Witam jestem pierwszy raz na forum bo wali mi się wszystko .Miłość czy ze ona jest mam 40lat troje dzieci jednego wnuka męża alkocholika nie pijacego od dwóch lat i przyjaciela 15 lat młodszego .kupę długów na pół z mężem rodziców koło 80 lat i w tym wszystkim ja . Nie skazitelna idealna matka i żona która poległa na polu bitwy przegrała walkę bo walczyłam długo o męża zeby nie pił a jak w końcu przestał to znowu zle bo przestał bez terapii i wyprowadzilam się i tym zrujnowalam wszystko bo się zakochałam w innym . I najgorsze to to że chciałabym być szczęśliwa i zacząć się śmiać a są coraz większe łzy .on mnie też kocha a ja uświadomiłam to sobie niedawno . Wyprowadzajac się z domu nie miałam założenia rozwiesc się chciałam żeby mnie zauważył i pokochał ale alkocholizm zniszczył wszystko .a teraz dylemat ? Powiedziałam mężowi dziś prawdę ze odchodzę i kocham innego a usłyszałam zemalolat jest ważniejszy niż rodzina ze slrzedalam się itp .czy jestem nie normalna czy poprostu mam dość?sama nie wiem ?
Podobne tematy
śmiać mi się zachciało z Twojej opowieści, to taki raczej smutny uśmiech
przepraszam, nie gniewaj się, nie ma w tym ani krzty złośliwości
po prostu podobny schemat do mojego
- alkohol-nieudane życie-nowa miłość- niepicie męża- moja bylejakość- pustka - zwątpienie w życie- oskarżenia itd.
nie jesteś nienormalna, każdy chce być szczęśliwy tylko czy jeszcze potrafi po zrujnowanym życiu wyjść na prostą?
ja próbuję, choć potykam się cały czas, opadam z sil, ale nie wolno mi się poddać, choć tak bardzo już mi się nie chce...
Wydaje mi sie ze majac 40 lat masz kolejnych 30 przed soba. Natomiast zwiazek z 25 latkiem w Twoim wieku? Troche to nietypowe. Mysle ze masz duzo obowiazkow, na pewno duzo sily ale potrzebujesz oparcia w czyms, w wierze, w sobie. Licza sie tez fakt a nie slowa (jesli wiesz o co mi chodzi).