a_normalna napisał/a:Twoja sytuacja jest ciut gorsza, ale zgadzam się z innymi: nie wmawiaj sobie, że coś się stanie.
Na szczęście zdążyłam już trochę ochłonąć po tym wydarzeniu, najgorszy był pierwszy tydzień, bałam się chodzić spać i ciągle wydzwaniałam o godzinie 15:30 do mojego męża, kiedy wracał z pracy, żeby sprawdzić czy nie dzieje się nic złego. Minęło jednak od tamtej chwili sporo czasu, jestem już spokojniejsza, przestałam się zadręczać. Nie wiem właściwie co to miało wszystko znaczyć.. ale nie dbam już o to, nie wracam pamięcią do tego co było, taką mam zasadę w życiu, no chyba że było to coś dobrego
Dziękuję za odpowiedź i życzę spokojniejszych snów 
Nicolle napisał/a:Brrrr mnie też ciarki przeszły !!!!!!!!!!
Dobrze komuś doradzać ,jak to tkwi w podświadomości. Dopiero z czasem zapomnisz ! Myślę że nic złego się nie wydarzy ..
Masz rację, to tkwi w podświadomości. Zadziwiające, że te gorsze przeżycia, że te złe wspomnienia są w stanie odbić się w psychice człowieka wielokrotnie bardziej jak te miłe i dobre. I tak, ja wciąż pamiętam tamtą noc, w dalszym ciągu na wspomnienie o niej przechodzą mi dreszcze po całym ciele, ale.. nie czuję już takiego strachu jak wtedy. Jestem naprawdę spokojniejsza, uwierzyłam, że to najgorsze mam już za sobą i jeśli miało się coś wydarzyć to uległo to przeterminowaniu, przedawnieniu. W życiu.. zawsze, ale to zawsze, na przekór wszystkiemu i wszystkim, trzeba być dobrej myśli 
Marvie napisał/a:A ja jestem samiutenka w domu... I boje sie teraz isc do lozka...
W takim razie spóźnione życzenia spokojnych, kolorowych snów
Mam nadzieje że takie były? 
Throe napisał/a:LifgtOfHope, czy miałaś może robione testy na schizofrenie ?
Nie miałam nigdy robionych tego typu testów, nie uważam też by było to konieczne. Jestem całkowicie normalną osobą, spotkało mnie to, tak jak spotkać może każdego szarego człowieka. Życie jest jak loteria, nigdy nie wiadomo co komu przyniesie los, nie można jednak zrzucać wszystkiego na jakąś chorobę, nie wszystko da się naukowo wytłumaczyć, na świecie dzieją się dziwne rzeczy, wybitni doktorzy załamują ręcę i zamykają oczy z nadzieją, że ich wcale nie ma, bo nie potrafię ich rozsądnie wytłumaczyć, ale one się dzieją. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego jak mało jeszcze wiedzą o otaczającym nas świecie. Przyznam, że trochę zrobiło mi się przykro gdy przeczytałam Twoje pytanie, bo zabrzmiało to trochę tak jak: "Czy jesteś wariatką"...", ja naprawdę nie rozumiem tego co wydarzyło się tamtej nocy, było mi z tym ciężko, dlatego że tłamsiłam w sobie cały ten strach, nie chcąc obarczać męża, po co miałabym go straszyć? Mało ma zmartwień w życiu? Nie jestem typem umysłu ścisłego, nie wytłumaczę sobie, że to plus tamto złożyło się na całą sytuację, stało się i tyle... Chciałam jedynie się tym podzielić z Wami, żeby jeszcze mocniej utwierdzić się w przekonaniu, że nic złego się nie wydarzy. W myśl zasady, że jak 100 ludzi mówi Ci że umarłeś, to lepiej się połóż. Tak i ja słysząc/czytając: "Nic się nie stanie", nabieram przekonania, że tak właśnie będzie.
Throe napisał/a:Jeżeli nie, to uważam temat za prowokację, jako iż psy nie mają tak silnego wyczucia zapachu, żeby czuć zapachy aż za ścianą, a po drugie, głosy szurania powinien przyjąć jako głosy chodzenia domowników, no chyba że pies zawsze szczeka na odgłosy szurania. Kto wie.
Po drugie te wycie, z pewnością obudziło by was wszystkich, szczekanie psa jest bardzo głośne, i musi każdego budzić o 3:30 przez co pies by nie spał w pokoju, ale np w innym pomieszczeniu aby nie zakłócać snu wszystkich domowników.
Pozdrawiam
Kiedyś pisałam już, że ludzie kpią z rzeczy których nie rozumieją. Mój temat nie jest prowokacją i naprawdę przykro mi, że sugerujesz wogóle coś takiego. Zanim kiedyś kogoś kolejny raz osądzisz, zastanów się czy oby napewno nie krzywdzisz tej osoby i jej uczuć w żaden sposób. Opisałam swoje prawdziwe przeżycia, co miałabym na celu opisując jakieś bzdury wyssane z palca? Miałam nadzieje że na tym forum są ludzie z otwartym umysłem, ale jak widać są różni... Pamiętaj, że w życiu trzeba być obiektywnym, bo w bardzo łatwy sposób można się pomylić w stosunku do drugiej osoby. Mój pies mieszka u rodziców od ponad 5 lat, nigdy nie wył, nie mam zielonego pojęcia jak wykształcony jest jego zmysł węchu, odnośnie szurania to mieszkamy z mężem sami w parterówce, rodzice mieszkają za ścianą w domku jednorodzinnym, nie ma takiej możliwości, abym usłyszała szuranie ich bosych stóp, wycie psa to co innego, bo on bardzo głośno wył. Wycie psa, budziło za każdym razem mnie, dlatego, że mam bardzo czuły sen, ale w tym jednym przypadku poderwałam się z łóżka zanim pies zaczął wyć, bo obudziło mnie coś innego. Pies śpi w kuchni na parterze, rodzice mają sypialnie na pierwszym piętrze. Wiesz.. rozumiem to, że podchodzisz sceptycznie do mojej opowieści, ja może jeszcze kilka lat temu, traktowałabym to w ten sam sposób. Szanuję Twoje zdanie, ale nie zgadzam się z nim. Nie jestem jedną z tych osób które piszą bajki na zamówienie. Traktuję to forum bardzo poważnie. Opisałam swoją historię, bo wiedziałam, że są tutaj osoby które mnie wesprzą i spróbują rozsądnie wytłumaczyć całe zajście, ale nie oskarżając od razu o prowokację i stawiając diagnozy o schizofrenii. Mimo wszystko dziękuję za odpowiedź. Pozdrawiam.
apoteoza23 napisał/a:dziękuję bardzo za te miłe słowa LihtOfHope bardzo mi miło
To mi było bardzo miło, a komu bardziej to już sprzeczać się nie będziemy hehe
Jeszcze raz z całego serduszka dziękuję 