Witam! Ostatnio jak wracałam z Londynu do miasta w którym mieszkam, musiałam przeczekać ok. dwie godziny i poszłam sobie do kawiarni w centrum. Nie było wielu miejsc siedzących więc dosiadłam się do stolika, gdzie już siedział mężczyzna, ok 30 lat, tzw. white collar pracujący w city, zarabiający grubą kasę (typ faceta który pracuje ciagle długie godziny w biurze, ma najnowsze mieszkanie, itp.- ale zupełnie nie w tym rzecz).
Siedzieliśmy i nawiązała się rozmowa. On zaczął opowiadać o sobie, co robi, gdzie pracuje, skąd są jego rodzice (to też w tym momencie bez znaczenia). Był, powiedziałabym, dumny z tego o czym mi opowiadał, ze swojej pracy, życia, itd. Spoko, ja też dawałam mu pozytywny feedback że rozumiem, podoba mi się itd. Do sedna.
On zapytał mnie co ja robię, a więc z grubsza powiedziałam skąd jestem, dlaczego i po co przyjechałam, o moich studiach medycznych, o tym gdzie teraz pracuję i na czym to mniej więcej polega. Zauważyłam, że podczas gdy ja mówiłam on miał postawę zamkniętą, tj. siedział bokiem do mnie (nie przodem, jak opowiadał o sobie), ręce skrzyżowane, miał teczkę na kolanach.
Pytanie moje jest takie: dlaczego jak słuchał o mnie to miał postawę zamkniętą, choć sam pytał i sam był ciekawy (mnie nie korciło żeby opowiadać o sobie)? Czy wynika to z tym, że niektózy ludzie "boją" się medycznych procedur o których się rozmawia czy po prostu była to wystudiowana (bądź odruchowa, facet nie był w pracy) postawa olewająca, a pytanie zadane zdawkowo? Zaznaczę, że konwersacja była żwawa przez godzinę, mnie ani jemu nie zależało na niczym więcej niż na rozmowie (bez dwuznacznych kontekstów). Plus na koniec zostawił mi wizytówkę, że gdybym była w Londynie znów to można razem wyskoczyć (nie jestem tam często).
Wiecie, zastanawia mnie tylko ta postawa, czy było to zwykłe olewactwo tego co ja mówiłam, czy bardziej wynikało to, nie wiem, ze strachu?
Podobne tematy
Wynikało z tego, że tak mu było wygodnie i się bał, że mu teczkę zaje****.
Za dużo myślisz.
Witam! Ostatnio jak wracałam z Londynu do miasta w którym mieszkam, musiałam przeczekać ok. dwie godziny i poszłam sobie do kawiarni w centrum. Nie było wielu miejsc siedzących więc dosiadłam się do stolika, gdzie już siedział mężczyzna, ok 30 lat, tzw. white collar pracujący w city, zarabiający grubą kasę (typ faceta który pracuje ciagle długie godziny w biurze, ma najnowsze mieszkanie, itp.- ale zupełnie nie w tym rzecz).
Siedzieliśmy i nawiązała się rozmowa. On zaczął opowiadać o sobie, co robi, gdzie pracuje, skąd są jego rodzice (to też w tym momencie bez znaczenia). Był, powiedziałabym, dumny z tego o czym mi opowiadał, ze swojej pracy, życia, itd. Spoko, ja też dawałam mu pozytywny feedback że rozumiem, podoba mi się itd. Do sedna.
On zapytał mnie co ja robię, a więc z grubsza powiedziałam skąd jestem, dlaczego i po co przyjechałam, o moich studiach medycznych, o tym gdzie teraz pracuję i na czym to mniej więcej polega. Zauważyłam, że podczas gdy ja mówiłam on miał postawę zamkniętą, tj. siedział bokiem do mnie (nie przodem, jak opowiadał o sobie), ręce skrzyżowane, miał teczkę na kolanach.
Pytanie moje jest takie: dlaczego jak słuchał o mnie to miał postawę zamkniętą, choć sam pytał i sam był ciekawy (mnie nie korciło żeby opowiadać o sobie)? Czy wynika to z tym, że niektózy ludzie "boją" się medycznych procedur o których się rozmawia czy po prostu była to wystudiowana (bądź odruchowa, facet nie był w pracy) postawa olewająca, a pytanie zadane zdawkowo? Zaznaczę, że konwersacja była żwawa przez godzinę, mnie ani jemu nie zależało na niczym więcej niż na rozmowie (bez dwuznacznych kontekstów). Plus na koniec zostawił mi wizytówkę, że gdybym była w Londynie znów to można razem wyskoczyć (nie jestem tam często).
Wiecie, zastanawia mnie tylko ta postawa, czy było to zwykłe olewactwo tego co ja mówiłam, czy bardziej wynikało to, nie wiem, ze strachu?
mnie zastanowiło mianowcie co innego,dlaczego nie ,,zastanawiający jezyk ciała,, tylko zastanawiajacy body language,, czyzby kompleksy.........
Proszę sobie wygooglować, że ten termin jest powszechnie używany w języku polskim. Mamy bardzo dużo tego typu zwrotów (zaczerpniętych z innego jezyka) z rozumiałych przez wszystkich, chociażby weekend (jakieś problemy ktoś ma żeby to zrozumieć?). Dziękuję za bardzo cenny głos w dyskusji....