netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Ta zła

8 odpowiedzi2 263 wyświetleniazałożony przez zonaaa, 18.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 9 ]

1

Temat: Ta zła

Cześć. Postanowiłam tu napisać, bo niestety nie mam z kim pogadać...

A więc jesteśmy małżeństwem od 2 lat. Razem jesteśmy prawie 6. To jest dobra relacja, chociaż wiele razy bardzo mnie zawiódł. Jednak, nie wiem... Jestem uodporniona, nie czuła?? Moje rodzice wychowywali mnie twardą ręką - znęcanie psychiczne na porządku dziennym. Przeprowadziłam się do niego po niecałym roku znajomości. Przy nim odżyłam. W pełni.

Przed moją wyprowadzką moja kochana babcia miała udar mózgu. Gdy przywieźli ją do szpitala już nie mówiła i była w połowie sparaliżowana. Bardzo odbiło się to na moim zdrowiu psychicznym. Odwiedzałam ją codziennie. On nigdy nie poszedł ze mną. Mówił, że nie wiedziałby co powiedzieć, jak się zachować. A ja chodziłam i chodziłam i pieprzyłam jej o pogodzie na polu - nawet nie wiedziałam czy mnie rozumie. Zmarła po roku wegetowania. On nie był na pogrzebie, bo poszedł do pracy - nawet nie zapytał czy dostałby wolne, po prostu stwierdził, że nie dostanie i już. Już wtedy chciałam się spakować i po prostu odejść. Ale dokąd?? Nie miałam gdzie - nie chciałam wracać do domu. On przeprosił. Wybaczyłam. Później nie pojechał na jej grób w pierwszą rocznicę, bo dzień wcześniej zapił. Tak samo było rok później.

Mieszkaliśmy z jego matką - wdowa, nałogowa pijaczka - wielokrotnie mu to mówiłam, żeby zobaczył co ona robi, że to jego matka, żeby jej pomógł, ale on nie chciał tego widzieć. Miał swojego kochanego brata i kolegów, a ja musiałam wysłuchiwać jej pijackich bełkotów niemal codziennie. Nie chciałam jej zwracać uwagi - to nie moja rodzina, nie mam prawa. Byłam wykończona psychicznie. Później było tylko gorzej. Okazało się, że ona przez swoje pijaństwo zadłużyła całe mieszkanie, nie płaciła kredytu, chociaż my wszyscy nie płaciliśmy jej mało za mieszkanie i to każdy od łebka. Wtedy on wziął się w końcu w garść, zaczął z nią rozmawiać, chcieli rozwiązać jej problemy w rodzinie. Obeszłam to, że tak powiem szerokim łukiem.

Zaczęliśmy życie na swoim - wzięliśmy kredyt na mieszkanie. Jakoś się układało - on miał dobrze płatną pracę, ja w sumie też. Nigdy nie żyliśmy od miesiąca do miesiąca. Wesele - w całości opłacone przez moich rodziców - jego matka nie dała złamanego grosza. W niczym nam nawet nie pomogła. Ale nie obchodziło mnie to - to był nasz dzień i nie zepsuła mi go nawet pytaniem o godzinie 22, czy musi tu jeszcze siedzieć. Ehh...

Bardzo cieszyło mnie nasze życie. Nie obchodziło mnie, że miesiąc spaliśmy na materacach, ani, że drzwi się nie domykają. To był nasz dom, nasze miejsce. Nie było nas co prawda stać na remont, wszystko robiliśmy bardzo powoli, ale on miał wiecznie niedosyt. Chciał pieniędzy, remontu na raz, samochodu... A nas nie było na to stać. Pobąkiwał coś o wyjeździe za granicę, a ja mówiłam mu żeby cieszył się z tego co ma, że nie żyje nam się źle, ale jemu było mało. Dodatkowo jego brat wyjechał - chciał jechać do niego.

I wtedy straciłam pracę... Przepłakałam cały dzień, ale trudno. Trzeba wsiąść się w garść, żyć dalej. Wiadoma kolej rzeczy - CV leciało wszędzie gdzie się da, ale stawki... Hmm - kiepsko. I wtedy zadzwonił jego brat, że jest dla nas praca za granicą. Bardzo się łamałam - nie znam języka, nie chciałam zostawiać Polski, rodziny przyjaciół... Ale jemu świeciła się już tylko lampka w głowie - PIENIĄDZE. Nalegał byśmy spróbowali, że jak nam się nie spodoba, to wrócimy. Uległam.

Jesteśmy tutaj już prawie pół roku. Ogólnie to pracujemy osobno (kobiety same i mężczyźni sami). Mamy 3 współlokatorów, w tym jego brata. Wiecie co?? Nie podoba mi się tu. Praca jest ciężka, ale o dziwo tylko dla kobiet. Wykańczająca psychicznie i fizycznie. Miało być 8 h dziennie, a jest nawet i 14 h dziennie. Miała być kwota X, jest kwota o jakieś 300 euro mniejsza. Miała być zielona wyspa, a jest mały obóz. I mówię tu tylko p pracy dla kobiet, bo on ma całkowicie inne warunki. Dodatkowo nie radzę sobie w ogóle z językiem. Obcokrajowcy ze mną nie rozmawiają, z brygadzistami włącznie. Zawsze ktoś mi coś tłumaczy. Strasznie męczy mnie to psychicznie. Nie umiem sama zagadać, zresztą oni omijają mnie szerokim łukiem.

On dobrze wie jak się tu czuję. Obiecał, że będzie rozglądał się za czymś innym. Jego brat dzisiaj szyderczo zagadał, czy zmieniam pracę, bo przecież mi się nie podoba, a ja mówię, że tak, że tu nie zostanę. On mnie wyśmiał. Po prostu wyśmiał. Że nie wiem co mówię, że na jaką niby pracę, że nie ma pracy, że tu jest super. A mój mąż stanął po jego stronie. Powiedział mi, że sama nie wiem czego chcę w życiu, że nic mi się nie podoba. Przytaczał mi dawne nasze rozmowy, że w poprzedniej pracy też mi się coś nie podobało. I to wszystko przy swoim bracie.. Poszłam do swojego pokoju. On przyszedł i dalej na mnie z mordą. Że ja ciągle narzekam, że nic mi się nie podoba, że mam mu powiedzieć czego chcę w życiu. Że ciągle najeżdżam na jego brata, na jego matkę. Że jak chce to mogę wracać do Polski. I ja mu mówię, że rozumiem, że on zostaje, że to koniec, a on, że tego nie powiedział. nie o to mu chodzi. To były ostatnie słowa jakie dzisiaj zamieniliśmy.

Co ja mam robić?? Mam już dosyć - nie mam tutaj nikogo. On ma brata, a ja jestem sama. Po prostu sama.

2

Odp: Ta zła

Z tego nic nie będzie..facetem ewidentnie kieruje brat i pieniazki. Wracaj do Polski,tu zawsze jakaś praca się znajdzie... A i pogadać będzie z kim :-)

3

Odp: Ta zła

Kobieto przestań narzekać i zamiast być wieczna malkontentką weź się w garść, naucz w końcu języka - sorry ale pół roku to aż nadto aby poznać język obcy i zacząć się samodzielnie porozumiewać. Nie ma co sie nad sobą użalać, że miało być pięknie a jest do d...y.
Czyja to wina ? czy tylko złego świata na zewnątrz ? A nie pomyślałaś o tym ze te 300 Euro mniej to dostaje ktoś kto musi Cię "niańczyć" w pracy i tłumaczyć wszystko ? Sorry że tak brutalnie to piszę ale albo zaczniesz żyć i brać odpowiedzialność za swój przyszły los albo dalej będziesz się użalać nad sobą i wtedy fakt najlepiej wrócić do kraju i szukać pracy za 1750zł brutto. Twój mąż będzie Cie wspierał tylko jeśli pokażesz, że starasz się i chcesz razem z nim budować przyszłość gdziekolwiek los Was rzuci. Biadolenie tylko go zniechęci i prędzej czy później jakaś inna bardziej przebojowa kobieta zajmie Twoje miejsce... tak jest według mnie brutalna prawda.Pozdrawiam i trzymam kciuki za Twoją wolę walki w życiu o własne szczęście wink

4

Odp: Ta zła

Ja tez bym wracała

5

Odp: Ta zła
Mamut napisał/a:

Czyja to wina ?.

Jej męża bo to był jego pomysł,dziewczyna nie chciała opuszczać kraju.

Mamut napisał/a:

Twój mąż będzie Cie wspierał tylko jeśli pokażesz, że starasz się i chcesz razem z nim budować przyszłość gdziekolwiek los Was rzuci.

Ona już pokazała że się stara jadąc tam z nim..mieli tylko spróbować a jak im nie wyjdzie to wracać,od początku mówiła że chce zostać,że nie zna języka itd. Jednak postanowiła zaryzykować i pojechała.. Nie wyszło jej i chce wracać a facet odwrócił sie od niej i fochy strzela. Zamiast ja jakoś wspierać to razem z bratem kpią z niej.. Przed wyjazdem jej naobiecywał ze wrazie czego to wrócą i tak na niego można liczyć..


Przyznam rację tylko z tym że w tym czasie w jakim byłaś język można faktycznie bardzo podszkolić..

Mnie to się wydaję ze on tylko tam do brata i pieniędzy chciał jechać..resztę ma gdzieś.. Kobieto wracaj do Polski i się nim nie przejmuj.Może wtedy zobaczy co robił źle..

6 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-02-24 15:14:39)

Odp: Ta zła
Mamut napisał/a:

Kobieto przestań narzekać i zamiast być wieczna malkontentką weź się w garść, naucz w końcu języka - sorry ale pół roku to aż nadto aby poznać język obcy i zacząć się samodzielnie porozumiewać. Nie ma co sie nad sobą użalać, że miało być pięknie a jest do d...y.
Czyja to wina ? czy tylko złego świata na zewnątrz ? A nie pomyślałaś o tym ze te 300 Euro mniej to dostaje ktoś kto musi Cię "niańczyć" w pracy i tłumaczyć wszystko ? Sorry że tak brutalnie to piszę ale albo zaczniesz żyć i brać odpowiedzialność za swój przyszły los albo dalej będziesz się użalać nad sobą i wtedy fakt najlepiej wrócić do kraju i szukać pracy za 1750zł brutto. Twój mąż będzie Cie wspierał tylko jeśli pokażesz, że starasz się i chcesz razem z nim budować przyszłość gdziekolwiek los Was rzuci. Biadolenie tylko go zniechęci i prędzej czy później jakaś inna bardziej przebojowa kobieta zajmie Twoje miejsce... tak jest według mnie brutalna prawda.Pozdrawiam i trzymam kciuki za Twoją wolę walki w życiu o własne szczęście wink

nie rozumiesz jednego ONA NIE CHCE TAM ZYC wiec po co ten twój nalot na nią,ze tak spytam ,mieszkales kiedyś na obczyźnie? bo ja tak i wcale nie tesknie do tego,dziewczyna ma prawo do życia w swoim kraju,nie kazdy nadaje sie na eksport ????,to zachlysniecie sie ,,zagranicą,,, ech.....
jej maz ,a również poniekąd sytuacja wymusila na niej to ze jest gdzie jest,pracuje gdzie pracuje,nie kazdemu musi podobac sie praca ponizej kwalifikacji,na tzw,,taśmie,, ciz dziewcxyna do tego nie zna języka,tu moglaby jednak zadzialac....

ale ja uwazam ze nie tutaj tkwi sedno problemu,mieszka ,,na kupie,, jeszcze ten braciszek,ech to niestety czeste ze ludzie ,,ściągają,,tam rodzine by bylo taniej mieszkac itd ,w jej sytuacji jest koszmarniej bo jeszcze tam jacys obcy mieszkaja,zero intymności,komuna zupełna...CZYM TU SIE JEST ZACHWYCAC,porazka totalna.....za to maz wniebowzięty widzę,zadowolony z siebie jak cholera i dziwi sie dureń co jej nie pasuje,nie pasuje jej mieszkanie z bratem i obcymi,nie pasuje jej praca,wszytko,nie ma wsparcia ,Malo tego maz warczy na nią przy bracie ona ma zerowe wsparcie w nim,ni rzeczywiście tylko jej dokop jeszcze jaka to niewdzięczna baba z niej ,omg

dodam jeszcze ze w takich warunkach i na takich zasadach nie bylabym tam ani godziny i dziewczyna musi chyba bardzo kochac tego męża ze to wytrzymuje,a on cóż...,zależy do jakich kto standartow jest przyzwyczajony

7

Odp: Ta zła

Ciekawe skąd się wzięło 2 mln Polaków, którzy wyemigrowali i jakoś nieśpieszno im wracać. Szanowne Panie widzą w Autorce "biedna skrzywdzoną kobietę" ja natomiast widzę, że ona reprezentuje typ kobiety, która szuka zawsze usprawiedliwienia, że jest źle obwiniając wszystkich byle nie siebie. W jednym chyba jednak powinienem przyznać Wam rację... to nie ma szans przetrwać, czas na rozstanie i powrót do PL
LUSILJU - owszem byłem i mieszkałem poza PL - teraz mogę spokojnie żyć w PL i nie narzekać wiecznie ze mam pod górkę, obwiniając wszystkich i wszystko byle nie siebie ...

8

Odp: Ta zła
Mamut napisał/a:

Ciekawe skąd się wzięło 2 mln Polaków, którzy wyemigrowali i jakoś nieśpieszno im wracać. Szanowne Panie widzą w Autorce "biedna skrzywdzoną kobietę" ja natomiast widzę, że ona reprezentuje typ kobiety, która szuka zawsze usprawiedliwienia, że jest źle obwiniając wszystkich byle nie siebie. W jednym chyba jednak powinienem przyznać Wam rację... to nie ma szans przetrwać, czas na rozstanie i powrót do PL
LUSILJU - owszem byłem i mieszkałem poza PL - teraz mogę spokojnie żyć w PL i nie narzekać wiecznie ze mam pod górkę, obwiniając wszystkich i wszystko byle nie siebie ...

no widzisz z jakichs powodow wrociles ,wiec jest nas wiecej,ja lubię swój kraj ,jakkolwiek to nie zabrzmi i wcale sie tego nie wstydzę,owszem lubię podróże,chętnie tez wracam w różne miejsca ,ale moje miejsce na ziemi jest wlasnie tu,moze to nie modne,ale co mi tam ...nie musze byc modna

Posty [ 9 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026