Witam Was kochane netkobiety.
Temat, który dręczy mnie od samego początku związku, czy to na pewno ten facet na całe życie? Skąd te myśli?
A no stąd:
1. on by wiecznie przebywał w dużym gronie swej rodziny, mi natomiast wystarcza jego towarzystwo i jestem bardzo szczęśliwa
2. u niego ciągle są imprezy rodzinne w których muszę uczestniczyć (choć czasem szukam byle powodu, żeby tylko to uniknąć) u mnie takich imprez nie ma (u mnie nawet rodzice nie obchodzą imienin)
3. jestem bardzo uparta i on ciągle mi to wypomina...
4. on wiecznie coś ubarwi, doda coś od siebie (gdy o czymś mi mówi) nawet jeśli wspomina o wspólnych wakacjach, zawsze później wychodzi inaczej i nie wypominam mu tego...
5. często rzucał palenie, jednak nigdy nic z tego nie wyszło i muszę to jakoś to akceptować
6. ciągle pyta o której godzinie ma do mnie przyjechać, a i tak zawsze zrobi po swojemu
7. ciągle dręczy mnie tematem kupienia sobie motoru, choć ja mówię mu, że jeśli zakupi motor to nie ma już po co do mnie przyjeżdżać (wiem, że i tak kupi)
8. ja zaczęłam odkładać pieniążki na wspólną przyszłość (choćby na wesele), on ciągle musi dokładać do samochodu, na studia, na te cholerne papierosy i na wszystko z wyższej półki, bo on ''biedronkowego'' żarcia jadł nie będzie
9. moja mama ciężko pracuje, tata jest bardzo chory... jego rodzicom bardzo dobrze się powodzi, nie wiedzą co to choroba i zarabiają sobie za granicą, ojciec dorabia jeszcze pracując w domu (więc nie na akord) dlatego przyjeżdżając do jego rodziny nie mamy wspólnych tematów, ciężko jest mi się odnaleźć, na dodatek mój chłopak przeważnie znika wtedy tłumacząc się, że musiał zagrzać wodę, lub bawił się z młodszym bratem, albo cokolwiek innego, co zawsze go sprawiedliwa w oczach rodziny...
10. jest nam razem bardzo dobrze, pomimo tego, że jest taka przepaść, że nawet odczuwam (nie raz), iż jestem gorsza, bo tylko po szkole średniej, bo mam mało zainteresowań, bardzo mało znajomych, przewlekle choruje i czasem katuje się swoim (całkiem normalnym) wyglądem...
Kobiety kochane, czy powinnam coś zmienić w sobie? Czy będę szczęśliwa w przyszłości u boku takiego mężczyzny? Czy te dwa inne światy da się połączyć? Dodam,iż nigdy nie zranił mnie złym słowem, czy dotykiem. Potrafi być czuły, nawet romantyczny i jest mi z nim cudownie (gdy jesteśmy sami). Nawet sobie myślę, że tylko zamieszkanie gdzieś zupełnie dalej od naszych rodzin mogło by stworzyć udany związek. Ale czy o to w życiu chodzi? Czy tak by się dało żyć? Może poznalibyśmy innych ludzi i mieli wspólnych znajomych, gdzie ja i on czulibyśmy się swobodnie? Nie mam pojęcia... A może któraś z Was przeszła to i ma na to radę?
Z góry bardzo dziękuje za każde słowo.