W skrócie. Zaczęło się jak w bajce, on po ciężkich przygodach (dużo dziewczyn, krótkie związki, rozczarowania), ja po długoletnim związku jeszcze kilka lat temu nie mogąca poradzić sobie z życiem, ale gdy się poznaliśmy już pewna siebie, odbudowana psychicznie i bardzo ładna.
Niedługo po rozpoczęciu związku, wspólnym zamieszkaniu, On prowadził intensywne seks-rozmowy z kilkoma kobietami. Z dwoma z nich najdłużej i najbardziej intensywnie (np. kontakt w styczniu, w lutym, potem w kwietniu,maju i czerwcu...). Trwało to przez większość naszego związku, z przerwami kilkudniowymi/kilkutygodniowymi (jesteśmy ze soba dopiero od 9 miesiecy, calosc trwala na pewno 4-5 miesięcy, na wiecej nie ma dowodow, a on przeciez "nie ma pamietnika"). Umowil sie z nią na spotkanie, na kawe (było więcej dowodow na spotkanie, ale powiedzial, ze odbylo sie finalnie tylko jedno). Budujac z nimi bardziej seks-relacje, opisujac co lubia, jak chca, zeby sie nimi zajal w lozku, jak lubia byc traktowane, czy humorek dzisiaj ok, czy wszystko dobrze u niej... Mial sie ponownie umowic na spotkanie (takze na kawe), zeby dalej zglebiac swiat seksualny, psychike tej innej kobiety (1 z 2)... Ale niestety przypadkowo to odkrylam. Przyznal sie do wszystkiego. Swiat mi sie zalamal. Mowilismy sobie o wszystkim, obiecal, ze mnie nigdy nie zdradzi, nie zrani, wie, ze 3 lata dochodzilam po ostatniej 8-letniej relacji... Nie zdradzil mnie fizycznie (wierze mu). Zdradzil emocjonalnie, rozmawial z innymi kobietami na takie tematy, na ktore ja oczekiwalam rozmow, a ich unikal, gdy o nie pytalam... Ewidentnie chcial to kontynuowac, nie wygladalo to jak zaplanowane przerwanie sytuacji, skoro kontakt byl kilka dni wczesniej. Jedynie wymyslil sposob, zeby laczyc dalej pisanie z nimi (zanim sie o tym dowiedzial), po prostu chcial, zebysmy wspolnie pisali z innymi ludzmi o seksie... Jego tlumaczenie? Chcial tylko porozmawiac... Ale po tym "jednym" spotkaniu tylko sie upewnil, ze nie moglby mnie zdradzic...Hmm jednak przez kolejne pol roku wciaz nie mogl przestac tego robic (oczywiscie "rozmawiac").
Jak mi sie tlumaczyl, blagal mnie, zebym nie odchodzila. Ze jestem calym jego swiatem. I ze mnie bardzo przeprasza. Wie, ze przekroczyl granice, ktorej przekroczyc nie moze etc... W tym momencie cale zaufanie przepadlo. Musi teraz o mnie zawalczyc, a ja obiecalam sobie go nie kontrolowac, bo jak widac nawet przy zwiazku skrajnie idealnym pod kazdym katem i swobody i seksu i sukcesow zawodowych, wielu rozmow, zawsze jest miejsce na zdrade...Porozmawialismy ponownie wspolnie, okazalo sie, ze z jego perspektywy po raz pierwszy w ten sposob to sie udalo.. Zgadza sie, bo wczesniej szukal tej rozmowy u innej, mimo,ze pytalam o to i chcialam pogadac... Czujemy sie swobodnie ze soba i to stanowilo podwojny cios.
Co byscie zrobily na moim miejscu? Czy po takim dlugim epizodzie, niefizycznym, ale emocjonalnym, gdzie leżał ze mną w łóżku i na moje pytanie czy mnie nie zdradzi odpowiedział nie (a dzien wczesniej byl na spacerze z nia...), to jest to dzialanie na dwa fronty, z trzema dziewczynami jednoczesnie... Tylko ze mna mial silna relacje, ale z nimi rownolegle takze ja tworzyl.. Musial niezle sie nagimnastykowac...
Bardzo go kocham, widze jak sie zalamal po tym wszystkim, wie, ze jestem wsciekla, ale chce o mnie walczyc i mi udowodnic, ze zasluguje na bycie moim mezem... Pomozcie... Kazda rada mile widziana, odnosnie dlugotrwalych seks-rozmow, spotkan na kawe, spacerow z kolezankami z seks-rozmow... Wiem, ze chce dla mnie to wszystko zostawic. Ale ja nie wiem, jak (poza czasem) On moze odbudowac moje zaufanie... Bardzo chce, zeby sie udalo, On tez bardzo na to nalega... ![]()