Witam, jestem nowy na forum. Mam problem z byłą już dziewczyną. Ja 24 lata, ona 19. Byliśmy ze sobą 2,5 roku. W okresie październik-listopad, pracowałem dosyć dużo, rzadko się widywaliśmy. Bardzo mnie denerwowało to, że jak byłem w pracy, to nic do mnie nie pisała, choćby głupiego sms'a, to też jak wychodziłem z pracy i widziałem brak wiadomości od niej, to odechciewało mi się pisać. Czasem napisałem coś "na odwal się", poirytowany. Muszę zaznaczyć, że kiedyś się niemal rozstaliśmy z tego powodu. Siedziała w domu całe dnie, ja pracowałem, a ona milczała, ale..wyjaśniliśmy sobie, nie potrafiła mi wytłumaczyć, czemu tak było, ale powiedziała, że mnie kocha, że nic się w tej kwestii nie zmieniło, po prostu "jakoś tak wyszło". Przyszedł grudzień, jakoś sms'owaliśmy i napisała mi coś w stylu, że potrzebuje przerwy. Od razu się wystraszyłem i do niej pojechałem. Długo rozmawialiśmy. Stwierdziła, że rzadko do niej przyjeżdżam (to był fakt, zmęczony, nie chciało mi się przed pracą przyjeżdżać), ale jak pisałem wcześniej, z jej inicjatywy nic nie wychodziło również..Potwierdziła, że ona też mogła więcej zrobić, ale nie zrobiła..wywnioskowałem, że jej już nie zależy. Pojechałem do domu, ochłonąłem i spotkaliśmy się po 2/3 dniach. Wyznała, że nie kocha mnie tak, jak kiedyś i chce odpocząć ode mnie, zobaczyć, czy będzie tęsknić. Zgodziłem się. Po tygodniu do niej napisałem, co czuje, czy tęskni. Odpisała, że to nie ma sensu, że nie chce być ze mną. Pomyślałem, że powalczę, pojechałem, nie powiem, popłakałem się, pokazałem, że mi zależy, bardzo, ale niczym to nie poskutkowało. Po iluś dniach skontaktowałem się, żeby odebrać swoje rzeczy i jej oddać coś tam..ale zaznaczyłem, że oddam jej mamie. Nie chciała się zgodzić, spotkałem się z nią, oddałem jej rzeczy, pogadaliśmy "jak kumple", pożegnaliśmy się w zgodzie i tyle. Bolało bardzo i boli do tej pory..Próbowałem się z tym pogodzić. To były najgorsze święta w moim życiu. Gdy zacząłem się powoli przyzwyczajać, że nie ma jej przy mnie, napisała po świętach do mnie sms'a.. "zaczynam powoli żałować swojej decyzji", odpisałem, że dobrze postąpiła, w końcu jak się kogoś nie kocha, to się zrywa
, a ona, że możliwe, że jej się tylko tak wydaje, że nie kocha..odpisałem jej coś jeszcze i przestała pisać..na drugi dzień, spiłem się trochę i w nerwach napisałem, czemu się nie odzywa, poczekałem jeden dzień i gdy milczała, napisałem jej sms'a, że jak już milczy, to niech milczy do końca i nie pisze już do mnie, najlepiej wykasuje numer..Rozmawiałem ostatnio z jej koleżanką i stwierdziła, że trochę przesadziłem z tym ostatnim sms'em, skoro ją kocham, zależy mi na niej i chcę z nią być. Usunąłem ją ze znajomych na fejsie, a koleżanka mi mówiła, że właśnie moja była jej coś tam o tym wspominała, czyli zagląda na mój profil, bo jak się usunie, to komunikat nie przychodzi (sprawdzałem). Kazałem się podpytać koleżance, co ona czuje, czy chciałaby wrócić, zastrzegając, że ma nie mówić, że się z nią kontaktowałem (obiecała). Gdyby nie to, że się odezwała w grudniu, to bym pewnie odpuścił, ale dała mi nadzieję i non stop teraz myślę o tym wszystkim. Z jednej strony gdyby jej zależało, to bez względu na to, że nasmarowałem jej takiego sms'a, powinna dążyć do kontaktu ze mną, a milczy..z drugiej strony, może nie chce mi już mieszać w głowie i próbuje się jakoś oswoić z tym, że nie będziemy już razem. Jest na wyciągnięcie ręki, mogę pojechać w każdej chwili, pytanie, czy to nie będzie wyglądać, jakbym się prosił, albo po prostu nie wyjdę na debila. Najpierw piszę, żeby usunęła numer, a teraz się jej proszę.. Mam nadzieję, że w miarę czytelnie napisałem i coś pomożecie..
Na pewno nikogo nie ma
.