Cześć, jestem rozżalona, a za bardzo nie mam komu wygadać się obecnie.
Prawie 5 lat temu w styczniu zaczęłam być z chłopakiem miałam 15 lat on o rok starszy. Wiadomo, jak to na początku spotykaliśmy się pisaliśmy, ogólnie poznawaliśmy. (Wrzesień on zmienił szkołę.- jeszcze nie ma powiązania) We wrześniu zaczęły się pierwsze problemy. Jeszcze wtedy mój chłopak pojechał na wesele, ok nic takiego, ale gdy wrócił postanowił zerwać, bo on nie chce ze mną już być. Wrócił po 2 tyg ,że mu zależy i jednak chce ze mną być. Wtedy dowiedziałam się ,że podczas owego wesela poznał jakąś daleką kuzynkę, która mu się spodobała i pisał z nią, i ogólnie zarywał. Ale i tak byłam tak załamana gdy go nie było ,że z otwartym sercem go przyjęłam.
Dobra minęło znowu byliśmy razem co jakiś czas były jakieś zgrzytki ale nic wielkiego. Pod koniec stycznia następnego roku pojawił się kolejny problem, wtedy zobaczyłam jego rozmowę z nową koleżanką ,która organizowała przyjęcie dla singli ale on może przyjść bez dziewczyny i on się zgodził, pod wpływem emocji napisałam do tej dziewczyny jako ja, trochę się pogryzłyśmy ona mnie powyzywała i tyle. Koniec był taki ,że mój chłopak (jeszcze wtedy) trzymał jej stronę i i tak poszedł na imprezę na której jednak pary były. Wrócił znów bo źle zrobił.. A ja znów głupiutka powiedziałam "wracaj kochany." Minęło trochę czasu i kolejne rozstanie w tym samym roku we wrześniu , u niego w domu się kłócili on stwierdził ,że nie możemy być razem bo coś tam też w stylu ( nie chcę mieć dziewczyny chce być sam) i znowu powrócił po 2 tyg bo zatęsknił. Kolejne rozstanie nastąpiło koło grudnia ale z mojej strony. Umówiliśmy się ,że będziemy wspólnie na dodatkowe zajęcia do szkoły języków obcych, on stwierdził że nie potrzebuje jednak , później zaczął mieć korepetycje domowe , których mi nie zaproponował bo lepiej się uczyć w pojedynkę , okej rozumiem jednak dowiedziałam się od kogoś ,że korepetycji on nie ma sam a z pewną dziewczyną ,która przychodzi wraz z p. nauczycielką do jego domu i uczą się w 2 z tą dziewczyną. Na pytanie dlaczego mi nie powiedział , przecież rozumiem skoro mama mu tak załatwiła mógł powiedzieć on powiedział że rodzice mu powiedzieli że mam mi nie mówić bo będę zła pewnie z nim zerwę i będę się wkurzać. I wkurzyło mnie ale nie to że mnie kłamał że ma sam a miał jeszcze z kimś te korki , nie to że mieliśmy mieć je wspólnie tylko wkurzył mnie tym,że nie powiedział mi o tym bo słuchał rodziców którzy nastawiali go przeciwko mnie mówiąc takie bzdury. Później była studniówka, z której wyszłam sama bo mój partner zaczął pić na upór zapomniał chyba ,że ze mną przyszedł, bawił się ciągle z innymi dziewczynami, ok rozumiem to w końcu można potańczyć nie ? Ale nie kiedy działa to na zasadzie "będę robić co chcesz to moja studniówka, ja zapłaciłem, a Ty nie masz prawa głosu" zostałam istnie olana a on już się kolebał,było mi wstyd nawet nasz wspólny kolega widząc tą sytuacje przyszedł do mnie i mnie pocieszał. Minęło trochę czasu gadaliśmy niby już znów byliśmy razem i zaczynało się robić ok , kiedy zobaczyłam na stronie jego szkoły że jest wyjazd za granice i z głupoty tak pół żartem zapytałam czy jedzie dowiedziałam się że jedzie, a zaliczkę ma już wpłaconą od prawie 4 miesięcy i znów pojawiają się rodzice bo powiedzieli żeby jechał. Rozumiem ,że chciał jechać, fajna wycieczka. Tylko po co kłamać, nie mówić prawdy ? Na ową wycieczkę pojechała nawet moja koleżanka ze szkoły bo można było wziąć kogoś znajomego bo było dużo miejsc. Oczywiście mi nic podobnego nie zostało zaproponowane. Za to na wycieczce mój wtedy chłopak do mnie w ogóle się nie odzywał, nie pisał nie dzwonił , zaś jak przyjechał dowiedziałam się że znów "zarywał" do jakiś dwóch dziewczyn. Po przyjeździe nawet do mnie nie przyszedł tylko zaczął pisać z moją koleżanką. Następnego dnia po powrocie mieliśmy jechać wspólnie na jakiś jego spot - sam to zaproponował wcześniej. Pojechał sam. I oczywiście znów nowi koledzy koleżanki pora się pokazać zaimponować, powtórka z rozrywki. Było znów dobrze.. minęło znów pół roku kolejna zmiana otoczenia - studia i znów dowiedziałam się że nie chce ze mną być i znów zarywanie do wszystkiego co się rusza. I tak oto zostałam sama ale utwierdzona w tym ,że pora to zakończyć. Tak, serio potrzebowałam tak dużo czasu a mimo to serce mi się kraje.
Edit. Zgubiłam się w tych wrześniach. Ale był jeszcze jeden podczas którego nie byliśmy razem bo chciał być sam i znów zaczął pisać i spotykać się z jakąś dziewczyną po zmianie szkoły.
Przerwy pomiędzy zerwaniami wyglądały mniej więcej tak że widywaliśmy się praktycznie codziennie, wspólne wyjazdy, wakacje, pomagałam mu w trudnych chwilach gdy miał załamki, byłam obecna zawsze i wszędzie bo bardzo mi zależało. Stawałam na rzęsach by mu dogodzić. Ponieważ u niego w domu nikt nie robił mu urodzin ja robiłam je u siebie. Jak miał problem to przychodził do mnie do domu zawsze tu był mile widziany.
Bywałam zazdrosna jak to dziewczyna , on o mnie też. Tam gdzie on tam ja gdzie ja tam on. Nie z przymusu i nie zawsze ale najczęściej. Mało kto wiedział o naszych rozstaniach i powrotach i uważali nas za związek wzorowy ,że rozumieliśmy się bez słów i nam zazdroscili.
Po tym wszystkim i tak cierpię i tak boli i tak go kocham i nie wiem co ze sobą zrobić.
Chociaż mam świadomość ,że wygląda to śmiesznie i jestem głupia że w tym trwam ale nie mam takiej siły żeby się z tego wybić, może dlatego ,że był to mój pierwszy związek.
Nie wiem czy opisałam wszystko bo pisałam to z kalendarzem w ręku jeśli coś mi się przypomni to napiszę.