Witammm,
Chciałem poruszyć dość zapewne standardową tutaj sprawę. Natomiast każdy przypadek jest inny, a mój to podejrzewam, że już w ogóle. Całe życie żyłem w kłamstwie. Okłamywałem mianowicie sam siebie. Dziwiłem się, jakimi chujami są faceci i współczułem kobietom. Wynikało to zapewne z towarzystwa w jakim się obracałem. Zapragnąłem być inny.
Nie chcę wyjść na kogoś, kto popadł w samouwielbienie, bo zapewniam, że tak nie jest. Chcę zobrazować sytuację jak najlepiej. Jestem facetem, który zawsze podobał się kobietom, bardzo różnym, sporo młodszym, sporo starszym. Miałem mnóstwo koleżanek i przyjaciółek, poznawanych to w szkole, to na uczelni, na imprezach. Byłem w kontaktach z nimi zawsze śmiały, pewny siebie, ale też serdeczny. Dość spora grupa z nich musiała stosunkowo kończyć ze mną znajomość, bo się bidulki zaczynały podkochiwać. No i jako, że z niektórymi z nich bywałem blisko, to miałem okazję poznać naprawdę zróżnicowaną gamę charakterów. To co mnie przeraziło, to to, że żadna z nich nie jest taka, jak bym chciał. O co chodzi? Ano o to, że marzyłem całe życie, by mieć tylko jedną kobietę. Pierwszą i ostatnią. Stąd odrzucałem wszelkie zaloty, nie interesowało mnie to. No i niestety nie wyszło. Nie udało mi się spotkać takiej dziewczyny jak ja. Byłem głupi, bowiem dopiero niedawno spostrzegłem, że dziewczyny są jeszcze gorsze niż faceci, jeżeli chodzi o intymne sprawy (wydaje mi się, że za to facetom odbija na starość). Poznawałem dalej dziewczyny, ale naprawdę nie umiem im zaufać... Nie chcę z nikim dzielić kobiety. Ja nie szukam seksu, a uczucia. Może to dziwne, może jestem - jak już mówiłem - głupi. Gadałem o takich sprawach z paroma z tych dziewczyn. Wpierw nie mogły uwierzyć, potem mówiły, że to niby wspaniałe, że taki jestem (inna sprawa, że nie znam żadnej, której jakkolwiek wadzi ilość zaliczanych lasek przez ich faceta w przeszłości). Jednocześnie stwierdzały ten fakt, że nie potrafię zaufać kobietom. Drugą kwestią jest to, że jako facet, który zawsze wokół siebie miał towarzystwo w postaci koleżanek, wyrobiłem sobie opinię bawidamka (a nawet gorzej - niezły paradoks). Nie chcę z nią walczyć, bo przecież czasy są takie, że jak ktoś nie wsadził penisa w pochwę, to nie jest mężczyzną. Nie wiem, czy to ja przyciągam te niewłaściwe kobiety w jakiś sposób, czy naprawdę jestem już stracony. Nie wiem trochę co robić, chyba trzeba zaaplikować sobie coś na zwiększenie pożądania żeby się nie marnować.
Hmm, sam nie wiem czego od Was oczekuję. Możecie się ze mnie śmiać, rzucać kamieniami, spróbować jakoś pomóc, doradzić. Pierwszy raz o czymś takim piszę w internecie. Nie chcę już na żywo rozmawiać o takich rzeczach, bo wyjdę na frustrata, a przecież wg opinii innych jestem takim szczęśliwym człowiekiem.