netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

63 odpowiedzi9 785 wyświetleńzałożony przez bez_nazwy, 15.12.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 64 ]

1

Temat: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Witam,
Chciałbym tutaj zasięgnąć? opinii, albo raczej oceny mojego postępowania. Wiem, że zwracania się od to w byt wirtualny może nie być najlepszym rozwiązaniem, podobnie jak nie jest dobrym rozwiązaniem patrzenie na zdanie innych co do naszych istotnych decyzji, ale tutaj chciałbym ją poznać.

A więc.. w tym roku poznałem wspaniałą dziewczynę. Stało się to w momencie, gdy oswoiłem samotność, byłem szczęśliwym singlem, gdy zerwałem z próbami poszukiwania drugiej połówki ? bo było ok. Ona mnie nieoczekiwania zainteresowała, tak pod względem charakteru i wspólnego języka, jak i atrakcyjności (z czym u mnie ciężko, mało która kobieta mi się podoba). Zawalczyłem, zostaliśmy parą. Było różnie, bo po tym jak minęło oczarowanie chciałem czegoś więcej, a to nie nadchodziło. Bywały między nami sprzeczki wynikające z moich wątpliwości i dużych wymagań, ale szybko je przechodziliśmy i stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Jakiś miesiąc temu, pomimo, że nie byliśmy przy sobie nagle poczułem się wyjątkowo. Nie było już wątpliwości, nie było uwag, chciałem z nią być, poczułem, że cieszę się z każdego jej uśmiechu. Czy mogę nazwać to miłością? Chyba tak.
Niestety, dla niej los nie był łaskawy. W ostatnim czasie zmarła jej matka, nie mogłem być od razu przy niej ze względu na dzielący nas dystans, moją pracę i szkołę ? mam za to wyrzuty, bo uważam, że to wiele mogło zepsuć. Gdy się zobaczyliśmy, zauważyłem, że znacznie się zmieniła. Już nie tak radosna, nie tak uśmiechnięta jak zazwyczaj. Ale jednak jej serduszko biło, a moje biło dla niej i z całego serca chciałbym wziąć jej ciężar na siebie. Starałem się pomóc, tak jak umiem, choć nie wiem, czy umiem dobrze, bo w kontaktach z ludźmi jestem raczej kiepski?

Ostatnio była u mnie na weekend, albo raczej miała być, ale pobyt się skrócił. Oznajmiła mi, że chce aby jej życie było zgodne z wolą Boga i zasadami kościoła. Rzecz w tym, że to oznaczało też konieczność odejścia od zbliżeń między nami (do pierwszego doszło dosyć szybko, ja tej decyzji nie żałuję, a mimo sporej liczby lat na karku była moją pierwszą partnerką). Tutaj cały problem: poczułem się strasznie. Poczułem się odrzucony, tym bardziej, że to co robiliśmy wcześniej uznała za coś złego, bo zgodnie z kościołem to grzech. Oznajmiła mi, że choć było wspaniale, zawsze czuła jakiś ułamek odzywającego się sumienia, że to było niewłaściwe? To mnie załamało, dla mnie to jakbym przez cały ten czas był okłamywany, bo gdybym wiedział, nie doszłoby do tego, do czego doszło. Nie jestem typem podrywacza, nie jestem kimś, kto korzysta gdy ma okazję? dla mnie to był zawsze temat delikatny i drażliwy, a jej po prostu zaufałem. Sądziłem, że ona mi również.

Co postanowiłem? Po prostu urwać tę relację. Pomimo trudnej sytuacji, pomimo przeciwności losu, po prostu zakończyć z miejsca znajomość ? bez nerwów, po prostu z dyskusją, że tak być dla mnie nie może... Boli mnie to, bo wiem, że odrzucenie jest ostatnią rzeczą, jakiej ona by pragnęła? a zasługuje na wspaniałe życie, bo jest wspaniałą osobą. Rozumiem jej decyzję, każdy ma prawo iść własną drogą, rozumiem jej wiarę ? sam jestem katolikiem, ale zarazem i buntownikiem. Nigdy nie dawałem narzucać sobie zdania innych, nigdy nie skłonię się ku nieżyciowym przepisom i nie uwierzę w dobre intencje kościoła jako organizacji (nie mylić z wspólnotą). Uznałem, że to zbyt duża różnica światopoglądowa, aby nasza relacja mogła to przetrwać: próby wzajemnego wpływania na siebie tylko by nas poróżniły, ja nie mam prawa jej czegokolwiek narzucać, a jednocześnie nie chcę czuć się odtrącony.

Uznałem, że nie ma tu miejsca na kompromis, bo ja też nie mogę zrezygnować w własnej tożsamości, z tego, co pomimo wielu przeciwności zawsze udawało mi się obronić. No po prostu nie... w wielu kwestiach się dzięki niej zmieniłem (i widzę, że na lepsze), ale w tym nie chcę. Czy takie postawienie sprawy to waszym zdaniem czysty egoizm z mojej strony, czy po prostu dylemat nie do rozwiązania?

2

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Oczywiście że to egoizm i myślenie dolną połową ciała. Ona odmówiła ci seksu a ty się obraziłeś i zerwałeś.

3

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Super, jeśli tak na prawde uważasz i czujesz to tego się trzymaj. To nie jest łatwa decyzja ale co to za związek bez fizyczności. Tak , zaraz usłyszę głosy że seks nie jest najważniejszy , może w życiu nie jest ale w związku jest bardzo ważny a o nim tu mówimy. Pozdro

4

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Nie chodzi tu o odmówienie... ja nie mam z tym problemu, rozumiem, że musi być ochota z obu stron. Rzecz w tym, że poznałem i związałem się z inną osobą, niż ta, z którą mam do czynienia obecnie... Mnie taka zmiana przygniata. Jest pozytywna, bo zgodna z jej sumieniem, a zarazem dla mnie równorzędna z tym, jakbym np. ja po jakimś czasie oznajmił, że jestem narkomanem (to przykład, w sensie odczuwalna, jako coś mocno negatywnego, bo przecież wcześniej o tym nie mówiłem). Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, jak to ludzie zakładają maskę dla kogoś. Rozmawialiśmy o wspólnym zaufaniu. Ja się poczułem, jakbym przez ten czas obcował z osobą, która nie byłą względem mnie szczera... Nie doszłoby między nami do zbliżenia gdybym wiedział, że ma jakiekolwiek wątpliwości, bo w sobie to szanowałem i szanuję u innych. A doszło.. więcej, ona mi pokazała, jak to dodatkowo buduje relacje.. wcześniej bym nie przypuszczał, że to może odgrywać w związku tak ważną rolę. Przynajmniej dla mnie, bo nie znałem siebie, nie byłem doświadczony w żaden sposób.

Nie wiem, czy to sensowne rozumowanie, bo przecież szok po stracie najbliższej osoby może zmienić w nas wszystko... tyle, że ja też mam chyba prawo do własnego światopoglądu, też mam chyba prawo do trzymania się pewnych swoich zasad. Jeżeli nie, to kim będę? Kimś kreowanym przez otoczenie? Nie chcę tak.

5

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Skoro obydwoje macie różne ,skrajnie różne podejście do kościoła i współżycia,kompromisu z jej i z twojej strony raczej by nie było ,jak piszesz to dobrze się stało.
Ani Twoja postawa nie jest jedyna właściwą,ani jej.Są zbyt różne.Poszukaj kogoś o zbliżonych poglądach,ona pewnie zrobi to samo. I tyle.

6

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
noname12_34 napisał/a:

Oczywiście że to egoizm i myślenie dolną połową ciała. Ona odmówiła ci seksu a ty się obraziłeś i zerwałeś.

A ja go rozumiem. Nie postrzegam tego jako myślenie dolną połową ciała.

Jeśli dla kogoś sfera seksualna jest ważną częścią związku to nie oszukujmy się, nie będzie zadowolony z takiego stanu rzeczy. Jeśli ich poglądy na tą sferę życia tak diametralnie się różnią, to mogłoby to mocno uwierać w tych relacjach. Za dużo się nasłuchałam opowieści od dwójki znajomych, którzy trafili na partnerów o takich poglądach. To była niekończąca się frustracja z powodu niesatysfakcjonującego życia seksualnego.

Osobiście również nie chciałabym wiązać się z kimś kto tak postrzega sferę seksualną. Szanuję odmienne poglądy, ale do takich bym się nie dostosowała. W głowie mi się nie mieści jak można nazwać grzechem zbliżenia ludzi, ktorzy się darzą uczuciem. Toż to nieludzkie.

Z czystej ciekawości, można spytać ile oboje macie lat?

7 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2014-12-15 14:47:50)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
Minzy napisał/a:

Osobiście również nie chciałabym wiązać się z kimś kto tak postrzega sferę seksualną. Szanuję odmienne poglądy, ale do takich bym się nie dostosowała. W głowie mi się nie mieści jak można nazwać grzechem zbliżenia ludzi, ktorzy się darzą uczuciem. Toż to nieludzkie.

Z czystej ciekawości, można spytać ile oboje macie lat?

Ja obecnie też już nie. Może to głupio zabrzmi.. ona jako doświadczona w tej sferze osoba pokazała mi, jak wiele to znaczy tj. zapewne nie specjalnie, ale po prostu dzięki niej uświadomiłem sobie (odkryłem siebie), że to jest bardzo ważne i buduje, a nie oddala. Wcześniej byłbym w opinii gdzieś pośrodku (bo nie wiedziałbym jak to wygląda), teraz wiem, czego sam pragnę... tym bardziej, że być może egoistycznie, ale największą przyjemność sprawiało mi dawanie przyjemności jej... Bóg dał mi rozum, pozwolił na analizowanie i myślenie. Robię więc to i uważam, że zasady spisane ręką ludzką są nieżyciowe i rodzą więcej konfliktów. Nie tylko w tej kwestii zresztą.

Co do wieku, ja 24 lata, ona 23.

8

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
bez_nazwy napisał/a:

Nie chodzi tu o odmówienie... ja nie mam z tym problemu, rozumiem, że musi być ochota z obu stron. Rzecz w tym, że poznałem i związałem się z inną osobą, niż ta, z którą mam do czynienia obecnie... Mnie taka zmiana przygniata. Jest pozytywna, bo zgodna z jej sumieniem, a zarazem dla mnie równorzędna z tym, jakbym np. ja po jakimś czasie oznajmił, że jestem narkomanem (to przykład, w sensie odczuwalna, jako coś mocno negatywnego, bo przecież wcześniej o tym nie mówiłem). Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, jak to ludzie zakładają maskę dla kogoś. Rozmawialiśmy o wspólnym zaufaniu. Ja się poczułem, jakbym przez ten czas obcował z osobą, która nie byłą względem mnie szczera... Nie doszłoby między nami do zbliżenia gdybym wiedział, że ma jakiekolwiek wątpliwości, bo w sobie to szanowałem i szanuję u innych. A doszło.. więcej, ona mi pokazała, jak to dodatkowo buduje relacje.. wcześniej bym nie przypuszczał, że to może odgrywać w związku tak ważną rolę. Przynajmniej dla mnie, bo nie znałem siebie, nie byłem doświadczony w żaden sposób.

Nie wiem, czy to sensowne rozumowanie, bo przecież szok po stracie najbliższej osoby może zmienić w nas wszystko... tyle, że ja też mam chyba prawo do własnego światopoglądu, też mam chyba prawo do trzymania się pewnych swoich zasad. Jeżeli nie, to kim będę? Kimś kreowanym przez otoczenie? Nie chcę tak.

Czyli ze w momencie jak zaczeliscie byc para ona stracila prawo do zmiany decyzji? Z kazda masz tak zamiar postepowac i w kazdej sprawie - jak zmieniasz zdanie to fora ze dwora?

Skoro seks nie jest dla ciebie blaha sprawa, niedawno jeszcze byles prawiczkiem, to powinienes zrozumiec dziewczyne, ze w obliczu smierci matki mogla przewartosciowac swoje dotychczasowe przekonania.

Zawsze musi byc po twojemu, bo jak nie to bedziesz kims kreowanym przez otoczenie? A gdzie miejsce na jakikolwiek kompromis?

9

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Twoją dziewczynę niedawno spotkała trauma- matka jej zmarła. MATKA. To może być szok, ludzie zmieniają się nie do poznania z powodu tej wielkiej straty. Dlatego napisałam, że myślisz dolną połową ciała, ponieważ wydaje mi się że mało to rozumiesz, co dzieje się w głowie tej dziewczyny. Dużo napisałeś o sobie, jakie masz potrzeby i że wydaje ci się że związałeś się z inną osobą, ale staraj się pomyśleć co ona myśli. Ona jest w żałobie, może to jej sposób na jej przeżywanie?
Kiedy zmarła jej mama? Kilka dni, tygodni, miesięcy- ile?

10

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
bez_nazwy napisał/a:

Może to głupio zabrzmi.. ona jako doświadczona w tej sferze osoba pokazała mi, jak wiele to znaczy tj. zapewne nie specjalnie, ale po prostu dzięki niej uświadomiłem sobie (odkryłem siebie), że to jest bardzo ważne i buduje, a nie oddala. Wcześniej byłbym w opinii gdzieś pośrodku (bo nie wiedziałbym jak to wygląda), teraz wiem, czego sam pragnę...

Dla mnie to wcale nie brzmi głupio. To naturalne, że jeśli zaznaliśmy już seksu, wiemy jaki to rodzaj doznań, zarówno fizycznych jak i psychicznych, to nie chcemy się tego świadomie pozbawiać. Teraz po prostu już wiesz co tracisz i ja akurat w pełni rozumiem twoje stanowisko, bo też nie chciałabym tego tracić w imię idei z którymi się nie zgadzam. Nie ma sensu byś robił coś wberw sobie, bo prędzej czy później ten temat byłby powodem konfliktów między wami. To akurat ci mogę zagwarantować z całą pewnością.

Już to gdzieś pisałam, ale to zdanie uważam za bardzo trafne: seks nie jest najważniejszy, ale wszystko bez seksu, to nic.

11 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-12-15 15:14:18)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
bez_nazwy napisał/a:

...Czy takie postawienie sprawy to waszym zdaniem czysty egoizm z mojej strony, czy po prostu dylemat nie do rozwiązania?

Żadnego egoizmu tu nie widzę. W Twoim zachowaniu. W jej i owszem... Nazwałeś "odmianą" zmiany jakie zaobserwowałeś u tej dziewczyny. Cóż, ja nazwałbym to dosadniej, ale nie chcę tu wyjść na prostaka...
To naturalne, że bliskość fizyczna buduje więź i wzbogaca wzajemne relacje. Zrobienie "kroku w tył" prze nią jest niezrozumiałe i świadczące albo o jakichś własnych emocjonalnych - i nagle ożywiających - problemach, albo o czymś innym, o czym nawet nie chcesz wiedzieć... I dla mnie taki zwrot nie jest normalnym i za takowe jej postępowania nie uznaję. Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby ta dziewczyna taką "świętobliwą" była od samego początku Waszej znajomości... Ale opisana sytuacja, ewidentna "przemiana" źle wygląda i popieram Twoja decyzję o wycofaniu się. Może ten Twój krok pobudzi trochę tą dziewczynę, wstrząśnie i sprawi, że trochę przemyśli swoją "odmianę" Oczywiście o ile te zmiany w niej nie są spowodowane innymi czynnikami. Ludzie przeżywają przeróżne traumy, ale co jak co - takich zmian chyba długo szukać...
Fakt, ze wzgledu na specyfike sytuacji - śmierć kogos bliskiego - mozna przyjąć, że owa niechęć jest tymczasowa. Bywa róznie. Ale jesli taka zmiana byłaby trwała - kiepsko widzę trwanie w takim związku.
Masz - jeśli ta dziewczyna będzie trwać w postanowieniu życia mniszki - szansę poznać inną, normalnie postępującą kobietę...

12

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
kosmiczny nick napisał/a:
bez_nazwy napisał/a:

...Czy takie postawienie sprawy to waszym zdaniem czysty egoizm z mojej strony, czy po prostu dylemat nie do rozwiązania?

Żadnego egoizmu tu nie widzę. W Twoim zachowaniu. W jej i owszem... Nazwałeś "odmianą" zmiany jakie zaobserwowałeś u tej dziewcmzyny. Cóż, ja nazwałbym to dosadniej, ale nie chcę tu wyjść na prostaka...
To naturalne, że bliskość fizyczna buduje więź i wzbogaca wzajemne relacje. Zrobienie "kroku w tył" prze nią jest niezrozumiałe i świadczące albo o jakichś własnych emocjonalnych - i nagle ożywiających - problemach, albo o czymś innym, o czym nawet nie chcesz wiedzieć... I dla mnie taki zwrot nie jest normalnym i za takowe jej postępowania nie uznaję. Inaczej wyglądałaby sytuacja, gdyby ta dziewczyna taką "świętobliwą" była od samego początku Waszej znajomości... Ale opisana sytuacja, ewidentna "przemiana" źle wygląda i popieram Twoja decyzję o wycofaniu się. Może ten Twój krok pobudzi trochę tą dziewczynę, wstrząśnie i sprawi, że trochę przemyśli swoją "odmianę" Oczywiście o ile te zmiany w niej nie są spowodowane innymi czynnikami. Ludzie przeżywają przeróżne traumy, ale co jak co - takich zmian chyba długo szukać...
Masz - jeśli ta dziewczyna będzie trwać w postanowieniu życia mniszki - szansę poznać inną, normalnie postępującą kobietę...

Dziewczynie ZMARLA MATKA. To nie jest wystarczajaca trauma by byc sklonnym posejmowac decyzje czasem nawet zbyt wielkie?

Sorry za dosadnosc, ale glupi by wpadl na pomysl, ze w takiej sytuacji nalezy dac dziewczynie troche czasu zeby sie pozbierala (a chlopak jak sam przyznal zbyt wielkim oparciem dla niej nie byl) - byc moze dziewczyna jest w szoku po stracie matki i za 3 miesiace zmieni zdanie jak bol sie zmniejszy.

A tu trach! Nie ma seksu? To wynocha!

13

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
Iceni napisał/a:

...Sorry za dosadnosc, ale glupi by wpadl na pomysl, ze w takiej sytuacji nalezy dac dziewczynie troche czasu zeby sie pozbierala (a chlopak jak sam przyznal zbyt wielkim oparciem dla niej nie byl) - byc moze dziewczyna jest w szoku po stracie matki i za 3 miesiace zmieni zdanie jak bol sie zmniejszy.
A tu trach! Nie ma seksu? To wynocha!

no ok, napisałem banał - masz satysfakcję? smile Niczego jednak "głupiego" by to tak podkreślać jednak tu, w moich słowach nie ma. Możesz sie nie zgadzać, ale powstrzymaj sie od tego typu zwrotów zabarwionych jakąś insynuacją...

14 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2014-12-15 15:25:13)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
Iceni napisał/a:

Czyli ze w momencie jak zaczeliscie byc para ona stracila prawo do zmiany decyzji? Z kazda masz tak zamiar postepowac i w kazdej sprawie - jak zmieniasz zdanie to fora ze dwora?

Skoro seks nie jest dla ciebie blaha sprawa, niedawno jeszcze byles prawiczkiem, to powinienes zrozumiec dziewczyne, ze w obliczu smierci matki mogla przewartosciowac swoje dotychczasowe przekonania.

Zawsze musi byc po twojemu, bo jak nie to bedziesz kims kreowanym przez otoczenie? A gdzie miejsce na jakikolwiek kompromis?

Nie zawsze musi być po mojemu. Tak ja jak i ona o tym wiemy doskonale, bo wielokrotnie decydowaliśmy się na różne kompromisy - z uśmiechem na twarzy, bez straty dla którejkolwiek ze stron. Jestem po prostu osobą, która dopuszcza kompromisy w pewnych kwestiach, a w innych nie dopuszcza - nie w czymś, co jest jednak jednym z filarów, fundamentów związku. Taki "kompromis" zniszczyłby według mnie albo jedno z nas, albo obojga.
Gdyby mi powiedzieć (a nawet nie trzeba było tego mówić, bo to dla mnie zrozumiałe), że teraz jest ciężki okres, że nie ma mowy o tym.. ok, nie widzę problemu. Rzecz w tym, że to zmiana nieco "innego kalibru", która uderza w moje postrzeganie świata. Podobnie jak uderza w moją godność nagłe stwierdzenie, że to co było było złe... Bo jak się mogę z tym czuć jako facet?

Jeżeli myślisz, że mam parcie tylko na seks, mylisz się.
Osobiście się nie znamy, to zapewne i tak Cię nie przekonam, nie będę więc próbował.

15 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-12-15 15:31:39)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

To bylo skierowane do autora, nie do ciebie, ale ok, przepraszam tak czy inaczej.

Nadal jednak uwazam, ze w takiej sytuacji bez dania dziewczynie czasu na przezycie zaloby jest egoiatyczne. Naprawde nikt nie umarl z braku seksu przez kilka miesiecy. Mozna podejmowanie takich decyzji ossunac w czasie. Ona jest w traumie, moze dzialac irracjonalnie. Autor nie.

16

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Autorze pytasz kim jesteś. Nie wiem, ale zachowałeś się jak skończony........
Dziewczyna ma żałobę, poczytaj co to, dowiedz się o etapach.
Ona przewartościowuje dotychczasowe życie i to jest normalne.
Należałoby poczekać, dać jej czas. To co teraz mówi, czuje, myśli to jest poszukiwanie siebie, sensu życia.
Poszukiwanie, nie oznacza jeszcze odkrycia.
Ty szanujesz siebie, a właściwie swój egoizm. Patrzysz krótkowzrocznie i tylko na siebie.
Relacja Ci nie pasuje, więc odpuszczasz. Powalczyć, poczekać, żeby się dziewczyna pozbierała to nie łaska.

17

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
Iceni napisał/a:

To bylo skierowane do autora, nie do ciebie, ale ok, przepraszam tak czy inaczej.

Nadal jednak uwazam, ze w takiej sytuacji bez dania dziewczynie czasu na przezycie zaloby jest egoiatyczne. Naprawde nikt nie umarl z braku seksu przez kilka miesiecy. Mozna podejmowanie takich decyzji ossunac w czasie. Ona jest w traumie, moze dzialac irracjonalnie. Autor nie.

Owszem, bo to jest irracjonalne. Zupełnie inaczej odebrałbym jej zachowanie, gdy normalnie okazała do tego niechęć, typu: "nie mogę, nie potrafię TERAZ" itp... Ale powoływanie sie na wiarę, na używanie tu słowa "grzech" - to świadczy o jakimś uwstecznieniu, które raczej "chwilowym" nie bedzie... Fakt, Autor może odczekać i za jakiś czas nawiązać kontakt (ale nie by ją zawlec do łóżka!), ale zjednac do siebie, okazać, że sex nie jest dla niego priorytetem.
W sumie to dziwnie niekiedy zachowują się ludzie w takich traumatycznych sytuacjach... U mnie, w podobnej, było wręcz przeciwnie...

18 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-12-15 15:42:32)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
streska napisał/a:

Relacja Ci nie pasuje, więc odpuszczasz. Powalczyć, poczekać, żeby się dziewczyna pozbierała to nie łaska.

tutaj zapewne mogło by go miłe zaskoczenie spotkać w przyszłości, za wsparcie, zrozumienie, itd itp
ale z takim podejściem może długo szukać odpowiedniej=pasującej połówki

19

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Wszyscy zapominają w tej dyskusji o żałobie, a niestety jest tu kluczowa, bo to jest podłoże jej decyzji w tym momencie. Autorowi się wydaje, że ta decyzja jest decyzją życiową, nic jej nie zmieni i dziewczyna zamienia się w mniszkę. Nie zmieni się, moim zdaniem. Ona potrzebuje wsparcia w tym momencie. Jeśli po jakimś czasie jej decyzja się nie zmieni (nie mam na myśli dwóch tygodni), skonfrontujcie się. Teraz, wygarnianie dziewczynie że jej chłopak potrzebuje więcej seksu (a przynajmniej tyle samo) bo dla niego to filar związku- nie jest to najlepszym pomysłem. Rzucanie jej w tym okresie życia również nie.

20 Ostatnio edytowany przez Iceni (2014-12-15 15:44:46)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Powrot do wiary w obliczu zaloby nie jest niczym zaskakujacym
Wiele osob w zalobie szuka pocieszenia w modlitwie, wiele sklada zmarlym jakies obietnice zwlaszcza jezeli maja jakies poczucie winy.

Wystarczy, ze matka dziewczyny chciala kiedys, zeby wstrzymala sie z seksem do slubu a dziewczyna mogla sie tego uczepic jako jedyne zadoacuczynienie za jakas swoja "wine".
Albo jakakolwiek nic laczaca ja jeszcze ze zmarla matka.
To wcale nie musi oznaczac zdewocenia i jakiegoa spektakularnego nawrocenia

21

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

w ktorym miejscu to jest szanowanie siebie? raczej szanowaniu siebie od pasa w dół.

inna sytuacja, gdyby ona nagle, z grubej rury, rzucila tekstem 'nie uprawiamy seksu', no ale jest w trudnej sytuacji, gdybys ja kochal, to bys ja wspieral, rozumial ja, jej trudna sytuacje. zmarla jej MATKA, a nie PIES, KOT, czy CHOMIK.

nie jestes chyba dojrzaly do tego by kogos pokochac, skoro kilka miesiecy (teoretycznie) bez seksu to dla Ciebie wielkie wyrzeczenie.

22

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
kosmiczny nick napisał/a:

. Ale powoływanie sie na wiarę, na używanie tu słowa "grzech" - to świadczy o jakimś uwstecznieniu, które raczej "chwilowym" nie bedzie... Fakt, Autor może odczekać i za jakiś czas nawiązać kontakt (ale nie by ją zawlec do łóżka!), ale zjednac do siebie, okazać, że sex nie jest dla niego priorytetem.
W sumie to dziwnie niekiedy zachowują się ludzie w takich traumatycznych sytuacjach... U mnie, w podobnej, było wręcz przeciwnie...

Gdybym była tą dziewczyną i nabiłabym sobie głowę "grzechem", to od kochającego chłopaka oczekiwałabym, jeśli nie zrozumienia, to na pewno nie zostawienia mnie.
Nikt autorowi nie zabiera samostanowienia o sobie i głośnego wyrażania opinii. Dziewczyna powinna wiedzieć, co on o tym sądzi, sprawa powinna być rozwojowa, a nie trach.
Niestety autorze nie można na tobie polegać w trudnych chwilach. Dziewczyną obarczyłeś podwójną żałobą, bo niestety stratę ciebie też musi przeboleć. Nie chciałabym mieć takiego mężczyzny, co obraża się, gdy mi świat się wali.

23

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Jesteś skończonym... Jeśli nie skurwysynem to przynajmniej kretynem.

Nie dlatego, że nie chciałeś być z dziewczyną, która nie chce seksu. Dlatego, że nie wziąłeś pod uwagę, że niedawno zmarła jej mama. Matka to jednak jedna z najbliższych osób. Po takich dramatycznych wydarzeniach jest się w szoku i czasami nie jest się sobą. Potem to przechodzi. Powinieneś był udzielić jej wsparcia, przeczekać i zobaczyć, czy za pół roku nadal będzie religijna. Jeśli tak, to za te pół roku podjął byś decyzję, że nie chcesz z nią być.

Zachowałeś się jak najgorszy.

24

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
tenniedobry2 napisał/a:
streska napisał/a:

Relacja Ci nie pasuje, więc odpuszczasz. Powalczyć, poczekać, żeby się dziewczyna pozbierała to nie łaska.

tutaj zapewne mogło by go miłe zaskoczenie spotkać w przyszłości, za wsparcie, zrozumienie, itd itp
ale z takim podejściem może długo szukać odpowiedniej=pasującej połówki

Za to wsparcie, zrozumienie ja kochałabym jeszcze bardziej i zawsze bym to pamiętała.
Za brak wsparcia to w przyszłości nie chciałabym go nawet wspominać i kiedy już doszłabym do siebie,
to wtedy na zimno rzeczywiście żałowałabym,że z nim byłam.

25

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

A ja nie rozumiem jednego. Dziewczyna przestawila chlopakowi zasade katolicka. Chlopak twierdzi ze jest katolikiem (nie musi, nikt go do tego nie zmusza) a przedstawiona zasade katolicyzmu odrzuca? Dla mnie to jakas ogromna sprzecznosc i hipokryzja. Moze latwiej sobie to wyobrazic np. na przykladzie amisza bo wiekszosc wie ze to purytanie o twardych zasadach. Wspolzyje amiszka z amiszem przed slubem, nagle amiszka pod wplywem smierci matki wraca do zasad amiszow. Komunikuje to chlopakowi, ktory z nia zrywa a jednoczesnie twierdzi ze jest amiszem. Nie autorze gdybys byl katolikiem to bys przestrzegal zasad katolicyzmu to proste jak cep. Ale czy wszystko jest takie proste.

W zwiazku seks jest wazny, laczy tworzy wiez. Jednak osoba wierzaca moze miec z tym problem. Jesli wystapila przeciwko swoim zasadom to moze chciec sie nawrocic. I ma do tego prawo, tak samo jak byla kochanka do zerwania z kochankiem. Rzeczywiscie jesli traktowac ten zwiazek jako dorazny, to wystapila "przeciwko niemu", jednak jesli mialby to byc zwiazek na cale zycie, to abstynencja do slubu nie jest az takim problemem, zwlaszcza ze on zna ja a ona jego jacy sa mniej wiecej, na tym etapie, w lozku.

Jesli wiec byly plany, jesli uczucia, to rzeczywiscie zachowanie chlopaka jest uwlaczajace.

Natomiast, jesli nie to moze byl to taki impuls z zewnatrz, swoiste "ostrzezenie" przed kims kto nie jest na tyle staly i wartosciowy zeby wiazac sie z nim na cale zycie. Nie zdanie tak waznego testu (pamietajmy ze postepowanie dziewczyny choc jednostronne to nie wynika ze zlej woli) w duzej mierze sugeruje ze to ani staly ani powazny partner.

26

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

No cóż, przyznaję, że czytając Wasze posty zaczynam trochę inaczej to postrzegać...
Błędnie oceniłem sytuację, bo rzuciły mi się słowa o grzechu, wierze, o złym wcześniej postępowaniu. A to potrafiłoby większość zniechęcić...
W sumie to chyba tak naprawdę nic nie wiadomo ile czasu upłynęło od tej traumy w świecie dziewczyny. Naleganie na zbliżenia w takim okresie nie jest wskazane i świadczy o niewrażliwości. Z opisu Autora wywnioskowałem, że sytuacja przeciągała się w czasie i to skłoniło go do takiego postępowania...
Ale i tak mamy tu dość nietypowe zachowania po obu stronach: z jednej odwoływanie się do wiary, zanegowanie dotychczasowego stanu rzeczy, piętnowanie tego; z drugiej - niecierpliwość, brak umiejętności wzniesienia się ponad własne oczekiwania i zrozumienia złożoności sytuacji.
Nie mniej - podtrzymuję, że i mnie samego teksty o grzeszeniu itp. mocno by ścięły...

27

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Ja zostawiłem z powodu min. braku bliskości kobietę ale u nas się sypało na wielu polach a ona po prostu mi nie ufała i nie było w niej uczucia na tyle silnego żeby się na to zdecydować ale szczuć i rozpalać do granic wytrzymałości potrafiła, prawie pół roczna znajomość i zero bliskości. Tu sytuacja jest z goła inna i jednak ja bym ją wspierał a nie tak od razu zostawił... Trochę ją śmierć przytłoczyła myślę że w końcu by i tak wróciło do tego co było, nie wiem jak autor ale ja w takim momencie bym nie umiał zostawić nikogo nawet jak by się sypało. Przecież jak by zaszła w ciążę to też byście musieli w pewnych okresach przyhamować...

28

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Owszem, faktem jest to, że to nie jest najlepszy moment na zrywanie. Tego nie sposób zanegować. Ale skoro on wie, że nie pójdzie w tej sprawie na kompromis to czy serio jest sens to przeciągać? Czy łatwiej im będzie jak np za pół roku się rozstaną? Kiedy ona lub on jeszcze bardziej się zaangażują? To tak czy siak będzie bolesne, wtedy może nawet jeszcze bardziej.

Oba wyjścia z sytuacji są na swój sposób złe i trzeba wybrać mniejsze zło. A to już ocena sybiektywna, co nim jest...

29 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2014-12-15 17:24:42)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Wszystkim mnie krytykującym... dziękuję za wymierzenie kilka razy w twarz...
Czasami potrzebuję dostać czymś, aby zdać sobie sprawę co robię, aby coś przemyśleć.

Nie dziękuję Wam za to, że krytykujecie moje postrzeganie bliskości - tego nie mam zamiaru zmieniać, to zostanie po staremu.
Dziękuję za to, że skrytykowaliście mnie za pozostawienie jej samej sobie. Tak nie może być, a ona jest dla mnie tak ważną osobą, że to ogromna głupota. Chcę jej pomóc, chcę ją wesprzeć. Nie jako partner, ale jako przyjaciel. Tak ona jak i ja musimy teraz stanąć na nogi: ona poukładać swoje życie, jak napisaliście, przewartościować, jeśli uzna to za potrzebne, a ja powrócić do stanu emocjonalnej równowagi i porządku. Ja wiem, że to się kłóci z kwestią "zerwij i zapomnij o ex", ale to nie jest sytuacja, w której dochodzi do kłótni, powstaje nienawiść czy złość. To po prostu chęć bycia ze sobą przedzielona murem nie do przebycia. Jeżeli ktoś nie akceptuje takiego postawienia sprawy przeze mnie i istnienia tego muru, to nie jest to mój problem, dla mnie on istnieje i na chwilę obecną (podkreślam to wyrażenie) nie ma szans na to, aby zniknął.

Jeżeli zrobię sobie tym krzywdę, jeżeli nie będę w stanie o niej zapomnieć jako osobie mi najbliższej, trudno.
Uważam, że warto jej pomóc. Czas pokaże, jeżeli będzie źle, wtedy z nią porozmawiam i powiem, że muszę odejść także jako przyjaciel.
Zrobię to jednak z czystym sumieniem... skoro napisałem ten temat, to jednak sumienie musiało się we mnie odezwać, choć początkowo było zagłuszane niczym nie uzasadnionym gniewiem.

Raz jeszcze, dziękuję Wam wszystkim.

30

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Ja też uważam,że żałoba,jest tutaj kluczowa.
To jest niewyobrażalny ból.
W takiej traumie człowiek nie myśli o seksie.

Ja po stracie Taty nie myślałam o seksie ok roku ( jestem mężatką,mam dziecko)
Mąż mnie nie zostawił,nie wziął kochanki,nie latał po agencjach towarzyskich.
Był ze mną i cierpiał ze mną.


Tak...jesteś skończonym skur... i nie chciałabym cię znać.

31

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Autorze, nic do ciebie nie dotarło. Czytałam twoją ostatnią wypowiedź kilka razy i nie mogę jej zrozumieć. Życzę tej dziewczynie powodzenia i żebyś jej wyparował bardzo szybko z głowy.

32

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

@noname12_34:
Podobnie jak Iceni uważasz, że masz rację i moja opinia będąc inna jest zła.
A tak nie jest, tu nikt nie ma racji.

Jednego się nie musisz obawiać... nie skrzywdzę jej. Nie skrzywdzę już nikogo więcej...

33

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
bez_nazwy napisał/a:

Uznałem, że nie ma tu miejsca na kompromis, bo ja też nie mogę zrezygnować w własnej tożsamości, z tego, co pomimo wielu przeciwności zawsze udawało mi się obronić.

To znaczy z czego tak konkretnie? Bo mimo tych Twoich poglądów prawiczkiem przestałes być w wieku dość wysokim, sam to napisałeś i swój pierwszy raz przeżyłeś z nią. Zrozumiałabym jakbyś był "znanym jeb*ką", ale sam ledwie raczkujesz w tych sprawach. Wkurzyłeś się, że nie pobzykaz więcej i zerwałeś. W sumie już prawiczkiem nie jesteś, więc bardziej "wartościowy" towar z Ciebie i na pewno już pewniej wyhaczysz coś na mieście.

Po ukochanej osobie żałoba potrafi trwać nawet rok, albo i więcej. No cóż, nie popisałeś się i w sumie dobrze, że ją uwolniłeś od siebie.

34

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Według mnie dobrze postąpiłeś.Nie można się pod kogoś całe życie dostosowywać.Sama będąc w takiej sytuacji wybrałabym życie singla,nie potrafiłabym żyć bez seksu.

Drogie panie nie porównujcie związku z małżeństwem! Mąż ślubował,obiecywał więc powinien być.

Piszecie że wstrzemięźliwość seksualna może być spowodowana traumą z powodu śmierci mamy,a co jeżeli ta trauma nie przejdzie? Ma chłopak mieć kochanki do momentu ślubu? Lepiej jeżeli znajdzie partnerkę z tą samą wizją na przyszłość.

35

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
bez_nazwy napisał/a:

Jednego się nie musisz obawiać... nie skrzywdzę jej. Nie skrzywdzę już nikogo więcej...

Straszny melodramat odwalasz.
Głupio i egoistycznie postąpiłeś, ale jest jeszcze szansa to naprawić.
Tylko musiałbyś być facetem, nie dzieciakiem.

36

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Oczywiście nie odbieram prawa do seksu osobie w żałobie,bo to sprawa indywidualna.                         
A przymuszanie jej do seksu uważam za świństwo.

Autorze,ani praca,ani odległość nie tłumaczy cię  tego ,ze gdy TO się stało nie było cię przy niej.
Już tu pokazałeś jak mało ona dla ciebie znaczy.

37

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
noname12_34 napisał/a:

Autorze, nic do ciebie nie dotarło. Czytałam twoją ostatnią wypowiedź kilka razy i nie mogę jej zrozumieć. Życzę tej dziewczynie powodzenia i żebyś jej wyparował bardzo szybko z głowy.

ją powiem tyle ze mimo trawdego zdecydwnego, może oo części udawanego podejścia do życia bo do 24 lat mi niestety to nie pasuje,

ostatnia wypowiedź chcąc nie chcąc pcha go do zmiany swoich wartości które tak broni,

szczęścia mu życzę, życie przed nim,  wnioski też

38

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Autorze. Wszystko o co mi chodzi teraz to to, że nie stawiaj twojej potrzeby seksu w obliczu śmierci jej matki. Jest młodą dziewczyną i na pewno była z nią związana. Powiedziała ci swoje postanowienie, podjęte w trakcie żałoby (zapewne w fazie szoku i niedowierzania. Poczytaj trochę na ten temat). Wyobraź sobie, w tym momencie, że ojciec ci umiera. A dziewczyna chce podróżować, chodzić na imprezy, itd- co czujesz? Potrafisz to opisać?


Wyciągnij wniosek taki, że właśnie tragedie, problemy, ect zbliżają ludzi. Wtedy poznajesz, kto jaki naprawdę jest. I własnie okazało się jaki jesteś ty. Gratki!

39

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Gdyby to była "zwykła" sytuacja, to mogłabym Cię zrozumieć autorze. Ważne, by w takich sprawach partnerzy podobnie patrzyli na świat. Jednak jej zmarła matka, to ogromny cios i jej słowa nawet jeśli wymierzyły w Ciebie, zabolały Cię, to nie oznaczają, że ona jest inną osobą. Jej podejście może się zmienić. Pod wpływem śmierci może uważać, że ten seks był błędem, ale chwilowo, bo to nie znaczy, że będzie tak uważać cały czas. Tzn może tak być, ale skoro wcześniej nie było tematu, to jednak mogła to uczynić śmierć i to nie znaczy, że tak naprawdę uważa. To nie znaczy też, że jest inną osobą, to może być reakcja na śmierć. Uraziła Cię, bo tak naprawdę cierpi chyba Twoja męska duma, że ona uznała sypianie z Tobą za błąd, że wydaje Ci się inną osobą teraz, że Wasze poglądy się różnią. No, ale to jest wyjątkowa sytuacja, dla niej bardzo bolesna nie widzisz? To nic w porównaniu z bólem, który na pewno wyrządziłeś jej zerwaniem, po tym jak Ci to powiedziała. Cierpi teraz pewnie podwójnie. Nie mówię, żeby być z kimś na siłę, ale skoro i tak ją kochasz, chcesz pomagać, to musiałeś z nią zrywać? Owszem, jeśli po wielu miesiącach okazało się, że naprawdę ona zmieniła całkowicie poglądy, to zerwałbyś z nią. No, ale stawiać teraz to na ostrzu noża? Po śmierci matki? Serio nie można poczekać jak kogoś się kocha tylko odchodzić, bo ego zostało urażone? Tak to bardziej wygląda. Skoro nie jest problemem, że na razie by ne byłó seksu, to nie mógłbyś być z nią i poczekać parę miesięcy? Zobaczyłbyś, ja myślę, że jest spore prawdopodobieństwo, że zmieniłaby wtedy zdanie, bo teraz może to być szok wywołany stratą matki. No dla mnie to niefajnie się zachowałeś.

40

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
streska napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:

. Ale powoływanie sie na wiarę, na używanie tu słowa "grzech" - to świadczy o jakimś uwstecznieniu, które raczej "chwilowym" nie bedzie... Fakt, Autor może odczekać i za jakiś czas nawiązać kontakt (ale nie by ją zawlec do łóżka!), ale zjednac do siebie, okazać, że sex nie jest dla niego priorytetem.
W sumie to dziwnie niekiedy zachowują się ludzie w takich traumatycznych sytuacjach... U mnie, w podobnej, było wręcz przeciwnie...

Gdybym była tą dziewczyną i nabiłabym sobie głowę "grzechem", to od kochającego chłopaka oczekiwałabym, jeśli nie zrozumienia, to na pewno nie zostawienia mnie.
Nikt autorowi nie zabiera samostanowienia o sobie i głośnego wyrażania opinii. Dziewczyna powinna wiedzieć, co on o tym sądzi, sprawa powinna być rozwojowa, a nie trach.
Niestety autorze nie można na tobie polegać w trudnych chwilach. Dziewczyną obarczyłeś podwójną żałobą, bo niestety stratę ciebie też musi przeboleć. Nie chciałabym mieć takiego mężczyzny, co obraża się, gdy mi świat się wali.

Wielkie brawa dla Ciebie Obrazek dodany przez użytkowniczkę.
Albo jesteśmy razem w tych trudnych dniach, albo nas nie ma.
Ja nie pojmuję takiego egoistycznego podejscia do życia.
Jak w zwiazku jest dobrze to cacy.
Ale jak któremuś partnerowi coś się dzieje to be i jeszcze raz be.
Nie tędy droga, bo na kogo mam liczyć jak nie na swojego partnera/ partnerkę.
To oni są najbliżsi.
A człowiek po stracie kogoś bardzo bliskiego przeżywa traumę i często przewartościowuje siebie.
Uważam, że autor wątku dał ciała bo nie wspierał swojej dziewczyny.
Jak bylo dobrze to OK, a jak coś nie tak to niech buja się sama.
Masakra

41

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

No rzeczywiście trochę dałeś ciała...
Śmierć matki to trudne doświadczenie, nie dziw się, że dziewczyna zareagowała tak jak zareagowała.
W dodatku zostawiłeś ją w naprawdę ciężkim dla niej momencie... To egoizm. Czysty egoizm.

42

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
bez_nazwy napisał/a:

Witam,
Chciałbym tutaj zasięgnąć? opinii, albo raczej oceny mojego postępowania. Wiem, że zwracania się od to w byt wirtualny może nie być najlepszym rozwiązaniem, podobnie jak nie jest dobrym rozwiązaniem patrzenie na zdanie innych co do naszych istotnych decyzji, ale tutaj chciałbym ją poznać.

A więc.. w tym roku poznałem wspaniałą dziewczynę. Stało się to w momencie, gdy oswoiłem samotność, byłem szczęśliwym singlem, gdy zerwałem z próbami poszukiwania drugiej połówki ? bo było ok. Ona mnie nieoczekiwania zainteresowała, tak pod względem charakteru i wspólnego języka, jak i atrakcyjności (z czym u mnie ciężko, mało która kobieta mi się podoba). Zawalczyłem, zostaliśmy parą. Było różnie, bo po tym jak minęło oczarowanie chciałem czegoś więcej, a to nie nadchodziło. Bywały między nami sprzeczki wynikające z moich wątpliwości i dużych wymagań, ale szybko je przechodziliśmy i stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Jakiś miesiąc temu, pomimo, że nie byliśmy przy sobie nagle poczułem się wyjątkowo. Nie było już wątpliwości, nie było uwag, chciałem z nią być, poczułem, że cieszę się z każdego jej uśmiechu. Czy mogę nazwać to miłością? Chyba tak.
Niestety, dla niej los nie był łaskawy. W ostatnim czasie zmarła jej matka, nie mogłem być od razu przy niej ze względu na dzielący nas dystans, moją pracę i szkołę ? mam za to wyrzuty, bo uważam, że to wiele mogło zepsuć. Gdy się zobaczyliśmy, zauważyłem, że znacznie się zmieniła. Już nie tak radosna, nie tak uśmiechnięta jak zazwyczaj. Ale jednak jej serduszko biło, a moje biło dla niej i z całego serca chciałbym wziąć jej ciężar na siebie. Starałem się pomóc, tak jak umiem, choć nie wiem, czy umiem dobrze, bo w kontaktach z ludźmi jestem raczej kiepski?

Ostatnio była u mnie na weekend, albo raczej miała być, ale pobyt się skrócił. Oznajmiła mi, że chce aby jej życie było zgodne z wolą Boga i zasadami kościoła. Rzecz w tym, że to oznaczało też konieczność odejścia od zbliżeń między nami (do pierwszego doszło dosyć szybko, ja tej decyzji nie żałuję, a mimo sporej liczby lat na karku była moją pierwszą partnerką). Tutaj cały problem: poczułem się strasznie. Poczułem się odrzucony, tym bardziej, że to co robiliśmy wcześniej uznała za coś złego, bo zgodnie z kościołem to grzech. Oznajmiła mi, że choć było wspaniale, zawsze czuła jakiś ułamek odzywającego się sumienia, że to było niewłaściwe? To mnie załamało, dla mnie to jakbym przez cały ten czas był okłamywany, bo gdybym wiedział, nie doszłoby do tego, do czego doszło. Nie jestem typem podrywacza, nie jestem kimś, kto korzysta gdy ma okazję? dla mnie to był zawsze temat delikatny i drażliwy, a jej po prostu zaufałem. Sądziłem, że ona mi również.

Co postanowiłem? Po prostu urwać tę relację. Pomimo trudnej sytuacji, pomimo przeciwności losu, po prostu zakończyć z miejsca znajomość ? bez nerwów, po prostu z dyskusją, że tak być dla mnie nie może... Boli mnie to, bo wiem, że odrzucenie jest ostatnią rzeczą, jakiej ona by pragnęła? a zasługuje na wspaniałe życie, bo jest wspaniałą osobą. Rozumiem jej decyzję, każdy ma prawo iść własną drogą, rozumiem jej wiarę ? sam jestem katolikiem, ale zarazem i buntownikiem. Nigdy nie dawałem narzucać sobie zdania innych, nigdy nie skłonię się ku nieżyciowym przepisom i nie uwierzę w dobre intencje kościoła jako organizacji (nie mylić z wspólnotą). Uznałem, że to zbyt duża różnica światopoglądowa, aby nasza relacja mogła to przetrwać: próby wzajemnego wpływania na siebie tylko by nas poróżniły, ja nie mam prawa jej czegokolwiek narzucać, a jednocześnie nie chcę czuć się odtrącony.

Uznałem, że nie ma tu miejsca na kompromis, bo ja też nie mogę zrezygnować w własnej tożsamości, z tego, co pomimo wielu przeciwności zawsze udawało mi się obronić. No po prostu nie... w wielu kwestiach się dzięki niej zmieniłem (i widzę, że na lepsze), ale w tym nie chcę. Czy takie postawienie sprawy to waszym zdaniem czysty egoizm z mojej strony, czy po prostu dylemat nie do rozwiązania?

nie jesteś egoistą, ja rozumiem twoje podejście i twoja decyzje,

43

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
mariola856 napisał/a:
bez_nazwy napisał/a:

Witam,
Chciałbym tutaj zasięgnąć? opinii, albo raczej oceny mojego postępowania. Wiem, że zwracania się od to w byt wirtualny może nie być najlepszym rozwiązaniem, podobnie jak nie jest dobrym rozwiązaniem patrzenie na zdanie innych co do naszych istotnych decyzji, ale tutaj chciałbym ją poznać.

A więc.. w tym roku poznałem wspaniałą dziewczynę. Stało się to w momencie, gdy oswoiłem samotność, byłem szczęśliwym singlem, gdy zerwałem z próbami poszukiwania drugiej połówki ? bo było ok. Ona mnie nieoczekiwania zainteresowała, tak pod względem charakteru i wspólnego języka, jak i atrakcyjności (z czym u mnie ciężko, mało która kobieta mi się podoba). Zawalczyłem, zostaliśmy parą. Było różnie, bo po tym jak minęło oczarowanie chciałem czegoś więcej, a to nie nadchodziło. Bywały między nami sprzeczki wynikające z moich wątpliwości i dużych wymagań, ale szybko je przechodziliśmy i stawaliśmy się sobie coraz bliżsi. Jakiś miesiąc temu, pomimo, że nie byliśmy przy sobie nagle poczułem się wyjątkowo. Nie było już wątpliwości, nie było uwag, chciałem z nią być, poczułem, że cieszę się z każdego jej uśmiechu. Czy mogę nazwać to miłością? Chyba tak.
Niestety, dla niej los nie był łaskawy. W ostatnim czasie zmarła jej matka, nie mogłem być od razu przy niej ze względu na dzielący nas dystans, moją pracę i szkołę ? mam za to wyrzuty, bo uważam, że to wiele mogło zepsuć. Gdy się zobaczyliśmy, zauważyłem, że znacznie się zmieniła. Już nie tak radosna, nie tak uśmiechnięta jak zazwyczaj. Ale jednak jej serduszko biło, a moje biło dla niej i z całego serca chciałbym wziąć jej ciężar na siebie. Starałem się pomóc, tak jak umiem, choć nie wiem, czy umiem dobrze, bo w kontaktach z ludźmi jestem raczej kiepski?

Ostatnio była u mnie na weekend, albo raczej miała być, ale pobyt się skrócił. Oznajmiła mi, że chce aby jej życie było zgodne z wolą Boga i zasadami kościoła. Rzecz w tym, że to oznaczało też konieczność odejścia od zbliżeń między nami (do pierwszego doszło dosyć szybko, ja tej decyzji nie żałuję, a mimo sporej liczby lat na karku była moją pierwszą partnerką). Tutaj cały problem: poczułem się strasznie. Poczułem się odrzucony, tym bardziej, że to co robiliśmy wcześniej uznała za coś złego, bo zgodnie z kościołem to grzech. Oznajmiła mi, że choć było wspaniale, zawsze czuła jakiś ułamek odzywającego się sumienia, że to było niewłaściwe? To mnie załamało, dla mnie to jakbym przez cały ten czas był okłamywany, bo gdybym wiedział, nie doszłoby do tego, do czego doszło. Nie jestem typem podrywacza, nie jestem kimś, kto korzysta gdy ma okazję? dla mnie to był zawsze temat delikatny i drażliwy, a jej po prostu zaufałem. Sądziłem, że ona mi również.

Co postanowiłem? Po prostu urwać tę relację. Pomimo trudnej sytuacji, pomimo przeciwności losu, po prostu zakończyć z miejsca znajomość ? bez nerwów, po prostu z dyskusją, że tak być dla mnie nie może... Boli mnie to, bo wiem, że odrzucenie jest ostatnią rzeczą, jakiej ona by pragnęła? a zasługuje na wspaniałe życie, bo jest wspaniałą osobą. Rozumiem jej decyzję, każdy ma prawo iść własną drogą, rozumiem jej wiarę ? sam jestem katolikiem, ale zarazem i buntownikiem. Nigdy nie dawałem narzucać sobie zdania innych, nigdy nie skłonię się ku nieżyciowym przepisom i nie uwierzę w dobre intencje kościoła jako organizacji (nie mylić z wspólnotą). Uznałem, że to zbyt duża różnica światopoglądowa, aby nasza relacja mogła to przetrwać: próby wzajemnego wpływania na siebie tylko by nas poróżniły, ja nie mam prawa jej czegokolwiek narzucać, a jednocześnie nie chcę czuć się odtrącony.

Uznałem, że nie ma tu miejsca na kompromis, bo ja też nie mogę zrezygnować w własnej tożsamości, z tego, co pomimo wielu przeciwności zawsze udawało mi się obronić. No po prostu nie... w wielu kwestiach się dzięki niej zmieniłem (i widzę, że na lepsze), ale w tym nie chcę. Czy takie postawienie sprawy to waszym zdaniem czysty egoizm z mojej strony, czy po prostu dylemat nie do rozwiązania?

nie jesteś egoistą, ja rozumiem twoje podejście i twoja decyzje,

a ja rozumie ale nie szedłbym tą drogą

bo
chociażby dlatego, że każda nowa potencjalna partnerka, czy ze względów psychicznych czy fizycznych

w takich sytuacjach będzie wymieniana na nową

poza tym to co się mówi, a robi, to są dwie różne sprawy

dziewczyna w szoku, zamiast wsparcia czyli de facto pomocy, wyjścią z tego stanu, dostała kopa w d, jakby do ciemnego lochu ją ktoś wrzucił

a tutaj autor się nei podda, zmienil dużo, dużo jej zawdzięcza, ale tego tematu nie ruszy
trochę dla mnie parodia,
chcieć a mieć to są dwie różne sprawy, i nie zawsze zz takim samym wydźwiekiem czy skutkiem się kończą

ciekawy jestem co autor w takiej sytuacji by robił
jak by się zachowywał, i jak by wyglądało jego postawienie sie w odwrotnej sytuacji

no może z racji młodego ejszcze wieku, i faktu ze jest meżczyzną
co
przełamal by sie szybciej, big_smile

to jest egoizm, dla mnie, kobieta śmiała mu odmówić, a tak nei może być

w takim drugim trzecim tle idzie ten temat

odrobina szacunku, i zrozumienia, a na pewno spokoju i rozmowy, i temat
może by nawet nie zobaczył światła dziennego,

jak tu na forum już ktos pisal pewnie nie raz, moda roszczeniowo-żądaniowa

a to chyba nie ma nic wspolnego z udanym związkiem,

więc w zasadzie chyba dobrze się dzieje

pozdr

44

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Przykre, naprawdę... Nawet nie chcę myśleć jak Ona się czuje.
Daj Jej spokój, nie próbuj być na siłę 'przyjacielem' skoro już nawaliłeś i ją bezmyślnie skrzywdziłeś .
Daruj sobie wielki powrót 'wspaniałego'... Zadałeś Jej kolejny cios, nic więcej. I jeśli będzie mądra to już nigdy nie pozwoli Ci się zbliżyć .

Teo napisał/a:
bez_nazwy napisał/a:

Uznałem, że nie ma tu miejsca na kompromis, bo ja też nie mogę zrezygnować w własnej tożsamości, z tego, co pomimo wielu przeciwności zawsze udawało mi się obronić.

To znaczy z czego tak konkretnie? Bo mimo tych Twoich poglądów prawiczkiem przestałes być w wieku dość wysokim, sam to napisałeś i swój pierwszy raz przeżyłeś z nią. Zrozumiałabym jakbyś był "znanym jeb*ką", ale sam ledwie raczkujesz w tych sprawach. Wkurzyłeś się, że nie pobzykaz więcej i zerwałeś. W sumie już prawiczkiem nie jesteś, więc bardziej "wartościowy" towar z Ciebie i na pewno już pewniej wyhaczysz coś na mieście.

Po ukochanej osobie żałoba potrafi trwać nawet rok, albo i więcej. No cóż, nie popisałeś się i w sumie dobrze, że ją uwolniłeś od siebie.

Tu się podpisuje każdą kończyną!

45

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

tyle, że jego partnerka żada od niego zaprzestania braku bliskości i nie mówi, ze to przez żałobę, ale dlatego, że seks jest grzechem
i chłopak pewnie poczekałby jakiś czas, nie namawiał jej przecież na seks już teraz, chodzi o co innego, o podejście do wspólnego życia, do bliskości,
czym innym jest pozostawieni kogos w trudnej sytuacji życiowej, a czym innym zmuszanie przez dziewczynę do zycia według jej zasad, bo ona nie powiedziała ,chodź porozmawiamy,,. tylko oznajmiła jak od teraz będą żyli, wiec kto tu jest egoistą?
ja osobiście nie mogłabym być z kims kto mowi ze seks bliskość jest zła, bo Kościół tak mowi, to już traci obłędem, bo inaczej jeśli wogole nie doszłoby miedzy nimi do zbliżenia jest inna sytuacja, jasna i jednoznaczna od porządku, ona od początku mówiłaby ze chce zachować czystość do slubu to ok, ale w takiej sytuacji nie rozumiem dziewczyny

46

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Wiecie... możecie pisać tutaj różne rzeczy, ja się już nie będę wypowiadał z jednego prostego powodu - nigdzie nie napisałem, że naciskałem, że chciałem, a ona mi odmówiła... Mówię o sytuacji długofalowej, bo tak wygląda jej decyzja, a wy od razu macie przed oczami obraz, w której wredny facet chce "tu i teraz". A to błędy obraz. Owszem, może nie opisałem tego dokładnie (niektóre rzeczy związane z tym, że starałem się jej pomóc w wielu sprawach od dłuższego czasu pominąłem, bo dla mnie to było coś normalnego, jak jednak widać, w takiej społeczności trzeba zaznaczać, że między dwojgiem ludzi istnieje wsparcie), zresztą chyba się nie da, a suchy tekst też żadnych emocji nie wyraża.

Wiem, że tym odrzuceniem zrobiłem ogromny błąd.. i chcę to naprawić, jak każdy czasami błądzę.
Czy to się uda, czy nie, to już pokaże przyszłość.
Napisanie tego tematu mimo wszystko nie było błędem, bo zwróciliście uwagę na to najważniejsze.

47

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Odpowiadając na pytanie- tak, jesteś. Nawet cholernym skur... .

48 Ostatnio edytowany przez Amethis (2014-12-16 11:28:47)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
mariola856 napisał/a:

tyle, że jego partnerka żada od niego zaprzestania braku bliskości i nie mówi, ze to przez żałobę, ale dlatego, że seks jest grzechem
i chłopak pewnie poczekałby jakiś czas, nie namawiał jej przecież na seks już teraz, chodzi o co innego, o podejście do wspólnego życia, do bliskości,
czym innym jest pozostawieni kogos w trudnej sytuacji życiowej, a czym innym zmuszanie przez dziewczynę do zycia według jej zasad, bo ona nie powiedziała ,chodź porozmawiamy,,. tylko oznajmiła jak od teraz będą żyli, wiec kto tu jest egoistą?
ja osobiście nie mogłabym być z kims kto mowi ze seks bliskość jest zła, bo Kościół tak mowi, to już traci obłędem, bo inaczej jeśli wogole nie doszłoby miedzy nimi do zbliżenia jest inna sytuacja, jasna i jednoznaczna od porządku, ona od początku mówiłaby ze chce zachować czystość do slubu to ok, ale w takiej sytuacji nie rozumiem dziewczyny

a czy to że żałoba nie bije po oczach sad

jak można od kogoś żądać braku bliskości, przecież nie zakazała mu się od niej zbliżać
po za tym jest to interpretacja autora, przelana na forum, więc należałoby brać poprawkę,

patrzeć na to przez palce

co do jej oznajmienia, moja wizja tego jest taka, jest tragedia, jest problem, jest pustka, jest coś czego nikt nikomu nie życzy

jeśli naprawdę go kocha jej przejdzie, On powinien rozumieć że ot nie jest foch, powinien chcieć to zrozumieć, zaakceptowac jeśli na niej mu zależy

poza tym dla jednego miesiac bez, to rok, dla drugiego rok to miesiąc

sprawa indywidualna, wazne chyba jest żeby się nie napalać na drastyczne ruchy

a co jeśli kobieta by nagle nie mogła wogóle, bo ze zdrowiem coś, choroba jakaś

też by odszedł, zerwał znajomość, bo on ma swoje racje

to jest dla mnie egoizm,

myślenie tylko przez pryzmat swoich oczekiwań

rozumię gościa, hormony buzują, itd itp, nie mówię że namolny jest

ale chyba tutaj w tym momencie jest najważniejsze odstawić swoje sprawy na bok, i komuś pomóc, potem szukać rozwiązań własnych spraw,

a często sprawy same sie prostują

być moze mu nie odpowiada, że w obliczu śmierci osoby bliskiej dziewczyna podjęła jakies refleksje życiowe, przemyślenia
co przełożyło sie na ich związek

ale tym właśnie działąniem pokazuje, że jednak to nie "TA" druga połowa

w sumie to o czym myśli powienien przekazać partnerce, moze w wersji trochę "light"


jedyne żądanie jakie widzę, to poprzez próbę odejścia, od niej, żądanie zmian









miłego

49

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

nie pasuja do siebie i może dobrze się stało, ze się rozstali, skoro maja inne podejście do zycia
on nalegał na seks od początku ona nie chciała, a potem doszło do seksu, jednak zmarła jej mama i przemyślenia żałoba spowodowały, ze utwierdziła się w swoich przekonaniach o zachowaniu czystosci, chyba tak było, a nie ze zmieniła się o 180 stopni
nikt tu nie jest winny bardziej, po prostu nie sa podobni do siebie, wiec lepiej rozstać się teraz,
zresztą mało kto zgodzilby się na takie zasady jakie zaproponowała po pewnym czasie bycia w związku dziewczyna
był już tutaj taki temat na forum

50

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Jesteś sobkiem i egoistą niesamowitego kalibru.

Co mi się w oczy rzuciło, to Twoje oczekiwanie, że osoba w żałobie, zamiast przeżywać swoją ciężką stratę, będzie się skupiać na Tobie: "Już nie taka radosna i uśmiechnięta...". A jaka miała być po śmierci MATKI, do jasnej cholerci, w skowronkach?! No nie, zapomniałam, ona miała uśmiech przykleić sobie na pysk i rozłożyć nogi dla Ciebie, bo Ty taki biedniutki i niedowartościowany jesteś.

Nawet nie myśl o "byciu przyjacielem", bo tak naprawdę chcesz tylko podnieść sobie ego i się wybielić, a ta kobieta Cię goofno obchodzi.

51 Ostatnio edytowany przez streska (2014-12-16 12:29:40)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

I tak na koniec, życzę Ci, żeby Twoje poznawanie życia odbywało się w szybszym tempie.
Nauczyłeś się już, że seks niesamowicie zbliża, naucz się jeszcze jak zbliża miłość.
Oczywiście moje zdanie też odrzucisz, w końcu asertywny jesteś na wpływy zewnętrzne smile

Zostań i moim przyjacielem smile big_smile

52

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Kaźdy z Was odnalazł siebie i własne potrzeby - dla Ciebie nagle seks,fizyczność okazała się bardzo waźna - zapomniałeś o jednej waźnej sprawie - to dzięki tej młodej kobiecie odkryłeś potęgę i magie seksu.

Graruluję,tej młodej kobiecie .Słucha swojego wewnętrznego głosu,intuicji  - zdołała Ci powiedzieć NIE ,nie zdradziła swoich poglądów i swojego zdania.To wartościowa ,młoda kobieta która moźe mogłaby Ci zaoferować nie tylko odlotowy seks,ale równieź miłość,oddanie,przywiązanie ...Moźe warto było uszanować jej wybór i poczekać...


Widzisz,ja będąc w jej wieku nie słuchałam swojego głosu który "nakazwał" mi iść do domu gdy postanowiłam zostać u swojego chłopaka (później męźa na noc)  . Dziś nie mam ani męźa,ani seksu,ani  rodziny.
Łatwa zdobycz szybko się nudzi .

53

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Kaźdy z Was odnalazł siebie i własne potrzeby - dla Ciebie nagle seks,fizyczność okazała się bardzo waźna - zapomniałeś o jednej waźnej sprawie - to dzięki tej młodej kobiecie odkryłeś potęgę i magie seksu.

Graruluję,tej młodej kobiecie .Słucha swojego wewnętrznego głosu,intuicji  - zdołała Ci powiedzieć NIE ,nie zdradziła swoich poglądów i swojego zdania.To wartościowa ,młoda kobieta która moźe mogłaby Ci zaoferować nie tylko odlotowy seks,ale równieź miłość,oddanie,przywiązanie ...Moźe warto było uszanować jej wybór i poczekać...


Widzisz,ja będąc w jej wieku nie słuchałam swojego głosu który "nakazwał" mi iść do domu gdy postanowiłam zostać u swojego chłopaka (później męźa na noc)  . Dziś nie mam ani męźa,ani seksu,ani  rodziny.
Łatwa zdobycz szybko się nudzi .

54 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2015-03-06 10:51:31)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Odświeżę temat, bo sądzę, że historia wymaga dopowiedzenia.

Na początku stycznia rozstaliśmy się - dla mnie ogromna różnica światopoglądowa była za duża, podobnie jak to, że osoba którą znałem, nagle straciła swoją niezależność: nie jestem ateistą, ale nie jestem również kimś, kto ma zamiar podporządkowywać się kościołowi i zasadom zapisanym ręką ludzką. Ktoś powie: to iście na łatwiznę. Naprawdę? Spróbujcie, a przekonacie się, że wcale tak nie jest. Jak się jednak okazało, nie to było głównym powodem naszego rozejścia się.

W styczniu spotkaliśmy się raz, aby to przedyskutować, omówić nieco nasze podejście itd. - było spokojnie, bardzo przyjacielsko itp. Po tym spotkaniu jej nastrój był bardzo zmienny.. aż w końcu napisała mi, że to wszystko jej wina. Nie rozumiałem (choć miałem wcześniej pewne powiedzmy obawy), więc zapytałem. Okazało się, że i tak nie możemy być razem, bo gdy umarła jej mama i ja nie mogłem być na miejscu ze względu na dzielącą nas odległość, pomógł jej pewien chłopak, w którym kompletnie się zauroczyła.
Nie, to nie był cios, bo jak napisałem, miałem pewne obawy. Owszem, poczułem się wykorzystany, bo gdy była u mnie na weekend przed świętami to przytulaliśmy się, całowaliśmy, a ona potwierdziła, że już wtedy wiedziała, że nie będziemy razem... Czy mogę sobie zarzucać, że wtedy ze wszystkich sił starałem się być czuły, pocieszać, sprawiać, aby na jej buzi pojawiał się uśmiech? Zdecydowanie nie.

Nie byłem zły, nie gniewałem się, nic takiego - bo przecież ma prawo do własnego szczęścia i do własnych wyborów. Skoro ktoś inny zawrócił jej w głowie, to widocznie między nami nie było tego, co być powinno. Obecnie nie otrzymujemy już żadnego kontaktu. Jakiś czas temu napisała, że jej obecny chłopak jest bardzo zazdrosny i nie chce go wkurzać. Najpierw powiedziałem ok.. po tygodniu w ramach narastającej we mnie frustracji napisałem jej, że domagam się usunięcia wszystkiego co ma związek ze mną, że niech to będzie zerwanie kompletne. Poczułem się urażony tym, że najpierw zostałem "wykorzystany", a potem dodatkowo zechciała kompletnie mnie wyrzucić z życia, jakby to wszystko do tej pory nic nie znaczyło. Zawsze obiecywaliśmy sobie, że niezależnie od okoliczności, zostaniemy przyjaciółmi. Cóż, nie udało się.

Teraz już nie mam żalu. Całość traktuję jako lekcję, która jak mam nadzieję, zaprocentuje w przyszłości. Zapewne nieco mogłem zrobić lepiej, ale jestem tu i teraz, mogę myśleć w takich kategoriach tylko w rzeczach aktualnych, a nie o wczorajszych. Sądzę, że dobrze, że nie jesteśmy razem - chcę kogoś niezależnego, ale i lojalnego. Jeżeli zechcecie, bierzcie w dłoń kamienie i rzucajcie we mnie. Nie mi to oceniać.

55

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

dlaczego mam rzucac w ciebie kamieniem, wyciągnij wnioski z tego na przyszlosc i idz do przodu, a ona układa sobie życie z innym i uszanuj to

56 Ostatnio edytowany przez bez_nazwy (2015-03-06 10:56:51)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Szanuję to, nie wtrącam się do tego. Każdy z nas ma swoje życie i decyduje, jak je wykorzysta.
Bardzo dobrze wspominam czas spędzony w nią, ubiegły rok był najlepszym rokiem mojego życia: nauczyłem się wiele w sprawach czysto życiowych, w tym, jak wygląda związek między dwojgiem ludzi i jakie problemy można napotkać, jak z nimi walczyć. Teraz jestem znacznie lepiej przygotowany do tego, aby zawalczyć o kogoś innego. O ile ktoś zawróci mi w głowie, bo to jest u mnie największy problem wink

57

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

wydaje mi się że jak trafi się na kogoś odpowiedniego to walczyć nie trzeba, tylko po prstu być ze sobą, szanować siebie nawzajem, tego ci zycze

58 Ostatnio edytowany przez XCL (2015-03-06 11:50:17)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
bez_nazwy napisał/a:

...Jeżeli zechcecie, bierzcie w dłoń kamienie i rzucajcie we mnie. Nie mi to oceniać.

Cóż, Twoja historia jest kolejną, jaka potwierdza niepisaną teorię, iż gdy słyszymy od partnerki/partnera o "przerwie w związku", "zmianach zasad" (jak u Ciebie), "potrzebie przemyślenia" czy "odpoczynku" - w tle czai się już ktoś inny...
Przykro mi.
Pisałem już w Twoim wątku pod inną postacią (#11) i jak wówczas tak i teraz ..."rzucać kamieniem" nie widzę podstaw smile
Głowa do góry!

59 Ostatnio edytowany przez lilianna90 (2015-03-06 12:20:01)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Czyli jednak nie chodziło o wiarę, ale o to, że nie chciała tego zrobić z Tobą... Nie fajnie:/

60

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

@mariola856:
Coś w tym jest... jeżeli ludzie do sobie pasują, to owszem, bywają trudniejsze chwile, ale są je w stanie przeżyć razem.


@XCL:
Dziękuję. Jak napisałem, dla mnie to lekcja, z której czerpię całymi garściami smile

61

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

dziewczyna poszłą do łożka z Tobą ale potem uznała, że to niezgodne z jej religią i się z tego wycofała? dla mnie to czysta obłuda, pewnie zrobiło jej się głupio, z etak szybko dała i się próbuje z honorem wycofać...

62 Ostatnio edytowany przez EXTRA_terrestrial (2015-03-06 23:50:13)

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
bez_nazwy napisał/a:

/.../Zawsze obiecywaliśmy sobie, że niezależnie od okoliczności, zostaniemy przyjaciółmi. Cóż, nie udało się.

/.../

No jak dla mnie to było perfidne - proponuje związek bez seksu z powodów religijnych, dzięki czemu uzyskuje zerwanie - "nie uszanowałeś jej miłości do Boga w obliczu śmierci matki" więc zostajesz z poczuciem winy. A ona ma prawo cię skreślić, bo nie uszanowałeś jej religijności. Jednocześnie myśli już o drugim. Ciekawe czy jej nowy chłopak musiał choć przez chwilę szanować jej "miłość do Boga" czy nie. Podejrzewam, że nie. "Krzyż" jej na drogę ;-)
Niewiele straciłeś poza iluzjami. W istocie, nie nadawała się nawet na przyjaciela. To duża sprawa, że byłeś w stanie coś takiego wybaczyć. :-)

63

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?
pannapanna napisał/a:

dziewczyna poszłą do łożka z Tobą ale potem uznała, że to niezgodne z jej religią i się z tego wycofała? dla mnie to czysta obłuda, pewnie zrobiło jej się głupio, z etak szybko dała i się próbuje z honorem wycofać...

Nim wpiszesz swój komentarz, opinię, poradę - przeczytaj całość... Bo najwyraźniej nie doczytałaś czegoś big_smile

64

Odp: Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

@XCL:
Nic dodaj, nic ująć, a było opisane w pierwszym poście, jak to wygląda smile


EXTRA_terrestrial napisał/a:

No jak dla mnie to było perfidne - proponuje związek bez seksu z powodów religijnych, dzięki czemu uzyskuje zerwanie - "nie uszanowałeś jej miłości do Boga w obliczu śmierci matki" więc zostajesz z poczuciem winy. A ona ma prawo cię skreślić, bo nie uszanowałeś jej religijności. Jednocześnie myśli już o drugim. Ciekawe czy jej nowy chłopak musiał choć przez chwilę szanować jej "miłość do Boga" czy nie. Podejrzewam, że nie. "Krzyż" jej na drogę ;-)
Niewiele straciłeś poza iluzjami. W istocie, nie nadawała się nawet na przyjaciela. To duża sprawa, że byłeś w stanie coś takiego wybaczyć. :-)

Nie wiem czy zostało to uszanowane, czy też nie. Ona mi powiedziała, że bardzo jej się spodobał również właśnie dlatego, że także jest osobą, która szanuje Boga i chce kroczyć przez życie z poszanowaniem zasad kościoła. Nie mam powodu twierdzić, że tak nie jest, bo przecież są tacy mężczyźni. Nie mam jednak powodu aby jej wierzyć, bo kilka razy mnie okłamała, a ja uczę się na błędach. Informacja ta więc do mnie dotarła, ale jestem bardzo sceptycznie do niej nastawiony - ktoś chcący życ w zgodzie z Bogiem nie powinien poddawać się takiej o wiele mniejszej słabostce jak zazdrość i powodować, że dziewczyna zrywa konta. Ona z kolei nie powinna tracić rozumu dla zasad spisanych ręką człowieka - dla mnie dlatego właśnie te zasady kościelne są nieżyciowe i nie do przyjęcia. Wierzę w Boga, ale nie wierzę w to, co jest mi nakazywane przez ludzi takich samych jak ja. Można by uznać, że "idę na łatwiznę". Proszę bardzo, po prostu uważam, że Bóg dał mi rozum po to, abym robił z niego użytek, a nie aby był kierowany przez kogoś innego smile

Tak, po tej "przemianie" nie nadawała się już nawet na przyjaciela. A wybaczenie... co by zmieniło to, że bym nie wybaczył, lub do tej pory trzymał w sobie jakiś niesamowity gniew? Sprawa została zamknięta, więc te emocje nie są mi do niczego potrzebne. Lepiej zająć się rodziną która jest obok mnie, prawdziwymi przyjaciółmi, a także rozwojem samego siebie. Ktoś inny kiedyś lepiej wykorzysta to, co mogę od siebie dać wink

Posty [ 64 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy jestem skończonym skur... czy to po prostu szanowanie siebie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026