Dzień dobry.
Choć mnie i moją znajomą dzieli niewiele ? raptem 30 km ? to jednak kontakt mamy w zasadzie tylko przez Internet. Ona starsza rok ode mnie, ja próbuję ją zdobyć (głupio to brzmi, wiem, acz nie znalazłem lepszego określenia), ale nic z tego nie wychodzi. Pozwólcie, że opiszę, jak sprawa wygląda.
Poznaliśmy się zupełnie przypadkowo w połowie 2013 roku - studiowaliśmy na tej samej uczelni, tyle że na innych kierunkach i w innym trybie, więc nigdy się nie spotkaliśmy. Mimo to Facebook mi ją zasugerował ze względu na szkołę, a ze znałem w dzieciństwie osobę o takim samym (a jednak, minimalnie innym - zaskakujący przypadek) nazwisku no to zaprosiłem do znajomych. Przyjęła, choć nie rozmawialiśmy ze sobą.
Pod koniec lata 2013 po raz pierwszy w życiu się zauroczyłem (w innej osobie) nie trwało to jednak długo, nie przerodziło się nawet w żaden związek, dostałem kosza. Bolało, przed kilka miesięcy byłem albo w depresji, albo w stanie temu bliskim, dobrze się jednak stało, bo przewartościowałem dzięki temu swoje życie i zmieniłem nastawienie.
Jakoś w grudniu 2013 zapytałem się jej o to, jak widzi Wrocław bo tam dalej studiowała zaocznie, a ja myślałem nad przeprowadzką. Wtedy wyszło, że to jednak nie ta osoba, za którą ją mam. Pomyłka okazała się jednak nad wyraz miła, bo mamy wiele wspólnych zainteresowań i tematów do
rozmów nigdy nie brakowało. Przed świętami spotkaliśmy się. Ot takie wieczorne wyjście na spacer i pogawędkę, nic poza tym. Spodobała mi się i postanowiłem, że będę walczył. Choć nie zauważyłem żadnych śladów tego, abym ją w jakiś sposób do siebie zniechęcił, ciągle nie mogło dojść do drugiego spotkania między nami - po jednej lub drugiej stronie praca, szkoła, itp. Kontakt utrzymywaliśmy na Facebooku, nie pisaliśmy do siebie jak na czacie, ale bardziej jak spore listy. Jedna osoba wysyła o wielu kwestiach, druga czyta i odpisuje gdy będzie miała czas, za dzień dwa, lub dłużej. Tak zresztą jest po dziś dzień.
Trwało to tak aż do czerwca 2014, gdy poznałem osobiście inną osobę (z tego forum tak nawiasem). To bylo natychmiastowe zauroczenie. Zawalczyłem, w efekcie byliśmy razem do grudnia 2014, potem
zostałem oszukany i kopnięty w cztery litery. No dobra, bywa, a zresztą, to nie była ?dobra partia? na żonę
W ciągu tego związku nie zerwałem kontaktu ze wspomnianą znajomą. Moja dziewczyna o tym wiedziała, nie miałem nic do ukrycia, bo nasze wiadomości nie były jakoś niesamowicie osobiste. To była przyjaciółka, która potrafiła doradzić.
Po tym jak rozstałem się z byłą, nasz kontakt stał się nieco intensywniejszy ? a przynajmniej takie mam wrażenie po tym, jak odpisywała, co pisała. Nie będę tu tego interpretował, za trudne do wyciągania wniosków i może byłoby nadinterpretacją. Postanowiłem spróbować raz jeszcze. Na dzień kobiet zamówiłem bukiet z dostawą do miejsca jej pracy (niestety, pracowała w niedzielę) bez podpisu, bez informacji od kogo. Odgadnęła, niesamowicie się ucieszyła, co zresztą i u mnie wywołało niesamowitą radość. No a teraz? nie wiadomo co dalej. Od dobrych kilku dni czekam na odpowiedź od niej, na ?list?, jak można nazwać sposób prowadzenia przez nas rozmowy na Facebooku. Chciałbym zamienić to w coś więcej, zupełnie jednak nie mam pomysłu, jak to zrobić.
Wiem, że jest osobą skrytą, zamkniętą w sobie. Nie ma za wielu znajomych, sama przyznała, że choć chciałaby założyć rodzinę, to nic nie robi w tej kwestii, zupełnie nie działa na tej płaszczyźnie. Pracuje jako kierowniczka w punkcie jednego z operatorów i w ciągu całej naszej znajomości 2-3 razy jakiś z klientów próbował się do niej zalecać, ale ignorowała to. Z tego co wiem, nie ma nikogo, kogo można byłoby nazwać partnerem, albo kogoś, kto na takową osobę by rokował (nie licząc mnie
). Kiedyś, jakieś 2 lata temu miała chłopaka, chyba jedynego w swoim życiu. Rozeszli się, bo temu przeszkadzał jej ?nadmierny spokój?. Wiem, że bardzo to przeżyła i być może przez to ma taką awersję do ewentualnych spotkań teraz. A mi jej charakter odpowiada, tym bardziej, że jest ambitna, rozwija się, działa i szanuje pracę innych.
Obecnie widzę trzy możliwe opcje, choć do żadnej nie jestem do końca przekonany:
1. Uderzyć, po prostu odwiedzić ja osobiście z zaskoczenia w pracy. Tam chwilę porozmawiać, przy innych ?wymusić na niej? umówienie się na spacer, kino. Rzecz w tym, że jeżeli naprawdę mamy podobną naturę, to raczej byłoby to za mocno i nie spodobałby się. Dlatego do tej opcji podchodzę z ogromnym dystansem.
2. Napisać do niej z bezpośrednim pytaniem, czy zgodziłaby się spotkać, bo chciałbym przyjaźń zamienić na coś więcej ? o spotkanie pytałem w ciągu wielu miesięcy jakieś 2-3 razy, ale nigdy w takim kontekście, nigdy nie zaznaczałem, że chodzi o coś więcej. Tutaj boli mnie to, że nie widzieliśmy się już sporo ponad rok (!) i wolałbym zweryfikować swoje widzi-mi-się przed jakimikolwiek deklaracjami. To nie sztuka kogoś zachęcić, a potem sobie odejść. Nie oszukujmy się, ja się znacznie zmieniłem, a wygląd też gra duża rolę przecież. Poza tym, taka deklaracja na facebooku? To się mówi prosto w oczy, a nie pisze w wiadomości?
3. Zupełnie dać sobie spokój, stopniowo ograniczać kontakt, aby zająć się swoim życiem jeszcze bardziej ? może znów los spowoduje, że w kimś się zauroczę przypadkowo? Pewnie tak. Rzecz w tym, że tu i rozum działa, podpowiada, że to niesamowita osoba i dlatego mimo wszystko ten kontakt wciąż między nami istnieje, dlatego nadal myślę w kategoriach czegoś więcej. Zależy mi, a tak się dzieje bardzo rzadko.
Głupi już jestem, może coś doradzicie, może warto rozważyć jeszcze inny wariant?