netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Trudna sytuacja w zwiazku....

12 odpowiedzi2 270 wyświetleńzałożony przez justa0614, 06.02.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Trudna sytuacja w zwiazku....

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 13 ]

1

Temat: Trudna sytuacja w zwiazku....

Witam,

Chcialabym opisac swoja historie i poznac wasze opinie na ten temat, bo sama nie wiem, co mam robic w tej sytuacji.
Jestem w UK od 6 lat z hakiem, od prawie 3 jestem rowniez w zwiazku z mezczyzna, on ma 35 lat ja 34. Gdy sie poznalismy od poczatku zastrzeglam, ze nie szukam przygody, czy faceta na kilka tygodni, on zreszta stwierdzil to samo. Po jakims czasie zamieszkalismy razem. I tak sobie zylismy, poznawalismy sie, wspolne wyjazdy wakacyjne, wspolne odwiedziny rodzin w Polsce itp. Czas niestety nie stoi w miejsua ja zapragnelam powazniejszych deklaracji, ustabilizowania zycia, zalozenia rodziny, dzieci. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy on mi odparl ze nie jest jeszcze na to gotowy, ze nie dojrzal do tych decyzji...Tym sie tlumaczyl po pierwszej takiej rozmowie. W ogole to mialam pewne opory przed rozpoczeciem tego tematu, bo sadzilam, ze on wreszcie zacznie pierwszy, no ale gdybym nie zaczela to pewnie do tej pory bym nie wiedziala, na czym stoje. Zreszta teraz nie wiem juz zupelnie...Dodal tez ze zawsze bal sie tego tematu, ze pochodzi z rodziny, gdzie byl alkohol i malzenstwo bylo przez to nie udane(ojciec jego zmarl przez alkohol), ze zna rowniez historie ze swojego otoczenia o malzenstwach, ktore sie nie udaly i rozpadly. Wiadomo, jesli sie nie podejmie tego ryzyka, to nigdy se nie bedzie wiedzialo, jak jest po tej drugiej stronie, takie jest moje zdanie. Ale ja dalej ciagnelam ten temat, poniewaz takie tlumaczenia nie dawaly mi spokoju. Zapytalam rowniez czy on widzi nas jako rodzine i jak to widzi; odparl ze wyobraza sobie dom, nas, dzieci, ale wszystko bez slubu czyli jak dla mnie zwiazek, z ktorego w razie czego mozna szybko sie wycofac. Wedlug niego papierek nic nie zmienia.. Nie ukrywam, ze zalegalizowanie zwiazku jest dla mnie bardzo wazne takie mam pragnienia, postanowienia. Oczywiscie nie obylo sie bez sprzeczek w tej kwestii, poniewaz skoro on ma swoja racje, ja swoja, to nasze drogi sie niestety roznia. Wiec o tym mu rowniez powiedzialam, ze nie wiem jak dlugo bede jeszcze czekac i moze w takiej sytuacji lepiej jest zyc osobno, niz czekac na cos co nigdy sie nie wydarzy. W sumie to nie dowiedzialam sie jakie sa jego plany w stosunku do mnie. Bo jesli ja tego chce to mozemy sie pobrac, co z jego ust zabrzmialo jak jakas laska w moja strone. I wcale nie wyplywalo to z jego przekonan czy pragnien. w zaden sposob nie chce go szantazowac odejsciem, bo to zadne rozwiazanie.
Druga sprawa jest taka, ze on chce tu w Uk zaciagnac pozyczke na dom. Oczywiscie ja mialabym zamieszkac razem z nim...
Pomysl ten od poczatku nie podobal mi sie, bo skoro ma byc to wspolny dom, to czemu razem nie wejdziemy w to wszystko. powiedzialam mu, ze nie chce byc ptaszkiem w jego zlotej klatce.
W koncu stanelo na tym, ze ja rowniez licze sie do calego interesu, oczywiscie znow po mojej interwencji i pytaniach.
Kolejny raz on, jako facet, nie zaczal rozmowy na wazne tematy dotyczace wspolnej przyszlosci. jestem juz tym zwyczajnie zmeczona. Sadzilam, ze on jest bardziej dojrzalszy i powazniej mysli o nas, o naszej przyszlosci.
Pozatym perspektywa kupna domu slabo mnie cieszy po tych wszystkich rozmowach. stwierdzil, ze nie wszystko na raz, ze najpierw chce ten dom, a potem zadba o inne sprawy.
Dlatego nie wiem, co mam o tym myslec, poniewaz cala ta sytuacja powoli mnie przerasta, mam metlik w glowie, zostac, czy odejsc, zostac i dac jeszcze szanse, czy poszukac kogos innego.

Pracujemy w tym samym miejscu, ale na roznych stanowiskach.
W firmie tej pracuje tez facet, polak,  ktoremu od poczatku, kiedy sie pojawil, wpadlam w oko. Rozmawialismy, mamy wiele wspolnego, te same kierunki studiow ogolnie ciekawy facet. Mozliwe ze dalam mu do zrozumienia, ze mnie rowniez sie podoba. Nie chce zranic tego czlowieka z ktorym jestem. Nie odzywam sie do tego mojego adoratora, poza dzien dobry. Byl nawet czas, ze nie odzywalismy sie do siebie wcale, bylismy oboje zli na siebie. teraz znow wrocil do "dzien dobry" , a ja znow odpowiadam... Nawet jesli przechodzi gdzies obok, to wiem, ze spoglada na mnie. Pierwszy raz w zyciu jestem w takiej sytuacji. Facet z ktorym jestem niczego sie nie domysla, adorator rozmawia z nim, bo razem sie widuja od czasu do czasu w firmie. Jakas paranoja, ze to sie dzieje...
I jakie jest wyjscie z mojej sytuacji???
Byc z facetem, ktory tak naprawde sie nie okreslil, czy ranic tego innego, la ktorego jestem jak zakazany owoc

Nie chce komplikowac sobie zycia i nie chce ranic swoimi wyborami innych ludzi.

Jesli ktos byl w podobnej sytuacji, to moze jakies wskazowki pomoga mi podjac wlasciwa decyzje.

2 Ostatnio edytowany przez Bujny (2015-02-06 03:29:31)

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....

Po pierwsze poczekał bym z deklaracją spłacania wspólnego kredytu po 3 miesiącach "związku"...
Co do wspólnej przyszłości. Jeżeli mam mówić szczerze po tak krótkim stażu ciężko jest planować z kimś cokolwiek, ale jego wahania w takim wieku dały by mi do myślenia. Zastanów się dwa razy zanim coś postanowisz.

3

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....

Nie zamierzam ingerować w Twoje rozwichrzone uczucia. Stoisz na skrzyżowaniu, do którego z partnerem dotarłaś. Ty chcesz pójść tam i wskazujesz wam drogę. On... Nie patrzy nawet w tamta stronę. Pomyśl co to oznacza i czym kończy się ciąganie kogoś niezdecydowanego w miejsce, które go nie interesuje.

Twoje problemy w związku są bardzo typowe i popularne w społeczeństwie, co nie oznacza, że banalne i można je zaszufladkować. Zaniepokoiło mnie jedno: pomysł z kredytem na dom. Nie daj się zwieść teorii, że ten dom tez będzie Twój, bo Twoje nazwisko będzie figurować w papierach. Pomyśl przez chwilę do przodu. Jak to widzisz? Uzyskujecie kredyt. Kupujecie dom, który według niego ma być początkiem rodziny a za jakiś czas okaże się, że Twój partner uzna, iż nic nie czuje. Posili się tłumaczeniami rodem z dzieciństwa i uzna, że on boi się zakładać rodzinę. Co wtedy zrobisz? Będziesz miała połowę kredytu na plecach. Równie prawdopodobny jest scenariusz, ze to Ty na którymś ze skrzyżowań, powiesz: "Dość, nie chcę pójść tamtędy!"


Wiesz... Słyszałam to na własne uszy. Ten tekst o bezsensowności legalizacji związku.Hmmm... Kiedy mówi:"w razie czego można się bez problemu rozejść" czytaj w ten sposób: zamierzam żyć po swojemu i nic mnie nie skrepuje. To tak delikatnie zinterpretowałam. Prawdziwość jego słów jest bardziej drastyczna.

Co do tego drugiego mężczyzny... Hm. Wiem, ze każdy potrzebuje bliskości. Poczucia bezpieczeństwa. Dotyku. Zachwytu. Czy jednak w dobrym kierunku idziesz zapełniając teraz własne myśli tym drugim człowiekiem? Krąży na forum teoria plasterka. To ponoć nic innego jak leczenie rozdrapanej duszy inną duszą. Czy to źle? Czy to zawsze nie tak? Czy może czasem to działa? Pojęcia nie mam. Odnoszę jednak wrażenie, że długo jeszcze nie wydostaniesz się z okowów obecnej spójni.

Rozważ wszystko. Niemniej jednak najdłużej zatrzymaj się na etapie więzi emocjonalnych, które powinny być wspólnym mianownikiem was samych...

4

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....
Bujny napisał/a:

Po pierwsze poczekał bym z deklaracją spłacania wspólnego kredytu po 3 miesiącach "związku"...
Co do wspólnej przyszłości. Jeżeli mam mówić szczerze po tak krótkim stażu ciężko jest planować z kimś cokolwiek, ale jego wahania w takim wieku dały by mi do myślenia. Zastanów się dwa razy zanim coś postanowisz.

Dziękuję za odpowiedz. Chciałam tylko sprostować, ze nie znamy się 3 miesiące ale 3 lata.

5

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....

Kwestia formalna kredytu i wspólnego mieszkania razem inaczej wygląda w UK niż w Polsce, autorko poczytaj na ten temat. Piszę to nie w celu żeby cię zachęcić do kupna tego domu, ale żebyś miała tego świadomość (po tylu latach w UK pewnie to wiesz).

No średnio wygląda ta jego deklaracja czy raczej brak deklaracji. Ja w pełni cię rozumiem, że chcesz związku małżeńskiego i jest to zupełnie normalne. Jak on go nie chce, to macie trochę rozbieżność oczekwiań. Jest tu kilka rozwiązań, i sama pewnie też dobrze je znasz. Mam na myśli: rozmowa i wytłumaczenie tego na czym ci zależy (chociaż będziesz miała poczucie że to ty go namawiasz), lub życie w obecny sposób (choć będziesz nieszczęśliwa i ciągle będzie ci czegoś brakowało, plus będziesz się wstydziła przed koleżankami i rodziną że mieszkasz z chłopem ale ani ślubu nie macie i będziesz zazdrościć innym) lub... zmiana partnera. Tak, ostatnia opcja brzmi tragicznie, ale niestety tak jest. Jeśli pracujesz to nie powinno być dla ciebe problemem wynajęcie pokoju/mieszkania i utrzymanie się samemu.

6 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2015-02-06 11:54:29)

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....
justa0614 napisał/a:
Bujny napisał/a:

Po pierwsze poczekał bym z deklaracją spłacania wspólnego kredytu po 3 miesiącach "związku"...
Co do wspólnej przyszłości. Jeżeli mam mówić szczerze po tak krótkim stażu ciężko jest planować z kimś cokolwiek, ale jego wahania w takim wieku dały by mi do myślenia. Zastanów się dwa razy zanim coś postanowisz.

Dziękuję za odpowiedz. Chciałam tylko sprostować, ze nie znamy się 3 miesiące ale 3 lata.

znasz go 3 lata,3 lata sprzatasz ,gotujesz ,uprawiacie sex,no tak z tym sie zgodze....TYLKO ZE OD 3 LAT NADAL JESTES W TYM SAMYM MIEJSCU i powiem ci wiecej  NIE RUSZYSZ Z TEGO MIEJSCA JESZCZE PRZEZ CO NAJMNIEJ 30 ,pozbadz sie zludzen, ten facet nie chce slubu,nie chce dzieci ,ale chce----wspolnego kredytu!! po co ci to?? POWIEM JAK TO WYGLAADA Z BOKU-TY MASZ JUZ TEGO DOSC ,widac to zwlaszca jak piszesz,,o tym drugim,, i ja ci sie nie dziwie, BO PLAN TWOJEGO FACETA(OBECNEGO) TO NIE JEST TWOJ PLAN NA ZYCIE  ty nie chcesz tak zyc,ty chcesz normalnego tradycyjnego zycia-slubu ,dzieci ,wiec poki czas ,bo mlodsza sie nie robisz i wcale ci tego czasu az tak wiele nie zostalo by to spokojnie zrealizowac(mam na mysli macierzynstwo) zacznij sie z tego zwiazku ewakuowac ,bo on nie rokuje....

zobac zainteresowalas sie facetem z pracy,podswiadomie szukasz kandydata na meza,MASZ PRAWO ZYC WG WLASNYCH ZASAD ,bo to twoje zycie ,jedyne jakie masz,nie pozwol bys za 20 lat nadal byla tu gdzie jestes teraz  w dodatku z kredytem na kolejne 20 i facetem ktory nadaje na jakis belkotliwych falach ,zagluszanych przez jego wlasny egoizm,w dodatku....

i troche ci sie dziwie 34 lata i takie dylematy,w tym wieku jak sie czegos chce ,bardzo chce to sie stara to osiagnac,a nie traci czas dla faceta ktory ceni w zyciu zupenie inne watosci,oczywiscie ma takie prawo,ale ty masz prawo do swojego i szukaj tego gdzie indziej,a wlasciwie z kim innym.

7

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....
justa0614 napisał/a:

Witam,

Oczywiscie nie obylo sie bez sprzeczek w tej kwestii, poniewaz skoro on ma swoja racje, ja swoja, to nasze drogi sie niestety roznia. Wiec o tym mu rowniez powiedzialam, ze nie wiem jak dlugo bede jeszcze czekac i moze w takiej sytuacji lepiej jest zyc osobno, niz czekac na cos co nigdy sie nie wydarzy. W sumie to nie dowiedzialam sie jakie sa jego plany w stosunku do mnie. Bo jesli ja tego chce to mozemy sie pobrac, co z jego ust zabrzmialo jak jakas laska w moja strone. I wcale nie wyplywalo to z jego przekonan czy pragnien. w zaden sposob nie chce go szantazowac odejsciem, bo to zadne rozwiazanie.

Jakby faceci brali ślub wyłącznie z powodu własnych pragnień w tym temacie, to 9 na 10 par by się nie pobrała.
Faceci pragną sami z siebie legalizacji związku, praktycznie tylko wtedy, gdy mają młodą bardzo atrakcyjną kobietę i czują oddech konkurencji na plecach.
Większość po prostu wychodzi na przeciw oczekiwaniom kobiety i bierze te ślub wiedząc, że dla niej jest to ważne i że ona dzięki temu nie odejdzie.
Jak ma facet złe doświadczenia z domu to trochę nie dziwne są jego obawy. Po prostu boi się,że coś się między wami popsuje. 
Jeśli Ty chcesz ślubu to postaw sprawę jasno,że nie zamierzasz pozostawiać dłużej z nim w tej sytuacji. Mało to romantyczne.,ale jeśli mu zależy na Tobie, to się przełamie i się zdecyduje. Jeśli się nie zdecyduje, znaczy aż tak bardzo mu nie zależy.

8

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....

Opis jest bardzo lakoniczny i opiera się o sprawy materialne i problem posiadania dzieci. Napisałaś naprawdę bardzo niewiele odnośnie tego jakie masz z nim relacje. "wspolne wyjazdy wakacyjne" to jest rzecz zwyczajna, nie jest to żadna rewelacja i nie świadczy o zażyłości. Duży poziom zażyłości to jest podstawa bycia razem, ale wydaje mi się że tobie nie zależy na zażyłości z mężczyzną. Tobie zależy żeby mieć dzieci, z kimkolwiek. Jeśli on się nie zgodzi na dzieci to po prostu natychmiast odejdziesz. To jest zażyłość? Wiem że jest mnóstwo związków, które żyją w ten sposób ale nie podoba mi się to. Lepiej poszukaj innego faceta który zgodzi się na to żebyś go wykorzystała. Z praktyki wiem że najlepsi kandydaci do zaakceptowania dzieci to są pantoflarze. Szukaj faceta, który da się zdominować i zgodzi na wszystko.

9

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....
MrSpock napisał/a:

Opis jest bardzo lakoniczny i opiera się o sprawy materialne i problem posiadania dzieci. Napisałaś naprawdę bardzo niewiele odnośnie tego jakie masz z nim relacje. "wspolne wyjazdy wakacyjne" to jest rzecz zwyczajna, nie jest to żadna rewelacja i nie świadczy o zażyłości. Duży poziom zażyłości to jest podstawa bycia razem, ale wydaje mi się że tobie nie zależy na zażyłości z mężczyzną. Tobie zależy żeby mieć dzieci, z kimkolwiek. Jeśli on się nie zgodzi na dzieci to po prostu natychmiast odejdziesz. To jest zażyłość? Wiem że jest mnóstwo związków, które żyją w ten sposób ale nie podoba mi się to. Lepiej poszukaj innego faceta który zgodzi się na to żebyś go wykorzystała. Z praktyki wiem że najlepsi kandydaci do zaakceptowania dzieci to są pantoflarze. Szukaj faceta, który da się zdominować i zgodzi na wszystko.

Witam.

W zadnym wypadku nie chce zdominowac mojego partnera. Mieszkamy razem od 3 lat, znam wiele jego zalet jak i wad. On rowniez poznal moje dobre i zle strony. Zawsze moglam i moge na niego liczyc i vice versa. Temat z ,,domem,, pojawil sie juz dluzszy czas temu, gdy ja zapytalam go, czy wyprowadzilibysmy sie (bo do tej pory mieszkamy w duzym domu  razem z 3 innymi osobami) i wynajeli cos wspolnie. Wiec on stwierdzil, ze chcialby kupic dom na wlasnosc, niz wynajmowac i tracic kolejne lata. Zgodzilam sie i cierpliwie czekalam, co w tej sprawie postanowi. Najlepsze jest to, ze w ogole mnie nie pytal o zdanie czy ja tez chce wziac w tym udzial. Bo mnie jakos nie usmiecha sie mieszkac w domu nalezacym tylko do jednej osoby. Jako wlasciwie kto?? Jako jego lokator, czy jako osoba ktora wspoltworzy miejsce zamieszkania z partnerem, po rowni. Oboje mamy prace, stac nas na kredyt, ale w tej sytuacji to juz wlasciwie nie wiem co mam robic.
Bedac w zwiazku z nim przez 3 lata chyba mam prawo do poznania jego dalszych planow co do mnie. Skoro on sie nic do tej pory nie odzywal, postanowilam zapytac. No i tutaj zaczyna sie wlasnie to wszystko, co zawarlam w moim poscie.
Stwierdzil, ze zawsze bal sie tych rozmow. Musialam to przerwac, bo ile mozna czekac, az nam stuknie po 70 lat...
Myslalam, ze on pragnie tego samego co ja, coz grubo sie mylilam. Postawilam sprawe jasno, zeby sie okreslil w ktoras strone, bo nasze wyobazenia wspolnej przyszlosci sie roznia, powiedzialam rowniez, ze jesli to jeszcze dluzej potrwa to bede zmuszona sie od niego wyprowadzic, bo dalej to sensu nie ma. Powiedzial, ze on rozumie wszystko doskonale i wie o co mi chodzi, ale bede musiala jeszcze na to wszystko poczekac. Czyli poprostu ,,w kolo macieju,,. Boje sie tylko, ze nie starczy mi cierpliwosci na to czekanie... bo mam juz coraz mniejsza ochote na ,,zabawe w dom,, Nie wyobrazam sobie rowniez zycia w niezalegalizowanym zwiazku, sa pewnie pary, ktorym to odpowiada, mnie niestety nie. Chcialabym byc z nim na dobre i zle, na powaznie. A sprawa dzieci. Oczywiscie, ze chce, ale czas tez nie stoi w miejscu. Niedlugo bedzie za pozno, ale widze, ze on nic sobie z tego nie robi. Wrecz przeciwnie, wszystko co zwiazane z dziecmi omija szerokim lukiem. Ostatnio bedac w sklepie, mijalismy jakies rozkrzyczane dzieci z matka, a on skwitowal z usmiechem,, zastanow sie, tez bys tak chciala,,??
Nie rozumiem tylko w tym wszystkim jednego. Skoro on wszystko dalej odwleka, nie ma konkretnych planow,  to dlaczego dalej chce byc ze mna???

10

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....
justa0614 napisał/a:

Skoro on wszystko dalej odwleka, nie ma konkretnych planow,  to dlaczego dalej chce byc ze mna???

Bo odpowiada mu to co macie teraz. Ty żyjesz przyszłością, kreujesz sobie jakieś scenariusze i chcesz go do nich dopasować żyjąc nadzieją. On chce być z Tobą, a Ty z jego wyidealizowaną postacią.

11

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....
Puchatekk napisał/a:
justa0614 napisał/a:

Skoro on wszystko dalej odwleka, nie ma konkretnych planow,  to dlaczego dalej chce byc ze mna???

Bo odpowiada mu to co macie teraz. Ty żyjesz przyszłością, kreujesz sobie jakieś scenariusze i chcesz go do nich dopasować żyjąc nadzieją. On chce być z Tobą, a Ty z jego wyidealizowaną postacią.

Jemu odpowiada to co mamy teraz. Mnie nie odpowiada. I tu zaczyna się mój problem.

12

Odp: Trudna sytuacja w zwiazku....
justa0614 napisał/a:

Jemu odpowiada to co mamy teraz. Mnie nie odpowiada. I tu zaczyna się mój problem.

A powiedziałaś mu,że myślisz poważnie o odejściu jeśli coś się nie zmieni?

Posty [ 13 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Trudna sytuacja w zwiazku....

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026