyklarowało się coś?
Autorko, daj znać.
Nie umiem mu się postawić
Zatem żadna rada nie będzie dobra. Nikt coprawda nie każe Ci sie z nim bić, czy kłócić, ale postawić się musisz.
Zerwij kontakt, całkowicie, w pracy z nim rozmawiaj tylko w sprawach służbowych oczywiście. Najważniejsze, jak zadzwoni, że się wiesza, czy tnie to powiedz powodzenia i się rozłącz. albo najlepiej w ogóle nie odbieraj. PAmiętaj, jak zrobi sobie coś złego to tylko jego wina, a po drugie to będzie koniec Twojej udręki. Nigdy nie miej wyrzutów sumienia, wszystko co on robi to tylko jego wina.
To nie jest depresja niestety, tylko coś jeszcze grubszego. Ludzie w depresji są introwertyczni, osłabieni, słabo zmotywowani. Może rozdrażnieni ale nie aż tak niestabilni i agresywni jak opisujesz. Nie ma tu ekstrawertycznych aktów, gróźb samobójstwem (stąd depresja jest tak groźna bo Ci ludzie często cierpią i męczą się z życiem w samotności). Z twojego opisu wynika że facet ma co najmniej ostre zaburzenia typu BPD, może też jakieś poważniejsze stany psychotyczne. To nie są żarty, nie kontaktuj się z nim a jak masz obawy o jego życie to policja albo jego rodzina. I to bez wnikania w jakiekolwiek bliższe kontakty. I jeszcze coś - nie byłaś pierwsza i nie jesteś ostatnia więc spierdalaj póki czas zanim cię to pochłonie