netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Straszna historia.

27 odpowiedzi9 639 wyświetleńzałożony przez LightOfHope, 28.10.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Straszna historia.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 28 ]

1

Temat: Straszna historia.

Muszę się z Wami podzielić moją naprawdę niesamowitą historią, wierzę, że jeśli opowiem o tym większej liczbie osób, nic złego się nie wydarzy.

Otóż jak większość z Was wie, do pewnego czasu byłam wróżką, teraz chciałabym napisać, dlaczego nią już nie jestem. Jak wiecie, wszystkie moje przepowiednie się sprawdzały, któregoś jednak razu postanowiłam powróżyć sobie samej. Nigdy nie zapomnę okoliczności, była potworna burza z piorunami, podobno taka pogoda sprzyja magii. To co jednak ujrzałam, przeraziło mnie potwornie.. wyszło mi, że mój mąż umrze w niedługim czasie. Ja mam 25 lat, mój mąż 26, od roku jesteśmy po ślubie. Załamałam się, pierwszy raz znalazłam się w takim stanie, chociaż wróżbiarstwem zajmowałam się 8 lat, różne rzeczy widziałam, ale nigdy nie wróżyłam sobie.. Minął miesiąc, z pomocą przyjaciół i rodziny, udało mi się zapomnieć o tym, co wtedy ujrzałam w kartach. Mieszkamy wraz z mężem przez ścianę z moimi rodzicami, u nich przebywa labrador którego dostałam na urodziny od siostry. Nie wiadomo z jakiego powodu zaczął wyć codziennie w nocy, od mamy dowiedziałam się, że zawsze o godzinie 3:30 w nocy. Wył tak kilka tygodni, aż którejś nocy wydarzyła się ta historia... Spałam z mężem w łóżku i nagle obudziło mnie szuranie bosych stóp po podłodze w sypialnii, zobaczyłam że mąż jest koło mnie i śpi, więc nie mógł to być on. Szuranie się nasilało, a ja odchyliłam głowę i w kącie pokoju dostrzegłam nagą postać. Przebierała nogami jakby chciała iść ale stała w miejscu. Przeraziłam się, próbowałam się ruszyć, ale byłam spapaliżowana, usiłowałam krzyczeć aby obudzić męża, ale z moich ust nie wydobywał się żaden głos. Kiedy spojrzałam drugi raz w kąt, dostrzegłam w ciemności, że ta postać to mój mąż! Przeraziłam się tak okropnie, że pod wpływem nagłego impulsu, poderwałam się z łóżka, postać zniknęła, ja chwyciłam za telefon, żeby sprawdzić godzinę, patrzę na wyświetlacz.. 3:30, mój labrador za ścianą zaczął wyć... Rozryczałam się tak głośno, że obudziłam śpiącego obok męża, całą noc już później nie spałam, cała się trzęsłam.

Po tych wydarzeniach mój pies nagle przestał wyć po nocach, ja natomiast boję się, że mojego męża spotka coś złego. I boję się że to może wydarzyć się o godzinie 3:30 lub 15:30 i to i to wpółdo czwartej... Kochani co o tym myślicie? Błagam Was o pomoc, wiem że osoba taka jak ja powinna sobie to jakoś logicznie wytłumaczyć, ale nie potrafię... Jak myślicie, co to mogło właściwie znaczyć? Historia ta wydarzyła się około 2/3 miesięcy temu. Dziękuję za odpowiedzi.

2

Odp: Straszna historia.

aż mnie ciary przeszły jak to przeczytałam... nie daj sobie wmówić że stanie się coś złego! bo jak to mowią wywołasz wilka z lasu...
Myślę że masz już to za sobą, jak mialo coś się stac strasznego to stało by się tej nocy, pies już nie wyje to tez dobry znak. Nie wróż już sobie bo podświadomie na prawdę możesz spowodowac nie szczęście. Nie martw sie teraz już wszystko będzie dobrze

3

Odp: Straszna historia.

Staram się naprawdę, trochę czasu już upłynęło od tego wydarzenia, postanowiłam już nigdy nie wróżyć i tego postanowienia się trzymam. Mąż nie wie nic o mojej wróżbie, nie powiedziałam mu, ma strasznie dużo na głowie, a ja nie chcę przysparzać jemu dodatkowych zmartwień. Ktoś powiedział mi, że skupiając się na złych rzeczach, przyciągamy je do siebie, więc nie rozpamiętuję już tamtej nocy, może jedynie.. tak czysto po ludzku martwię się o mojego męża. Dziękuję Ci bardzo apoteoza, chciałam się z Wami podzielić moją historią, chociażby po to, żeby ktoś napisał, że wszystko będzie dobrze, to bardzo dużo dla mnie znaczy. Dziękuję jeszcze raz smile

4

Odp: Straszna historia.

staraj sie nie mysleć o tym...Anioły cuwaja nad Wami...może to był znak dla Ciebie...ostrzezenie...tak to potraktuj...cieszcie sie życiem i badz blisko niego. Bedzie dobrze bo macie siebie

5

Odp: Straszna historia.

Tak, wiele trudnych chwil za nami, ale wciąż jesteśmy razem, tylko to się liczy i chociaż w życiu wiele może się wydarzyć, to jednak wierzę, że to co było złe to już tylko przeszłość, nic więcej. Dziękuję Kumo smile

6

Odp: Straszna historia.

i tak trzymać LightOfHope ! Dobrze że juz nie będziesz wróżyć, wiem że będzie Ci cięzko bo człowiek ma taką nature ciekawską że chciałby wiedzieć. Co ma być to będzie a Ty Kochana nie daj sie zmanipulować. Ciesz się że to co złe masz już za sobą tak jak powiedziała kumo to zapewne było tylko ostrzeżenie. Teraz wszystko się ułoży, zobaczysz! Pamiętaj że szczęście tkwi w szegółach smile

7

Odp: Straszna historia.

Pomyśl sobie, że to nic nadzwyczajnego ta wróżba - każdy przecież prędzej czy później umrze smile Trzeba więc cieszyć się tym czasem, który teraz mamy.

8

Odp: Straszna historia.

Niesamowita historia! Ja na magii się nie znam ale bardzo mnie ciekawi, podejrzewam że też bym sobie samej powróżyła. Całe zajście coś jednak znaczyło.......być może to coś już się wydarzyło albo dopiero wydarzy, ale skoro pies przestał wyć to chyba dobry znak. Wiadomo że będziesz miała to w pamięci ale staraj się o tym nie myśleć bo możesz to przywołać.

9

Odp: Straszna historia.

pennylane masz rację, trzeba się cieszyć każdą chwilą, korzystać z życia i nie zamartwiać się, ile nam jeszcze czasu pozostało.. co ma być to będzie. Czasami lepiej nie wiedzieć co przyniesie nowy dzień i czekać na niego z utęsknieniem, tak jak gdyby był największym cudem. I na starość wspominać wszystko z uśmiechem na ustach i przekonaniem w sercu, że nie zmarnowałam ani sekundy smile, apoteoza23 Tak szczęście tkwi w szczegółach i to z nich należy czerpać radość i siłę, z tych najmniejszych drobiazgów, które z czasem przeobrażają się w coś naprawdę wielkiego smile Dziękuję Ci i Tobie również życzę jak najlepiej smile, nancymw Staram się o tym już nie pamiętać, chociaż czasami wraca, chociażby w snach... tak miewam koszmary od tamtej chwili, ale daję sobie jakoś z tym radę smile Dziękuję Wam dziewczyny, cieszę się że Wam o tym opowiedziałam, dzięki temu odzyskałam spokój ducha smile

10

Odp: Straszna historia.

dziękuję bardzo za te miłe słowa LihtOfHope bardzo mi miło smile

11

Odp: Straszna historia.

Wyobrażam sobie jak się czujesz. Mi rok temu śnił się potwornie realny sen, że mój ukochany ginie. Pół nocy ryczałam gdy się obudziłam. Też bardzo długo to za mną chodziło, ale w końcu przestałam o tym myśleć i już nie boję się tak o niego.

Twoja sytuacja jest ciut gorsza, ale zgadzam się z innymi: nie wmawiaj sobie, że coś się stanie.

12

Odp: Straszna historia.

Brrrr mnie też ciarki przeszły !!!!!!!!!!

Dobrze komuś doradzać  ,jak to tkwi  w podświadomości. Dopiero z czasem zapomnisz ! Myślę że nic złego się nie wydarzy .

13

Odp: Straszna historia.

A ja jestem samiutenka w domu... I boje sie teraz isc do lozka...

14 Ostatnio edytowany przez Throe (2009-10-29 08:30:35)

Odp: Straszna historia.

Psy nie mają tak silnego wyczucia zapachu, żeby czuć zapachy aż za ścianą, a po drugie, głosy szurania powinien przyjąć jako głosy chodzenia domowników, no chyba że pies zawsze szczeka na odgłosy szurania. Kto wie.

Po drugie te wycie, z pewnością obudziło by was wszystkich, szczekanie psa jest bardzo głośne, i musi każdego budzić o 3:30 przez co pies by nie spał w pokoju, ale np w innym pomieszczeniu aby nie zakłócać snu wszystkich domowników.

Pozdrawiam

15

Odp: Straszna historia.
a_normalna napisał/a:

Twoja sytuacja jest ciut gorsza, ale zgadzam się z innymi: nie wmawiaj sobie, że coś się stanie.

Na szczęście zdążyłam już trochę ochłonąć po tym wydarzeniu, najgorszy był pierwszy tydzień, bałam się chodzić spać i ciągle wydzwaniałam o godzinie 15:30 do mojego męża, kiedy wracał z pracy, żeby sprawdzić czy nie dzieje się nic złego. Minęło jednak od tamtej chwili sporo czasu, jestem już spokojniejsza, przestałam się zadręczać. Nie wiem właściwie co to miało wszystko znaczyć.. ale nie dbam już o to, nie wracam pamięcią do tego co było, taką mam zasadę w życiu, no chyba że było to coś dobrego smile Dziękuję za odpowiedź i życzę spokojniejszych snów smile

Nicolle napisał/a:

Brrrr mnie też ciarki przeszły !!!!!!!!!!

Dobrze komuś doradzać  ,jak to tkwi  w podświadomości. Dopiero z czasem zapomnisz ! Myślę że nic złego się nie wydarzy ..

Masz rację, to tkwi w podświadomości. Zadziwiające, że te gorsze przeżycia, że te złe wspomnienia są w stanie odbić się w psychice człowieka wielokrotnie bardziej jak te miłe i dobre. I tak, ja wciąż pamiętam tamtą noc, w dalszym ciągu na wspomnienie o niej przechodzą mi dreszcze po całym ciele, ale.. nie czuję już takiego strachu jak wtedy. Jestem naprawdę spokojniejsza, uwierzyłam, że to najgorsze mam już za sobą i jeśli miało się coś wydarzyć to uległo to przeterminowaniu, przedawnieniu. W życiu.. zawsze, ale to zawsze, na przekór wszystkiemu i wszystkim, trzeba być dobrej myśli smile

Marvie napisał/a:

A ja jestem samiutenka w domu... I boje sie teraz isc do lozka...

W takim razie spóźnione życzenia spokojnych, kolorowych snów smile Mam nadzieje że takie były? smile

Throe napisał/a:

LifgtOfHope, czy miałaś może robione testy na schizofrenie ?

Nie miałam nigdy robionych tego typu testów, nie uważam też by było to konieczne. Jestem całkowicie normalną osobą, spotkało mnie to, tak jak spotkać może każdego szarego człowieka. Życie jest jak loteria, nigdy nie wiadomo co komu przyniesie los, nie można jednak zrzucać wszystkiego na jakąś chorobę, nie wszystko da się naukowo wytłumaczyć, na świecie dzieją się dziwne rzeczy, wybitni doktorzy załamują ręcę i zamykają oczy z nadzieją, że ich wcale nie ma, bo nie potrafię ich rozsądnie wytłumaczyć, ale one się dzieją. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak mało jeszcze wiedzą o otaczającym nas świecie. Przyznam, że trochę zrobiło mi się przykro gdy przeczytałam Twoje pytanie, bo zabrzmiało to trochę tak jak: "Czy jesteś wariatką"...", ja naprawdę nie rozumiem tego co wydarzyło się tamtej nocy, było mi z tym ciężko, dlatego że tłamsiłam w sobie cały ten strach, nie chcąc obarczać męża, po co miałabym go straszyć? Mało ma zmartwień w życiu? Nie jestem typem umysłu ścisłego, nie wytłumaczę sobie, że to plus tamto złożyło się na całą sytuację, stało się i tyle... Chciałam jedynie się tym podzielić z Wami, żeby jeszcze mocniej utwierdzić się w przekonaniu, że nic złego się nie wydarzy. W myśl zasady, że jak 100 ludzi mówi Ci że umarłeś, to lepiej się połóż. Tak i ja słysząc/czytając: "Nic się nie stanie", nabieram przekonania, że tak właśnie będzie.

Throe napisał/a:

Jeżeli nie, to uważam temat za prowokację, jako iż psy nie mają tak silnego wyczucia zapachu, żeby czuć zapachy aż za ścianą, a po drugie, głosy szurania powinien przyjąć jako głosy chodzenia domowników, no chyba że pies zawsze szczeka na odgłosy szurania. Kto wie.

Po drugie te wycie, z pewnością obudziło by was wszystkich, szczekanie psa jest bardzo głośne, i musi każdego budzić o 3:30 przez co pies by nie spał w pokoju, ale np w innym pomieszczeniu aby nie zakłócać snu wszystkich domowników.

Pozdrawiam

Kiedyś pisałam już, że ludzie kpią z rzeczy których nie rozumieją. Mój temat nie jest prowokacją i naprawdę przykro mi, że sugerujesz wogóle coś takiego. Zanim kiedyś kogoś kolejny raz osądzisz, zastanów się czy oby napewno nie krzywdzisz tej osoby i jej uczuć w żaden sposób. Opisałam swoje prawdziwe przeżycia, co miałabym na celu opisując jakieś bzdury wyssane z palca? Miałam nadzieje że na tym forum są ludzie z otwartym umysłem, ale jak widać są różni... Pamiętaj, że w życiu trzeba być obiektywnym, bo w bardzo łatwy sposób można się pomylić w stosunku do drugiej osoby. Mój pies mieszka u rodziców od ponad 5 lat, nigdy nie wył, nie mam zielonego pojęcia jak wykształcony jest jego zmysł węchu, odnośnie szurania to mieszkamy z mężem sami w parterówce, rodzice mieszkają za ścianą w domku jednorodzinnym, nie ma takiej możliwości, abym usłyszała szuranie ich bosych stóp, wycie psa to co innego, bo on bardzo głośno wył. Wycie psa, budziło za każdym razem mnie, dlatego, że mam bardzo czuły sen, ale w tym jednym przypadku poderwałam się z łóżka zanim pies zaczął wyć, bo obudziło mnie coś innego. Pies śpi w kuchni na parterze, rodzice mają sypialnie na pierwszym piętrze. Wiesz.. rozumiem to, że podchodzisz sceptycznie do mojej opowieści, ja może jeszcze kilka lat temu, traktowałabym to w ten sam sposób. Szanuję Twoje zdanie, ale nie zgadzam się z nim. Nie jestem jedną z tych osób które piszą bajki na zamówienie. Traktuję to forum bardzo poważnie. Opisałam swoją historię, bo wiedziałam, że są tutaj osoby które mnie wesprzą i spróbują rozsądnie wytłumaczyć całe zajście, ale nie oskarżając od razu o prowokację i stawiając diagnozy o schizofrenii. Mimo wszystko dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.

apoteoza23 napisał/a:

dziękuję bardzo za te miłe słowa LihtOfHope bardzo mi miło

To mi było bardzo miło, a komu bardziej to już sprzeczać się nie będziemy hehe wink Jeszcze raz z całego serduszka dziękuję smile

16

Odp: Straszna historia.

Przepraszam ,ale jeszcze nie umiem cytować !!!
Chcę się odnieść do wypowiedzi Throe . Niestety ale mylisz się. Pies wyczuwa śmierć w pobliżu  a także pożar!!! I objawia się to wyciem !!!! I to jest UDOWODNIONE !

17

Odp: Straszna historia.

Zamiast wmawiać sobie, że coś się stanie pomyśl raczej, że tamtej nocy odstraszyła tamto coś wink

18

Odp: Straszna historia.
marta_t napisał/a:

Zamiast wmawiać sobie, że coś się stanie pomyśl raczej, że tamtej nocy odstraszyła tamto coś wink

Już niczego sobie nie wmawiam, przynajmniej się staram smile Cokolwiek miało to znaczyć i cokolwiek to było, możliwe że masz rację, więcej się nie pojawiło, więc kto wie.. może naprawdę TO wystraszyłam smile aczkolwiek w dalszym ciągu jest to dla mnie olbrzymia zagadka...

Nicolle napisał/a:

Pies wyczuwa śmierć w pobliżu

Ja również uważam, że mój kochany psiak coś czuł, jest bardzo mądry... Tłumaczę sobie to w ten sposób, że tamtej nocy coś miało się wydarzyć, coś złego.. Być może marta_t ma rację, może ja TO COŚ przegoniłam, pokrzyżowałam plany.. nie wiem.. ciężko to wszystko jakoś poukładać w logiczną całość, rozsądnie wytłumaczyć, chyba wolę już myśleć, że to się wcale nie wydarzyło, że to był jakiś chory sen.

19 Ostatnio edytowany przez Throe (2009-10-29 15:36:36)

Odp: Straszna historia.
LightOfHope napisał/a:

Nie miałam nigdy robionych tego typu testów, nie uważam też by było to konieczne. Jestem całkowicie normalną osobą, spotkało mnie to, tak jak spotkać może każdego szarego człowieka. Życie jest jak loteria, nigdy nie wiadomo co komu przyniesie los, nie można jednak zrzucać wszystkiego na jakąś chorobę, nie wszystko da się naukowo wytłumaczyć, na świecie dzieją się dziwne rzeczy, wybitni doktorzy załamują ręcę i zamykają oczy z nadzieją, że ich wcale nie ma, bo nie potrafię ich rozsądnie wytłumaczyć, ale one się dzieją. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak mało jeszcze wiedzą o otaczającym nas świecie. Przyznam, że trochę zrobiło mi się przykro gdy przeczytałam Twoje pytanie, bo zabrzmiało to trochę tak jak: "Czy jesteś wariatką"...", ja naprawdę nie rozumiem tego co wydarzyło się tamtej nocy, było mi z tym ciężko, dlatego że tłamsiłam w sobie cały ten strach, nie chcąc obarczać męża, po co miałabym go straszyć? Mało ma zmartwień w życiu? Nie jestem typem umysłu ścisłego, nie wytłumaczę sobie, że to plus tamto złożyło się na całą sytuację, stało się i tyle... Chciałam jedynie się tym podzielić z Wami, żeby jeszcze mocniej utwierdzić się w przekonaniu, że nic złego się nie wydarzy. W myśl zasady, że jak 100 ludzi mówi Ci że umarłeś, to lepiej się połóż. Tak i ja słysząc/czytając: "Nic się nie stanie", nabieram przekonania, że tak właśnie będzie.

Przepraszam, nie chciałem cię obrazić.
Schizofrenia polega na tym że prawie nigdy człowiek nie powie że faktycznie to co widzi, to coś nie normalnego. Przecież wiadomo, ja również gdybym zobaczył zombi, dotknął bym go a ten by się rozpłynął, pomyślał bym że to na BANK prawdziwe było, a nie że to była halucynacja. W końcu wyglądał jak na żywo, no właśnie.... jak na żywo, bo schizofrenia niestety jest tak okrutną chorobą że kontroluje nasz każdy zmysł. IMO 90% przypadków ludzi z tą chorobą nie przyznaje się do tego, że są faktycznie chorzy a to w większości dla tego że to co widzą wygląda dosłownie tak jak by to było rzeczywiste (a nie jak by było rozmazane, czy nie wyraźne).
To też cecha schizofrenii.
Choroba rozwija się m.in przez autosugestię, a dokładniej przez stany lękowe. Ja miałem również halucynacje że widzę zmarłego dziadka. Spałem w jego dawnym pokoju, i nagle zacząłem myśleć, tak intensywnie o nim, że bałem się odwrócić bo go bym zobaczył. Mówię sobie trudno, bardzo mi go brakuje zaryzykuje. Zobaczyłem go jak stał przed drzwiami od pokoju, szybko się wtuliłem do poduszki i zacząłem płakać jak małe dziecko. Stało się to, ponieważ moja podświadomość po przez stany lękowe wysłuchała mojej prośby, i pokazała mi dziadka. Po prostu zbyt intensywnie o nim myślałem a jednocześnie towarzyszył mi lęk i podświadomość. Nie wiem jak było w twoim przypadku, ale właśnie przez stany lękowe IMO najczęściej pojawiają się halucynacje. Zależy też jak bardzo organizm jest odporny na wpływy czynników zewnętrznych, czy jest to osoba opanowana czy też nie. Największe ryzyko jest u osób które są łatwowierne w różne rzeczy, wtedy ryzyko jest największe.

LightOfHope napisał/a:

Kiedyś pisałam już, że ludzie kpią z rzeczy których nie rozumieją. Mój temat nie jest prowokacją i naprawdę przykro mi, że sugerujesz wogóle coś takiego. Zanim kiedyś kogoś kolejny raz osądzisz, zastanów się czy oby napewno nie krzywdzisz tej osoby i jej uczuć w żaden sposób. Opisałam swoje prawdziwe przeżycia, co miałabym na celu opisując jakieś bzdury wyssane z palca? Miałam nadzieje że na tym forum są ludzie z otwartym umysłem, ale jak widać są różni... Pamiętaj, że w życiu trzeba być obiektywnym, bo w bardzo łatwy sposób można się pomylić w stosunku do drugiej osoby. Mój pies mieszka u rodziców od ponad 5 lat, nigdy nie wył, nie mam zielonego pojęcia jak wykształcony jest jego zmysł węchu, odnośnie szurania to mieszkamy z mężem sami w parterówce, rodzice mieszkają za ścianą w domku jednorodzinnym, nie ma takiej możliwości, abym usłyszała szuranie ich bosych stóp, wycie psa to co innego, bo on bardzo głośno wył. Wycie psa, budziło za każdym razem mnie, dlatego, że mam bardzo czuły sen, ale w tym jednym przypadku poderwałam się z łóżka zanim pies zaczął wyć, bo obudziło mnie coś innego. Pies śpi w kuchni na parterze, rodzice mają sypialnie na pierwszym piętrze. Wiesz.. rozumiem to, że podchodzisz sceptycznie do mojej opowieści, ja może jeszcze kilka lat temu, traktowałabym to w ten sam sposób. Szanuję Twoje zdanie, ale nie zgadzam się z nim. Nie jestem jedną z tych osób które piszą bajki na zamówienie. Traktuję to forum bardzo poważnie. Opisałam swoją historię, bo wiedziałam, że są tutaj osoby które mnie wesprzą i spróbują rozsądnie wytłumaczyć całe zajście, ale nie oskarżając od razu o prowokację i stawiając diagnozy o schizofrenii. Mimo wszystko dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.

Droga LightOfHope.
Nie kpię z ciebie, a doskonale rozumiem twoją sytuację.
Sugeruję że temat jest prowokacją, ponieważ jest od dawna wiadome że wróżby nie są udowodnione, i póki co nie mamy dowodów na to, że faktycznie działają bo gdyby tak było, to już dawno byśmy wiedzieli co się wydarzy na świecie, jak uniknąć wielu sytuacji które będą miały w przyszłości miejsce itp. Póki co wróżby mają charakter zbyt ogólny a żeby można by było mówić o czymś więcej.
Wyrażam tylko swoją opinię w zaistniałej sytuacji w jakiej się znalazłaś a moja odpowiedź jest obiektywna jako że nie lubię pocieszać, a bardziej wyrażać swoje opinie realistycznie do zaistniałej sytuacji.

20

Odp: Straszna historia.
Throe napisał/a:

Przepraszam, nie chciałem cię obrazić.
Schizofrenia polega na tym że prawie nigdy człowiek nie powie że faktycznie to co widzi, to coś nie normalnego. Przecież wiadomo, ja również gdybym zobaczył zombi, dotknął bym go a ten by się rozpłynął, pomyślał bym że to na BANK prawdziwe było, a nie że to była halucynacja. W końcu wyglądał jak na żywo, no właśnie.... jak na żywo, bo schizofrenia niestety jest tak okrutną chorobą że kontroluje nasz każdy zmysł. IMO 90% przypadków ludzi z tą chorobą nie przyznaje się do tego, że są faktycznie chorzy a to w większości dla tego że to co widzą wygląda dosłownie tak jak by to było rzeczywiste (a nie jak by było rozmazane, czy nie wyraźne).
To też cecha schizofrenii.
Choroba rozwija się m.in przez autosugestię, a dokładniej przez stany lękowe. Ja miałem również halucynacje że widzę zmarłego dziadka. Spałem w jego dawnym pokoju, i nagle zacząłem myśleć, tak intensywnie o nim, że bałem się odwrócić bo go bym zobaczył. Mówię sobie trudno, bardzo mi go brakuje zaryzykuje. Zobaczyłem go jak stał przed drzwiami od pokoju, szybko się wtuliłem do poduszki i zacząłem płakać jak małe dziecko. Stało się to, ponieważ moja podświadomość po przez stany lękowe wysłuchała mojej prośby, i pokazała mi dziadka. Po prostu zbyt intensywnie o nim myślałem a jednocześnie towarzyszył mi lęk i podświadomość. Nie wiem jak było w twoim przypadku, ale właśnie przez stany lękowe IMO najczęściej pojawiają się halucynacje. Zależy też jak bardzo organizm jest odporny na wpływy czynników zewnętrznych, czy jest to osoba opanowana czy też nie. Największe ryzyko jest u osób które są łatwowierne w różne rzeczy, wtedy ryzyko jest największe.

Przedewszystkim chciałam Cię przeprosić, ponieważ zwracałam się do Ciebie jak do kobiety, nie wiem dlaczego przyjęłam że nią jesteś.. Drogi Throe, zapewniam Cię, że żadne, ale to żadne okoliczności czy sytuacje które miały miejsce w moim życiu nie mogły mieć wpływu na to co się wydarzyło, gdyż w ostatnim czasie, a dokładniej.. w tamtym czasie gdy to się stało, nie żyłam w żadnym stresie, nie miałam stanów lękowych, prowadziłam całkiem normalne poukładane życie, ot taka szara spokojna rzeczywistość i tak jest do dzisiaj, no może z tą różnicą, że to co zaszło jest faktem, który ciężko jest mi wymazać z pamięci. Bardzo mi przykro z powodu Twojego dziadka, wyobrażam sobie jaki to musiał być dla Ciebie cios. Nie twierdzę, że nie masz racji, być może człowiek zbyt mocno poddający się działaniu swojej wyobraźni jest w stanie zobaczyć różne rzeczy, tylko tego wprzód trzeba jeszcze pragnąć i chcieć.. a ja, no cóż, nie wmawiałam sobie że zobaczę "ducha" mojego męża, nie myślałam o tym, nie skupiałam się, swoją wróżbę wymazałam nawet z pamięci, a jednak to się stało.. i tego właśnie nie potrafię sobie wytłumaczyć. Drogi Throe nie uraziłeś mnie w żaden sposób, szanuję zdanie innych ludzi, nawet jeśli nie zgadza się z moim własnym, jedyne co, to może zrobiło mi się przykro, bo przez moment poczułam się jak stuknięta baba, która opisuje historię na wzór "opowieści z krypty" i wystawia się tym samym na śmieszność.. Ale opisałam to nie licząc na niezły ubaw, a wręcz przeciwnie po to, by szukać sensu w tym wszystkim i odpowiedzi. Dziękuję Ci bo poniekąd mi pomogłeś, nie koniecznie diagnozując wczesne objawy schizofrenii smile


Throe napisał/a:

Droga LightOfHope.
Nie kpię z ciebie, a doskonale rozumiem twoją sytuację.
Sugeruję że temat jest prowokacją, ponieważ jest od dawna wiadome że wróżby nie są udowodnione, i póki co nie mamy dowodów na to, że faktycznie działają bo gdyby tak było, to już dawno byśmy wiedzieli co się wydarzy na świecie, jak uniknąć wielu sytuacji które będą miały w przyszłości miejsce itp. Póki co wróżby mają charakter zbyt ogólny a żeby można by było mówić o czymś więcej.
Wyrażam tylko swoją opinię w zaistniałej sytuacji w jakiej się znalazłaś a moja odpowiedź jest obiektywna jako że nie lubię pocieszać, a bardziej wyrażać swoje opinie realistycznie do zaistniałej sytuacji.

Drogi Throe oczywiście masz prawo do swojego zdania, cenię w ludziach to, że wogóle mają swoje zdanie i poglądy których się trzymają, chociaż we wpółczesnym świecie jest to już niestety rzadkość.. Ale wracając do tematu, zapewniam Cię że nie był on w żaden sposób prowokacją, gdyby był to musiałabym przyznać przed sobą i całym światem, że jestem osobą kompletnie niepoważną i głupią.. Bo tylko głupi i niepoważni ludzie opisują jakieś bajki ku radości własnej i zdenerwowaniu innych, wówczas jest to prowokacja, tak jak temat dotyczący gwałtu który kiedyś przeczytałam na tym forum, nie rozumiem co mają na celu takie zabawy i czemu one służą i nie wnikam.. ale ja należę do grona osób wyjątkowo szczerych, taka jestem i tego wymagam też od innych ludzi. Możesz mi wierzyć lub nie, nie będę się z Tobą spierać o racje, ale to co przeżyłam nie jest fikcją, a wróżbiarstwo no cóż.. nie praktykowałam tego na jakąś większą skalę, a jedynie w zaciszu domowym, pomagałam ludziom odnaleźć właściwą drogę, pokierować nimi, gdy nie wiedzieli już co mają robić, zaglądałam w ich przyszłość, przestrzegałam.. Nic więcej. Fajnie jest być realistą, wszystko można sobie wytłumaczyć, życie jest tak oczywiste, że aż nudne, bo nie jest w stanie Cię zaskoczyć, zdziwić.. na wszystko masz gotową odpowiedź.. Wiesz? Ja chyba wolę jednak żyć w świecie złudzeń i mieć nadzieje, że życie to coś więcej jak tylko marna egzystencja i film który w pewnym momencie się urywa, a po nim nastaje pustka. Pozdrawiam Cię Throe smile

21

Odp: Straszna historia.

Dobra bajka big_smile

22 Ostatnio edytowany przez Throe (2009-10-29 21:41:33)

Odp: Straszna historia.

LightOfHope w tym momencie moje podejrzenia co do tego że temat jest prowokacją, spadły do zera :-)

Rzeczywiście przeczytałem uważnie twoją wypowiedź nawet dwa razy (bo mi się spodobała) i rozumiem cię. Faktycznie jestem realistą, ale czy ja wiem czy tak dobrze jest nim być... nie mam porównania w sumie :-)))

Widzę też że jesteś miłą osobą ponieważ uszanowałaś moje zdanie i nie krytykujesz mnie przez to. Za to leci dla ciebie +

Cóż droga LightOfHope, wiesz każdy człowiek jest inny, i każdy na twój temat będzie miał inne zdanie. Ja swoje zdanie i to, co o tym myślę już napisałem. Ja mówiąc szczerze, gdybym zobaczył to, co zobaczyłaś ty (nie mam żony wiec inną osobę którą kocham np mamę) to pewnie byłbym w szoku przez miesiące, a spać po prostu bałbym się. Mogło to by się dla mnie po prostu tragicznie skończyć, a ty, skoro wytrzymałaś to, i radzisz sobie, musisz się wykazywać naprawdę mocną psychiką :-)

IMO wszystkiego wytłumaczyć nie można m.in przekraczającej pojęcie całej ludzkości ogromu wszechświata.

Mimo że jestem Realistą, to głęboko wierzę w Boga, być może odbiegnę troszkę od tematu, ale zachęcam ciebie bardzo gorąco (wiem że ci się nie będzie chciało ale chociaż spróbuje, nic nie tracę) do poczytania sobie o zjawisku oobe (w google możesz wpisać).
Przez to tak naprawdę uwierzyłem w Boga bo można powiedzieć że sam to przeżyłem :-)

Pozdrawiam serdecznie :-)

23

Odp: Straszna historia.

Ja na Twoim miejscu poszłabym do jakiejś sprawdzonej wróżki,i nie mówiąc jej nic o całej sytuacji wysłuchałabym jaką ma wróżbę, bo to zastanawiające. Bo na razie to niezłego stresa sobie napędziłaś!

24

Odp: Straszna historia.
paulinkaaa17 napisał/a:

Dobra bajka big_smile

Spodziewałam się i takich reakcji na moją opowieść.

Throe napisał/a:

LightOfHope w tym momencie moje podejrzenia co do tego że temat jest prowokacją, spadły do zera :-)

Dziękuję Ci, że mi uwierzyłeś, ja naprawdę nie zaliczam się do grona osób, które tworzą tematy na forach tylko po to by wzbudzić sensacje wokół swojej osoby. Opisałam tą historię w nadzieji, że ktoś pomoże mi ją w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć i nie zawiodłam się, spotkałam tu bardzo wiele życzliwych osób smile

Throe napisał/a:

Rzeczywiście przeczytałem uważnie twoją wypowiedź nawet dwa razy (bo mi się spodobała) i rozumiem cię. Faktycznie jestem realistą, ale czy ja wiem czy tak dobrze jest nim być... nie mam porównania w sumie :-)))

Ja nie pozostaję w tyle, ponieważ Twoje wypowiedzi czytałam również więcej niż raz wink Widzisz, uważam że nie należy być ani 100%-owym realistą, ani też osobą która całkowicie pochłonięta jest bujaniem w obłokach.. Myślę że trzeba być i jednym i drugim na zasadzie pół na pół. Wtedy człowiek rozumie i dostrzega więcej, nie postrzega świata tylko w jeden sposób. Jesteś realistą, ale nie wierzę w to, że nie posiadasz marzeń, prawda że pomagają oderwać się od szarej rzeczywistości? Pięknie jest w nie wierzyć, nawet jeśli się nie spełnią, to jednak nadają życiu kolorów i sensu smile

Throe napisał/a:

Widzę też że jesteś miłą osobą ponieważ uszanowałaś moje zdanie i nie krytykujesz mnie przez to. Za to leci dla ciebie +

A więc dla Ciebie leci + za to, że je masz, bo po tym ocenia się prawdziwą wartość drugiego człowieka.

Throe napisał/a:

Cóż droga LightOfHope, wiesz każdy człowiek jest inny, i każdy na twój temat będzie miał inne zdanie. Ja swoje zdanie i to, co o tym myślę już napisałem. Ja mówiąc szczerze, gdybym zobaczył to, co zobaczyłaś ty (nie mam żony wiec inną osobę którą kocham np mamę) to pewnie byłbym w szoku przez miesiące, a spać po prostu bałbym się. Mogło to by się dla mnie po prostu tragicznie skończyć, a ty, skoro wytrzymałaś to, i radzisz sobie, musisz się wykazywać naprawdę mocną psychiką :-)

Dlatego m.in. opisałam tą historię, pomimo tego że wydarzyła się jakiś czas temu, nadal nie potrafię jej zapomnieć, wiem że jest to kwestia czasu (mam taką nadzieję), ale póki co jest ciężko. W swoim krótkim 25-letnim życiu sporo już przeszłam, ale to działało na mnie (co dziwne) motywująco, po kolejnych upadkach, podnosiłam się z jeszcze większą wiarą i siłą do walki. Nie jestem osobą która łatwo się poddaje.. Na przekór wszystkiemu, zawsze uśmiecham się, zaciskam pięści i idę dalej naprzód. Życie bywa brutalne, ale nie zraża mnie to smile Staram się wpajać tą wiarę zagubionym osobom po przejściach tutaj na forum jak i poza nim, dzięki temu czuję się potrzebna i szczęśliwa smile

Throe napisał/a:

IMO wszystkiego wytłumaczyć nie można m.in przekraczającej pojęcie całej ludzkości ogromu wszechświata.

Mimo że jestem Realistą, to głęboko wierzę w Boga, być może odbiegnę troszkę od tematu, ale zachęcam ciebie bardzo gorąco (wiem że ci się nie będzie chciało ale chociaż spróbuje, nic nie tracę) do poczytania sobie o zjawisku oobe (w google możesz wpisać).
Przez to tak naprawdę uwierzyłem w Boga bo można powiedzieć że sam to przeżyłem :-)

Ja również jestem osobą wierzącą smile Gdyby nie wiara w Boga, czy życie ludzkie nie byłoby pozbawione sensu? Na co zdałby się wówczas cały ten nasz trud i wysiłek? Gdyby nie wiara, jaki byłby sens naszego istnienia? Myślę, że na te pytania każdy sam powinien sobie odpowiedzieć smile I tak drogi Throe wiem czym jest zjawisko OOBE. I widzisz? Przeżyłeś coś, co jest nie do przyjęcia dla 100%-owego realisty smile A jednak wierzysz w to.. smile

Throe napisał/a:

Pozdrawiam serdecznie :-)

A ja życzę spokojnych snów smile

kometa9 napisał/a:

Ja na Twoim miejscu poszłabym do jakiejś sprawdzonej wróżki,i nie mówiąc jej nic o całej sytuacji wysłuchałabym jaką ma wróżbę, bo to zastanawiające. Bo na razie to niezłego stresa sobie napędziłaś!

To prawda, ale cała historia wzięła swój początek od niepotrzebnej ciekawości.. Chciałam wiedzieć co wydarzy się w moim życiu, nie byłam jednak przygotowana na takie informacje. Teraz już nic nie chcę wiedzieć, wiem również że nigdy już nie zajrzę w karty czy to w czyjejś czy w swojej własnej intencji. Wolę żyć w niewiedzy, tak aby każdy nowy dzień był zagadką. Dzięki całej tej historii nauczyłam się jednak jednej bardzo ważnej rzeczy, że trzeba szanować życie i czas który jest nam dany, bo nie mamy tak naprawdę nic cenniejszego. Pozdrawiam smile

25

Odp: Straszna historia.

To prawda - niezłego stresa sobie napędziłaś.
Sobie co prawda się nie wróży - ale stało się. Skoro zajmowałaś się wróżeniem, na pewno zdajesz sobie sprawę, że to co wychodzi we wróżbach nie musi się spełnić a jedynie może. Wróżby mają ewentualnie ostrzec przed czymś, dać do myślenia. Być może mogło się coś wydarzyć, ale została dana druga szansa Twojemu mężowi. Może należy się nad tym zastanowić i docenić, że jest tak a nie inaczej. Druga sprawa (też kiedyś niestety zajmowałam się wróżeniem) z tego co wiem, w czasie burzy ani nawet przy silnym zachmurzeniu nie powinno się wróżyć.
Jeśli chodzi o Twój sen, to domyślam się, że bardzo przejmowałaś się wróżbą, siedziała w Twojej głowie, dlatego umysł spłatał Ci niezłego figla - podświadomie o tej godzinie, której się obawiałaś, bo wył pies. A co do psa... rzeczywiście potrafią wyczuć różne rzeczy. Moja np. (również labrador smile strasznie wyła przed śmiercią dziadka. Później też dwa razy miała takie okresy, że wyła ale szczęśliwie nikt nie umierał. Także trudno powiedzieć o co jeszcze z tym wyciem może chodzić. Jak pisali inni, dobrze, że Twój przestał wyć.
Tak piszę i jeszcze mi przyszło do głowy, że może to był po prostu sygnał do Ciebie, żebyś przestała się zajmować wróżeniem? Nigdy nie wiadomo na ile wróżba to samospełniające się proroctwo. Zresztą z jakichś powodów przyszłość jest nam nieznana i chyba lepiej, żeby tak zostało.

26

Odp: Straszna historia.

delmonico ja wróżbiarstwo traktowałam zawsze jako "pomoc ostateczną", najpierw przeprowadzałam wywiad z osobą zainteresowaną, czy oby napewno jest ona w życiowym dołku z którego nie potrafi wybrnąć o własnych siłach, bo prawda jest taka, że czasami wystarczy zwykła rozmowa, aby pomóc drugiej osobie w podjęciu odpowiedniej decyzji. Natomiast jeśli osoba ta, uparcie pragnęła zajrzeć w swoją przyszłość, tłumaczyłam jej wprzód, że karty tarota są w pewnym sensie drogowskazem, radą, nie należy więc traktować tego co mają nam do przekazania jako coś złego, nie należy również podejmować gwałtownych decyzji o zmianie swojego losu, tarot dostarcza nam wiedzy, jak mądrze dążyć do realizacji upragnionego celu, nie zmusza nas do porzucania wszystkiego co tworzyliśmy przez długi czas. Tarot to mądrość, a prawdziwym jej przejawem jest rozsądne postępowanie, którego sprawi, że możemy delikatnie wpłynąć na naszą przyszłość i zmienić ją, gdy coś nie jest po naszej myśli. Tarot nie odpowie na wszystkie nurtujące nas pytania, źródło prawdziwej wiedzy tkwi w nas samych i to właśnie we własnym wnętrzu powinniśmy szukać odpowiedzi na pytania: co zrobić? I jak dalej żyć? Kochana, po pierwsze, oczywiście że można wróżyć sobie, beż żadnych konsekwencji, trzeba jednak wyłączyć umysł i interpretować karty wg tego co one mają do przekazania, a nie wg tego co jest dla nas wygodne, jest to bardzo trudne i wymaga ogromnego skupienia. Po drugie zarówno wróżyć jak i stosować jakiekolwiek inne praktyki magiczne podczas burzy można, ponieważ tutaj cytuję: "Wyładowania elektryczne to czas potężnych energii. Energia elektryczna błyskawic łączy się z magnetyczną siłą wody, tworząc w ten sposób silną magiczną mieszankę. Każda czynność magiczna wykonywana podczas burzy będzie dodatkowo naładowana". Wracając do mojego "snu" jak to ujęłaś, być może na początku zaraz po wróżbie zadręczałam się i martwiłam, że mojego męża spotka coś złego, ale cała historia wydarzyła się miesiąc po tym i zdąrzyłam już prawie o tym zapomnieć. Czy to możliwe, że dopiero po takim czasie wróżba znalazła odbicie w mojej psychice i to w dodatku aż do tego stopnia, by widzieć halucynacje, o których pisał Throe? Trochę to wszystko dziwne i zagadkowe, ale przyjęłam poniekąd wersje Throe, wolę naprawdę uważać, że wyobraźnia płatała mi figla i nic więcej. Masz rację w ostatnim zdaniu, być może całe zajście było swego rodzaju przestrogą, ostrzeżeniem przed jakimikolwiek praktykami magicznymi. Ktoś lub coś, nakazał mi ich zaprzestania dając wyraźnie do zrozumienia, że grozi mi coś złego, a jak nie mi, to bliskiej mi osobie. Kto wie, co by się stało, gdybym znowu zajrzała do kart.. Aż mnie dreszcze przeszły smile delmonico dziękuję Ci za Twoją wypowiedź, pozdrawiam smile

27

Odp: Straszna historia.

Po prostu byłas w obszarze przycielesnym i byłaś w paraliżu sennym który ma kazdy z nas gdy zasypia. To były tak zwane hipnagogi. A ze jak jestesmy poza ciałem wszystkie nasze lęki wychodzą na jaw to zobaczyłas to czego w swojej podswiadomości się boisz najbardziej. smile

28

Odp: Straszna historia.
LightOfHope napisał/a:

Ktoś powiedział mi, że skupiając się na złych rzeczach, przyciągamy je do siebie, więc nie rozpamiętuję już tamtej nocy, może jedynie.. tak czysto po ludzku martwię się o mojego męża.

LightOfHope napisał/a:

Na szczęście zdążyłam już trochę ochłonąć po tym wydarzeniu, najgorszy był pierwszy tydzień, bałam się chodzić spać i ciągle wydzwaniałam o godzinie 15:30 do mojego męża, kiedy wracał z pracy, żeby sprawdzić czy nie dzieje się nic złego.

Wyobraźmy sobie (odpukać)
Któregoś dnia kobieta dzwoni do niego o tej 15:30, on wraca wtedy do domu autem, telefon w schowku, słyszy dzwonek sięga do schowka, przez sekundę nie zwraca uwagi na drogę i zbacza nieświadomie na lewy pas, z naprzeciwka jedzie TIR...
Jak najbardziej nie można lekceważyć takich samospełniających się 'przepowiedni"...

Posty [ 28 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Straszna historia.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026