Witajcie. Jestem Marysia, mam 21 lat. Mój były to Krzyś 23l. , tak w skrócie opiszę wam całą sytuację. Piszę to wszystko po to,by się utwierdzić ,że postępuję słusznie,że nie ma innego wyjścia w tej sytuacji. Tak więc byliśmy ze sobą od czasu końca gimnazjum aż o teraz. Pierwsza miłość, pierwsze zakochanie, WSZYSTKO PIERWSZE. Zaczynając związek byliśmy jeszcze młodzi i głupi.. Układało się nam dobrze,był szacunek,zrozumienie, miłość,buziaki,przytulenia,ta chemia WSZYSTKO TAK JAK BYĆ POWINNO w normalnym,zdrowym związku. Oby dwoje się staraliśmy i poświęcaliśmy dla siebie.
Po kilku latach (2-3 ) zaczęło się psuć. Pierwsze wulgarne zwroty do siebie nawzajem, nie będę przytaczać, ale już nie było słodzenia a typowe wulgarne słowa dla siebie. Pierwszy raz w nerwach go popchnęłam...kłóciliśmy się często tak na prawdę o nic. Ciągłe żale,niezadowolenie,ignoracja,pretensje,przekleństwa.. Wypominanie tego co było kiedyś..ciche dni a w sumie to jeden dzień ostrej kłótni,to koniec itp. a wieczorem już było : Kocham Cię, misiu życia sobie nie wyobrażam bez Ciebie itp.. ja wiem ,że to nie było normalne..nie wiem dlaczego taka byłam. Często się prosiłam,żeby mi wybaczył albo on mnie prosił...poniżałam się przed nim kilka razy.. Ciągnęliśmy ten związek bo były tez te dobre chwile..teraz tak na to patrząc wydaje mi się,że więcej było tych złych chwil niż dobrych. Na początku to ja byłam takim nerwusem,popychałam go itp, potrafiłam uderzyć w złości, wiem jak to brzmi (nie wiem dlaczego tak robiłam?!) ale po jakimś czasie on też zaczął się tak zachowywać. Wulagarny był, poszarpał mnie itp. A ja głupia nie odeszłam,bo wielce zakochana,bo nie mogę bez niego itp.. Wśród znajomych byliśmy idealną parą..nie ważne w sumie.
Nie lubiłam w Krzysiu to,że potrafił wyjść ze mną na imprezę bardzo rzadko a zawsze przychodził pijany i były kłótnie. Ja trzeźwa nie mogłam nawet się bawić ze znajomymi bo musiałam go pilnować,żeby wiecej nie pił,prowadzić go do domu itp. Pełno takich mniejszych historii ale nie będę ich przytaczać. Planowaliśmy ze sobą przyszłość, oświadczyny,ślub,dom,dzieci wszystko.. 8 miesięcy temu zamieszkaliśmy razem,mimo że miedzy nami nie było najlepiej..I ja wiem,że to pomału samo się rozpadało,próbowaliśmy naprawić ale się nie dało w pewnym momencie przestaliśmy się starać. Zero pocałunków,przytuleń,seksu czegokolwiek. Zero zrozumienia.. Potrafił mi mówić,że jestem nieudacznikiem a później przepraszał.. ja nie byłam wcale lepsza.. To była kwestia czasu,że się to rozsypie. I stało się, rozstaliśmy się w kłótni,płacz,szarpanie, wulgaryzmy zwłaszcza on do mnie powiedział (kobieta lekkich obyczajów potocznie..).Wyprowadziłam się, czułam ulgę, szczęście. Wczoraj byłam u niego po swoje ostatnie rzeczy.. Rozmawialiśmy normalnie bez żadnych wulgaryzmów,kłótni itp.. Na pożegnanie przytuliliśmy się i zaczęliśmy płakać.. Poszłam..Spoglądał jeszcze za mną z okna. To mnie zdołowało,teraz czuję się źle, smutno mi, mam doła i ogółem cierpię.
WIEM,ŻE DOBRZE ZROBILIŚMY,ŻE SIĘ ROZSTALIŚMY- nie możemy być razem. To nie był normalny zdrowy związek, gdzie był szacunek,miłość,namiętność to wszystko co być powinno. Piszę to wszystko po to,żeby zrzucić ten ból, to wszystko co czuję.. Byliśmy ponad 5 lat razem i mimo wszystko jest mi przykro, chociaż wiem,że słusznie zrobiliśmy kończąc ten związek. Na tyle dojrzałam,zmądrzałam,żeby powiedzieć koniec, nikt nie będzie mnie szarpał ani mówił do mnie wulgarnie.. Pod koniec tego związku irytował mnie po prostu tym,że oddychał..serio. TO BYŁO TAKIE SMUTNE,ŻE KTOŚ KOGO KOCHALIŚMY NAGLE NAS IRYTUJE I GO NIENAWIDZIMY. Proszę was,napiszcie,że zrobiłam dobrze. Może będzie mi lżej.. było dobrze w dniu rozstania i dzień po.. a teraz jestem smutna i cierpię ale muszę się trzymać. Jestem załamana i na dzień dzisiejszy nie wiem co mam zrobić ze sobą.. Widywaliśmy się codziennie,mieszkaliśmy razem a teraz go nie ma i mimo tego,że nawzajem raniliśmy się to ja ciągle myślę o nim a nie chcę.. wiem,ze gdybyśmy wrocili do siebie to i tak byśmy się rozeszlibo to wszystko nie ma sensu. Po prostu chyba potrzeba czasu..szkoda,że nie da się tego przyspieszyć. Mam nadzieję,że ktoś to doczyta do końca. Pozdrawiam..liczę na was.