Witam wszystkich,
mam duży problem i nie bardzo wiem co mam zrobić, boje się, że narobię głupot, a jeszcze bardziej, że będę żałował do końca życia. Mam sporo "za" i "przeciw", ale zacznę od początku. Byłem z dziewczyną 2 lata. Dziewczyna była bardzo zazdrosna i przez dochodziło do kłótni, w pewnym momencie się to wymknęło spod kontroli i była zazdrosna o kolegów, że np. mogą mi mówić o innych dziewczynach, później awantury o to, że oglądał film, gdzie była scena erotyczna, w między czasie była kłótnia o to, że grałem w jakąś głupią grę przez internet i jakaś dziewczyna może do mnie napisać itp. Jakoś udało mi się z nią dogadać, powiedziała, że boi się o swoje miejsce, że jest zazdrosna, że dla gadanie np. z koleżanką w pracy jest nielojalne, że sprawdzenie telefonu to dla niej zapewnienie itd. Wyszło, że dla niej to ja nie byłem fair, bo (w czasach, gdy jej nie znałem) miałem jakieś tam sytuacje z innymi kobietami. A gdy ją poznałem, akurat tak się złożyło, że miałem dziewczynę czy tam "polubiłem" zdjęcie jakiejś koleżanki na fejsie itp. W sumie to nie było to nic, za co ja miałbym być podejrzewany o zdradę. Powtarzałem, że to jest chore, przeprosiłem za to, ale to wracało, były większe kłótnie, wyzwiska, zakazy, ja walczyłem o swoje, ona o swoje i w końcu dotarło to do punktu, że się rozstaliśmy. Po drodze były momenty, gdzie ja chciałem rozstania, gdy był problem z tym, że idę na siłownie, bo tam mogą ćwiczyć kobiety, albo na studia, bo akurat tak się złożyło, że dla mojego kierunku były dwie uczelnie, na których mogłem kontynuować swój kierunek, na mojej pierwszej został zamknięty i w tym roku przyszło mi zdawać w sumie czterdzieści egzaminów, w piątek mam ostatni, boje się, że nie zdam. Może to zabrzmi dziwnie, ale były też miłe chwile, tych, których będzie mi brakować i jak do tej pory olewałem nauke i jakoś tam zdawałem z semestru na semestr, tak teraz chciałem się dogadać, chciałem założyć rodzinę, skończyć z tymi chorymi akcjami zazdrości i poczułem odpowiedzialność za rodzinę, którą myślałem, że stworzę. Jak zdam mam szanse dostać stypendium, co bardzo by mi się przydało, bo z pieniędzmi też nie mam lekko.
W rozmowie, powiedziała, że drzwi nie zamyka, że nie byłaby taka itp. że mogę się odezwać, jak to przemyśle i wszystko zdam. Tylko, że nie chciałbym wracać do tego co było, nie chciałbym się z nią kłócić, że jakaś dziewczyna powiedziała mi część na ulicy, albo nie móc obejrzeć filmu, bo przez 2-3 minuty jest scena łóżkowa, albo dawać jej telefon do sprawdzenia. Rozumiem, że związek musi być oparty na zaufaniu i fakt sprawdzenia telefonu drugiej osoby, albo zwyczajnie zobaczenie jakie ma funkcje raz na jakiś czas nie jest niczym złym, zwłaszcza jak druga osoba tam nic nie ma, ale nie nigdy nie umiałem jej tego przetłumaczyć. Teraz z jednej strony jest uwolnienie się od toksycznego związku, a z drugiej tęsknota za tym co było dobre, stres plus egzamin od którego zależy bardzo dużo. Zupełnie nie wiem co robić, nie wiem nawet co miałbym jej napisać, nie wiem co miałbym zrobić, żeby jak już napisze było normalnie i nie wiem czy jest sens. Nie umiem się skupić na nauce i proszę o pomoc, przepraszam też, że napisałem to tak chaotycznie, ale stres i ogólnie niewyspanie się robi swoje. Z góry dziękuję za każdą odpowiedź.
Pozdrawiam
Podobne tematy
Stachu, wiesz kiedy warto walczyć? Wtedy, gdy w tej "walce" o związek uczestniczą obie strony. Inaczej (w pojedynkę) żadna walka nic nie da. Twoja dziewczyna była chorobliwie zazdrosna. Powinna nad sobą popracować. Ty możesz jej w tym oczywiście pomóc. Ale tylko (lub aż) pomóc. Nie zrobisz tego za nią.
Możesz z nią o tym porozmawiać i uświadomić jej przy okazji, że chcesz spróbować ale tylko wtedy, gdy ona również da z siebie 100% chęci do pracy nad waszym związkiem. No i oczywiście z góry zaznaczyć, że na zachowania jak te wyżej wymienione w Twoim poście, nie ma miejsca w żadnym związku.
Może też być pomocna wizyta u psychologa.