Cześć wszystkim, ![]()
Mam kłopot z podjęciem decyzji, do którego specjalisty (psychologa czy psychiatry) zgłosić się po poradę i ewentualnie dalsze "leczenie".
Zdecydowała się zamieścić wpis ponieważ nie mam kogo się zapytać.
Może dla ułatwienia w skrócie opiszę w czym tkwi problem. Jedno co jest pewne to we mnie. Podejrzewam u siebie depresję, nasila się również kompulsywne objadanie (zajadam wszystkie emocje: pozytywne o negatywne- tych negatywnych jest więcej). Bywa, że w wciąganiu jestem lepsza od odkurzacza, szczególnie jak nikt nie patrzy.Skutek - przytyłam prawie 10 kg w czasie ok.6 miesięcy. To też nic a nic nie polepsza mojego samopoczucia. Ciągle jestem smutna i przygnębiona, na nic nie mam siły ani ochoty. Często płaczę, w nocy lub jak sama w domu siedzę. Uważam siebie za mało wartościową osobę, nikomu nie potrzebną, nie mam w ogóle pewności siebie, boje się podjąć jakiekolwiek działania. Najchętniej nie wychodziła bym z domu. Tak, żeby ludzie mnie nie oglądali, tylko do czego to mnie doprowadzi?
Studia JESZCZE jakoś ciągnę ale tutaj też pojawiają się schody ponieważ, w zastraszającym tempie mnożą mi się nieobecności na zajęciach. Właśnie przez tą niechęć pokazywania się ludziom. Schody zaczynają sie rano przed lustrem kiedy trzeba się w coś ubrać, a we wszystkim wygląda się jak zapakowany próżniowo wałek tłuszczu. Masakra.
Sytuacji nie poprawia fakt, że w ogóle nie mam znajomych, zawsze i wszędzie sama: na zakupy, na rower, na mecz, do kina.......;( nie da się długo ciągnąć w takiej izolacji.
Nie radze sobie ze sobą i swoim życiem. Mam wrażenie, że ucieka mi ono przez palce. Ilu rzeczy nie przeżyłam (i już niektórych nie przeżyję).
To taki zalążek jak sprawa wygląda. Mogłaby tu jeszcze dużo rzeczy napisać, ale to nie miejsce na pisanie książki.
PS:Gdyby coś było nie jasne, albo chcielibyście jeszcze o coś dopytać to proszę ![]()