Rany gdzie mam wyznac to co mnie meczy i od czego zaczac.
Zawarlam zwiazek malzenski z braku bliskość i mlosci. Urodzil sie syn. Maz wyjechał, malzenstwo sie rozpadlo.
Nowy partner- moja milosc, i chyba prawdziwa. Zylismy dlugo i szczesliwie do czasu.
Poznałam go 11 lat temu. Zakochiwałam sie powoli az po 2 latach zamieszkalismy razem. Urodziłam mu dziecko, wspaniałe dziecko. Partner spragniony zarobkiem wiekszych pieniedzy pojechal do Szwecji, tam poznal po miesiacu kobiete. oswiadczyl mi, ze kogos ma i nie chce juz ze mna byc pomimo ze mnie kocha lecz chce sie odkochac bo jest zafascynowany nia ta fajniejsza, pieniedzmi, nowym miejscem i tą otoczka. Zapomnial o nas. Próbowałam walczyc ale nadaremno. Minęły dwa lata odkad nie jestesmy razem, a pol roku od smierci dziecka.
*Ich cudowne wakacje- Władysławowo, drogi hotel, piekna pogoda, pokaz zdjęć ich pocałunków i zabawy naszym znajomym.
*Perfidna su...- latem tego roku, po dobrym wypoczonku miala czelnosc przyjechac tu z nim by poznac jego rodzine.
I wydążyło sie cos okropnego. Szlam z dzieckiem do sklepu, maly sie rozkrzyczal, wpadl w szal i wykrzykiwał tatus. Wyrwal sie i biegl w jego strone, nadjechal samochod... Pamietam jak przez mgłe. Dziecko moje lezy pod autem a ona odciaga ojca dziecka, ktory stal jak wryty. Ja lezalam na chodniku placzac i blagajac o pomoc. Przyjechala policja i pogotowie. Stwierdzili zgon, mnie zabrano do szpitala. Co sie stalo z bylym nie wiem.
*I ten choleny fb
Dzis, ON probuje kontaktu z moim synem przez portal, tłumacząc ze to nie jego wina. Ona wystawia publicznie zdjecia z ich wspólnie spedzonego czasu z jego slodkimi kometarzami, a ja nie umiem sie powstrzymać by do nich nie zajrzeć i nie plunąć w ekran wymawiajac w myslach slowa by zylo im sie zle i zyczac okrutnego cierpienia.
Ja juz zycia nie mam, po prostu wegetuje i gotowa jestem ja zamordowac.