Od kilkudziesięciu lat w ramach zdrowej diety mocno promowana jest hipoteza tłuszczowo-cholesterolowa, w myśl której w naszej codziennej diecie powinniśmy ograniczać ilość spożywanych szkodliwych tłuszczy, uważanych za przyczynę większości rozpowszechnionych dzisiaj chorób cywilizacyjnych (nowotwory, choroby serca, choroby autoimmunologiczne, cukrzyca, miażdżyca,...), na rzecz - najlepiej złożonych - węglowodanów.
Jestem po lekturze wielu opeacowań naukowych, które dowodzą jednak, że teoria o szkodliwości tłuszczów i cholesterolu w diecie de facto przyczynia się do wzrostu zachorowań na choroby cywilizacyjne, choroby serca oraz może odpowiadać za wzrost epidemii otyłości w nowoczesnych społeczeństwach ![]()
Im więcej informacji ogarniam w tym temacie, tym bardziej przekonuję się, że upowszechnianie tego paradygmatu zawdzięczamy mechanizmom polityczno-gospodarczym, będącym pod wpływem korporacji, koncernów spożywczych i farmacetycznych, które odnoszą korzyści z promowania teorii tłuszczowo-cholesterolowej jako alternatywnej lub wręcz przeciwstawnej dla teorii o szkodliwości węglowodanów (tzw. hipoteza węglowodanowa), która w latach 70tych przgrała walkę o prymat jako dogmat dietyczno-żywnościowy. Po prostu uznano tłuszcze w diecie odpowiadzialne za choroby cywilizacyjne, choroby serca oraz otyłość a żywieniowym sposobem na ich zapobieganie stała się dieta uboga w tłuszcze a bogata w węglowodany.
Nie chcę tutaj nikogo przekonywać do spiskowej teorii dziejów w zakresie obowiązujących zaledeń żywieniowych, ale skłonić do zastanowienia się nad tym, że prawdą może być pogląd, iż wraz ze wzrostem ilości spożywanych węglowodanów we współczesnej diecie wzrosła liczba zachorowań na choroby cywilizacyjne a my ślepo wierząc w zalecenia żywieniowców narażamy się na cierpienia spowodowane chorobami cywilizacyjnymi.
Do większości osób przemawiają argumenty, pozwalające zachować szczupłą sylwetkę, więc może ten aspekt Was zainteresuje.
Z nowadebata.pl:
"Hipoteza węglowodanowa jest stosunkowo prosta. Opiera się na fakcie, dobrze znanym i opisanym w literaturze naukowej, że insulina jest hormonem, który reguluje akumulację tłuszczu w organizmie, tj. określa zawartość tłuszczu w naszej tkance tłuszczowej. Inny, równie dobrze znany i opisany w literaturze fakt jest taki, że stężenie insuliny we krwi zależy w dużym stopniu od ilości węglowodanów w naszej diecie. Zatem „hipoteza węglowodanowa” tylko łączy ze sobą te dwa fakty: skoro węglowodany wpływają na poziom insuliny w surowicy, a insulina na gromadzenie się tłuszczu w tkance tłuszczowej, to â ogólnie rzecz ujmując â oznacza to, że spożywane węglowodany przyczyniają się do rozrostu tkanki tłuszczowej i tym samym sprawiają, że tyjemy.
Do ważnych dowodów na poparcie tej teorii zaliczyć można obserwacje populacji, które nigdy nie jadły zachodnich pokarmów, nie spożywały cukru i przetworzonych węglowodanów, które najmocniej stymulują wydzielanie insuliny. Populacje te są zwykle szczupłe. Jednak kiedy w ich diecie pojawi się cukier, mąka i przetworzone węglowodany, zaczynają one tyć i chorować na cukrzycę oraz choroby serca. Jak na korelacje, obserwacje te są bardzo przekonujące."
Co Wy sądzicie na ten temat?
Dzielicie moje wątpliwości odnośnie promowanego sposobu odżywiania jako prawdy naukowej i diety najlepszej dla ludzi, w której dominują węglowodany i ograniczane są tłuszcze, czy bezkrytycznie ufacie dominującym, mainsteamowym poglądom i zaleceniom żywnościowy-dietetycznym?
Czy uważacie, że wkrótce czeka nas rewolucja żywieniowa, konieczna aby odwrócić rosnący trend w zakresie liczby osób chorujących na metaboliczne choroby cywilizacyjne czy jeszcze przez wiele lat będziemy jako społeczeństwo "testować wysokowęglowodanową i niskotłuszczową zdrową dietę", bo koncerny farmaceutyczne i spożywcze mają zbyt dużo do stracenia (dieta wysokowęglowodanową to czysty biznes dla branży spożywczej i farmaceutycznej)?
P.S. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w tym poście tylko ogólnie nakreślony został temat teorii dietetycznych i ich złożoność. Ale mam nadzieję, że będzie to wstęp do dyskusji.