Witam wszystkich,
od początku związku z chłopakiem (około 9 miesięcy) mam problem z jego matką. A właściwe, to ona ma problem z tym, że jesteśmy razem. Mój chłopak od dziecka był chowany przez rodziców pod kloszem. Spełniano każdą jego zachciankę, wszystkie sprawy, a przynajmniej ich zdecydowaną większość, załatwiano za niego i to zanim zdążył się poskarżyć, że coś mu się nie udaje. Odnoszę takie wrażenie, że jedyną rzeczą, którą od niego oczekiwano w zamian było bezgraniczne posłuszeństwo i podporzadkowanie się planom jakie wobec jego dorosłego życia miała (ma?) jego matka. To bardzo despotyczna i krytyczna kobieta. Osiągnęła naprawdę wiele w swoim życiu zawodowym, ale prywatnie pod maską uprzejmości i zrozumienia kryje się wiecznie sfoszona maruda, która chce rządzić wszystkimi i wszystkim. Jej mąż, choć z usposobienia jest cudownym człowiekiem, całkowicie się jej podporządkował, a przynajmniej w obecności małżonki stara się zachować tego pozory.
Natomiast mój chłopak, jak sam mówi, od momentu naszego poznania chwycił wiatr w żagle. Mimo, że ma już 27 lat tak naprawdę teraz dopiero poznaje co to znaczyć żyć na własny rachunek i odpowiedzialność. Radzi sobie naprawdę dobrze i jestem z niego ogromnie dumna. To oczywiście jest źródłem konfliktu z mamą, która nie akceptuje naszego związku. Wciąż próbuje nastawiać chłopaka przeciwko mnie, wmawia mu, że go porzucę, a wtedy znów przybiegnie do mamusi. Choć ten pracuje na pełen etat, co rusz wymyśla preteksty by przyjeżdżał do rodzinnego domu oddalonego od naszego mieszkania o około 70 km. Jest doskonała obserwatorką i dokładnie wie gdzie wbić szpilę żeby podkopać jego pewność siebie lub wzbudzić w nim poczucie winy. Wystarczy jakiś tekst rzucony przez nią w rozmowie telefonicznej i mamy zrypany cały wieczór. Chłopak chodzi zasępiony, dopytuje mnie setki razy czy naprawdę jest takim złym synem, jak to przedstawia mama. Żal mi go, bo naprawdę się stara zadowolić rodziców, ale zawsze jest za mało. Powoli także tracę cierpliwość, bo ile można dorosłemu człowiekowi tłumaczyć, że wszystko z nim ok, tylko mama przegina.
Ostatnio dowiedziałam się, że w intencji naszego rozstania jeździ po różnych sanktuariach, odmawia koronki etc. To chyba nawet bardziej mnie zabolało niż to, że w jej domu nie wolno na głos wymawiać mojego imienia.
Jeszcze tylko dodam, że mama mojego partnera nie zna mnie osobiście i nie chce poznać.
Co tym myślicie? Z góry dziękuję za każde spostrzeżenie.
Podobne tematy
Hmm, myślę, że z czasem dopiero może Was zaakceptuje. Powinnaś delikatnie powiedzieć chłopakowi, że lepiej by było gdyby nie rozmawiał tak często z mamą. Oczywiście nie chodzi tu o to, że chcesz ich poróżnić czy zaszkodzić relacji. Wg. mnie gdy on będzie mniej z nią rozmawiał to będzie lepiej. Może dzwonić raz na tydzień, na 2. Skoro się usamodzielnił to niech będzie chwilę bez jej gderania.
Dlaczego Twoja mama nie chce go poznać? W ogóle to nie napisałaś zbyt wiele dlaczego "teściowa" Cię nie lubi. Mniemam, że chodzi o Twoją samodzielność i bardziej dorosłą, pewną siebie postawę, ale napisz coś więcej.
Hmm, myślę, że z czasem dopiero może Was zaakceptuje. Powinnaś delikatnie powiedzieć chłopakowi, że lepiej by było gdyby nie rozmawiał tak często z mamą. Oczywiście nie chodzi tu o to, że chcesz ich poróżnić czy zaszkodzić relacji. Wg. mnie gdy on będzie mniej z nią rozmawiał to będzie lepiej. Może dzwonić raz na tydzień, na 2. Skoro się usamodzielnił to niech będzie chwilę bez jej gderania.
Dlaczego Twoja mama nie chce go poznać? W ogóle to nie napisałaś zbyt wiele dlaczego "teściowa" Cię nie lubi. Mniemam, że chodzi o Twoją samodzielność i bardziej dorosłą, pewną siebie postawę, ale napisz coś więcej.
Dziękuję za odpowiedź. ![]()
Moja "teściowa" nie lubi mnie dlatego, że w jej mniemaniu jestem teraz najważniejszą osobą w życiu jej syna, a to przecież nie tak. Inna jest miłość do rodziców, rodzeństwa, a inna do partnera. Nigdy nie miałam ambicji zajmować należnego jej miejsca, nie chce być drugą "mamcią" dla swojego chłopaka.
Tak sobie tłumacze, że dotychczas oni dwoje byli niemalże fizycznie, a przynajmniej emocjonalnie bardzo zrośnięci ze sobą, a teraz on jest w związku i tego czasu oraz zainteresowania dla mamy jest mniej. Od chłopaka wiem, że sugerowała wprost, że przeszedł pranie mózgu, wyparł się rodziny. Totalny bullshit, ale boli takie coś jak cholera.
Jeśli chodzi o moich rodziców, to ich podejście jest całkowicie odmienne. Lubią mojego chłopaka, nie wtrącają się w nasze sprawy, ich dom jest zawsze dla nas otwarty.
Mam nadzieję, że choć trochę rozjaśniłam pewne kwestie. ![]()
Ojjj masakra...Znam kilka takich przypadków i "teściowa" tak szybko nie odpuszcza o ile w ogóle... Jeżeli Twój chłopak jest dla Ciebie dobry i wystarczająco przeciął pępowinę to nie rób nic. I tak nie uzyskasz jej sympatii. A partnera jednak wspieraj, że jest OK- pewnie ona mu tak wyprała mózg, że teraz ma poczucie winy.
Mama jak mama. Nie musicie się kochać i widywać, ale niepokojące jest jaki ona ma wpływ na twojego chłopaka. Jeśli sam nie postawi się pewnym działaniom mamy (pranie mózgu) to z czasem wasz związek też na tym ucierpi.Nie będziesz chyba bawić się w psychoterapeutę swojego faceta po każdym telefonie niezadowolonej matki.