Odnoszac sie do tego co napisala Beyond.. ja przetarcia blatow czy umycia zlewu nie nazywam "sprzataniem" tak jak umycia rak przed czy po przyrzadzaniu posilku nie nazywam kapiela. To sa czynnosci biezace, ktore sie wykonuje nawet czesciej niz raz dziennie.
Do sprzatania moge zaliczyc mycie podlogi czy odkurzanie i tego faktycznie codziennie nie robie - jak nakrusze przy gotowaniu to sprzatam zaraz po, ale jak jest czysto to nie latam ze scierka dla samej zasady, ze codziennie musi bycpoodkurzane.
Posciel tez zmieniam co tydzien i nie widze w tym nic nadzwyczajnego, natomiast juz krochmalenie i prasowanie dla mnie mija sie z celem.
Lazienki tez nie sprzatam codziennie, ale to nie znaczy, ze osr**** kibel stoi tydzien - takie rzeczy sprzata sie na bieżaco. Tak samo jak upackany pasta zlew czy wanne po kapieli. Wanne myje i przed i po kapieli, ale jak biore prysznic, to ja zostawiam bo nie widze sensu jej szorowania kiedy kontakt z nia maja tylko moje stopy przez kilka minut.
Tak samo jak nie myje podlogi w lazience codziennie, bo nawet raz na tydzien to robiac wystarczy mi jedna chusteczka.
Natomiast w sypialni sprzatam jak mi sie chce, a zwykle mi sie nie chce i na przyklad lozka nie sciele nigdy, zazwyczaj tez nie skladam prania, tylko skladuje je na krzesle, po czym systematycznie z tego krzesla w ciagu tygodnia rzexzy znikaja.
Przez caly tydzien zbiera mi sie tez kolekcja kubkow, szklanek i talerzykow, ktore zazwyczaj zapominam zniesc na dol do kuchni wiec robie to w weekend.
Sprzataniem to ja nazywam wycieranie parapetow, przecieranie okien, dokladne odkurzanie, mycie kuchenki, piekarnika, pranie poscieli, recznikow, scierek kuchennych, dokladne wymiatanie z katow a nie takie tam przetarcie blatow sciereczka...