cześć... na wstępie zebyscie mogły zrozumieć o co mi chodzi zarysuję lekko swoją sytuacje. Mam 23 lata, mam wspaniałego chłopaka z mojego wieku. Jesteśmy razem 4 lata od 3 lat mieszkamy ze sobą (łatwiej oraz taniej) Bardzo go kocham i nie podlega to dyskusji. Większość moich koleżanek weszło w okres zaręczyn i ślubów. Nie powiem że przez to czuję pewną zazdrość. Wiem ze jestem o tyle do przodu, że mieszkamy razem, mam go nacodzień i tp. Ale jak słyszę o kolejnych zaręczynach to czuję się taka zazdrosna... dodam że niektóre z koleżanek mają już dzieci. Ja pracuję i studiuję zaocznie, on studiuje dziennie. Wiem, że wesele to też koszty.. no i po co się spieszyć no ale.. no wiem też że mnie kocha i cały czas mi to powtarza no ale.. zazdroszczę tym dziewczynom które planują śluby, a nawet tym co są zaręczone. Jedna z moic koleżanek zaręczyła się miesiąc temu a termin ślubu mają na zza 2 lata czyli to też nie jest tak szybko. Straszne jest to, że mam wrażenie że dałoby mi to większe poczucie bezpieczeństwa karcę się często za to no bo ślub tak naprawdę nie utrudnia bardzo rozejścia się (patrzcie ile jest rozwodów). Jak rozmawiam z koleżankami i pytają mnie kiedy ślub czuję dziwne ukłucie w żołądku i mówię że się nie spieszymy itp tid.. Nie chcę poruszać tego teamtu z chłopakiem. Uważam że to nie fair w końcu to byłoby jak wymuszanie oświadczyn a to nie tak powinno się chyba odbywać. Często łapię się na tym, że myślę że ciąża mogłaby mi pomóc. Ale to już przecież wariactwo! Wiem, że sama nie jestem gotowa na dziecko a chwilami chciałabym je wykorzystać do.. no właśnie do czego? Wiem, wiem że to głupie myślenie po prostu czasmia.. tak mi jakos przykro że nie mam tego żelastwa na palcu. Zwłaszcza ze wiecie jak jest w rodzinie: " a to wy na poważnie? , a kiedy ślub, a myśleliście coś o tym" i co mam powiedzieć : Ja tak ale on nie?
Nie piszę tego żebyście podały mi jakąś radę co z tym mam zrobić, lub jakieś rozwiązanie mojej patowej sytuacji. Napiszcie tylko jeżeli również jesteście w związkach a czasem miewacie takie myśli. Żebym wiedziała ze nie jest ze mną tak źle a to po prostu babska logika nakłania mnie do głupich myśli.
Podobne tematy
Chłopak studiuje dziennie - jak się utrzymujecie?
Jak Tobie zależy na ślubie to mu o tym powiedz. Jak bardziej jednak zależy otoczeniu, rodzinie to nie warto póki co. Po ślubie będą dopytywać: "a kiedy dziecko?", "myślicie o tym?", itp, więc dziecko też byście zmajstrowali dla innych?
Hej Basienkatt, ja mam dość podobną sytuację, bo mam prawie 23 lata mój facet 26 i on dopiero co niedługo skończy studia ja mam jeszcze 3 semestry magisterki, jesteśmy razem prawie 7 lat i nie mam takiego ciśnienia na ślub, bo po prostu najpierw chcemy ustabilizować nasze finanse. Wiadomo, jak oboje studiujemy zaocznie to zarabiamy, ale też wydajemy kupę kasy na szkołę, a znowu jak mamy brać ślub, bo tak już wypada, bo koleżanki biorą to my wolimy i tak trochę poczekać, niż potem ledwo wiązać koniec z końcem. Odkładamy kasę i pozwalamy, żeby wszystko działo się w swoim tempie. Moje koleżanki też już masowo zaczęły wychodzić za mąż, ale ja nie patrze na nie, bo każdy z nas ma inną sytuację. Niektórym rodzice wszystko finansują wesele, mieszkanie itp, itd, a my dochodzimy do wszystkiego sami i dajemy sobie czas. Ciśnienie na pewne rzeczy tylko może zepsuć humor. Jeśli chcesz ślubu to przede wszystkim twój chłopak powinien przejść na tryb zaoczny studiów i iść do pracy, bo nawet jeśli rodzice wam pomogą to chyba nie będą was tak utrzymywać? Myślę, że poczekaj aż skończycie studia, ważne jest to, że jest wam razem dobrze, a jak już mieszkacie razem to w ogóle bym się za dużo nie przejmowała, przecież na chwilę obecną ślub by tylko zmienił twoje nazwisko w dowodzie, bo i tak na razie nie macie czasu na dziecko i nie planujecie kredytu, czy takie tam przyziemne sprawy.
Witaj Droga Autorko,
z Twojego posta niestety ale bije wielkie zamieszanie dotyczące tego jak inni (nieświadomie) wmówili Ci całe to wariactwo. Z jednej strony podglądasz swoje koleżanki (pewnie na FB, zdjęcia uśmiechniętych dziewczyn, pierdzenie serduszkami itp) z drugiej rodzina i wypytywania. Nie daj się zwariować! Sama piszesz " żelastwa na palcu". Naprawdę chodzi tylko o to aby być w posiadaniu tego żelastwa, aby pokazać innym? Nie chodzi Ci o coś więcej? Pierścionek jest pewną formą deklaracji, podjęcia chęci patrzenia w przyszłe życie razem ale niczego nie gwarantuje. Ciesz się szczęściem, które masz w tej chwili i nie patrz na koleżanki. Każdy ma swoją ścieżkę i myślę, że warto jeszcze poczekać.
Amethyst dziękuję za Twoją odpowiedź. My niby nie mamy problemów finansowych (bo nie musimy utrzymywać się sami) mieszkamy u niego w domu rodzinnym ja się do wszystkiego dokładam on studiuje dziennie (to odpowiedź dla marmolady) więc utrzymują go rodzice (bardziej chyba z ich decyzji niż jego). Ma specyficzny kierunek studiów ponieważ jest to prawo no i skupia się na nauce żeby dostać sie na dobrą aplikacje. Ja czuję, że mam dość życia na garnuszku rodziców, pomimo ze przyszło mi to trudno od 2 latach oddciełam się od środków finansowych rodziców i staram się radzić sobie sama pomimo ich niezadowolenia. Ślub uważam, że i jego zmusiłby do bardziej samodzielnego myślenia. Amethyst wy z chłopakiem wspólnie planujecie finanse i tego wam zazdroszczę, u nas nie ma takich rozmów "no bo nie trzeba" a mi chyba właśnie tego brakuje. tego zebysmy mogli zacząć myśleć o układaniu wspólnego życia. Mi się juz znudziło studiowanie i wydawanie nie swoich pieniędzy.. on nigdy nie pracował i patrzy na to inaczej. Tak jak wspomniałam chyba zbyt wiele wiążę z tym "slubem" dla mnie byłby on początkiem nowego, zmianą nastawienia, nie wiem czym jeszcze. A jak wspominasz... to tylko zmiana nazwiska w dowodzie. Wiem, że pewnie za bardzo ciągnie mnie do dorosłości i tych wszystkich problemów które ona ze sobą niesie... ale naprawdę chciałabym już zacząć nasze życie.. a nie trwać w moim i jego tylko że obok siebie.
7 2015-02-12 13:24:18 Ostatnio edytowany przez Lala1234 (2015-02-12 13:25:16)
Już pomijam fakt, że jesteście bardzo młodzi plus z Twojego posta bije niedojrzałość, ponieważ za bardzo przejmujesz się opinią otoczenia itd...
Ale z praktycznej strony - kolejność jest odwrotna chyba. Najpierw jesteśmy samodzielni, niezależni finansowo, a później decydujemy się na zakładanie rodziny.
Dla mnie to by było wręcz żenujące - oświadczyny, zaproszenie do wspólnego życia od mężczyzny, którego utrzymują rodzice... I bynajmniej nie mam na myśli, że w jego przypadku utrzymywanie przez rodziców jest jakąkolwiek patologią - bo nie jest. On jest młodym gościem, uczy się, bierze szanse, które daje mu los.
Wszystko jest ok, a Ty wymyślasz problem ![]()
Ogólnie jak czytam wasze wypowiedzi to czuję, że dostałam kopa w tyłek.. którego potrzebowałam. Za dziecinne myślenie. To nie tak, że jestem dziecinna. Nie czuję się taka. Przeszłam wiele, pochodzę z rozbitej rodziny na co często zrzucam winę za to, że tak szybko chcę założyć swoją aby udowodnić sobie, że mogę. Że mogę żyć w kochającej się rodzinie gdzie rodzice się nie kłócą. Czuje się jakbym miała rozdwojenie jaźni, ponieważ potrafię wytłumaczyć sobie swoje głupie myśli po czym wpadam na jeszcze głupsze. Macie we wszystkim racje. Piszecie to co wiem, ale nie chcę na to zwracać uwagi. Fakt, jestem za młoda, fakt on jest za młody.. fakt mam dziecinne podejście. Ale dziękuje, że to czytacie. Naprawdę nie mam u kogo zasięgnąć opinii. Naprawdę nie ma kto mnie kopnąć w tyłek
za niedojrzałość.
No to się cieszę Autorko. Czasem jest tak, mówię z własnego doświadczenia, że jak przeczyta się to co się napisało na forum - to aż trudno w to uwierzyć - we własną głupotę ![]()
Może zauważyłaś, że gdy musimy/chcemy utrzymywać się samodzielnie kompletnie zmienia nam się tok myślenia. Zaręczyny jak najbardziej, ale zawierać związek małżeński, gdy w pełni nie jesteście niezależni finansowo to strzał w kolano. Aby stworzyć rodzinę trzeba mieć stabilizację finansową (nie mówię, że masz zarabiać tysiące
), aby czuć prawdziwą odpowiedzialność za Swoje działania i roztropnie planować przyszłość. Jeśli będzie ślub i dalej mieszkanie w domu "teściów", a nie daj Boże będziecie mieli dziecko. Zobaczycie, jak Twoi "teściowie"/rodzice zaczną "pomagać". Niekiedy pomoc jest potrzebna, ale ciągłe mieszkanie może po jakimś czasie denerwować. Niektórzy nie rozumieją zdania "jak będzie mi potrzebna pomoc to poproszę", tylko ciągle krążą jak komary w nocy
wokół Ciebie pomagając Ci kiedy tylko mogą, co jest chyba bardziej denerwujące, niż pomocne. Chyba, że ktoś jest niesamodzielny/niedojrzały i chce zwalać obowiązki matki (czyli własne) na kogoś innego.
Czasami lepiej przejść prawdziwą szkołę życia i korzystać z pomocy od czasu do czasu, bo wówczas różne instytucje typu Urząd Skarbowy, Urząd Pracy itp. już nie będą Ci straszne.
Tak czy inaczej, spróbuj nie ulegać presji otoczenia. Oni mogą Sobie chcieć nawet gruszek na wierzbie, ślub będzie Wasz i ewentualne problemy chyba też?
A niczego nie musisz Sobie udowadniać. U mnie była zdrada ze strony ojca, a nigdy w życiu nie zdradziłam (i nie zamierzam). Ważne, aby uczyć się na błędach innych i być kowalem własnego losu.
Niemieszkanie z teściami nie wchodzi w grę. Rodzice mojego chłopaka rozstali się i tak naprawdę to mieszkam ja on i jego mama. Ona go nie puści z domu. Na samą myśl o tym wariuje. Całe życie poświęciła jemu i jego bratu. Jego brat się wyprowadził (mieszka aż 5 domów dalej) a on został z nią. Jest bardzo troskliwy, nie zostawi jej samej. Dlatego to ja się wprowadziłam. On ma 23 lata a jego mama nadal traktuje go jak dziecko (kanapki, prasowanie ciuchów). Mnie trafia przez to szlak. I tu raz jeszcze... myślę sobie że ten ślub by to zmienił bo on jest samodzielny i odpowiedzialny tylko ona nie chce dać mu tego udowodnić. Nie wiem... ubzdurałam sobie że taki duży krok w życiu jakim jest ślub rozwiązałby wszystkie moje problemy. Mógłby udowodnić wszystkim że to poważne, że nie jesteśmy dziećmi.. ale z tego co piszecie to niczego by nie rozwiązało... nie wiem co zrobić. Chcę coś zmienić, chcę żeby to ruszyło do przodu.
12 2015-02-12 14:55:33 Ostatnio edytowany przez Nektarynka53 (2015-02-12 14:58:34)
Niemieszkanie z teściami nie wchodzi w grę. Rodzice mojego chłopaka rozstali się i tak naprawdę to mieszkam ja on i jego mama. Ona go nie puści z domu. Na samą myśl o tym wariuje. Całe życie poświęciła jemu i jego bratu. Jego brat się wyprowadził (mieszka aż 5 domów dalej) a on został z nią. Jest bardzo troskliwy, nie zostawi jej samej. Dlatego to ja się wprowadziłam. On ma 23 lata a jego mama nadal traktuje go jak dziecko (kanapki, prasowanie ciuchów). Mnie trafia przez to szlak. I tu raz jeszcze... myślę sobie że ten ślub by to zmienił bo on jest samodzielny i odpowiedzialny tylko ona nie chce dać mu tego udowodnić. Nie wiem... ubzdurałam sobie że taki duży krok w życiu jakim jest ślub rozwiązałby wszystkie moje problemy. Mógłby udowodnić wszystkim że to poważne, że nie jesteśmy dziećmi.. ale z tego co piszecie to niczego by nie rozwiązało... nie wiem co zrobić. Chcę coś zmienić, chcę żeby to ruszyło do przodu.
Wróć co to znaczy samodzielność? No właśnie, Twój chłopak jest wygodnicki i jest SZANSA, że w przyszłości zwali obowiązki mamy na Ciebie. Dla mnie to byłby wstyd gdyby mama w liceum miałaby mi robić kanapki do szkoły, prasować itp.
No i Go tak nie wybielaj. Przecież MOŻE jako dorosły człowiek, powiedzieć mamie, że nie musi za Niego robić wszystkich prac domowych. On TYLKO się uczy (przepraszam pracowałam, zajmowałam się domem i studiowałam kierunek techniczny), nie chodzi do pracy to nie może Sam zrobić Sobie jedzenie? Ale to chyba żadna nowość nie będzie, jak Ci napiszę, że taki "kompromis" (mama szczęśliwa, bo czuje się potrzebna; syn szczęśliwy, bo nie musi pomagać) bardzo Mu odpowiada.
Prawdopodobieństwo, że dla Niego ślub będzie powodem do zmian niestety jest niewielkie, bo nie wiesz w jaki sposób On podchodzi do kwestii ślubu. Czy to dla Niego ogromy krok w dorosłość, czy czysta formalność.
Zastanów się dobrze. Mieszkanie z "teściową" to może być istny koszmar. Jeśli będzie sytuacja, że Ty chcesz np. białe krzesło, a Jego mama np. czarne i On będzie musiał wyrazić Swoje zdanie to co zrobi? Stanie przy żonie, czy matce? Będzie pomiędzy młotem, a kowadłem.
Jego mama powinna poszukać Sobie innego hobby, niż nadmierne niańczenie synów. Wyjdzie to Jej, Tobie i Im na dobre. Dzieci nadmiernie wychowane "pod kloszem" zwalają podejmowanie osobistych decyzji na Innych.
Witam z tego co piszesz to masz nie ciekawą sytuację, zwłaszcza z tym że matka twojego partnera za bardzo ingeruje w jego życie... od razu Ci powiem że wyjście za niego za mąż nic nie zmieni a ty będziesz stłamszona przez swoją przyszłą teściową. Szukałam kiedyś podobnych tematów do swojego problemu i znalazłam kiedyś bardzo mądrą odpowiedź pewnej pani. Przekopiowałam ją dla Ciebie. Przeczytaj ją uważnie bo tak może wyglądać kiedyś twoje "dorosłe" życie. Ty co prawda mieszkasz z nim przed ślubem ale jego matka dalej mu kanapki robi i wiele innych rzeczy które sprawiają że traktuje go jam dziecko a nie dorosłego faceta z którym jego dziewczyna mieszka.
"babka_cytrynowa
Niewinne początki
Zarejestrowany: 2013-11-26
Posty: 5
E-mail
Re: Niedojrzały facet, czy tacy ludzie się zmieniają?
Witam wszystkich. Widzę, że temat już dawno zamknięty, ale tak sobie czytam ten wątek, bo mam podobny problem co autorka postu, z tym, że ja wzięłam już ślub z podobnym człowiekiem. I chciałabym dać kilka rad osobom, które zastanawiają się nad tym, czy zakończyć zwiazek czy nie i ustrzec wszystkie dziewczyny przed takimi facetami. Po pierwsze popieram wypowiedź mareny7 oraz olofasolo - najlepiej odzwierciedlają prawdę.
Mój mąż jest niedojrzałym facetem, przed ślubem był taki sam, tylko ja tego nie zauważałam, a może nie chciałam zauważać, myślałam, że wszystko będzie dobrze no i nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak taki człowiek funkcjonuje, gdy mieszka się z nim pod jednym dachem, bo nigdy przed ślubem nie mieszkaliśmy razem i jak jego zachowania mogą uprzykrzyć życie. Brak dojrzałości mojego męża (w dużym skrócie) przejawia się w tym, że nie potrafi wiziąć odpowiedzialności za swoje czyny, z byle problemem leci do rodziców, bo nie chce mu się zastanowić, co lepsze - on nawet nie wie czego chce, co jest dla niego najlepsze, ponieważ przeważnie rodzice za niego decydowali, wmawiali mu, że on czegoś nie zrobi dostatecznie dobrze, wyręczali go we wszystkim (wiem, co mówię, bo teraz mieszkam z teściami). Poza tym żyje z dnia na dzień, zachowuje się jak dziecko, obraża się na mnie, gdy brakuje mu argumentów w dyskusji (wymyśla strasznie dziwne sposoby radzenia sobie z problemami, a jak ja pytam dlaczego tak ma być, dlaczego to jest lepsze, a nie moja propozycja to on nie potrafi odpowiedzieć), nie mam w nim żadnego oparcia, on żyje sam dla siebie, myślę, że on mnie nie kocha albo ta miłość jest bardzo infantylna - kojarzy mi się z miłością do mamusi, która posprząta, ugotuje, wyprasuje, tyle, że jeszcze go zaspokoi, chociaż tutaj mamusia wypada z gry, więc super, mam dodatkową przewage w zaspokajaniu potrzeb mamisynka! Dla niego nic nie jest w danej chwili ważne, tylko on sam, jego potrzeby, mam wrażenie, że uważa, że jemu wszystko się należy, mam skakać koło niego, ale w zamian nic nie potrafi dać. Jak ja czegoś chcę, to albo nie ma czasu albo jest zmęczony, albo odpowiada, że zrobi co chcę, ale nigdy nie zabiarze się za to od razu, czekam miesiąc, dwa, dopiero jak zaczynam robić awanturę to z wielkim żalem i łąską odchodzi od komputera albo odrywa się od innej czynności (oczywiście związanej ze swoją osobą...). Nigdy nie może zrobić czegoś dokładnie jak go proszę, zawsze po swojemu, a to wszystko z lenistwa, żeby jemu było łatwiej, żeby czasem się nie spocił, albo nie zmęczył i nie patrzy na to, że często wyrzuca pieniądze w błoto albo coś jest spartaczone, dla niego to nie ma znaczenia. Czułości prawie wcale mi nie okazuje, czasem jak czegoś ode mnie chce (zazwyczaj seksu) a czasem nawet i przed seksem mnei nie pocałuje, dla niego to jest zwykła czynność jak mycie zębów, nie ma to dla niego żadnej wyższej wartości, tak się zachowuje.
Można by tak jeszcze pisać, mnóstwo okropnych cech mają takie osoby, żeby ich było mniej albo żeby były małoznaczące to bym może dała radę, ale tego już jest za dużo. Wiele razy z nim rozmawiałam, tłumaczyłam, próbowałam przedstawić mu punkt widzenia i podejście do różnych spraw lepsze niż to, którego nauczyli go rodzice, ale to nie skutkuje, on nie wykazuje chęci zmiany, tzn. mówi, że się zmieni i że mam rację, z uśmiechem na ustach przyznaje się, że jest leniwy, że mnie zaniedbuje, ale dla niego to nie są wady i on nie chce się zmienić tak naprawdę. To są kłamstwa, żeby przeciągnąć to wszystko, żebym się odczepiła. Obiecuje, przeprasza, a za miesiąc jest to samo! Tacy FACECI TO OSZUŚCI!!!]
Więc dobrze radzę wszystkim dziewczynom, które mają do czynienia z takim typem - zwiewajcie tak szybko jak tylko się da! Zastanawianie się czy on się zmieni oczywiście ma sens, ale tylko wtedy gdy jesteś gotowa do morderczej pracy, do powtarzania w kółko tego samego, do awantur (czasem po prostu nie da się inaczej, bo nie dociera za cicho powiedziane), do wycieńczenia psychicznego, do poświęcania się wychowaniu takiego delikwenta na nowo, bo mamusia nie potrafiła tego dobrze zrobić niestety. Ale powiem wam szczerze - dziecko jest łatwiej wychować niż dorosłego człowieka. I liczcie się z tym, że nawet jak powie coś, to zawsze za tydzień może zmienić zdanie, jeśli stwierdzi, że jednak to nie jest dla niego wygodne. Więc moim zdaniem: SZKODA ŻYCIA DLA TAKICH FACETÓW! Do dziewczyn z ambicjami, ciekawych świata i mających jakieś poczucie odpowiedzialności i plany na przyszłość - nie marnujcie się przy takich facetach, bo to będzie dla Was udręka. A jak się weźmie ślub...to nic już nie jest takie proste jak zerwanie z chłoptasiem.
Partnera trzeba dobierać sobie pod względem swojego charakteru. Np. osoba odpowiedzialna, lubiąca porządek, potrzebująca wsparcia i czułości będzie się męczyła z niedojrzałym bałaganiarzem egoistą. Każdy musi odpowiedzieć sobie na pytanie - jak wiele jestem w stanie znieść i co mi będzie przeszkadzać, a na co mogę przymknąć oko, bo w dorosłym życiu zostanieci same, bez żadnej pomocy, wszystko bedzie na waszej głowie, łącznie z wielkim dzieciakiem, którego trzeba upominać na każdym kroku i pilnować, żeby czasem nie roztrwonił waszych pieniędzy albo nie zniszczył tego, nad czym długo pracowałaś. Taki balast nie jest nikomu potrzebny, bo to Ty bierzesz za niego odpowiedzialność - on nie potrafi tego zrobić. Mały poemat mi wyszedł, ale mam nadzieję, że da to do myślenia wielu dziewczynom i że dzięki temu mniejsza część będzie później pluła sobie w brodę jak ona mogła wyjść za kogoś takiego?"
Jak widać lepiej dać sobie samej szanse poznania drugiej połówki niż brnąć do ślubu bo później ciężko wybrnąć z niezdrowej relacji - Pozdrawiam
14 2015-02-12 15:11:00 Ostatnio edytowany przez Basienkatt (2015-02-12 15:17:10)
April... jeśli chodzi o teściową (przyszłą niedoszłą) to z nią się nie da rozmawiać. Ja jej mówię że on nie jest dzieckiem to mi płacze, że i tak nie ma co ze soba zrobić a świat się nie zawali bo zajmuje się swoim synem. A jak jemu mówię zeby coś powiedział to mi mówi: wiesz jaka jest, nic jej nie mów to sobie porobi i da święty spokój. Go też denerwuje jej zachowanie ale ona jest po prostu nadopiekuńcza i nie może sobie znaleźć zajęcia. Chciałabym zeby kogoś poznała może nie wiem, wtedy by się to zmieniło ale ona przez 20 lat nie gadała z żadnym facetem i mówi, że nie wie jak się za to zabrać. Prywatnie to jest spoko babka i bardzo ją lubie, ale nie wiem co mam zrobić żeby zrozumiała że jej syn nie jest dzieckiem. Nic nie pomaga, naprawdę. Myślałam nawet o jakimś psychologu, jakiejś terapii. No ale weź namów przyszłą-niedoszłą teściową na coś takiego
Jeśli chodzi o tą wypowiedź którą mi skopiowałaś... no nie czuje się żeby to było aż tak. On nie jest tak- i nie nie piszę tego bo go kocham. W domu robi wszystko, jest bardzo pracowity jeśli chodzi o domowe obowiązki. Nie mogę powiedzieć, ze mnie zaniedbuje. nie chce tylko zrobić przykrosci mamie na której utrzymaniu wciąż się znajduje... nie wiem. Ale nie jest aż takźle jak w poście powyżej. CHyba.
Ale z nią się nie da rozmawiać. Ja jej mówię że on nie jest dzieckiem to mi płacze, że i tak nie ma co ze soba zrobić a świat się nie zawali bo zajmuje się swoim synem. A jak jemu mówię zeby coś powiedział to mi mówi: wiesz jaka jest, nic jej nie mów to sobie porobi i da święty spokój. Go też denerwuje jej zachowanie ale ona jest po prostu nadopiekuńcza i nie może sobie znaleźć zajęcia. Chciałabym zeby kogoś poznała może nie wiem, wtedy by się to zmieniło ale ona przez 20 lat nie gadała z żadnym facetem i mówi, że nie wie jak się za to zabrać. Prywatnie to jest spoko babka i bardzo ją lubie, ale nie wiem co mam zrobić żeby zrozumiała że jej syn nie jest dzieckiem. Nic nie pomaga, naprawdę. Myślałam nawet o jakimś psychologu, jakiejś terapii. No ale weź namów przyszłą-niedoszłą teściową na coś takiego
Słuchaj to Jego matka, nie Twoja! To On powinien starać się zmienić obraz sytuacji w Waszym domu. Przepraszam jeśli to Ciebie urazi, ale jak dla mnie nie widzę, żadnych działań z Jego strony w celu poprawy sytuacji, tak Sobie "cierpi" po cichu. Chcesz mi powiedzieć, że dorosły mężczyzna nie może podejmować decyzji za Siebie samego?
Jego matka potrzebuje pomocy, ALE pośrednio On również jest winny. Zamiast jasno pokazywać niezadowolenie z sytuacji On dał przyzwolenie, czyż nie tak? A skąd Ona miałaby wiedzieć, że Mu to nie odpowiadało?
Powiem Ci jedno, On nie jest samodzielny. Żeniąc się z Nim, żenisz się również z Jego matką - Jej zdaniem, wyborami itp. Czyli powstanie trójkąt
.
Zgadzam sie całkowicie z Nektarynką53. I jeżeli ty nie czujesz sie na siłach zwrócić obcej osobie (czyli jego matce ) uwagi że powinna iśc na jakąś terapie (bo widać że kobieta ma na prawdę problem, który na pewno do niczego dobrego nie prowadzi) to musisz powiedzieć swojemu chłopakowi i on musi zaprosić swojego brata i obydwoje muszą z matką porozamawiać i dać jej namiary na jakiegoś dobrego psychologa czy psychiatrę. Jego matka przez takie zachowanie doprowadzi do tego że między wami będe kiedyś same kłótnie i awantury. A jak urodzi sie kiedyś wasze dziecko to pewnie zrozumie ze jej syn dorósł a swoje zainteresowanie przeleje na wasze dziecko i ty nie bedziesz miała kiedyś nic do powiedzenia w wychowywaniu własnego dziecka. Bo twój przyszły mąż nie stanie w twojej obronie tylko będzie uważał że skoro to mamę to uszczęśliwia to niech tak będzie . Uwierz że ta relacja jaka teraz panuje zdrowa nie jest...
Teściowej nie przekonasz i nie próbuj wchodzić w trójkąt. Twój chłopak musi wyklarować tę relację. A jest mu pewnie wygodnie, tak jak jest.
Z tą teściową to faktycznie troche kiepsko, bo ciężko się żyje z rozpieszczonym facetem i to się już po prostu stało. Myślę, że jedyna szansą żebyś coś zdziałała to będzie wtedy jak ze sobą zamieszkacie, ale SAMI bez teściowej. Problem w tym, że ona całą miłość przelała na niego i nie można powiedziec o niej nic złego, ale z drugiej strony, nie powinna byc taka zaborcza. Ale Ty to sama wiesz, szkoda, że ona nie jest tego świadoma albo nawet nie chce byc. Tak się zastanawiam, czy nawet jakbyście się pobrali to czy wy faktycznie się od niej wyprowadzicie, czy zostaniecie przy niej... Może byc z tym problem. Poza tym najpierw on powinien skończyć swoje studia, a to jeszcze troche potrwa. Więc na razie jesteś wręcz skazana na to, że będziecie tkwić w takim trójkącie. W takiej sytuacji nie będziesz w stanie nad nim "popracowac".
Najpierw skonczyc studia, potem zacząć pracować, potem sie wyprowadzić i choćby cos wynająć, i dopiero wtedy myslec o ślubie. A Mamusie odwiedzać raz na tydzień... Chyba ze dalej będzie traktowac syna jak dziecko to raz na miesiąc
, jeśli teraz sie pobierzecie To jest duże prawdopodobieństwo ze Was wykończy powolutku swoją nadopiekunczoscia i miłością... A rozwody dużo kosztują... Pozdrawiam ![]()
Najpierw skonczyc studia, potem zacząć pracować, potem sie wyprowadzić i choćby cos wynająć, i dopiero wtedy myslec o ślubie. A Mamusie odwiedzać raz na tydzień... Chyba ze dalej będzie traktowac syna jak dziecko to raz na miesiąc
, jeśli teraz sie pobierzecie To jest duże prawdopodobieństwo ze Was wykończy powolutku swoją nadopiekunczoscia i miłością... A rozwody dużo kosztują... Pozdrawiam
Zgadza się, tylko gorzej jak teściowa będzie ich sama odwiedzała albo co gorsza chłopak nie odpusci sobie "obiadków" u mamusi. Jeszcze może byc problem jak on będzie od swojej kochanej oczekiwał takiej samej (opieki) wyręczania we wszystkim do jakiego został przyzwyczajony przez mame.