Jestem młodą mamą. Jestem na etapie kiedy mogę dość dobrze pokierować swoją przyszłością. Studiuję zaocznie, nie mam doświadczenia w pracy, ale dużo wolnego czasu. Chciałabym się rozwijać, mieć dobrą pracę. Mój facet mimo młodego wieku osiągnął bardzo dużo, wciąż się zastanawiam jak to możliwe, że on ma tak dużo a ja wielkie nic. Zastanawiam się gdzie chcę siebie widzieć za pół roku, za dwa lata... Niby widzę piękny szczęśliwy obraz siebie, ale to jest tak odległe, że uważam, że w sumie i tak mi się nie uda tego osiągnąć. Przytłacza mnie moja miejscowość, nawet bliscy. Cała monotonia, nie chcę tak. Ze względu na to, że nie mam jak się utrzymać sama, mieszkam z rodzicami. Przez moje lenistwo i brak wiary nie zrobiłam nic, żeby zapewnić sobie godną teraźniejszość. Dopada mnie frustracja. Chcę zamieszkać razem z moim facetem, tam czułam, że żyję. Przechodząc do meritum - wiele dziewczyn zarabia pieniądze będąc na macierzyńskim, rękodzieła, butik online, blogowanie, stylizacja paznokci... wiele możliwości. A ja ? Nie potrafię nic sobie zorganizować. Patrzę na ludzi z mojego miasta i widzę na prawdę mądre, miłe, ładne dziewczyny, które pracują za 1200, codziennie robiąc to samo. Nie umiem tak żyć jak one. Ale wciąż się z nimi utożsamiam, skoro one mają takie życie to ja tym bardziej nie zasługuję na lepsze. Boję się krytyki, sądzę, że nawet gdybym zaczęła robić coś na czym mogłabym zarobić to i tak nikt tego nei kupi, nie mam grona fanów, znajomych... Nie mam tak ciekawego życia, żeby pokazywać je na instagramie i się lansować. Wydaje mi się, że przez strach nie mam pomysłu na siebie. Nie umiem wybić sobie tego głupiego myślenia z głowy. Gdzieś tam w środku wiem, że stać mnie na wiele, że mogę mieć takie życie jakiego pragnę, ale za żadne skarby nie umiem postawić na coś i realizować się.
Przeglądałam dziś oferty pracy, gdybym rok temu zaczęła interesować się tym o czym mój chłopak ma wiedzę w małym palcu dziś mogłabym zarabiać 3000zł. Ale oczywiście "cudowna ja" mimo tego, że ten temat mnie interesuje nawet, zdobywanie wiedzy w tym zakresie ciągle przekładałam na "jutro", bo ciągle myślę, że tak obszerną wiedzę nie jestem w stanie pojąć.
Głupio mi już, że jestem tak nieporadna, że żyję na garnuszku rodziców i nie robię nic mimo tylu możliwości.
Mój facet najpierw mi o czymś mówi, a później okazuje się, że to ma. Nie widzę u niego zbytniego wysiłku. Może nie potrzebnie się łudzę, że wszystko mogę osiągnąć, może jestem zbyt mało zaradna i odpowiedzialna, żeby zarobić godne pieniądze.
Czy może mi ktoś uświadomić parę ważnych, życiowych kwestii?