Witam wszystkich serdecznie.
Doslownie przez przypadek dzisiaj trafilam na to forum i bardzo sie ucieszylam ze moze i ja napisze cos od siebie.
Jestem w zwiazku malzenskim 14 lat. Mam dwoje dzieci 5 lata i 2 lata, duzo z mezem przeszlismy. Maz pochodzi z rodziny alkoholikow. Sam mial problem z alkoholem. Jednak udalo sie przez to wszystko przejsc nam wspolnie. Wyjechalismy za granice zaczac nowe zycie. I na poczatku tak bylo. Jednak 2 miesiace przed porodem slowa meza sciely mnie z nog:( tak mam meza uzaleznionego od 3 lat od heroiny. Pali browna i moze komus z boku sie wydaje ze lepsze to niz dawanie po kablach. Niestety nie ma zadnej roznicy. Maz bardzo chce z tego wyjsc, ma za soba odwyki ale zawsze konczy sie powrotem. Moze nie ma tego kopa w jego zyciu by z tym skonczyl? Ma rodzine. Swietna prace. Ladne mieszkanie. Czego chciec wiecej?
Ale hera to juz malo. Trzeba sie nacpac zeby moc funkcjonowac. Nie ma tego kopa jak bylo na poczatku. Jest tylko walka by nie miec skreta. Kto jest lub byl uzalezniony wie o czym mowie. Byly tez kradziwze q sklepach gdy zamknelam doplyw kasy ale zawsze grzywna zalatwiala sprawe. Zostaly jeszcze dwie sprawy sadowe i mam nadzieje ze mezowi nie uda sie z tego wywinac. Ktos pomysli, co z niej za zona skoro tak mowi, ale mysle ze moze to moze go jeszcze uratowac bo chciec a moc byc czystym nie idzie u niego w parze.
Kazda kobieta bedac w takim zwiazku wie jak sie zyje z narkomanem. Nie bede sie zalic jak mam ciezko. Bo gdybym nie byla silna psychicznie to chyba dawno wyladowalabym w psychiatryku. Wiele przezylam az powiedzialam dosc!!!!!!!!!!!!
Za 2 dni mam spotkanie z adwokatem. Skladam pozew o rozwod. Mam dosc. Kocham swojego meza bardzo mocno i zycze mu jak najlepiej ale nie wierze juz ze z tego wyjdzie a jak wyjdzie tak jak on twierdzi i prosi zebym go nie odrzucala bo w tedy w ogole nie bedzie mial sil.by walczyc, to czy w tedy jest ses byc w takim zwiazku? Czy kiedykolwiek mozna zaufac takiej osobie?
Teraz musze ratowac siebie i dzieci poki mam sile na ta walke bo psychicznie jest coraz gorzej.
Chce pokazac innym kobietom ze warto zrobic krok do przodu. Ja mimo ze jestem na obczyznie to nie bede siedziec i czekac na cud. Na dzien dzisiejszy nadal mieszkam z mezem, co jeszcze bardziej utrudnia sprawe. Ale malymi krokami bede dochodzic do celu. Najpierw rozwod.
Mimo lez, bolu serca, nie przespanych nocy wierze ze dam sobie rade. Mam dzieci, najwieksze szczescie i to jest najwazniejsze. Prace znajde. Pieniadze zarobie na utrzymanie siebie i dzieci. Gorzej byc nie moze prawda?
Zapraszam chetne osoby do pogodania, ktore sa w podobnej sytuacji.
Pozdrawiam