Witam wszystkich. Przepraszam za tak dluga wypowiedz. Bardzo proszę o pomoc bo juz nie daje rady z moim chłopakiem. Mój facet ma 24 lata,jesteśmy ze sobą od około 2lat. Ja generalnie mam prosty charakter jak na kobietę
. U mnie nie istnieje wyraz "foch",wszystko załatwiam rozmowa szczerą, kompromisem. Mam dystans do siebie i ciężko wyprowadzić mnie z równowagi,co nie zmienia faktu ze jestem wrażliwa dziewczyną. Na początku moje relacje z chłopakiem były dobre. Byłam dla niego miła, kiedy cos mi nie pasowało to powiedzialam to grzecznie, duzo z nim rozmawialam. Jednak po jakimś czasie zauwazylam ze on "wykorzystuje" to moje zachowanie. Przestał panować nad tym co mówi, a w złości to juz całkiem. Może ciężko mnie zdenerwowac ale mowilam mu ze jestem jego kobieta i niektóre słowa naprawdę bola. Niestety zaczęły się drobne szantaże, postanowiłam cos z tym zrobić. Byłam dla niego nadal dobra ale traktowalam go tak jak on mnie. Tzn byłam bardzo stanowcza i na niektóre głupie teksty odpowiadalam tak jak on by to zrobił. Zauwazylam ze jest mu z tym źle, zaczęły się kłótnie i prośby żebym dawała mu max uczuć,żebym nie była zimna, ze on sobie z tym nie radzi, ze oczekuje ogromnej bliskosci,ze on się zmieni. Jego zmiana polegała na tym ze utworzyły się dwie skrajności. Jest dla mnie tak dobry ze facet uchylilby kawałek nieba,cały czas twierdzi ze nikt nie będzie mnie w życiu tak kochał jak on. Z drugiej strony w dalszym ciągu kiedy się zdenerwuje (zdarza się to czesto) lecą w moja stronę takie słowa których nawet od wroga nie uslyszalam. Dodatkowo przy tym wypiera się ze nie jest wkurzony, ze on tak o mnie myśli i sama zapracowalam na takie miano,a on jest po prostu szczery. Lecą słowa ze jestem chamem,ze on się mnie brzydzi, ze niszcze mu życie. Na weselu u znajomych potrafił zerwać ze mną a potem przepraszać bo był zdenerwowany. Kiedy cos mu nie pasuje(to zależy od sytuacji, czasami jest uległy i nie robi żadnego problemu,czasem ubzdura sobie cos w głowie)jest wściekły potrafi mi powiedzieć ze on się musi zastanowić czy żyć dalej z taka dziewczyna jak ja, a np dzień wczesniej kupił mi róże albo byliśmy w łóżku.
Ostatnio spotykalam się z nim i zapytalam za co on mnie tak nienawidzi i co dalej ma być z tym związkiem bo powinien troszeczke panować nad sobą. W oczy powiedział mi ze mnie kocha najbardziej na świecie i zabrał mnie do kina. Za jakiś czas była miedzy nami mała sprzeczka,wtedy uslyszalam ze zniszczylam mu życie, zaczęło się wypominanie mojego poprzedniego zachowania (opisalam na poczatku wypowiedzi),twierdzi ze nikt mu takiej krzywdy jak ja nie zrobił w życiu,płakał często przeze mnie, zranilam go i mam się wynosić z jego życia, jestem samolubna, nigdy go nie kochalam, nie może patrzeć na moja twarz... Facet jest tak pamietliwy ze pamięta nawet sytuację sprzed 2lat.
Jestem w szoku, byliśmy tak zakochana parą, planowalismy nawet ślub,ale czy on mnie kocha? Czy ja jestem naprawdę taka zła? Bo zaczynam się niestety obwiniac.
Edit. Dodam jeszcze ze takie zachowanie on mógł wynieść z domu, rodzice poświęcali mu bardzo malo uwagi, prawie wcale. Jednak na nich złego słowa nigdy nie powie,nawet w złości a na mnie lecą wiązanki. Chłopak jest przystojny i ma powodzenie u kobiet ale mimo tego co myśli o mnie to nie odejdzie...