netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

samotna w złym małżeństwie

18 odpowiedzi3 088 wyświetleńzałożony przez atik, 14.01.2015

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » samotna w złym małżeństwie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1

Temat: samotna w złym małżeństwie

witam,
piszę,bo... bo nie mam z kim pogadać... jestem samotna.. smutna i zła...
Kolejna kłótnia z mężem za mną, a może i przede mną?kto wie co będzie jak wróci z pracy.. bo do pracy trzeba chodzić nie? Wszystko inne poczeka. Robot(czytajcie JA) zrobi wszystko i zaczeka aż przyjdzie (lub nie przyjdzie) ochota na kolejną rozmowę.
Ja nie pracuje. Bawię w domu dzieci. To nie ciężka praca, bo pieniędzy za nią nie ma,więc cóż jestem warta?
Podobno wszystkie matki są takie uśmiechnięte i miłe? Wcale nie są wiecznie zmęczone, maja ochotę na seks, stanie przy garach i ganianie z wózkiem po dworzu. Znacie takie? Chciałabym je poznać i zaczerpnąć tej energii.
czuje się strasznie samotna;(

2

Odp: samotna w złym małżeństwie

Musisz znależć jakiś bodziec dla siebie , zajęcie które oderwie Cię i pozwoli na uśmiech w codzienności.
Nikt nie powiedział że zajęcie się domem i dziećmi to nie praca , to niestety trzeba też zauważyć.Łatwo mieć jest etat na 8h , i sądzić że druga strona już nic nie robi.

3

Odp: samotna w złym małżeństwie

Atik,
Napisz, proszę coś więcej o tym, dlaczego bawisz dzieci w domu i nie pracujesz.
Czy to Twój wybór i decyzja, czy konieczność (stała, powód)?

4

Odp: samotna w złym małżeństwie

w jakim wieku dzieci? co robisz dla siebie?
ja mam małe dziecie, jestem w stanie sie wczuć w sytuacje...dorabiam sobie troche w domu ale nie raz łapie mnie marazm.energie czerpie od innych ludzi i sama w sobie jej szukam..nikt nie powie Ci co masz robic konkretnei by czuc sie szczesliwą i spelnioną.Moim zdaniem nie mozna byc tylko matka, zoną,kochanką, sprzątaczką etc.trzeba byc przede wszystkim sobą.Przypomnij sobie co Cie cieszylo jak byłas jeszcze wolna, co robilas, jakie były Twoje nastroje.Mi to pomaga.Czasem rzucam wszystko w sobote i wychodzę połazic po osiedlu sama ze swoimi myślami.Co do klotni z mezem to pewnie oczekiwałabys wiecej pomocy skoro jestes zmeczona, sprobuj podzielić jakoś obowiazki.Nie wiem co wiecej doradzic,nie napisałas za wiele

5

Odp: samotna w złym małżeństwie

dzięki za odp:)
aktualnie kończy mi się macierzyński..potem zaległy urlop...a potem w zasadzie nie mam co wracać do pracy,bo na nianie nie wiem czy mi starczy.. mam stałą pracę, czasem trochę więcej niż "etat" czasem mniej. różnie bywa.
Gdy wróciłam do pracy po 1 dziecku ledwo wyrabiałam. Zamienialiśmy się z mężem. Ja na rano do pracy-on gdy wracałam. Wszystko niby super (że się tak dało) no ale.. jak dla mnie to było oszukiwanie się na siłę, że tak super dajemy radę. Z niczym się nie wyrabiałam, bo po pracy w domu też musiałam pracować,a z dzieciem się nie dawało. Wszystko robiłam w autobusie, w metrze..na kolanie..kompletny zamęt;/ dlugo pisać..
Ostatnie czasy ciągle choroby, chore dzieci, chora ja. Z domu nie wyjde, koleżanka nie przyjdzie ( bo dzieci się zarażą). Wiecznie sama;( Nikt mi nie pomaga, nikt mnie nie odwiedza. Rodzinę mam daleko. Jestem ciągle zależna od męża i tego co "on uważa, że bym chciała"
Jaki mam mieć bodziec? Z domu nie mam jak wyjść, pieniędzy niedługo też nie będę miała..super persektywa;( będę siedzieć tak dalej i patrzeć w ścianę;/

6

Odp: samotna w złym małżeństwie

dzieci: starsze -4latka, młodsze -10miesięcy.

7

Odp: samotna w złym małżeństwie

Atik nie rezygnuj z pracy, moja koleżanka znalazła taką nianię- babcię, która zostawała z jej małym synkiem. Co prawda nie od razu na nią trafiła. Dzieci szybko rosną - potem przedszkole? Najwazniejsze to przetrzymać ten najgorszy okres /a zarazem najlepszy smile/ kiedy dzieci są tak małe.

Przy tak dużym bezrobociu na pewno uda sie kogoś sensownego znaleźć za niezbyt wygórowaną kwotę.

8 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2015-01-14 13:38:20)

Odp: samotna w złym małżeństwie

Piszesz  o pracy,obowiązkach i trudach macierzyństwa a w tytule mowisz, ze zyjesz w złym malzenstwie i ze jesteś robotem.Co konkretnie masz męzowi do zarzucenia i co on na to?

9

Odp: samotna w złym małżeństwie

jakie mam "ale" do męża?
-że wszystko muszę robić za niego albo prosić się by się ruszył
-że winą za wszystko obarcza mnie:od złych zachowań dzieci po "drożyznę w sklapach"
-że we wszystko miesza swoja matkę
- wieczne kłótnie mnie męczą, on tylko przytakuje żeby się skończyło moje "czepianie",a potem kolejny dzień jest taki sam
- to JA: "jestem wariatką", "mam się leczyć", "to Twój problem"
- ale chyba najbardziej denerwuje mnie to, że nigdy nic nie ma do powiedzenia tzn (nie wiem jak to wyjaśnić..) po prostu.. dla mnie jest jak trzecie dziecko-nie jak partner.. ja muszę nad wszystkim panować, organizować, pilnować, zaplanować.. gdy nie mam sił szukam wsparcia to go nie ma, bo "co on może" albo 'to wymyśl coś"..chciałabym, żeby to mąż czasem pomyślał, bo ja już po prostu mam dość;(zeby to on pokazał mi drogę, wsparł mnie,a nie tylko zbywał i traktwoał jak opiekunkę do dzieci i to marudzącą..

10

Odp: samotna w złym małżeństwie
weronka44 napisał/a:

Atik nie rezygnuj z pracy, moja koleżanka znalazła taką nianię- babcię, która zostawała z jej małym synkiem. Co prawda nie od razu na nią trafiła. Dzieci szybko rosną - potem przedszkole? Najwazniejsze to przetrzymać ten najgorszy okres /a zarazem najlepszy smile/ kiedy dzieci są tak małe.

Przy tak dużym bezrobociu na pewno uda sie kogoś sensownego znaleźć za niezbyt wygórowaną kwotę.

.

W moim rodzinnym mieście stać byłoby mnie na nianie, tu gdzie mieszkamy (duże miasto-bogata dzielnica) nie stać mnie na nic;( za moja pensje mogłabym mieć pomoc pani na 4h dziennie..
dlaczego tu mieszkam?bo mąż ma pieniądze, przyjechałam kiedyś za nim,nie wiedziałam wtedy, że mało będę znaczyć
ważniejszy jest zakup samochodu niż pomoc dla mnie, bo przecież "inne mają gorzej, a ja narzekam"
dlaczego nie wróce do mojego miasta? boję się;( nie poradzę sobie, rodzina mnie olała już dawno temu,w sumie nie mam się do kogo zwrócić, żeby mnie wsparł (choćby dobrym słowem) ;//
siedze wiecznie sama, zdana na męża, dzieci ciągle chore..potem ja chora..tak w kółko..ciągle siedzę i płacze z bezsilności;((
nie mam sił!!

11 Ostatnio edytowany przez weronka44 (2015-01-14 16:42:19)

Odp: samotna w złym małżeństwie

Atik, a może jakaś grupa wsparcia - matki w podobnej sytuacji w twoim mieście? Myślę, że dałoby sie namierzyć nawet przez internet?
Razem można coś wymyślić i sobie pomóc smile

W kwestii męża nie wiem co powiedzieć - jako porzucona żona chyba nie jestem ekspertem hmm, ale zdaje się, że to dość powszechny problem...

12 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2015-01-14 17:03:11)

Odp: samotna w złym małżeństwie

Atik,
Gotuje się coś we mnie, jak czytam takie historie jak Twoja.
Sama wpędzasz się w poczucie beznadziejności, a z każdej (podkreślam KAŻDEJ) sytuacji są wyjścia - trzeba ich tylko poszukać.
Po pierwsze dzieci nie są Twoje, tylko są Wasze, zatem To nie tylko Ty będziesz ponosić koszty utrzymania opiekunki. A jeśli martwisz się o rachunek ekonomiczny takiego przedsięwzięcia to zacznij patrzeć długodystansowo. Potraktuj swoją pracę jak inwestycję w siebie, poczucie własnej wartości, rozwój zawodowy, swoje lepsze samopoczucie, kontakt z ludźmi, samodzielność, przyszłą samowystarczalność finansową. Rezygnując z pracy zawodowej TYLKO ze względu na rachunek ekonomiczny krzywdzisz siebie i pozbawiasz samą siebie powyższych możliwości.
Jasne, że łączenie pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci to trudne i często bardzo męczące zadanie, ale dające mnóstwo satysfakcji, wiary w siebie i własne możliwości.
Aby nie zmieniło się w udrękę i zadanie ponad siły, w żadnym wypadku nie powinnaś godzić się na sytuację, w której większość obowiązków związanych z wychowywaniem dzieci spada na Twoje barki, szczególnie jeśli zdecydujesz się na powrót do pracy.
Nie powinno się traktować relacji między ludźmi w sposób transakcyjny - 'płacę i wymagam' lub 'mam więcej, więc rządzę'. Moim zdaniem związek między ludźmi nie może być tak traktowany, bo mamy wówczas do czynienia z relacją pan-poddany zamiast partnerzy.

13

Odp: samotna w złym małżeństwie
atik napisał/a:

dzięki za odp:)
aktualnie kończy mi się macierzyński..potem zaległy urlop...a potem w zasadzie nie mam co wracać do pracy,bo na nianie nie wiem czy mi starczy.. mam stałą pracę, czasem trochę więcej niż "etat" czasem mniej. różnie bywa.
Gdy wróciłam do pracy po 1 dziecku ledwo wyrabiałam. Zamienialiśmy się z mężem. Ja na rano do pracy-on gdy wracałam. Wszystko niby super (że się tak dało) no ale.. jak dla mnie to było oszukiwanie się na siłę, że tak super dajemy radę. Z niczym się nie wyrabiałam, bo po pracy w domu też musiałam pracować,a z dzieciem się nie dawało. Wszystko robiłam w autobusie, w metrze..na kolanie..kompletny zamęt;/ dlugo pisać..
Ostatnie czasy ciągle choroby, chore dzieci, chora ja. Z domu nie wyjde, koleżanka nie przyjdzie ( bo dzieci się zarażą). Wiecznie sama;( Nikt mi nie pomaga, nikt mnie nie odwiedza. Rodzinę mam daleko. Jestem ciągle zależna od męża i tego co "on uważa, że bym chciała"
Jaki mam mieć bodziec? Z domu nie mam jak wyjść, pieniędzy niedługo też nie będę miała..super persektywa;( będę siedzieć tak dalej i patrzeć w ścianę;/

wiesz, more or less ale to standard.
Ja zarabiałam na opiekunkę,  a pracowałam po to by zbierać na emeryturę i mieć ciągłość pracy.
Dopóki pierwsze dziecko nie poszło do szkoły, to nie wiedziałam jak się nazywam smile
Mąż - wg niego dużo pomagał, wg mnie mógłby więcej.
Więc, widocznie prawda jest gdzieś pośrodku.

Potrzebna jest rozmowa, wspólne plany, wspólna realizacja.

To naturalne, ze dla faceta nowa zabawka będzie najważniejsza ( czytaj - samochód itp)
Przecież wychodząc za mąż, od razu mamy w domu jedno dziecko smile

Kwestia żeby dorosło zanim w małżeństwie pojawią się następne dzieci, dla których będzie ojcem.
Wymaga to pewnego wysiłku z obu stron.

14

Odp: samotna w złym małżeństwie
Przyszłość napisał/a:

Atik,
Gotuje się coś we mnie, jak czytam takie historie jak Twoja.
Sama wpędzasz się w poczucie beznadziejności, a z każdej (podkreślam KAŻDEJ) sytuacji są wyjścia - trzeba ich tylko poszukać.
Po pierwsze dzieci nie są Twoje, tylko są Wasze, zatem To nie tylko Ty będziesz ponosić koszty utrzymania opiekunki. A jeśli martwisz się o rachunek ekonomiczny takiego przedsięwzięcia to zacznij patrzeć długodystansowo. Potraktuj swoją pracę jak inwestycję w siebie, poczucie własnej wartości, rozwój zawodowy, swoje lepsze samopoczucie, kontakt z ludźmi, samodzielność, przyszłą samowystarczalność finansową. Rezygnując z pracy zawodowej TYLKO ze względu na rachunek ekonomiczny krzywdzisz siebie i pozbawiasz samą siebie powyższych możliwości.
Jasne, że łączenie pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci to trudne i często bardzo męczące zadanie, ale dające mnóstwo satysfakcji, wiary w siebie i własne możliwości.
Aby nie zmieniło się w udrękę i zadanie ponad siły, w żadnym wypadku nie powinnaś godzić się na sytuację, w której większość obowiązków związanych z wychowywaniem dzieci spada na Twoje barki, szczególnie jeśli zdecydujesz się na powrót do pracy.
Nie powinno się traktować relacji między ludźmi w sposób transakcyjny - 'płacę i wymagam' lub 'mam więcej, więc rządzę'. Moim zdaniem związek między ludźmi nie może być tak traktowany, bo mamy wówczas do czynienia z relacją pan-poddany zamiast partnerzy.

Ja będę ponosić koszty opiekunki, gdyż mój mąż się nie zgadza na nią. Jak twierdzi-po co tracić pieniądze. Jak chcę to mam sobie sama ją załatwić. Co więc w takiej sytuacji? Mogłabym załatwić na kilka godzin,ale co zrobie po poludniu? Powiem szefowi sorry nie mogę, bo mąż z dziećmi nie zostanie? To wszystko niedorzeczne. Sama przecieram oczy ze zdumienia gdzie i z kim ja żyje.
Absolutnie nie zgadzam się z taką postawą, tłumaczenia nie pomagają. Kwestia pieniędzy- mąż ma, ja mam przychodzić prosić, gdy czegoś potrzebuje. Dokładnie wytłumaczyć co za ile to może jednego dnia przyjdzie i powie-no to teraz masz godzine i idź sobie kup ten szampon. Przecież mam wolny czas?- wtedy kiedy mi pozwoli- zawsze mogę wyjść gdzieś.
W przeciągu kilku lat nie dorobiłam się niczego, wszystkie moje pieniądze idą na życie. Pieniądze męża- częściowo. Zarabia dużó więcej, ale co z tego? Gromadzi sobie pieniądze, w zasadzie nie wiem na co. Pytałam go,ale nie odpowiedział. Wydawało mi się, że gdy się jest w małżeństwie to ma się wspólne obowiązki, zobowiązania, także pieniądze. Coś w moim myśleniu jest nie tak? Bo już chyba tracę zdolność postrzegania..
Dla jasności-
ja zarabiam 3-10x mniej od męża a oddajemy na dom i życie po tyle samo.
on ma oszczędności do których nie mam dostępu, nie da na nianie, bo woli kupić sobie nowy samochód
mi nie zostaje nic, muszę prosić o fryzjera(a chodzę taaaak często-bo raz na 3miesiące)
to normalne? czy ze mną jest coś nie tak?
mąż twierdzi, że należy oddawać tyle samo pieniędzy (na pół), trochę to wydaje mi się niesprawiedliwe.. na moje argumenty, że chcę być niezależna, mieć trochę swoich pieniędzy odpowiada z kpiną "no tak, chcesz być niezależna jak biznesbaba" ręce mi opadają..
to normalne?

15

Odp: samotna w złym małżeństwie
atik napisał/a:
Przyszłość napisał/a:

Atik,
Gotuje się coś we mnie, jak czytam takie historie jak Twoja.
Sama wpędzasz się w poczucie beznadziejności, a z każdej (podkreślam KAŻDEJ) sytuacji są wyjścia - trzeba ich tylko poszukać.
Po pierwsze dzieci nie są Twoje, tylko są Wasze, zatem To nie tylko Ty będziesz ponosić koszty utrzymania opiekunki. A jeśli martwisz się o rachunek ekonomiczny takiego przedsięwzięcia to zacznij patrzeć długodystansowo. Potraktuj swoją pracę jak inwestycję w siebie, poczucie własnej wartości, rozwój zawodowy, swoje lepsze samopoczucie, kontakt z ludźmi, samodzielność, przyszłą samowystarczalność finansową. Rezygnując z pracy zawodowej TYLKO ze względu na rachunek ekonomiczny krzywdzisz siebie i pozbawiasz samą siebie powyższych możliwości.
Jasne, że łączenie pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci to trudne i często bardzo męczące zadanie, ale dające mnóstwo satysfakcji, wiary w siebie i własne możliwości.
Aby nie zmieniło się w udrękę i zadanie ponad siły, w żadnym wypadku nie powinnaś godzić się na sytuację, w której większość obowiązków związanych z wychowywaniem dzieci spada na Twoje barki, szczególnie jeśli zdecydujesz się na powrót do pracy.
Nie powinno się traktować relacji między ludźmi w sposób transakcyjny - 'płacę i wymagam' lub 'mam więcej, więc rządzę'. Moim zdaniem związek między ludźmi nie może być tak traktowany, bo mamy wówczas do czynienia z relacją pan-poddany zamiast partnerzy.

Ja będę ponosić koszty opiekunki, gdyż mój mąż się nie zgadza na nią. Jak twierdzi-po co tracić pieniądze. Jak chcę to mam sobie sama ją załatwić. Co więc w takiej sytuacji? Mogłabym załatwić na kilka godzin,ale co zrobie po poludniu? Powiem szefowi sorry nie mogę, bo mąż z dziećmi nie zostanie? To wszystko niedorzeczne. Sama przecieram oczy ze zdumienia gdzie i z kim ja żyje.
Absolutnie nie zgadzam się z taką postawą, tłumaczenia nie pomagają. Kwestia pieniędzy- mąż ma, ja mam przychodzić prosić, gdy czegoś potrzebuje. Dokładnie wytłumaczyć co za ile to może jednego dnia przyjdzie i powie-no to teraz masz godzine i idź sobie kup ten szampon. Przecież mam wolny czas?- wtedy kiedy mi pozwoli- zawsze mogę wyjść gdzieś.
W przeciągu kilku lat nie dorobiłam się niczego, wszystkie moje pieniądze idą na życie. Pieniądze męża- częściowo. Zarabia dużó więcej, ale co z tego? Gromadzi sobie pieniądze, w zasadzie nie wiem na co. Pytałam go,ale nie odpowiedział. Wydawało mi się, że gdy się jest w małżeństwie to ma się wspólne obowiązki, zobowiązania, także pieniądze. Coś w moim myśleniu jest nie tak? Bo już chyba tracę zdolność postrzegania..
Dla jasności-
ja zarabiam 3-10x mniej od męża a oddajemy na dom i życie po tyle samo.
on ma oszczędności do których nie mam dostępu, nie da na nianie, bo woli kupić sobie nowy samochód
mi nie zostaje nic, muszę prosić o fryzjera(a chodzę taaaak często-bo raz na 3miesiące)
to normalne? czy ze mną jest coś nie tak?
mąż twierdzi, że należy oddawać tyle samo pieniędzy (na pół), trochę to wydaje mi się niesprawiedliwe.. na moje argumenty, że chcę być niezależna, mieć trochę swoich pieniędzy odpowiada z kpiną "no tak, chcesz być niezależna jak biznesbaba" ręce mi opadają..
to normalne?

ze dajecie tyle samo na zycie-normalne

jakbyś bardzo chciala to byś to zmienila,najwyraźniej nie chcesz,albo chcesz,,za mało,,
myślałaś nad własną działalnością??
masz jakiś pomysl na siebie?bo moze ty tak naprawdę to z tego domu wcale wyjsc nie chcesz,tylko problem leży w kasie tzn by maz dawal ci ze swoich pieniędzy ,nie pytając na co,bądź by twoje pieniądze nie szły na życie?
tak do końca to ci nie wierze ze chcesz isc do pracy,ta która naprawdę chce nie wynajduje miliona powodow ,,przeciw,,,tylko podaje dziesiątki powodow ,,za,,

16

Odp: samotna w złym małżeństwie
atik napisał/a:

Ja będę ponosić koszty opiekunki, gdyż mój mąż się nie zgadza na nią. Jak twierdzi-po co tracić pieniądze. Jak chcę to mam sobie sama ją załatwić. Co więc w takiej sytuacji? Mogłabym załatwić na kilka godzin,ale co zrobie po poludniu? Powiem szefowi sorry nie mogę, bo mąż z dziećmi nie zostanie? To wszystko niedorzeczne. Sama przecieram oczy ze zdumienia gdzie i z kim ja żyje.
Absolutnie nie zgadzam się z taką postawą, tłumaczenia nie pomagają. Kwestia pieniędzy- mąż ma, ja mam przychodzić prosić, gdy czegoś potrzebuje. Dokładnie wytłumaczyć co za ile to może jednego dnia przyjdzie i powie-no to teraz masz godzine i idź sobie kup ten szampon. Przecież mam wolny czas?- wtedy kiedy mi pozwoli- zawsze mogę wyjść gdzieś.
W przeciągu kilku lat nie dorobiłam się niczego, wszystkie moje pieniądze idą na życie. Pieniądze męża- częściowo. Zarabia dużó więcej, ale co z tego? Gromadzi sobie pieniądze, w zasadzie nie wiem na co. Pytałam go,ale nie odpowiedział. Wydawało mi się, że gdy się jest w małżeństwie to ma się wspólne obowiązki, zobowiązania, także pieniądze. Coś w moim myśleniu jest nie tak? Bo już chyba tracę zdolność postrzegania..
Dla jasności-
ja zarabiam 3-10x mniej od męża a oddajemy na dom i życie po tyle samo.
on ma oszczędności do których nie mam dostępu, nie da na nianie, bo woli kupić sobie nowy samochód
mi nie zostaje nic, muszę prosić o fryzjera(a chodzę taaaak często-bo raz na 3miesiące)
to normalne? czy ze mną jest coś nie tak?
mąż twierdzi, że należy oddawać tyle samo pieniędzy (na pół), trochę to wydaje mi się niesprawiedliwe.. na moje argumenty, że chcę być niezależna, mieć trochę swoich pieniędzy odpowiada z kpiną "no tak, chcesz być niezależna jak biznesbaba" ręce mi opadają..
to normalne?

atik,
Hm...związek to jest rodzaj umowy pomiędzy dwoma osobami, ZGODNEGO porozumienia pomiędzy partnerami.
Ja na Twoim miejscu porozmawiałabym z mężem, przedstawiła swoje argumenty i spróbowała wspólnie z nim znaleźć konsensus (nie mylić z kompromisem) zarówno dla obecnej sytuacji, Twojego powrotu do pracy, jak i całokształtu Waszego związku w przyszłości, bo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że każde z Was ma odmienne założenia dotyczące małżeństwa, podziału ról i obowiązków, kwestii finansowych i pewnie jeszcze innych. Gdzieś chyba Wam to umknęło w przeszłości. Pozdrawiam smile

17

Odp: samotna w złym małżeństwie

A ja się Atik aż tak bardzo nie dziwię.
Dopóki mój mąż zarabiał mniej więcej tyle, co ja - nie było problemów. Zaczęły się, gdy dostał lepszą pracę.
Teraz potrafi mnie finansowo zaszantażować, choć póki co nie zabrał mi dostępu do wspólnego konta.


Skoro Atik siedzi w domu, wszystkie domowe obowiązki sam wykonuje- dlatego uważam, że równy wkład finansowy nie jest sprawiedliwy, bo autorka wątku wkłada w dom jeszcze swój czas i wysiłek fizyczny, a to też jest coś!

Rozumiem też sytuację, że siedząc w domu z małymi, chorymi dzieciakami, do tego jeszcze zimą, łatwo wpaść w przygnębienie.
Spróbuj gdzieś wyjść - często np. przy domach kultury/ bibliotece za niewielką opłatą organizowane są różne ogniska/ spotkania dla dzieci w wieku przedszkolnym. Albo choć jakaś kawiarnia/ bawialnia dla dzieci - starsze poszaleje, młodsze z Tobą się pobawi, ale zawsze jakaś odmiana będzie.

18

Odp: samotna w złym małżeństwie
atik napisał/a:

dzięki za odp:)
do pracy po 1 dziecku ledwo wyrabiałam. Zamienialiśmy się z mężem. Ja na rano do pracy-on gdy wracałam. Wszystko niby super (że się tak dało) no ale.. jak dla mnie to było oszukiwanie się na siłę, że tak super dajemy radę.

dlaczego skoro ciężko było już przy pierwszym dziecku, zdecydowaliście się na drugie?

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » samotna w złym małżeństwie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026