Tak jak w temacie. Macie żal do znajomych, którzy wiedząc, że współmałżonek/a zdradzają nic nie powiedzieli zdradzanej osobie?
Podobne tematy
Tak jak w temacie. Macie żal do znajomych, którzy wiedząc, że współmałżonek/a zdradzają nic nie powiedzieli zdradzanej osobie?
Odwróć pytanie - gdybyś wiedziała, że Twoj znajomy zdradza swoją kobietę, którą także znasz (albo kobieta zdradza faceta), to powiedziałabyś o tym zdradzanej stronie?
Tak, ja mam żal - gdybym wiedziała wcześniej, miałabym szansę na ułożenie sobie życia od nowa. W moim przypadku zdradzacz prowadził równoległe życie kilka lat.
Najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo...
distraught napisał/a:Tak jak w temacie. Macie żal do znajomych, którzy wiedząc, że współmałżonek/a zdradzają nic nie powiedzieli zdradzanej osobie?
Odwróć pytanie - gdybyś wiedziała, że Twoj znajomy zdradza swoją kobietę, którą także znasz (albo kobieta zdradza faceta), to powiedziałabyś o tym zdradzanej stronie?
To zależy. Wiem o jednorazowym skoku w bok jednego ze znajomych i nie powiedziałam jego żonie. Uznałam, że nie warto. Ale jakbym wiedziała o długotrwałym romansie z zaangażowaniem emocjonalnym to tak, powiedziałabym.
Tak, ja mam żal - gdybym wiedziała wcześniej, miałabym szansę na ułożenie sobie życia od nowa. W moim przypadku zdradzacz prowadził równoległe życie kilka lat.
Najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo...
A jakie to ma znaczenie czy kilka lat czy kilka miesięcy? Boli tak samo.
weronka44 napisał/a:Tak, ja mam żal - gdybym wiedziała wcześniej, miałabym szansę na ułożenie sobie życia od nowa. W moim przypadku zdradzacz prowadził równoległe życie kilka lat.
Najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo...A jakie to ma znaczenie czy kilka lat czy kilka miesięcy? Boli tak samo.
Ogromne moim zdaniem. Po pierwsze może "zaoszczędziłaby" parę ładnych lat życia i zamiast życ w kłamstwie znalazłaby sobie kogoś tylko dla siebie. Myślę też, że świadomość, iż ktoś oszukiwał cię tyle lat jednak bardziej boli i trudniej to przerobić i się otrząsnąć (może sam początkowy ból jest taki sam).
distraught napisał/a:weronka44 napisał/a:Tak, ja mam żal - gdybym wiedziała wcześniej, miałabym szansę na ułożenie sobie życia od nowa. W moim przypadku zdradzacz prowadził równoległe życie kilka lat.
Najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo...A jakie to ma znaczenie czy kilka lat czy kilka miesięcy? Boli tak samo.
Ogromne moim zdaniem. Po pierwsze może "zaoszczędziłaby" parę ładnych lat życia i zamiast życ w kłamstwie znalazłaby sobie kogoś tylko dla siebie. Myślę też, że świadomość, iż ktoś oszukiwał cię tyle lat jednak bardziej boli i trudniej to przerobić i się otrząsnąć (może sam początkowy ból jest taki sam).
Nie pomyślałam w ten sposób. A mój ból jest tak ogromny, że wydaje mi się, że już bardziej boleć nie może
8 2015-03-06 13:12:37 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-06 13:13:42)
weronka44 napisał/a:Tak, ja mam żal - gdybym wiedziała wcześniej, miałabym szansę na ułożenie sobie życia od nowa. W moim przypadku zdradzacz prowadził równoległe życie kilka lat.
Najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo...A jakie to ma znaczenie czy kilka lat czy kilka miesięcy? Boli tak samo.
Ale bardziej angażuje się w związek, czyli daje Swoje profity.
Chyba lepiej jak domek z kart rozpadnie się na początku układania, niż w połowie lub co gorsza na końcu? Straconego czasu który można by było lepiej zagospodarować (podjąć lepsze wybory dla Siebie, wybrać inną drogę kariery itp.) nikt Ci nie zwróci...
pachnacypodroznik napisał/a:distraught napisał/a:Tak jak w temacie. Macie żal do znajomych, którzy wiedząc, że współmałżonek/a zdradzają nic nie powiedzieli zdradzanej osobie?
Odwróć pytanie - gdybyś wiedziała, że Twoj znajomy zdradza swoją kobietę, którą także znasz (albo kobieta zdradza faceta), to powiedziałabyś o tym zdradzanej stronie?
To zależy. Wiem o jednorazowym skoku w bok jednego ze znajomych i nie powiedziałam jego żonie. Uznałam, że nie warto. Ale jakbym wiedziała o długotrwałym romansie z zaangażowaniem emocjonalnym to tak, powiedziałabym.
Nie wydaje Ci się, że to wchodzenie z butami do czyjegoś świata?
Ktoś podjął decyzje o zdradzie, zdradza i będzie żył z konsekwencjami tej decyzji. Zdradzana osoba wcześniej czy później i tak się dowie.
Znałem faceta żyjącego w kilku związkach na raz. Wolałem zerwać z nim znajomość niż patrzeć na to, co robi. To jego życie i jego wybory.
Tak, ja mam żal - gdybym wiedziała wcześniej, miałabym szansę na ułożenie sobie życia od nowa. W moim przypadku zdradzacz prowadził równoległe życie kilka lat.
Dowiedziałaś się później i nadal masz szansę na ułożenie sobie życia. Nikt Ci tego nie odbierze.
Nie wydaje Ci się, że to wchodzenie z butami do czyjegoś świata?
To nie realny świat tylko jego iluzja
Ktoś podjął decyzje o zdradzie, zdradza i będzie żył z konsekwencjami tej decyzji. Zdradzana osoba wcześniej czy później i tak się dowie.
Moim zdaniem lepiej, żeby dowiedziała się wcześniej niż później.
Poza tym pomyśl, jak się czuje ten ktoś zdradzany gdy dowiaduje się o tym, że inni o tym wiedzieli? Jak mu z tym jest?
12 2015-03-06 13:23:52 Ostatnio edytowany przez Iceni (2015-03-06 13:28:36)
weronka44 napisał/a:Tak, ja mam żal - gdybym wiedziała wcześniej, miałabym szansę na ułożenie sobie życia od nowa. W moim przypadku zdradzacz prowadził równoległe życie kilka lat.
Dowiedziałaś się później i nadal masz szansę na ułożenie sobie życia. Nikt Ci tego nie odbierze.
Ale moze odebrac na przyklad szanse posiadania dzieci i pelnej rodziny. Nie wiem jak jest w tym przypadku, tak sobie tylko dywaguje, dla mezczyzny wiek po 40 to nie jeat koniex swiata, dla kobiety - z punktu widzenia plodnosci -jest. I twj straty nikt nie odda.
A co do informowania o zdradzie - tylko raz bylam w sytuacji, gdzie obie strony darzylam rowna sympatia i moja lojalnosc wobec obojga z nich postawila mnie w pozycji miedzy mlotem i kowadlem. W innych przypadkach nie mialabym problemu - interesowalby mnie interes i dobro osobywobec ktorej czulabym sie bardziej lojalna. Dobra takiej osoby bede bronic, w innym przypadku to nie moj interes i wobec kogos, kogo znam z paru imprez nie odczuwam takiej porrzeby.
Ja nie mam żadnego żalu do osób, które wiedziały o zdradzie a kryły zdradzacza. Po prostu przestają dla mnie istnieć te osoby i gdybym nawet spotkał taką osobę z otwartym złamaniem nogi, to sypnałbym tylko solą na rane i poszedł dalej. Znam takie kolezaneczki mojej ex i żadnej nie mowie, nie odpowiadam czesc i patrze w oczy do samego konca jak spotykam i zazwyczaj one spuszczaja wzrok. Nie robie tego z żalu, a raczej traktuje z ogromną pogardą.
Ja nie mam żadnego żalu do osób, które wiedziały o zdradzie a kryły zdradzacza. Po prostu przestają dla mnie istnieć te osoby i gdybym nawet spotkał taką osobę z otwartym złamaniem nogi, to sypnałbym tylko solą na rane i poszedł dalej. Znam takie kolezaneczki mojej ex i żadnej nie mowie, nie odpowiadam czesc i patrze w oczy do samego konca jak spotykam i zazwyczaj one spuszczaja wzrok. Nie robie tego z żalu, a raczej traktuje z ogromną pogardą.
Ale dlaczego? One pozostaly wierne swojej kolezance - przeciez mowi sie, ze jest sie dla kogos przyjacielem na dobre i na zle. One byly tez przyjaciolkami na zle - pozostaly wierne nawet w sytuacji watpliwej moralnie. Co to bylby za przyjaciel, ktory dowiedziawszy sie o naszym uczynku polecialby zaraz o tym wykablowac osobie zainteresowanej? To tak jakbys ty w pracy zawalil jakies zlecenie a twoj najlepszy kolega polecial zaraz o tym powiedziec szefowi.
Przyjazn i lojalnosc do czegos zobowiazuje. To twoja zona okazala sie nielojalna, a nie jej kolezanki. One byly wzorem lojalnosci.
15 2015-03-06 13:38:52 Ostatnio edytowany przez dantezg (2015-03-06 13:41:28)
Ale dlaczego? One pozostaly wierne swojej kolezance - przeciez mowi sie, ze jest sie dla kogos przyjacielem na dobre i na zle.
Widzisz..ja podchodze do tego tematu troche inaczej. Dam inny przykład. Jeżeli jakaś osoba morduje drugą, a obok stoi "przyjaciel" mordercy i się przygląda, to również dostaje wyrok za współudział. Może troche mniejszy, ale jednak.
Na fakt ten dziala jeszcze zachowanie takiej osoby. Spotkalem sie z takim przypadkiem, gdzie przyjacioleczka mojej ex wiedziala bardzo dobrze o tym, ze moja ex spotykala sie juz z innym gosciem, a spotykając ją w klubie najpierw pier***enie jak to my wygladamy "słitaśnie" i meldowanie smsami co 5 minut mojej ex każdego mojego kroku na pępkowym mojego kolegi. Zreszta w tym samym czasie co moja ex odeszła do innego, tamta zostawiła mojego dobrego kolege również dla jakiegoś typa po 4 latach z dnia na dzien. Jakby się zgadały.
Co do lojalności, moralności....punkt widzenia zależy od tego, co dla kogo ma większą wartość.
Ja słyszałem od swojej ex, że jestem niewartościowa osoba, a ona bardzo dobrze zna swoja wartość. Jezeli jej zyciowymi wartosciami jest kure*two oraz brak jakichkolwiek zasad to wtedy OK... Ona jest wartościowa a ja jestem zerem...bo jestem i zawsze byłem uczciwą osobą.
No ok, ale czym innym jest wiedza o czyms, czym innym branie w tym udzialu. Ja pisalam tylko o wiedzy o zdradzie (bo tego tyczy temat) a nie pomaganiu osobie zdradzajacej w zdradzie.
No ok, ale czym innym jest wiedza o czyms, czym innym branie w tym udzialu. Ja pisalam tylko o wiedzy o zdradzie (bo tego tyczy temat) a nie pomaganiu osobie zdradzajacej w zdradzie.
Ja dajac przyklad o morderstwie rownież napisałem, że osoba trzecia tylko przyglądała się z boku a nie trzymała noża razem z mordercą. Na szczescie nie mam wsrod swoich kolegow takich typow co zdradzaja swoje kobiety i raczej nie chcialbym sie z takimi zadawać. Kwestia tego, co kto ma w głowie. Wyraznie mowie...nie mam żalu do takich osob a jedyne co czuje to pogardę.
No dobra, skoro porownujesz zdrade do morderstwa to ja nie mam argumentow. Najwidoczniej masz z tym glebszy problem, a to juz nie moja sprawa.
Nie uważam tego za problem. Problemem jest sama zdrada w związkach i cała otoczka z tym związana, a więc również "lojalność" przyjaciółeczek. Jeżeli Ty stawiasz lojalność koleżeńską ponad wierność w związku to uważam, że Ty musisz miec z tym głębszy problem, ale to też już nie moja sprawa.
Oczywiscie, ze stawiam, bo w wielu przypadkach mezow/zony znam tylko z widzenia. Moge kogos odwodzic od zdrady, ale zdrada nie jest przestepstwem (a z pewnoscia nie ma rangi morderstwa
) Jak twoj syn zdradzi zone to tez mu drzwi przed nosem zatrzasniesz? Zerwiesz z nim kontakty na zawsze?
Jak sie dowiesz, ze twoj kumpel prowadzil samochod po pijaku to tez zerwiesz z nim wszelkie kontakty? A jezeli to twoj ojciec prowadzil po pijanemu? Co wtedy?
Jeżeli jakaś osoba morduje drugą, a obok stoi "przyjaciel" mordercy i się przygląda, to również dostaje wyrok za współudział.
Sugeruję, aby nie wychodzić poza ramy dyskusji o zdradzie.
22 2015-03-06 14:12:42 Ostatnio edytowany przez dantezg (2015-03-06 14:14:05)
Jak twoj syn zdradzi zone to tez mu drzwi przed nosem zatrzasniesz? Zerwiesz z nim kontakty na zawsze?
Jak sie dowiesz, ze twoj kumpel prowadzil samochod po pijaku to tez zerwiesz z nim wszelkie kontakty? A jezeli to twoj ojciec prowadzil po pijanemu? Co wtedy?
Ja swoje zasady wyniosłem z domu i mam nadzieje, że o ile znajde kiedys kobiete i będę miał dzieci to też uda mi się wpoić im zasady tak jak moi rodzice wpoili mi i nie będzie takich sytuacji. W przeciwnym wypadku uznam to jako swoją porażkę rodzicielską/ wychowawcza...czy jak to nazwać..
Nie uważam tego za problem. Problemem jest sama zdrada w związkach i cała otoczka z tym związana, a więc również "lojalność" przyjaciółeczek. Jeżeli Ty stawiasz lojalność koleżeńską ponad wierność w związku to uważam, że Ty musisz miec z tym głębszy problem, ale to też już nie moja sprawa.
A ja Ci powiem kolego, ze tylko raz tak wlazlam miedzy wodke i zakaske i nigdy wiecej tego nie zrobie. Bo zazwyczaj ten, co przynosi zle wiesci wychodzi na tym jak Zablocki na mydle. Maz z zona sie pogodza (albo pozabijaja) a caly zal przeleja i tak na koniec na tego informatora.
Poslancom zlych wiesci kiedys glowy obcinano.
Nie moj cyrk, malpy nie moje wiec tresowac ich tez nie bede.
24 2015-03-06 14:20:02 Ostatnio edytowany przez dantezg (2015-03-06 14:21:14)
A to ja Ci odpowiem, ze towarzystwo dobierasz sobie sama i sama decydujesz czy wolisz obtaczac się wartosciowymi czy nie ludzmi. Mowilem, ze to indywidualne podejscie co dla kogo ma wieksza wartosc. Ja mam swoje zasady, ktorych sie trzymam i tyle. Powtarzam trzeci raz. Nie czuje zalu do takich osob a jedynie pogardę i nie chce miec z takimi ludzmi zadnych relacji. Nie przekonacie mnie argumentami o "lojalności".
Zreszta gdybym napisał " Tak, czuje żal ", pewnie rownież spotkałbym się z odpowiedzia " dlaczego ? przeciez te osoby robiły to bo sa lojalne " .
25 2015-03-06 14:22:41 Ostatnio edytowany przez maniek_z_maniek (2015-03-06 14:32:43)
Hmm, odpowiedz nie jest prosta albo jest wlasnie prosta. Każdy w takiej sytuacji postapil by inaczej i reguly nie ma jednego madrego bo zarówno swoim postepowaniem można pomoc jak i skrzywdzić. Wazne jest wiec co się robi i w jakim celu. Np. opisana tutaj sytuacja z przyjaciółkami, które nie powiedziały, ale powiedziałyby gdyby miały w tym cel, czyli chciały dopiec koleżance albo chciałby jej faceta dla siebie. Tutaj lojalność była wiec kwestia wyboru. Natomiast sa sytuacje, gdzie ukrywane postepowanie kogos, powoduje skutki w postaci możliwości działania takiego kogos, oddziaływania na inne nieuświadomione osoby. I tutaj nie znajduje usprawiedliwienia na takie postepowanie chociaż rozumiem jego powody, którymi sa chec ukrycia postepowania kogos dla nas bliskiego, utrwalania fikcji związku na zewnątrz, itp.
W przypadku kiedy jest to dwoje bliskich Ci ludzi, sytuacja jest o tyle trudna ze wlasciwie lojalność wobec obojga wyklucza niepowiedzenie, a lojalność wobec jednego nie wyklucza powiedzenia. Jeśli wyklucza to stawia to pod znakiem zapytania nasze pojecie o lojalności. Jednak w takim przypadku stawiamy na szali swoje relacje z nimi, ponieważ zwykle przynoszący zla nowine jest postrzegany zle. W rzeczywistości wiec nie chodzi tutaj o nasza lojalność ale wybor jest miedzy mozliwoscia kontaktu z przyjaciolmi a realna ewentualnoscia utraty kontaktu przynajmniej z jednym z nich. Nie robimy wiec w takiej sytuacji zwykle nic innego, niż zdradzana zona, czy maz, ukrywając żeby zachować status quo. Bronimy w rezultacie siebie.
Także, moim zdaniem nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, ale na pewno jakiś sposób postepowania jest podany choćby w PS. Jest wiec nim w pierwszej kolejności napomnienie osoby zle postepujacej, najpierw na osobności, a następnie w razie braku poprawy, w obecności świadka a dopiero później ogłoszenie tego oficjalnie. A wiec czy czasami problem nie jest tego typu, ze nie powiem czy nie powiem, ale czy SAM umiem zajac adekwatna postawe wobec tego co widze, wlasnie w postaci napomnienia kogos, bo mnie się wydaje ze wobec tego, co napisałem, stawianie problemu i jego ostatecznego rozwiązania w postaci powiem/nie powiem nie jest prawdzimy postawieniem problemu odniesienia się do czyjejś zdrady.
Np. możemy sobie wyobrazić tego typu sytuacje, która jednak oceniam raczej pozytywnie, ze jednak ktoś aktywnie reaguje, napomina, ostrzega ale nie mowi drugiej stronie, bo np. jej nie zna, nie ma z nia relacji, albo nie potrafi. Osoba zdradzona może wiec mieć pretensje do takiej osoby, nawet nie wiedzac ze ta osoba, podjela wysiłki, ocenila negatywnie te sytuacje, ostrzegala zdradzacza. W sumie wszyscy na tym forum prezentują taka postawe, nie informują parnerow zdradzacy o ich zdradach, wlasnie bo ich nie znaja.
Inna sytuacja jest tez, kiedy do czynienia mamy z malzenstwem, a inna kiedy jest to mało zaawansowany w czasie niesformalizowany związek. Inaczej kiedy widzimy szanse poprawy (nie wiemy czy taka jest jeśli nie zareagujemy np. napomnieniem) a inaczej kiedy jej nie widzimy.
Co więcej, czasami brak zareagowania a powiedzenie o zdradzie, może być przysłowiowym "umyciem rak" od sprawy.
No dobrze ale abstrahując od tego czy powiedzieć czy nie, bo nie to było tematem postu, to co z tym żalem jeśli się go ma? Jak sobie z nim poradzić? Powiedzieć znajomym, że się go ma?
Zależy jak blisko byłabym z tą osobą. Ja miałam ogromny żal do znajomych mojego byłego. Wiedzieli wszyscy o wielokrotnych zdradach. Patrzyli jak mi się oświadcza, bierzemy kredyt i wynajmujemy mieszkanie i nic nie powiedzieli. Teraz już żalu nie mam, mało tego jako, że to byli jego znajomi to pewnie bym im w tamtym czasie nie uwierzyła. Tak na prawdę to nikt nie ma obowiązku się w to mieszać i angażować. No chyba, że pytasz w prost i ktoś Ci w oczy kłamie to jest inaczej.
28 2015-03-06 14:43:40 Ostatnio edytowany przez pachnacypodroznik (2015-03-06 14:44:31)
dantezg napisał/a:Nie uważam tego za problem. Problemem jest sama zdrada w związkach i cała otoczka z tym związana, a więc również "lojalność" przyjaciółeczek. Jeżeli Ty stawiasz lojalność koleżeńską ponad wierność w związku to uważam, że Ty musisz miec z tym głębszy problem, ale to też już nie moja sprawa.
A ja Ci powiem kolego, ze tylko raz tak wlazlam miedzy wodke i zakaske i nigdy wiecej tego nie zrobie. Bo zazwyczaj ten, co przynosi zle wiesci wychodzi na tym jak Zablocki na mydle. Maz z zona sie pogodza (albo pozabijaja) a caly zal przeleja i tak na koniec na tego informatora.
Poslancom zlych wiesci kiedys glowy obcinano.
Ludzie mają to do siebie, że szukają innych, aby zrzucić na nich winę. Tak jest dla nich prościej.
np. żona zastaje swojego faceta w łóżku z inną, a on na to:
- to nie tak jak myślisz
- to nie moja wina
- to ona mnie prowokowała
- bo ciebie ciągle głowa boli
itd
No dobrze ale abstrahując od tego czy powiedzieć czy nie, bo nie to było tematem postu, to co z tym żalem jeśli się go ma? Jak sobie z nim poradzić? Powiedzieć znajomym, że się go ma?
A to byli twoi przyjaciele czy wspólni znajomi? Przyjacielowi powiedz- znajomym nie. Wasz związek ich nie dotyczy i tyle. Żal przejdzie z czasem jak się uporasz z samą zdradą:)
30 2015-03-06 14:46:27 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-03-06 14:46:45)
dantezg napisał/a:Nie uważam tego za problem. Problemem jest sama zdrada w związkach i cała otoczka z tym związana, a więc również "lojalność" przyjaciółeczek. Jeżeli Ty stawiasz lojalność koleżeńską ponad wierność w związku to uważam, że Ty musisz miec z tym głębszy problem, ale to też już nie moja sprawa.
A ja Ci powiem kolego, ze tylko raz tak wlazlam miedzy wodke i zakaske i nigdy wiecej tego nie zrobie. Bo zazwyczaj ten, co przynosi zle wiesci wychodzi na tym jak Zablocki na mydle. Maz z zona sie pogodza (albo pozabijaja) a caly zal przeleja i tak na koniec na tego informatora.
Poslancom zlych wiesci kiedys glowy obcinano.
Nie moj cyrk, malpy nie moje wiec tresowac ich tez nie bede.
To chyba zależy od typu pokrzywdzonej osoby:
- czy woli wiedzieć o najgorszej prawdzie (zdradzie), niż żyć w niewiedzy,
- czy woli żyć w niewiedzy, niż wiedzieć o najgorszej prawdzie (czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal
).
Ty zdecydowanie trafiłaś na osobę numer 2. Za to Ty możesz mieć czyste sumienie, bo ostrzegłaś i nie byłaś bierna z czym zdecydowanie ma problem nasze społeczeństwo. A "dobre nowiny" o zdradzie szybciej, czy później dochodzą, więc i tak by się o tym dowiedziała/dowiedział. A zwalanie winy na posłańca jest próbą oczyszczania krzywdzącego - dla mnie zero logiki, bo chyba dobrze jest wiedzieć z kim tak naprawdę mamy do czynienia w związku?
Zależy jak blisko byłabym z tą osobą. Ja miałam ogromny żal do znajomych mojego byłego. Wiedzieli wszyscy o wielokrotnych zdradach. Patrzyli jak mi się oświadcza, bierzemy kredyt i wynajmujemy mieszkanie i nic nie powiedzieli. Teraz już żalu nie mam, mało tego jako, że to byli jego znajomi to pewnie bym im w tamtym czasie nie uwierzyła. Tak na prawdę to nikt nie ma obowiązku się w to mieszać i angażować. No chyba, że pytasz w prost i ktoś Ci w oczy kłamie to jest inaczej.
Sama widzisz ze ten kto by powiedział bylby nie tylko nie potraktowany poważnie ale pewnie rowniez skreślony z listy znajomych. Z drugiej strony nie powiedzenie oznaczlo w Twoim przypadku związek ze zdradzaczem i cale tego konsekwnecje. Oznaczalo przyzwolenie na wchodzenie kogos (Ciebie) w sytuacje jawnego oszustwa.
Brakuje jednak zrozumienia ludzi. Ludzie nie robia czegos bo obawiają się konsekwnecji albo ich nie widza albo ich samych zycie jest takie ze nie widza celu w poprawie jego jakości u kogos innego.
No dobrze ale abstrahując od tego czy powiedzieć czy nie, bo nie to było tematem postu, to co z tym żalem jeśli się go ma? Jak sobie z nim poradzić? Powiedzieć znajomym, że się go ma?
Jeśli uważasz, że to może pomóc - zrób to. Jeśli nie jesteś pewna - też to zrób i zobaczysz czy poczujesz ulgę.
Wydaje mi się, że potrzebujesz zamknięcia lub poznawczego domknięcia (nie jestem pewny jak się określa 'closure' w naszym języku).
Dasz radę.
33 2015-03-06 14:49:27 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-03-06 14:49:55)
Mussuka napisał/a:dantezg napisał/a:Nie uważam tego za problem. Problemem jest sama zdrada w związkach i cała otoczka z tym związana, a więc również "lojalność" przyjaciółeczek. Jeżeli Ty stawiasz lojalność koleżeńską ponad wierność w związku to uważam, że Ty musisz miec z tym głębszy problem, ale to też już nie moja sprawa.
A ja Ci powiem kolego, ze tylko raz tak wlazlam miedzy wodke i zakaske i nigdy wiecej tego nie zrobie. Bo zazwyczaj ten, co przynosi zle wiesci wychodzi na tym jak Zablocki na mydle. Maz z zona sie pogodza (albo pozabijaja) a caly zal przeleja i tak na koniec na tego informatora.
Poslancom zlych wiesci kiedys glowy obcinano.
Ludzie mają to do siebie, że szukają innych, aby zrzucić na nich winę. Tak jest dla nich prościej.
np. żona zastaje swojego faceta w łóżku z inną, a on na to:
- to nie tak jak myślisz
- to nie moja wina
- to ona mnie prowokowała
- bo ciebie ciągle głowa boliitd
dokladnie tak. Ja powiedzialam swojej kolezance o zapedach jej mezusia, poklocili sie, pogodzili a nastepnie ona przestala sie do mnie odzywac..bo on jej wmowil, ze ja sobie wszystko zmyslilam i klamalam. Cel? Bo widocznie jestem zazdrosna, moze sama do niego startuje, chce ich sklocic i wiele innych takich pierdol.
W rezultacie stracilam kolezanke ale pal szesc. Co ma wisiec, nie utonie i pewnie sama pozniej go przylapala.
Od tego czasu obojetnie mijam umizgi moich blizszych i dalszych znajomych. Ja za katechete ani donosiciela robic nie bede. Detektywi sa od tego i slono sobie za te "przyjemnosc" licza.
distraught napisał/a:No dobrze ale abstrahując od tego czy powiedzieć czy nie, bo nie to było tematem postu, to co z tym żalem jeśli się go ma? Jak sobie z nim poradzić? Powiedzieć znajomym, że się go ma?
A to byli twoi przyjaciele czy wspólni znajomi? Przyjacielowi powiedz- znajomym nie. Wasz związek ich nie dotyczy i tyle. Żal przejdzie z czasem jak się uporasz z samą zdradą:)
Generalnie wspólni znajomi no może trochę bardziej jego (to facieci). Nie dość, że wiedzieli to spotykali się z nim i z nią. Jedyne co mam na ich usprawiedliwienie to to, że może się bali mi powiedzieć bo byłam wtedy w ciąży.
A po co chcesz ich usprawiedliwiać ?
Czy to są tacy bliscy przyjaciele dla Ciebie, że to usprawiedliwienie jest potrzebne ?
To jest bardzo proste.
Gdyby chcieli Ci o tym powiedzieć, to by Ci powiedzieli.
A po co chcesz ich usprawiedliwiać ?
Czy to są tacy bliscy przyjaciele dla Ciebie, że to usprawiedliwienie jest potrzebne ?To jest bardzo proste.
Gdyby chcieli Ci o tym powiedzieć, to by Ci powiedzieli.
I narazili sie koledze, ktory mialby swiete prawo opieprzyc ich za wtykanie nose w nie swoje sprawy.
Mogli jemu pokazac swoja dezaprobate ale informowac nie musieli. Jesli natomiast spokojnie akceptowali takie postepowanie meza i goscili sie z jego kochanka, to jedynie swiadczy o tym, ze i dla nich zdrada to bulka z maslem.
IsaBella77 napisał/a:A po co chcesz ich usprawiedliwiać ?
Czy to są tacy bliscy przyjaciele dla Ciebie, że to usprawiedliwienie jest potrzebne ?To jest bardzo proste.
Gdyby chcieli Ci o tym powiedzieć, to by Ci powiedzieli.I narazili sie koledze, ktory mialby swiete prawo opieprzyc ich za wtykanie nose w nie swoje sprawy.
Mogli jemu pokazac swoja dezaprobate ale informowac nie musieli. Jesli natomiast spokojnie akceptowali takie postepowanie meza i goscili sie z jego kochanka, to jedynie swiadczy o tym, ze i dla nich zdrada to bulka z maslem.
No właśnie to, że się razem spotykali najbardziej mnie zabolało i wkurzyło. Bo ja bym tak nie zrobiła. Jeśli nawet z jakiegoś powodu nie chciałabym zdradzanej żonie powiedzieć o tym co jest grane, to wiem, że powiedziałabym koledze, że nie chcę takich spotkań bo byłoby mi potem głupio wobec tej jego żony a mojej w końcu znajomej. Upraszczając: spotkanie z kumplem tak ale bez jego kochanki. Tak bym postawiła sprawę
38 2015-03-06 15:32:07 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2015-03-06 15:32:44)
lojalność wobec przyjaciela ( " na dobre i na złe") a brak reakcji kiedy ten przyjaciel wyrządza krzywdę, robi coś co kłoci się z naszą etyką ?
Jest chyba granica lojalności, za którą rozpoczyna się akceptowanie wyrządzanie komuś krzywdy.
Jeżeli chcemy by taki ktoś dalej był naszym przyjacielem, to chyba coś z nami nie "halo", przecież działamy wbrew sobie.
wg mnie,
Jednorazowy skok w bok, to raczej kwestia zdradzadza, jego sumienia.
Regularny romans, to już kwestia która dotyka związku, jego przyszłości, zagrożeń dla partnerki ktore wynikają z takiego romansu.
Dlatego powinien wiedzieć o tym co mu szykuje zdradzacz, kogo trzyma pod dachem, wpuszcza do łózka.
A, że niektóry obrażają się na posłańców złej nowiny ...
cóż to ich problem.... ![]()
Problem zmarnowanej szansy, która ktoś im daje,
żeby zareagować, ratować siebie.
A po co chcesz ich usprawiedliwiać ?
Czy to są tacy bliscy przyjaciele dla Ciebie, że to usprawiedliwienie jest potrzebne ?To jest bardzo proste.
Gdyby chcieli Ci o tym powiedzieć, to by Ci powiedzieli.
No a dlaczego nie chcieli? To mnie zastanawia
Bo istnieje solidarność plemników, a solidarność jajników już nie ![]()
A tak na serio ... naprawdę Cię to obchodzi dlaczego nie chcieli ?
Po prostu tego nie zrobili.
Wyciągamy wnioski z doświadczeń, odbieramy lekcję od życia, dziękujemy i idziemy dalej.
Jak będziemy stawać i grzebać patykiem w każdym napotkanym g**nie szukając w nim sensu, podczas kiedy często g**no to po prostu zwyczajnie g***no, to daleko nie zajdziemy ....
41 2015-03-06 15:42:33 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2015-03-06 15:43:01)
Mussuka napisał/a:IsaBella77 napisał/a:A po co chcesz ich usprawiedliwiać ?
Czy to są tacy bliscy przyjaciele dla Ciebie, że to usprawiedliwienie jest potrzebne ?To jest bardzo proste.
Gdyby chcieli Ci o tym powiedzieć, to by Ci powiedzieli.I narazili sie koledze, ktory mialby swiete prawo opieprzyc ich za wtykanie nose w nie swoje sprawy.
Mogli jemu pokazac swoja dezaprobate ale informowac nie musieli. Jesli natomiast spokojnie akceptowali takie postepowanie meza i goscili sie z jego kochanka, to jedynie swiadczy o tym, ze i dla nich zdrada to bulka z maslem.
No właśnie to, że się razem spotykali najbardziej mnie zabolało i wkurzyło. Bo ja bym tak nie zrobiła. Jeśli nawet z jakiegoś powodu nie chciałabym zdradzanej żonie powiedzieć o tym co jest grane, to wiem, że powiedziałabym koledze, że nie chcę takich spotkań bo byłoby mi potem głupio wobec tej jego żony a mojej w końcu znajomej. Upraszczając: spotkanie z kumplem tak ale bez jego kochanki. Tak bym postawiła sprawę
Z tym sie zgadzam, ale jak pisalam wczesniej - oni maja podobne spojrzenie na d..e na boku, jak Twoj, mam nadzieje, wkrotce eks maz. Czyli ludzie, ktorych nie warto miec w gronie swoich znajomych.
A, że niektóry obrażają się na posłańców złej nowiny ...
cóż to ich problem....
Problem zmarnowanej szansy, która ktoś im daje,
żeby zareagować, ratować siebie.
I ich problemem jest tez zdrada, wiec ja stosuje zasade: radz sobie sam. Jeden taki raz mi wystarczyl, zbawiac swiata nie zamierzam. Kosztem wlasnych nerwow i bezczelnych oskarzen.
Nie musze sie nadal przyjaznic czy spotykac z osoba niemoralna, ale jego czyny to sprawa jego i jego polowicy.
distraught napisał/a:Mussuka napisał/a:I narazili sie koledze, ktory mialby swiete prawo opieprzyc ich za wtykanie nose w nie swoje sprawy.
Mogli jemu pokazac swoja dezaprobate ale informowac nie musieli. Jesli natomiast spokojnie akceptowali takie postepowanie meza i goscili sie z jego kochanka, to jedynie swiadczy o tym, ze i dla nich zdrada to bulka z maslem.
No właśnie to, że się razem spotykali najbardziej mnie zabolało i wkurzyło. Bo ja bym tak nie zrobiła. Jeśli nawet z jakiegoś powodu nie chciałabym zdradzanej żonie powiedzieć o tym co jest grane, to wiem, że powiedziałabym koledze, że nie chcę takich spotkań bo byłoby mi potem głupio wobec tej jego żony a mojej w końcu znajomej. Upraszczając: spotkanie z kumplem tak ale bez jego kochanki. Tak bym postawiła sprawę
Z tym sie zgadzam, ale jak pisalam wczesniej - oni maja podobne spojrzenie na d..e na boku, jak Twoj, mam nadzieje, wkrotce eks maz. Czyli ludzie, ktorych nie warto miec w gronie swoich znajomych.
Niestety będę miała z nimi kontakt od czasu do czasu ale na stopie koleżeńskiej nie mam już chyba ochoty
Bo istnieje solidarność plemników, a solidarność jajników już nie
A tak na serio ... naprawdę Cię to obchodzi dlaczego nie chcieli ?
Po prostu tego nie zrobili.
Wyciągamy wnioski z doświadczeń, odbieramy lekcję od życia, dziękujemy i idziemy dalej.
Jak będziemy stawać i grzebać patykiem w każdym napotkanym g**nie szukając w nim sensu, podczas kiedy często g**no to po prostu zwyczajnie g***no, to daleko nie zajdziemy ....
W tym momencie jeszcze mnie to obchodzi
No to bierz patyk i grzeb.
Może się jednak okazać, że nie wszyscy widzą w g**nie jakiś głębszy sens i odczuwają potrzebę grzebania w nim.
Wielu minie to ze wzruszeniem ramion, stwierdzając, że przecież g**no to g**no - że się tak górnolotnie wyrażę.
Ja byłabym wdzięczna nawet za anonimową wiadomość o zdradzie...
Ja byłabym wdzięczna nawet za anonimową wiadomość o zdradzie...
Dokładnie. W sytuacji, gdyby moi znajomi (bądź znajomi partnera) wiedzieli, że mnie zdradza i nie raczyli mnie o tym poinformować, nie chciałabym mieć z nimi więcej do czynienia. Łącznie z partnerem ![]()
Ale czy później katowałabyś się rozmyślaniami: a dlaczego ? a jak to ? A z jakiego powodu mi nie powiedzieli ? A jak mogli ?
Itp ?
Iceni napisał/a:Ale dlaczego? One pozostaly wierne swojej kolezance - przeciez mowi sie, ze jest sie dla kogos przyjacielem na dobre i na zle.
Widzisz..ja podchodze do tego tematu troche inaczej. Dam inny przykład. Jeżeli jakaś osoba morduje drugą, a obok stoi "przyjaciel" mordercy i się przygląda, to również dostaje wyrok za współudział. Może troche mniejszy, ale jednak.
Na fakt ten dziala jeszcze zachowanie takiej osoby. Spotkalem sie z takim przypadkiem, gdzie przyjacioleczka mojej ex wiedziala bardzo dobrze o tym, ze moja ex spotykala sie juz z innym gosciem, a spotykając ją w klubie najpierw pier***enie jak to my wygladamy "słitaśnie" i meldowanie smsami co 5 minut mojej ex każdego mojego kroku na pępkowym mojego kolegi.
Tylko wiesz, tu chodzi o mówienie, a nie współudział. Poza tym nawet w sądzie można odmówić zeznań np. w przypadku, gdzie oskarżona jest żona, a mąż zeznaje. To jest ta sama zasada. Gdyby mój przyjaciel miał zdradzać praktycznie obcą mi osobę, to ta obca mi osoba w ogóle mnie nie interesuje w tym wypadku. Jestem lojalna wobec przyjaciela. Na osobności mogę mu powiedzieć, że jest kretynem, ale publicznie będę go kryć tak długo, jak sobie będzie życzył. I wiem, że mogę oczekiwać tego samego. Tak samo - nie wiem - powiedzmy, odbiłoby mi i zabiłabym kogoś. To sorry, ale zakładam, że wrócę do domu, powiem matce/ojcu, co się stało, to nie pójdą na policję, tylko pomogą mi ukryć zwłoki.
A co prywatnie mi powiedzą/zrobią, to inna sprawa. I tak samo ja bym zrobiła. Nie wiem, mogę uznać, że mama zrobiła źle i po prostu głupio, ale to dalej moja matka i jej los bardziej mnie obchodzi, niż los jakieś obcej ofiary. Tak samo ze zdradą.
Jeszcze nie byłam w takiej sytuacji, ale myślę, że miałabym ogromny żal w sobie...
51 2015-03-06 22:51:44 Ostatnio edytowany przez baziula (2015-03-06 22:53:44)
Ale moze odebrac na przyklad szanse posiadania dzieci i pelnej rodziny. Nie wiem jak jest w tym przypadku, tak sobie tylko dywaguje, dla mezczyzny wiek po 40 to nie jeat koniex swiata, dla kobiety - z punktu widzenia plodnosci -jest. I twj straty nikt nie odda.
To prawda
A co do żalu.... no cóż. Niby nie chcę się wtrącać. I można to po części zrozumieć, ale z drugiej strony ciężko takim osobom zaufać....
Wielokrotnie mówiłam swoim przyjaciółkom o tym, ze są zdradzane. Po licznych lamentach, kwękach, rozstaniach i tak do nich wracały. Doszłam do wniosku, że nie warto bo przynosi cierpienie, niepewność, sieje zamęt a efekt końcowy jest zawsze taki, że kobiety które niestety w większości są głupie i/lub strachliwe, tkwią przy tych swoich "idealnych" partnerach. Osobom, które nie są mi bliskie nie mówię, bo nie mam na to przyzwolenia.
Żal...to po prostu świństwo.Zawsze można anonimowo SMSem.Ja nie miałam możliwości dowiedzieć się sama, gdyby nie pewien splot okoliczności.Wyszłam na żałosną niedojdę,która nic nie widzi.Zbyt ufałam. Radzę wam jeśli kochacie mądrze, obserwujcie. Zawsze jakaś jest chętna.A swoją droga to tym paniom się dziwię.Nie czują niesmaku, czekają na co właściwie przez lata...
54 2015-03-07 10:20:50 Ostatnio edytowany przez arcania (2015-03-07 10:21:24)
Radzę wam jeśli kochacie mądrze, obserwujcie. Zawsze jakaś jest chętna.
To by było straszne, całe życie być skupionym na tym co on robi, gdzie jest i z kim rozmawia. Już mam obraz siebie, stojącej przy tym facecie i obserwującej całe otoczenie, taki bodyguard. A jak na swoje nieszczęście któraś będzie miała czelność spojrzeć albo co gorsza, odezwać się do niego to od razu wyciągam bazukę i po wszystkim. Koszmar. Jak jest chętna i on się skusi, niech bierze, co mi po takim facecie? Facetów na pęczki, tak jak i kobiet, nic na siłę.
55 2015-03-07 11:17:10 Ostatnio edytowany przez majka1986 (2015-03-07 11:18:06)
pewnie, że jest żal do takiej osoby... w dodatku jak ta osoba jest twoją dobra koleżanką czy kumplem... wtedy człowiek czuje sie podwójnie zdradzony
Ale czy później katowałabyś się rozmyślaniami: a dlaczego ? a jak to ? A z jakiego powodu mi nie powiedzieli ? A jak mogli ?
Itp ?
Nie katowałabym, bo odpowiedź byłaby dla mnie jasna:
- nie chcieli się wtrącać
- nie chcieli wyjść na posłańców złych wieści
- nie chcieli wyjść na tych "najgorszych"
- mieli to zupełnie gdzieś
dantezg napisał/a:Iceni napisał/a:Ale dlaczego? One pozostaly wierne swojej kolezance - przeciez mowi sie, ze jest sie dla kogos przyjacielem na dobre i na zle.
Widzisz..ja podchodze do tego tematu troche inaczej. Dam inny przykład. Jeżeli jakaś osoba morduje drugą, a obok stoi "przyjaciel" mordercy i się przygląda, to również dostaje wyrok za współudział. Może troche mniejszy, ale jednak.
Na fakt ten dziala jeszcze zachowanie takiej osoby. Spotkalem sie z takim przypadkiem, gdzie przyjacioleczka mojej ex wiedziala bardzo dobrze o tym, ze moja ex spotykala sie juz z innym gosciem, a spotykając ją w klubie najpierw pier***enie jak to my wygladamy "słitaśnie" i meldowanie smsami co 5 minut mojej ex każdego mojego kroku na pępkowym mojego kolegi.Tylko wiesz, tu chodzi o mówienie, a nie współudział. Poza tym nawet w sądzie można odmówić zeznań np. w przypadku, gdzie oskarżona jest żona, a mąż zeznaje. To jest ta sama zasada. Gdyby mój przyjaciel miał zdradzać praktycznie obcą mi osobę, to ta obca mi osoba w ogóle mnie nie interesuje w tym wypadku. Jestem lojalna wobec przyjaciela. Na osobności mogę mu powiedzieć, że jest kretynem, ale publicznie będę go kryć tak długo, jak sobie będzie życzył. I wiem, że mogę oczekiwać tego samego. Tak samo - nie wiem - powiedzmy, odbiłoby mi i zabiłabym kogoś. To sorry, ale zakładam, że wrócę do domu, powiem matce/ojcu, co się stało, to nie pójdą na policję, tylko pomogą mi ukryć zwłoki.
A co prywatnie mi powiedzą/zrobią, to inna sprawa. I tak samo ja bym zrobiła. Nie wiem, mogę uznać, że mama zrobiła źle i po prostu głupio, ale to dalej moja matka i jej los bardziej mnie obchodzi, niż los jakieś obcej ofiary. Tak samo ze zdradą.
zgadzam się w w pełni z tym co napisała Eileen. Kolega zawsze będzie krył kolegę, a koleżanka koleżankę... nie ważne czy mi się podoba zachowanie koleżanki, to zawsze będę ją kryła bo jest mi bliższa niż jej chłopak....
wolalabym napisac anonima niz odezwac sie w swoim imieniu.
napisalabym gdzie jak i kiedy.
wsio
wolalabym napisac anonima niz odezwac sie w swoim imieniu.
napisalabym gdzie jak i kiedy.
wsio
a ja wolałabym się nie odzywać
nie moja sprawa kto z kim sypia ![]()
Autorko żal jest normalny po zdradzie. Do faceta, który się zdrady dopuścił i do osób, które wiedziały. Tak jak napisałam wcześniej jak przeżyjesz zdradę i się z nią pogodzisz żal sam minie. To normalny proces, który trzeba przejść. Skoro napisałaś, że to byli bardziej jego znajomi niż Twoi nie ma się co dziwić, że stali za nim murem. U mnie też tak było. Wiedzieli o wszystkim, a spędzaliśmy razem czas. W międzyczasie jego nowa dziewczyna też się z nimi spotykała. Żal przechodzi mówię na swoim doświadczeniu:)
kto mowi o tym, ten wie ze na niego pójdzie cala zlosc.
mi gadala kuzynka, ze mąz zajezdza "do niej",choc byly to sprawy sluzbowe to sie wurzylam.
kaska ktora powiedziala o zdradzie narzeczonego ani, stracila przyjaciolke.
eh
Jest różnica pomiędzy 'kryć' zdradę, a wiedzieć o niej.
Jak ktoś czynnie pomaga w maskowaniu to staje się wspólnikiem w oszustwie.
A jak tylko wie, to nie ma powodu, by bawić się w donosiciela.
weronka44 napisał/a:Tak, ja mam żal - gdybym wiedziała wcześniej, miałabym szansę na ułożenie sobie życia od nowa. W moim przypadku zdradzacz prowadził równoległe życie kilka lat.
Najgorsza prawda jest lepsza niż najlepsze kłamstwo...A jakie to ma znaczenie czy kilka lat czy kilka miesięcy? Boli tak samo.
Ma znaczenie czy parę lat czy parę miesięcy. Mój mąż mnie zdradzał przez 4 lata, prowadził podwójne życie, mój syn wiedział o tym przez 3 lata i mi nie powiedział chronił ojca. Mam straszny żal do niego chociaż on twierdzi że nie powinnam mieć żalu bo ja nie mam żadnych praw w ich oczach.
Powiem tak 4 lata temu byłam silniejszą osoba teraz psychika mi wysiadła bo czułam przez te lata że coś się dzieje. Wybaczyłam mu zdradę w 2010 r próbowałam odbudować małżeństwo po to tylko żeby po latach się dowiedzieć że nigdy nie przestał zdradzać.
Żal jest i to ogromny.
nokiaaa napisał/a:wolalabym napisac anonima niz odezwac sie w swoim imieniu.
napisalabym gdzie jak i kiedy.
wsioa ja wolałabym się nie odzywać
nie moja sprawa kto z kim sypia
Jeśli jest to najbliższa przyjaciółka/przyjaciel to się staje Twoją sprawą.
majka1986 napisał/a:nokiaaa napisał/a:wolalabym napisac anonima niz odezwac sie w swoim imieniu.
napisalabym gdzie jak i kiedy.
wsioa ja wolałabym się nie odzywać
nie moja sprawa kto z kim sypia
Jeśli jest to najbliższa przyjaciółka/przyjaciel to się staje Twoją sprawą.
a co jeśli ona i on są moimi przyjaciółmi?
u mnie akurat tak było...