Moja córka widuje się z babciami sporadycznie. Kiedy już się z nimi spotyka istnieją tylko babcie, tylko koło babci chce siedzieć z babcią się bawić - rozumiem to i akceptuję, po to głównie spotykamy się teraz z dziadkami (może z moimi rodzicami nie tylko, ale dla rodziców męża jesteśmy tylko dostarczycielami wnuków, tak to odbieram) żeby dzieci spędziły z nimi czas. B. rzadko ale zdarzało się córce (3lata) powiedzieć "mamo" do babci - mojej mamy. Było to trochę przykre dla mnie, jednak wiem że moja mama nigdy nie postawiłaby siebie ponad mnie w stosunku do mojego dziecka i przy jakichś zdrowych relacjach takie pomyłki przestaną się zdarzać, zresztą w ostatnim czasie już się nie zdarzały.
Inaczej jest z tym jeżeli chodzi o teściową. Wiem że kiedyś chciała mieć córkę ale niestety się jej nie doczekała. Ostatnio obserwuję frapujące mnie zachowania z jej strony. Jedna sytuacja była np była taka: córka bawiła się z teściową ludzikami. Babcia pyta: a kim ma być mój ludzik? Córka na to: mamusią (jej ludzika). Teściowa na to popatrzyła na mnie i powiedziała: dobrze Dominisiu (imię córki), będę Twoją mamusią.
Inna podobna sytuacja (były takie co najmniej dwie). Byłam akurat w innym pomieszczeniu ale słyszałam jak córka woła: "mamo, gdzie jesteś?" a teściowa na to odpowiedziała "tutaj jestem". Moje dziecko mogło się pomylić i powiedzieć do teściowej mamo, ale bardziej prawdopodobne wydaje mi się to, że wołała mnie (dotąd nazwała teściową mamą tylko raz) a teściowa odpowiadając jej w ten sposób mąci 3letniemu dziecku w głowie. Zresztą uważam ze nawet jeśli dziecko by się pomyliło, normalna babcia powinna dziecku po prostu powiedzieć gdzie jest jego prawdziwa mama a nie ubzdurać coś i sobie i wnuczce.
Poza tym kontakty z nią czasem przypominają taką podjazdową walkę, którą bywam już zmęczona. Mam wrażenie że ona ciągle podważa mój autorytet rodzicielski a ja stale muszę go udowadniać. Po 10 razy mówić że moje dziecko może lub nie może czegoś, ona i tak nie słucha. Ja i tak postawię na swoim bo to ja odpowiadam za moje dzieci ale te ciągłe powtarzające się sytuacje są jak już wspomniałam męczące.
Bardziej jednak teraz frapuje mnie myśl o co chodzi mojej teściowej, czy ona chciałaby mnie zastąpić w jakimś emocjonalnym sensie, być mamą dla swojej wnuczki czy jak, martwię się też może trochę na zapas że jeżeli taki styl zachowania się utrwali to możemy mieć problem w wieku nastoletnim albo szybciej bo ja kocham i wymagam, chcę wychować dobrego, odpowiedzialnego człowieka a babcia kocha i pozwala na wszystko ale po to żeby samej być kochaną, takie mam wrażenie.
Przez takie sytuacje czasem się zastanawiam czy babcie (z dziadkami jakos nie ma takicg problemów) rzeczywiscie kochają wnuki bezinteresownie, czy rzeczywiście dobro dziecka jest dla nich najważniejsze? Bo wyręczając dziecko, pozwalając mu na wszystko, umiejszając rolę matki (akurat ojciec jest u teściowej na piedestale), chcąc ją w niektórych sprawach zastąpić wychować można chyba tylko nieudolną życiowo pokrakę emocjonalną. Co myślicie? Jak byście zareagowali?