...
1 2015-02-22 15:03:12 Ostatnio edytowany przez ala.makota55 (2015-02-22 18:20:44)
Podobne tematy
Przystopuj. Jesteście oboje zakleszczeni w swoich ciągłych pretensjach i żalach. Dobrym sposobem wyjścia z takiego impasu jest separacja na jakiś czas, jeśli macie możliwość pomieszkać osobno. Takie życie niby razem, ale osobno - jakie opisujesz, prowadzi tylko do jeszcze większego pogłębienia urazów i oddalenia się od siebie. A zbliżenie się do siebie nie jest w tym momencie czymś co możecie osiągnąć (chyba, że się mylę). Mieszkając osobno, macie czas na uspokojenie siebie, odzyskanie komfortu, oddechu. Jak każdy dojdzie na osobku do siebie, to wtedy zacznie analizować małżeństwo i swoje w nim postępowanie. Jeśli jest miłość, to i przyjdzie tęsknota i chęć naprawienia małżeństwa, bycia dalej ze sobą.
3 2015-02-22 16:47:46 Ostatnio edytowany przez ala.makota55 (2015-02-22 18:21:00)
...
Mi się nie udało naprawić relacji żyjąc wspólnie pod jednym dachem. Byliśmy tak zakleszczeni, dziś powiedziałabym, że zatruci złymi emocjami, że pomimo starań (bo oboje się kochaliśmy bardzo) to się nie udawało, a nawet było gorzej. Ale to moje doświadczenie.
Druga kwestia - nie możesz się tak bać. Dobrze wiesz (np. czasami jest tak z przyjaciółmi czy w rodzinie, że ktoś się ostro poprztyka, jest ostro, ludzie nie widzą się jakiś czas, miesiące, rok, a jak się potem spotkają, to już tamto nie ma znaczenia, czas po prostu uleczył rany), że czasami jest taka sytuacja patowa, że nie idzie nic zrobić. Porozmawiaj z nim po prostu o takiej opcji. Zapewniam Cię, jeśli się kochacie, to to będzie dla was lekarstwo. Po prostu chodzi o to, żeby nie generować więcej złych emocji, ludzie są polami energetycznymi, jak zacznie nas drażnić pole innej osoby, to już nie ma zmiłuj. Trzeba się po prostu oczyścić. Separacja jest dobra, bo można wrócić do siebie po restarcie, z dystansem. Trwając w takim impasie, można naprawdę pomyśleć, że się już nie kocha tej drugiej osoby, nie chce się z nią żyć (bo się alergicznie reaguje na nią), a to nie jest prawda, a to prowadzi bardzo często do rozwodu.
5 2015-02-22 17:13:36 Ostatnio edytowany przez ala.makota55 (2015-02-22 18:21:21)
...
hmm, powiem szczerze, że obawiam się takiego kroku. Mnie się wręcz wydaje, że już jest ciut lepiej, bo inaczej ze sobą rozmawiamy (fakt, że mało tego, ale ton jest inny niż 2 dni temu). Zresztą mój mąż jest taką osobą, że taka wyprowadzka nic by mu nie dała, jestem tego pewna. Zresztą skoro się nie wyprowadził to raczej tego nie chce... A czemu nie przyjąć takiej opcji, że skoro ja się odsunęłam a nigdy tak nie robiłam to on to odczuje, bez separacji czy wyprowadzki?
I z tymi konfliktami akurat u niego w rodzinie jest tak, że już dobre kilka lat pewne osoby się nie odzywają do siebie i czas nic nie zmienia - bo mają uparte i zawzięte charaktery. I dokładnie taki jest mój mąż. Dlatego wolałabym spróbować inaczej...
No właśnie musisz dopasować strategię do tego, co jest dla was najlepsze. Tutaj na forum znajdziesz różne doświadczenia, podejścia, rozwiązania. Kibicuję w każdym razie
.
7 2015-02-22 17:25:35 Ostatnio edytowany przez ala.makota55 (2015-02-22 18:21:35)
...
dziękuję
a powiedz tak szczerze, czy to, że śpi ze mną, że nie zdjął obrączki może dawać mi nadzieję, że będzie lepiej?
Wiesz, nie wejdziesz mu do głowy. My jak byliśmy razem to nawet łóżko wskazywałoby, że jest super i bosko. A nie było. Nie wiesz co myśli tak naprawdę. Nie znam was też i waszych zwyczajów.
9 2015-02-22 17:45:53 Ostatnio edytowany przez ala.makota55 (2015-02-22 18:21:47)
...
powiem tylko tyle - kiedyś jeszcze jak nie byliśmy jeszcze małżeństwem ale mieszkaliśmy razem i też doszło do słów, że to koniec, spał osobno na innym łóżku..
W takim razie, to żadna nadzieja. To nic nie znaczy.
11 2015-02-22 17:52:00 Ostatnio edytowany przez ala.makota55 (2015-02-22 18:22:01)
...
Myślę, że może mogłoby pomóc mieszkanie przez chwile osobno. Pomogłoby Wam odciąć się od złych emocji i zdecydować w jedną, albo w drugą stronę.
Moja dobra koleżanka miała nieco inny problem - mianowicie mieszkała z narzeczonym w jednym pokoju w domu swojego ojca. Zaręczyli się, ale jakoś tak zdecydować się na ślub nie mogli, zwlekali i zwlekali. W końcu ojciec się wkurzył, pojechał i zabukował im sale weselną, bez ich wiedzy. Postawił ich przed faktem dokonanym. Oni się przez to pokłócili, zerwali, narzeczony się wyprowadził. A jak emocje opadły, to do siebie wrócili, wyznaczyli swoją datę ślubu i teraz są małżeństwem.
Ta rozłąka im pomogła spojrzeć na sytuację z boku. To jakby myśleć, co by doradzili znajomym w takiej sytuacji. Może tak na to spójrz - co poradziłabyś komuś w takiej sytuacji?
Ważne, żeby nie było wam za wygodnie i powiedzmy będziecie sobie tak żyli obok siebie następne miesiące bez decyzji żadnej.