Witam,
Przeczytałem na ten temat wiele, jednak nie jestem do końca usatysfakcjonowany i dalej nie wiem co robić, nigdzie nie moge znaleźć jednoznacznej odpowiedzi i nie potrafie rozwiązać problemu, który mnie spotkał.
Otóż jestem w związku pół roku (znamy się drugie tyle). Na początku jak to jest zawsze, wszystko super, pięknie...bardzo dobrze się dogadywaliśmy, byliśmy dla siebie wszystkim, zawsze ja miałem taką inicjatywe w naszych relacjach i wszystko co było między nami wychodziło przede wszystkim ode mnie.
Od pewnego czasu przestało się nam układać, ciągle się kłócimy, ale o rzeczy zupełnie nie istotne i ze zwykłej błahej sprawy potrafimy zrobić afere na skale światową - potocznie z igly widly.
Ciąglę piszę w liczbie mnogiej, ale jednak uważam, że wina stoi po stronie mojej drugiej półówki, chciałbym się dowiedzieć sczególnie od pań, czy dobrze główkuje...albowiem jest to mój pierwszy poważny związek, z którym wiązałem spore nadzieje. Może po prostu przesadzam.
Przede wszystkim chodzi o :
fakt, że moja dziewczyna nie potrafi mi nigdy nic powiedzieć wprost, nawet czasami nic mi nie sugeruje, a wiadomo że chłopowi to trza mówić wprost (albo chociaż jakoś subtelnie sugerować coś) nigdy nie spotkaliśmy się z jej inicjatywy i nigdy nic nie wychodzi z jej inicjatywy, zaczelo mnie to po pewnym czasie irytowac, na poczatku zwiazku faktycznie to ja miałem w ręku 'paleczke', ale chciałem bardzo żeby ona mogła wyjśc do mnie z czymś jakimś zapytaniem czy ją odwiedze lub coś w ten deseń..niestety nic z tego, uznałem że to chore i postanowiłem odpowiadać tym samym (pomyślałem, że może poskutkuje) nie ingerowałem się we wspólne widzenia i ona sobie nic z tego nie zrobiła! dalej było jak było miała gdzieś to żeby się zobaczyć...powiedziałem jej wprost że nie bedę wiecznie ja wszystkiego robił, niech ona też zrobi jakiś krok...dalej nic. Zacząłem się zastanawiać czy jej zależy skoro nie inwestuje zaangażowania w związek, nigdy nie zacznie sama rozmowy, nie napisze, nie zaiinicjuje spotkania, wyjscia do kawiarni czy na spacer, gdy jej to wygarnąłem to od tego czasu dzieją się niezliczone kłótnie, gdzie zawsze wina jest po mojej stronie, a ona czuje się poszkodowana...gdy traktuje to z zimną krwią i nie daje się ponieść emocjom bo chcę pogadać na spokojnie, gdy oboje ochłoniemy (jesteśmy wybuchowymi charakterami bardzo ciężkimi, ale sie dogadywalismy, w końcu związek to kompromisy i dobra komunikacja, ale ostatnio tego brakuje)...gdy oboje ochłoniemy, to ona nie zacznie nigdy rozmowy i wtedy jest problem, że ją zaniedbuje czy coś w tym stylu.
Moje pytanie brzmi więc, czy jeśli dziewczyna nie przejmuje inicjatywy, nie zaczyna rozmow, nie pisze pierwsza, nie dzwoni...czy jej w ogóle zależy jak na początku, czy problem może być po innej stronie ? Były sczere rozmowy na ten temat i ciągle jest to samo...czuje się jakby moja kobieta bała się ze mną rozmawiac, jakby się zwyczajnie wstydziła.
To bardzo wielki problem dla mnie proszę o jakieś sugestie, rady...z góry dziękuje ![]()