Witam wszystkich, jestem tu nowa, ale wcześniej czytałam dużo wątków na tej stronie. Postanowiłam i ja napisać, wyżalić się i chyba trochę liczę na pomoc, co mogę dalej z tym wszystkim zrobić, jak mogę pomóc sobie i mojemu partnerowi, bo ja jestem kompletnie zagubiona.
Zacznę od początku. Jestem ze swoim partnerem, 3,5 roku, mamy 2 letnie dziecko. Miesiąc przed narodzinami dziecka partner trafił do aresztu śledczego na rok, wyszedł i myślałam, że od tamtej pory wszystko się ułoży. Po wyjściu proponowałam mu by zgłosił się do psychologa po pomoc, dlatego, że po roku przebywania za kratami będzie mu się ciężko w tym wszystkim odnaleźć. Odmowił. Przed więzieniem wszystko było w porządku, partner był osobą wybuchową i nerwową, czasami podczas kłótni pojawiały się drobne groźby, typu: jak chcesz problemów to ci narobię, czy zaraz przyjdę to dopiero będziesz miała aferę. Nigdy tych gróźb nie spełniał, jakoś się godziliśmy i w miarę wydawało mi się (podkreślam WYDAWAŁO MI SIĘ), że jest ok. Przebywając w areszcie, obiecywał, że to koniec z alkoholem, narkotykami (bo za nie został złapany), kolegami i wszystkim co złe. Że jak wyjdzie to chce tylko mnie i nasze maleństwo mieć przy sobie, nic więcej. Był czuły, troskliwy, pisał listy, pytał o mnie, o dziecko. Kilka miesięcy przed wyjściem mógł do nas dzwonić i wtedy wszystko zaczęło mi się wydawać inne. Dzwonił to kompletnie nie interesowało go to co ja mówię, przestał dopytywać o nasze dziecko, jakby go wogóle to nie interesowało! W końcu wyszedł na wolność, pierwsze dni pomagał mi przy dziecku, nie kłóciliśmy się wszystko było ok. Tylko już następnego dnia od wyjścia się napił. Ale poszedł spokojnie spać. Tak mijały miesiące, i z każdym kolejnym było coraz gorzej. Między nami się przestało kompletnie układać, nawet w łóżku to już nie to samo co kiedyś, ochotę mam może marne 2 razy w tyg., partner przez to cały czas narzeka, kłóci się ze mną. Nie potrafi zrozumieć, że nie mam ochoty, jestem zmęczona, że jeśli się cały czas kłócimy to później nie mam na żadne czułości ochoty, a także tego, że jeśli robię to bez ochoty to czuję ból. Dlatego z tego powodu pojawiały się kolejne awantury. Po jakimś czasie okazało się, że on utrzymuje bardzo dobre kontakty ze swoją ex, i bardzo często do niej dzwoni i żali się na mnie. Pojawiła się moja zazdrość, kolejne awantury. Raz się napił, próbował popełnić samobójstwo, właściwie do dziś nie wiem z jakiego powodu, on rzekomo też nie. Ale zaraz po jak wylądował w szpitalu dzwonił do swojej byłej. Za kilka miesięcy kolejna awantura, bo nie chciałam współżyć, więc się napił, chciał się pociąć, zemdlał. Przyjechała policja i pogotowie, ale nie zabrali go. Miał iść się leczyć, oczywiście do dnia dzisiejszego nic z tym nie zrobił. Minął jakiś czas, z każdego dnia czułam, że jest coraz gorzej i mam tego coraz bardziej dość. Ciągle byłam sama z dzieckiem, on miał swoje zajęcia, choć od pół roku jest bezrobotny. Dzieckiem praktycznie wogóle się nie zajmuje, nie bawi się, nie karmi, nie pomaga nic!!!! W końcu nadszedł moment kiedy powiedziałam dość, miałam dosyć jego zachowania, bezczelnego, ciągłych awantur o wszystko, mojej rodziny kompletnie nie szanuje! Mnie też! Chyba, że chce seksu... Powiedziałam że to koniec, rozstajemy się, wyszłam z domu. Ten przez okno krzyknął czy napewno, powiedziałam tak, więc rzucił się, jakby padał na podłogę. Wróciłam biegiem do mieszkania, powiesił się, dzwoniłam po karetke w między czasie on zdjął sobie jakoś tą pętlę z moją pomocą. Zaczął uciekać, bo bał się, że go zabierze policja. Przyjechali pogadali i sprawę zostawili. Miał iść się leczyć, ciągle zwleka, a ja się go boję, boję się jego kolejnej próby samobójczej, boję się, że może w końcu zrobić coś mi w tej złości lub dziecku. Boję się odejść, ale mam go dość, nie mam ochoty na niego patrzeć, rozmawiać, a już napewno na żadne zbliżenia!!!! Wiem że on się nie zmieni i nic miedzy nami się nie zmieni, jeśli nie odejdę to bedę cierpieć. Dziecko też. Ale boję się tego, boję się, że będzie chciał się zabić, choć czasami myślę, że jeśli to zrobi, to przynajmniej będę z maleństwem bezpieczna i w końcu spokojna. Szukam osób które były w podobnej sytuacji... Pomocy!!! Co mam robić!!! Ja się wykończę!!!