Witam, proszę tylko o stwierdzenie czy ja jestem nie normalna, czy mój mąż. Czy to juz całkowity koniec?
Nie rozumiem tego wszystkiego. Może zacznę od początku, w poprzednim roku w wakacje miałam wypadek samochodowy, samochód do kasacji, mąż nie mógł mi długo wybaczyć, wzięliśmy kredyt kupiliśmy a3, długo nie pojeździliśmy bo mąż stwierdził że za dużo pali i zmieniliśmy, w miedzy czasie się dużo kłóciliśmy(od naszego ślubu straciłam na tamten czas 2 ciąże, jedną w 6 miesiącu, mocno odbiło mi sie to na psychice), w miedzy czasie znowu zaszłam w ciążę i straciłam w 3 mies. Mój stan psychiczny sie o wiele pogorszył, kłóciliśmy sie coraz badziej. Zdaniem mojego męża jak coś źle zrobiłam to znaczy powiedziałam coś a zapomniałam to zrobić lub miałam do niego pretensje musiałam go przeprosić, ale słowa dla niego nic nie znaczą wiec musiałam mu kupować coś drogiego,(nie chciałam go stracić), nie pracowałam ledwo skończyłam szkołę wiec kasę pożyczałam sie od rodziców, narobiłam se długów... Zaraz po wypadku maż stracił pracę cały czas mnie o to obwiniał że miałam do niego pretensje o byle co. na początku tego znowu zaszłam w ciąże (wpadka), dalej sie kłóciliśmy, mąż nie mugł znaleźć pracy, miał jeszcze płatnę bezrobocie, czasem zdarzyło mu sie fucha wiec mieliśmy pieniądze. Kłótnie dalej były, jak ja coś zrobiłam to były kasy oczywiście pieniężne. Nigdy nie miałam kasy żeby sobie coś kupić, udało mi sie dostać z bezrobocia dotację na firmę, otworzyłam ją na początku, przez wakacje żeby tylko jak najwięcej zarobić pracowałam(ogólnie do początku 8 mies ciąży) teraz przez okres zimowy nie mam ruchu(to terz jest powód naszych kłutni). Zawsze jak coś zawaliłam były pretensje złości i że odejdzie, nie chciałam go stracic to robiłam wszystko wiec dalej były prezenty na przeprosiny. potrafił nieraz jak sie pokłóciliśmy pojechać gdzies na cały dzien noc, ja głupia sie o niego martwiłam dzwoniłam prosiłam żeby wrucił. Urodziłam teraz we września(wcześniak), ale do konca ciaży sie bardzo kłóciliśmy nieraz nawet mi muwił że sie rozwiedzie i odbierze mi dziecko. Bywały czasem normalne dni ale nie trwały długo. Po powrocie ze szpitala myslałam że bedzie inaczej jak już jest dziecko, wszystko sie zmieni, ale nie trwało to długo i w dalszym ciągu były takie same przeprosiny. Z tego wszystkiego na mnie zostały wszystkie rachunki przekraczające moje macierzyńskie. On nigdy nie widział w tym problemu że nie mam pieniedzy skąd wziąść, twierdził że jak potrafie sie z nim kłucić(jego słowa: jak potrafie mieć morde) to potrafie miec pieniądze. Nigdy nie mogłam mu powiedziec co mi tak naprawdę siedzi itd. zaczynałam to sie kłuciliśmy. od kilku mies już mąz pracuje.
Zdaniem moich rodziców ja zabardzo koło niego skaczę a on kołomnie nigdy, żę od dłuższego czasu wo gule się nie uśmiecham. Teraz wszystko jest już na krawędzi, pokłuciliśmy sie teraz dlatego że nie dalam rady zapłacić abonamentu i dostałam list z karą za niezapłacenie, list był do męża ale zawsze jaki kolwiek list przychodził z sieci to ja tylko otwierałam bo ten nr był dla mnie. Poszło dokładnie o to że nie zapłaciłam i mu listu nie pokazałam który przyszedł dzień przed świetami. Wyszedł wziął samochód i jak zawsze tylko zadzwonił że sie chce zabić i nie wruci już do domu....
On zawsze wiedział że łatwo wpadam w depresję... W tej chwili jestem już rozwalona i nie radze sobie z niczym....
Psycholog nam nic nie pomugł.
Nie chce go stracić wiec sie musze dowiedzieć czy widzi ktoś jeszcze dalszy ciag tego związku jakieś wyjście żebym go nie stracił czy to już całkowity koniec.
Prosze nie pisać o ortografi i piśmie, bo teraz mi nie jest to w głowie.