Też mam problem z przekładaniem pierwszego spotkania, jednak sytuacja się nieco różni.
Chodzi o pewną dziewczynę, z którą studiuję na jednej uczelni. Widzimy się 3 razy tygodniowo na uczelni, bo jesteśmy w tej samej grupie z 2 przedmiotów. Raz tygodniowo wracamy razem z uczelni, z tym, że tam gdzie ona kończy swoją "trasę" ja jeszcze muszę się przesiąść do innego autobusu. W każdym razie, gdy pierwszy raz zobaczyłem ją na korytarzu, czekającą na zajęcia, bardzo mi się spodobała, właściwie to miałem myśli typu "nie moja liga" , ale jednak odważyłem się zagadać, tym bardziej, że to w końcu koleżanka z zajęć. No i tak od początku tego roku akademickiego odprowadzam ją od przystanku do bloku (po tych zajęciach, które mamy raz w tygodniu), właściwie to dopiero od niedawna to robię, wcześniej po prostu rozmawialiśmy dopóki nie przyjechał mój autobus. Ogólnie wydaje mi się, że mamy całkiem przyzwoity kontakt. Jak już jest ze mną sam na sam (w sensie bez koleżanek itp.) to dobrze nam się rozmawia, ona angażuje się w rozmowę. Początkowo tylko przy tym przystanku przytulała mnie na pożegnanie, ale dość szybko zaczęła się żegnać w ten sposób również na uczelni. Generalnie można byłoby powiedzieć, że koleżanka ze studiów, raczej niekoniecznie mną zainteresowana. Z drugiej strony jak już rozmawiamy na fb, co zdarza się bardzo rzadko, gdyż oboje rzadko wchodzimy, to już zdarzało się jej wysłać jakieś serduszka czy coś w tym stylu (np. "Dobranoc <3", czy też wersja tego z :*). Raz się trochę z nią droczyłem i stwierdziła, że gdyby mnie tak nie lubiła, to nie przytulałaby mnie tak czule (nie pamiętam dokładnie, ale powiedziała albo tak, albo bardzo podobnie). Dodam jeszcze, że raczej nie jest osobą, która nawiązuje często kontakt fizyczny z innymi, raczej podchodzi z dystansem, stąd moje głupie zakładanie tego, że może jej się trochę podobam. Przechodząc do sedna, koniec końców zdecydowałem się zaprosić ją na kawę, na co entuzjastycznie zareagowała, niemniej wyszło tak, że mieliśmy się spotkać w ubiegły weekend, wpierw ustaliliśmy, że po prostu w weekend, potem, że w sobotę, jednak po około 5h wysłala sms'a, ze w piątek nie może, no to przeszło na niedzielę i już byliśmy ładnie umówieni, niestety w niedzielę wysłała sms'a, że jednak dzisiaj nie może i bardzo jej przykro z tego powodu, może się spotkamy w tygodniu. Ten tydzień ja i ona mieliśmy trochę zawalony kolokwiami, ale jednak nie do tego stopnia, żeby nie móc wygospodarować sobie 1h na spotkanie. Ona ma w przyszłym tygodniu jeszcze jedno kolokwium. Zapytałem ją przez sms'a jak idzie nauka do niego, to stwierdziła, że dzisiaj ma dzień relaksu. W odpowiedzi życzyłem jej miłego dnia i stwierdziłem, że chyba nie ma sensu jej nadal proponować spotkań, bo czuję, że męczę temat i ona tak naprawdę nie chce się ze mną spotkać. Odpowiedziała, iż po prostu nagromadziło się tych kolokwiów i nie ma czasu. Rzecz w tym, że może i mało jest czasu, ale raczej nie na tyle , aby nie móc ani godzinki wygospodarować (w końcu mam podobną ilość materiału do nauczenia/wyćwiczenia, co ona, więc wiem, że aż takiej tragedii nie ma), fakt, w nadchodzącym tygodniu ja żadnego kolokwium, a ona jedno ma, ale nie wierzę, że nie da się zagospodarować trochę czasu, tym bardziej, że dzisiaj mogła sobie pozwolić na dzień relaksu. Raczej gdyby miała jakoś masakrycznie dużo nauczenia, to dzisiaj już wzięłaby się mocno za naukę. Przeprosiła, że nie może i stwierdziła, że spotkamy się w innym terminie. Niestety następny weekend spędza w swojej rodzinnej miejscowości, więc też odpada. Wydaje mi się, że po prostu nie chce się ze mną spotkać, nie podobam jej się itp. , a rozmawia ze mną, przytula itp. może z braku asertywności. Mieszkamy dość blisko siebie (20 minut autobusem), a do tego studiujemy na tej samej uczelni, więc teoretycznie powinno dość łatwo się umówić, jednak jak ktoś nie chce to nie chce, a ja po prostu trochę nadinterpretowałem jej zachowanie przy mnie.
Co myślicie o tej sytuacji?
Przepraszam za tak rozwklekły styl pisania, chciałem zawrzeć wszystkie ewentualnie użyteczne informacje.