NinaLafairy napisał/a:Naprawde tylko srednio rozsadna kobieta, bedzie w zwiazku, ktory sklada sie z lat klamstw, zmian frontow i wymowek. Nie znam zadnej kobiety, ktora ma charakter , silna wole i rozsadek i umie kierowac sie glowa i zyje w takim zwiazku. Same emocjonalne, przesadnie rozkimniajace, nie znajace wlasnej wartosci kobiety, ktore mysla sercem a nie mozgiem i stawiaja partnera na pierwszym miejscu.
Też tak myślałam przez całe lata, a teraz sporo czytam (choćby tutaj, ale nie tylko) jeszcze więcej w życiu obserwuję i widzę, że bezgraniczna wiara w partnera to nie tylko naiwność. Ani nawet stawianie go na pierwszym miejscu.
Zaryzykuję tezę, że kobiety stawiają nie tyle na mężczyznę, ile na związek. A dla związku - tego jesteśmy uczone - trzeba się poświęcić. Seksu odmawiać nie należy - to oznaka oziębłości. Bronić się przed mężem, kiedy się domaga, też nie wolno. Bo to przemoc. (:>) Poczytaj sobie wątek "czy pierścionek zaręczynowy powinien być drogi" i zobacz: panie licytują się, która dostała t a ń sz y i bardziej tombakowy. Bo wymaganie, by narzeczony miał gust i gest to oznaka pazerności i płytkości uczuć. Kobiety szkolą się wzajemnie w poprzestawaniu na małym.
Związek niby już nie jest celem życia, ale gdy się już pojawia, żony, kochanki i konkubiny zobowiązane są "dać radę" i zainwestować w niego wszystko. Feministki mawiają, że kobiety mają w życiu cztery etaty: pracownicy, gospodyni, matki (opcjonalnie) i hostessy (zawsze piękna, zawsze chętna). Ja tam się z nimi zgadzam. Nie żeby mi się to podobało.
Miłość to wielka życiowa ruletka. A każdy zapalony hazardzista Ci powie, że jeśli naprawdę wierzysz, to poznasz "tajny system" i rozbijesz bank. Do tego momentu będziesz grała, aż przegrasz wszystko. A nawet wtedy zadłużysz się (u psychiatry, u komornika) z nadzieją, że w końcu się odegrasz. Bo skoro "tyle to już trwa", "tak bardzo kocham", "tyle razem przeszliśmy", "mamy dzieci", "on ciągle wraca", to znaczy, że "coś w tym jednak musi być" i jeszcze tylko ten jeden wysiłek, ostatnia łza i on p rz e j rz y. I wszystko już będzie dobrze.
Nie mogę się też zgodzić, że z dupkami zadają się wyłącznie kobiety bez ambicji. Część z nich ma właśnie wielkie poczucie odpowiedzialności i myśli zadaniowo: "zarobię dla firmy pół miliona, upiekę suflet, wydam przyjęcie w stylu Windsorów, spakuję się na pieszą wycieczkę do Chin i wyciągnę Ryśka z alkoholizmu".
Nie ma rzeczy niemożliwych.
Mantra ludzi sukcesu to nierzadko epicki trolling. 
O silną wolę i zdrowy rozsądek pod ścianą akurat trudno. Sęk w tym, że kobiety dają się pod nią prowadzić w opasce z romantycznych koronek na oczach. Na etapie zalotów, urabiania i wielkiego zakochania.