Witam,
Chcialabym opisac swoja historie i poznac wasze opinie na ten temat, bo sama nie wiem, co mam robic w tej sytuacji.
Jestem w UK od 6 lat z hakiem, od prawie 3 jestem rowniez w zwiazku z mezczyzna, on ma 35 lat ja 34. Gdy sie poznalismy od poczatku zastrzeglam, ze nie szukam przygody, czy faceta na kilka tygodni, on zreszta stwierdzil to samo. Po jakims czasie zamieszkalismy razem. I tak sobie zylismy, poznawalismy sie, wspolne wyjazdy wakacyjne, wspolne odwiedziny rodzin w Polsce itp. Czas niestety nie stoi w miejsua ja zapragnelam powazniejszych deklaracji, ustabilizowania zycia, zalozenia rodziny, dzieci. Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy on mi odparl ze nie jest jeszcze na to gotowy, ze nie dojrzal do tych decyzji...Tym sie tlumaczyl po pierwszej takiej rozmowie. W ogole to mialam pewne opory przed rozpoczeciem tego tematu, bo sadzilam, ze on wreszcie zacznie pierwszy, no ale gdybym nie zaczela to pewnie do tej pory bym nie wiedziala, na czym stoje. Zreszta teraz nie wiem juz zupelnie...Dodal tez ze zawsze bal sie tego tematu, ze pochodzi z rodziny, gdzie byl alkohol i malzenstwo bylo przez to nie udane(ojciec jego zmarl przez alkohol), ze zna rowniez historie ze swojego otoczenia o malzenstwach, ktore sie nie udaly i rozpadly. Wiadomo, jesli sie nie podejmie tego ryzyka, to nigdy se nie bedzie wiedzialo, jak jest po tej drugiej stronie, takie jest moje zdanie. Ale ja dalej ciagnelam ten temat, poniewaz takie tlumaczenia nie dawaly mi spokoju. Zapytalam rowniez czy on widzi nas jako rodzine i jak to widzi; odparl ze wyobraza sobie dom, nas, dzieci, ale wszystko bez slubu czyli jak dla mnie zwiazek, z ktorego w razie czego mozna szybko sie wycofac. Wedlug niego papierek nic nie zmienia.. Nie ukrywam, ze zalegalizowanie zwiazku jest dla mnie bardzo wazne takie mam pragnienia, postanowienia. Oczywiscie nie obylo sie bez sprzeczek w tej kwestii, poniewaz skoro on ma swoja racje, ja swoja, to nasze drogi sie niestety roznia. Wiec o tym mu rowniez powiedzialam, ze nie wiem jak dlugo bede jeszcze czekac i moze w takiej sytuacji lepiej jest zyc osobno, niz czekac na cos co nigdy sie nie wydarzy. W sumie to nie dowiedzialam sie jakie sa jego plany w stosunku do mnie. Bo jesli ja tego chce to mozemy sie pobrac, co z jego ust zabrzmialo jak jakas laska w moja strone. I wcale nie wyplywalo to z jego przekonan czy pragnien. w zaden sposob nie chce go szantazowac odejsciem, bo to zadne rozwiazanie.
Druga sprawa jest taka, ze on chce tu w Uk zaciagnac pozyczke na dom. Oczywiscie ja mialabym zamieszkac razem z nim...
Pomysl ten od poczatku nie podobal mi sie, bo skoro ma byc to wspolny dom, to czemu razem nie wejdziemy w to wszystko. powiedzialam mu, ze nie chce byc ptaszkiem w jego zlotej klatce.
W koncu stanelo na tym, ze ja rowniez licze sie do calego interesu, oczywiscie znow po mojej interwencji i pytaniach.
Kolejny raz on, jako facet, nie zaczal rozmowy na wazne tematy dotyczace wspolnej przyszlosci. jestem juz tym zwyczajnie zmeczona. Sadzilam, ze on jest bardziej dojrzalszy i powazniej mysli o nas, o naszej przyszlosci.
Pozatym perspektywa kupna domu slabo mnie cieszy po tych wszystkich rozmowach. stwierdzil, ze nie wszystko na raz, ze najpierw chce ten dom, a potem zadba o inne sprawy.
Dlatego nie wiem, co mam o tym myslec, poniewaz cala ta sytuacja powoli mnie przerasta, mam metlik w glowie, zostac, czy odejsc, zostac i dac jeszcze szanse, czy poszukac kogos innego.
Pracujemy w tym samym miejscu, ale na roznych stanowiskach.
W firmie tej pracuje tez facet, polak, ktoremu od poczatku, kiedy sie pojawil, wpadlam w oko. Rozmawialismy, mamy wiele wspolnego, te same kierunki studiow ogolnie ciekawy facet. Mozliwe ze dalam mu do zrozumienia, ze mnie rowniez sie podoba. Nie chce zranic tego czlowieka z ktorym jestem. Nie odzywam sie do tego mojego adoratora, poza dzien dobry. Byl nawet czas, ze nie odzywalismy sie do siebie wcale, bylismy oboje zli na siebie. teraz znow wrocil do "dzien dobry" , a ja znow odpowiadam... Nawet jesli przechodzi gdzies obok, to wiem, ze spoglada na mnie. Pierwszy raz w zyciu jestem w takiej sytuacji. Facet z ktorym jestem niczego sie nie domysla, adorator rozmawia z nim, bo razem sie widuja od czasu do czasu w firmie. Jakas paranoja, ze to sie dzieje...
I jakie jest wyjscie z mojej sytuacji???
Byc z facetem, ktory tak naprawde sie nie okreslil, czy ranic tego innego, la ktorego jestem jak zakazany owoc
Nie chce komplikowac sobie zycia i nie chce ranic swoimi wyborami innych ludzi.
Jesli ktos byl w podobnej sytuacji, to moze jakies wskazowki pomoga mi podjac wlasciwa decyzje.