Witam, jestem z nim w związku od kilku lat i szczerze mówiąc od początku nie czuję się w 100 procentach szczęśliwa.
Nasze początki były bardzo trudne, jemu jakby nie zależało lub "testował" na ile może sobie pozwolić - nie dzwonił, dopiero po tym, jak ja tego nie robiłam to zaczynał się bać i dzwonił. Później każde z nas przeprowadziło się na dłuższy czas przez co nie widzieliśmy się ponad pół roku - na początku koszmarne kłótnie a na koniec zupełnie inaczej - starał się strasznie, był dla mnie dobry i nareszcie czułam to szczęście. Kiedy wspólnie wróciliśmy do swojego miasta szybko minęło, to co było dobre tylko na chwilę. Kłótnie, sprzeczki, jego niefajne traktowanie itd.
Ale do rzeczy - półtora roku temu był na imprezie, gdzie gdy wszyscy się upili i poszli spać, on spał na brzegu łóżka z jego koleżanką. Powiedział mi o tym i od tamtego czasu nie podoba mi się ich znajomość. Pokłóciliśmy się przed jego kolejną imprezą, mówiłam i prosiłam wyraźnie by z nikim nie rozmawiał o naszych problemach. Po imprezie, mówił, że nie rozmawiał z nikim. Co szybko okazało się kłamstwem.... Nie wierzyłam mu (podobne sytuacje bywały wcześniej i od jednej z jego koleżanek dowiedziałam się, że rozmawiał z kimś o naszym związku) i postanowiłam sprawdzić jego fb i telefon. Tak wiem, że nie powinnam ale... to czego się stamtąd dowiedziałam było straszne....
Okazało się, że na tej imprezie, gdzie spał na brzegu łóżka z nią chciał położyć się obok niej, że na tej drugiej imprezie JEDNAK rozmawiał z nią o mnie, potem przepraszał ją strasznie, że zawraca jej tylko głowę (podczas gdy ja nie mogę się doprosić przeprosin gdy zrobi coś co mnie zaboli, a do niej tak łatwo mu przychodzi to słowo), rozmawiają ze sobą często, on strasznie stara się w rozmowach z nią, po naszych kłótniach pisał do niej a wręcz zasypywał wiadomościami. Jasne było to, że ona do niego zupełnie nic nie czuje ani się nie stara a co więcej - nawet niczego nie zauważa, że mój chłopak się do niej przystawia. Ona wie także o moich dwóch rzeczach (bardzo dla mnie ważnych), gdzie bardzo go prosiłam, żeby nikomu nie mówił o tym bo mówię to tylko do niego jako mojego partnera. A ona... oczywiście o tych rzeczach wie, podczas gdy on kłamał mi prosto w oczy (już wtedy znałam prawdę) że ona o niczym nie wie i że mi przysięga, że nie rozmawiał z nią.
Teraz ona mieszka niedaleko kolegi mojego partnera - pisze jej smsy i dzwoni czy się spotkają bo "akurat" jedzie do kolegi. W ciągu dwóch tygodni takich sytuacji było kilka. Pytałam o to a on... znowu mnie okłamał. Co więcej - prosiłam go by powiedział mi prawdę, mówiłam spokojnie i łagodnie a on znowu się wkurzył i krzyknął, że nie interesuje go czy ona tam teraz jest czy nie.
Ponadto przyłapałam go na kłamstwie - wiem o czym pisał z nią X dnia i chciałam go sprawdzić więc spytałam o tę rzecz, on znowu mnie okłamał ale tym razem chciałam żeby pokazał mi tą wiadomość. Nie zrobił tego a po kolejnych moich naciskach wrzeszczał i urwał temat.
Z jednej strony jest mi cholernie przykro, że jak ona mu mówi o swoich problemach to zawsze jej słucha, pomaga, mówi jaka ona biedna itd. Ze mną jest odwrotnie. Coś tam pomoże ale to jest zupełnie na innej zasadzie niż u niej.
Z drugiej zaś strony mam w sobie tyle złości, że człowiek którego kocham (czasem wydaje mi się, że aż za bardzo...) potrafi mnie tak ciągle okłamywać i to na temat, który mnie strasznie boli. Za każdym razem jak zaczynam ten temat on się wścieka, wrzeszczy i mówi, że ma tego wszystkiego dość (a wieczorem oczywiście pisze do niej).
Z jednej str ciągle mi powtarza jak mnie kocha, przytula, całuje, planuje wspólne wakacje, te i następne, a z drugiej kłócimy się często a teraz doszedł jeszcze temat tej dziewczyny....
Nie mogę z nim o tym porozmawiać, wszystko duszę w sobie bo gdyby się dowiedział, że grzebałam mu w telefonie i na fb rozstałby się ze mną z miejsca (sam wielokrotnie o tym mówił) ale zrobiłam to dlatego, bo jestem świadkiem wielu sytuacji, gdzie okłamuje swoich znajomych i rodzinę. Twierdzi, że tak owszem, ich okłamuje ale mnie nigdy w życiu by nie skłamał - kolejne jego kłamstwo...
Raz się nawet prawie rozstaliśmy i mieliśmy wrócić do tematu rozstania ale gdzieś to wszystko się rozeszło tak więc dalej jesteśmy razem... A ja nie mam tyle odwagi by to zrobić bo nie mogłabym podać mu powodu ( z racji, że przeglądałam jego smsy itd).
Dodatkowo dochodzi fakt, że jakbym się z nim rozstała to zacząłby opowiadać bajki (robił to kilkukrotnie lecz nie na taką skalę jaką mógłby, gdybyśmy zakończyli związek) na mój temat do swoich znajomych i oczywiście do niej, co by skutkowało tym, że on taki dobry, święty itd a to ja jestem cały czas tą złą dziewczyną -> poniekąd takich rzeczy też się naczytałam w jednej z rozmów jego i jakiejś jego koleżanki.
Naprawdę nie wiem jak to wszystko mam rozegrać...