netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

60 odpowiedzi8 103 wyświetleniazałożony przez Kto pyta nie bladzi, 25.10.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1

Temat: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Witam wszystkich serecznie.
Troche to dziwne, ale zaczne od konca. Prosze abyscie ocenili moj list (w sumie jeszcze nie pelny) ktory kieruje do ukochanej zony. 
Napiszcie opinie, wasze zdanie podpowiedzi a ja wszystko wyjasnie wkrotce...



?Kochanie cofnij sie troche i wspomnij tamte chwile, kiedy zaczelo laczyc nas az tyle. Wspólnych klimatów, problemów i tematów. Zawsze do przodu patrzylismy nigdy za siebie. Nie bylo latwo lecz dawalismy rade, tym którzy chcieli zepsuc nam dobra zabawe. Pokazalismy co to znaczy milosc, by nas rozdzielic sily nie bylo, dobrze wiesz jak wiele przeszkód staLo nam na drodze...?

Wiesz...  Pamietam Cie siedzaca w autobusie kiedy jezdzilismy do szkoly taka wpatrzona w okno. Pamietam nasz pierwszy pocalunek, Twoje delikatne rozowe usta i moje drzace rece. Rozmowy w lozku i zasypianie do czasu kiedy dzwonila moja mama albo twoi rodzice wyjezdzali do pracy. Pamietam jak chodzilismy na Ciastka... Twoje kanapki. Niesamowite 18 urodziny i piekna, urocza dziewczyne ktorej uderzalo dobro, radosc, milosc. Zdarzenia po 18 tez smile
Nasze kartki z wierszami po kazdym miesiacu razem. Kwiaty. Stodniowke ? bylas juz w ciazy. A Pamietasz mature? Pozniej wesele ? moze nie wesele marzen ale piekne bo nasze ? Przetanczyc z Toba chce cala noc (zycie)... Urodziny Nikodema. Pierwsze wakacje nad jeziorem. Studia i jedna herbata na dwoch. A pozniej... Moj wypadek. Drobna dziewczyna miala wtedy 2 chlopakow na glowie ? ale dala rade. Pokazalas w salonie Mariusza kto rzadzi. A pozniej znienacka byl Olus. Dalej juz Emigracja. Pierwsze mieszkanie i problemy. Dalej juz z gorki. Drobne sukcesy - nasze i dzieci. Wakacje... Zakopane i apetyt Nikodema mi sie przypomina. Egipt, Turcja. Grecja, piekne widoki. To naprawde wielki skrot ale z usmiechem na twarzy. Tak  chce to pamietac. Nie chce rozpamietywac innych negatywnych rzeczy. Bo po co? Wiesz dzis jest xxxxxx dzien naszego zwiazku a ja za Toba nadal szaleje. Chce znow pocalowac te delikatne, rozowe usta.  Kocham Cie i szaleje za Toba tak samo mocno jak wtedy kiedy bylismy szczeniakami,

?Nie miej kochanie z lodu serca dla siebie samej, dla mnie i dla dziecka. Swiat jest brudny, falszywy i obludny, stworzyc raj- temat bardzo trudny. Nie miej kochanie z lodu serca, gdybym nie kochal tylu lat bym nie poswiecal, kawal zycia, wiec blagam nie pozwól by moje mysli opanowal czarny kondukt.?

Zaufanie... nie wiem czy ubiore to w takie slowa jakie bym chcial. Stworzylismy kolo zdrady zaufania. Wszyscy, niepotrzebnie. Teraz rozumiem co chcialas mi powiedziec. Wiesz, ze popelnilismy wiele bledow, potykalismy sie w naszm zwiazku. Tracac ciebie szukalem wsparcia u rodzicow. Moze rzeczywiscie to nie bylo do konca dobre, choc po to sa rodzice aby wspierac w trudnych chwilach swoje dziecko. Przeciez tego uczymy nasze dzieci. Tutaj sytuacja wymknela sie z pod kontroli. Uslyszalem slowa przepraszam, przepraszam za przyczynienie sie do tej sytuacji jaka jest miedzy wami. Poczulem sie zdradzony i rozdarty. Za jakies niedorzeczne rzeczy.

?Wstaje, mimo tylu ran I znów do góry glowa, Ide dalej, Ide dalej tam gdzie zaprowadzi wzrok Wstaje, mimo tylu ran I lzejszy o polowe Ide dalej....?

Wybaczyc to znaczy byc silnym, poczuc sie dobrze, tak nakazuje serce. Ja tez chce aby moje dzieci kiedys wybaczaly innym. Przepraszam Cie,  ale i Tobie rowniez wybaczam. Niech wroci to zaufanie, takie jak kiedys ? kiedy mielismy po 20 lat... Cena nie gra roli. Moje poprzednie natawienie, wartosci i idee ochodza w cien, Bo widze pewne rzeczy. Chce sluchac ? do konca. Chce grysc sie w jezyk. Marzenia...?  Zapewnic wam stabilizacje i otoczyc opieka. Duzo pracy i trudu jeszcze jest przed...

?Slucham glosu serca, mówi mi, ze przyjda lepsze dni, cóz ryzyko jest, lecz skad to wiesz, ze nie uda sie, zlap mnie za reke i przed siebie idz. Chce ciebie miec przy sobie wciaz i wspólnie biec. Bez ciebie to nie to samo jak wczesniej
Ty dobrze wiesz jak sprawic bym mogl sie Smiac .Zaufaj mi, razem mozemy pokonac strach?



Rodzina ... To ty, ja  i dzieci ? MY ? wszyscy razem. Co czuje doskonale  wiesz. Kazdy dojrzaly facet wie, ze powinien byc przy rodzinie i walczyc o nia.
Nie obchodzi mnie co mysla w tym momencie inni ? wartosciowy czlowiek walczy o swoje idealy i o pewne rzeczy bede walczyl.
Postawmy sobie  wysoko poprzeczke aby zmienic los i odzyskac to co najcenniejsze w zyciu. Nie mialem konktetnego Planu wczesniej ale to uleglo zmianie, Czytam, to mi pomaga i rozwiajam sie.
Powinnismy zadbac o to co mamy a mamy wiele.

Ambrse Briece napisal: Jesli bedziesz przemawial w gniewie, beda to slowa, których zawsze bedziesz zalowac...

Nie uleczymy przeszlosci ale mozemy kreowac przyszlosc
Stawiam tym listem wszystko na jedna karte. Casami mam wrazenie, ze zwariowalismy, albo cos ciazy nad nad nami. Czy to robimy to tchorzostwo, brak woli walki a moze cos innego. No bo skoro jest jakas chemia... jeszcze dwa mniesiace temu mowilas ze kochasz, a dzis? Kogo oszukujesz siebie czy mnie?

?Chciałbym sprawić, aby łatwo było mnie pokochać, mnie pokochać,
Wciąż sięgam, szukam drogi, gdzieś utknąłem
Szukam odpowiednich słów do powiedzenia...?

Zawsze ufalem swojej intuicji i sercu a pewne rzeczy odczytuje jako znaki. To nie jest manipulacja Twoja osoba. Prosze cala "Gore"  o pomoc abys sie opamietala. Zobacz teraz gdy wszystko zaczynalo sie ukladac, mieli bysmy szanse kupic nawet nowy dom, dom o ktorym marzymy.


Masz wspaniale hobby. Tarot bywa twoim sprzymierzencem w trudnych Chwilach.
Karty rozkladane sa po to by zaradzic problemom. Odzwierciedlaja czesciowo podswiadomosc. Ale to skazowka a nie wyrocznia. Jesli otrzymujemy negatywna starajmy sie reagowac. Po to robi sie rozklady. Nasza sytuacja nie jest jeszcze przesadzona, dopuki sie dziala mozna wszystko zmienic...

Nie wiem...
Nie wiem, którą stroną podążam...
Nie odróżniam prawej od lewej...
Może mylę się...
Mówię: "jestem głupcem..."
Mówisz, że nie dla Ciebie...
Ale jeśli jetsem głupcem dla Ciebie...
Oh, to już coś...

Dwa serca biją jak jedno...
Dwa serca bija jak jedno...
Dwa serca...

Nie moge przestać tańczyć...
Skarbie, to moja ostatnia szansa...
Mówię, nie moge przestać tańczyć...
Może to jest moja ostatnia szansa...

Dwa serca biją jak jedno...
Dwa serca bija jak jedno...
Dwa serca...

TBiją w czerni, biją w bieli...
Bija we wszytskim, nie mam racji?
Biją we mnie, biją w tobie, biją w miłości...

Nie wiem...
Jak powiedzieć, jak to jest byc smutnym...
Nie wiem, czy to jest czerń czy biel...
Inni widzą to w czerwieni...
Nie znam właściwej odpowiedzi...
Pozostawiam to tobie...
To miłośc poza modą...
Ale są to lata czasu...
Czy te słowa się rozproszą...
słowa które chcesz usłyszeć...

Dwa serca biją jak jedno...
Dwa serca bija jak jedno...

Próbuje je wyciągnąć...
Próbuję wyjasnić...
Drogą którą czuję...
Oh, yeah!
Dwa serca

Nie moge przestać tańczyć...
Moze to moja ostatnia szansa...
Mówię, nie moge przestać tańczyć...
Moze to moja ostatnia szansa...
Mówię, nie moge przestać tańczyć...
Moze to moja ostatnia szansa...
Mówię, nie moge przestać tańczyć...
Moze to moja przedostatnia szansa...
Moze to moja ostatnia szansa...
Moze to moja przedostatnia szansa..

2

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Przepraszam ale ja nie wiem o co chodzi.

3 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-10-25 16:53:05)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Nie moge przestać tańczyć...

Bardzo boli głowa? sad

4

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Niestety jestem w trakcie rozwodu. Probuje to jakos ratowac ale w tym momencie chyba tylko ja. Dodalem  tu kilka cytatow i piosenek. rozumiem, ze list moze byc ciezko zrozumialy. Chialem aby przypomniala sobie te wszystkie dobre chwile, no i przedstawiam swoje podejscie do pewnych spraw...

Elle88 - to jest tekst piosenki (przetlumaczony) zespolu U2 - Two harts beats as one

5

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Ckliwe teksty... Ta kobieta moze mieć po tym torsje...
No ale ok. A teraz wal śmiało: o o co chodzi?

6

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Elle88 - to jest tekst piosenki (przetlumaczony) zespolu U2 - Two harts beats as one

Fajnie smile

7

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
kosmiczny nick napisał/a:

Ckliwe teksty... Ta kobieta moze mieć po tym torsje...
No ale ok. A teraz wal śmiało: o o co chodzi?

a niby dlaczego torsje? czy według ciebie kobiety lubia tylko drani? ja się nie zgadzam, mnie ten list bardzo ujął,

8 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-25 21:35:59)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

O co chodzi? O milosc, rodzine, zasady. Kocham ja i dzieci. Dlugo by opisywac nasza historie..
No i wlasnie gdzie jest ta granica walki? Kiedy przestac?

9

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Słuchaj, nie chcesz to nie pisz, tylko nie oczekuj że ktoś będzie komentować i z Ciebie wyciągać. Powodzenia życzę.

10

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

co to za fascynacja tarotem, to są takie karty z malunkami tak? dobra, macie dziecko, jesteście małżeństwem, wyjeżdżaliście do innych krajów, pięknie, ale o co chodzi ? dlaczego ona chce odejść? coś tam niby mówisz ale, kamuflaż , wal jak było biały rapesze bez ściem. Bo ona miała to coś, a ja zjebałem, bo był ktoś, a może wcale go nie było, moje życie się rozpier...., nie wiem co dalej robić, i kogo powinienem pobić, ale ważne że mam dzieciaka, zatańcze więc wam raka, i nie pójdę do przodu jak zwykle, i tak nie zawalczy więc milkne. i czytam tak wiele , nie byłem w kościele, ale pamiętajcie że byłem na emigracji, niech nikt nie podważa moich racji, to czas moich libacji , brnięcia w tył fascynacji, to nie rzeczywistość abstrakcji, lecz podświadomości manipulacji. Bez doła- było jak we mgle, ale rozpierzchło się. teraz jest jak na dłoni, może i łze uroni, granicy szuka, całość rozdmucha, jakby szukał ducha. A duchy nie istnieją, tylko ty i twoje dziecko. jej już nie ma. reszta to ściema. gdyby była to by nie spierdoliła tylko walczyła. ale te rymy to kiła. ale w nich jest siła, bo tak ja zarządziła, elle by to ochrzaniła,bo żyjesz tym co było, a nie tym co się rozpierdoliło, jeśli byłeś taki zawsze to nie ma już pomocy. lubuj się dalej w swej nocy, w tym nie ma żadnej mocy. Uff dłużej już nie potrafie, .....prafie, morały a to są banały. Ona chce żyć swoim życiem, daj jej szanse, ty żyj swoim życiem. jedyne rozwiązanie. Przykro mi. tego się nie przeskoczy.

11

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

jejeje, madafakaaa !:D

12

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

elle podchwyciła, nawet się rozbawiła, tak! mata faca, facet zatańczy raka, elle nie ochrzaniła? to znaczy że jest miła?
jejeje -jak to się wyśpiewa, to to ma sens. Spróbuj zrobić to z je, lub jeje, a nawet jejejeje-tragedia, ale jejeje-jest w sam raz, tak abstrahując

13

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Zrobiłam z jejeje - dokładnie tak.

To jest RAP!

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

14 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-25 23:32:54)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

To nie jest tak, ze nie chce pisac...
Z jednej strony historia jakich nie malo z drugiej inna..   Ale pokolei,
Jestesmy (jeszcze) malzenstwen z 10 letnim stazem. Mamy dwoch wspanialych synow. Od ponad 2 lat zaczelo cos nawalac W naszym malzenstwie. Uwazam, ze nie ma idealnych zwiazkow, ale bylismy malzenstwem w ktorym nie bylo problemow z alkoholem i innymi uzywkami - nalogami, zdradami, hazardem, przemoca etc. Na pieniadze tez nie narzekalismy.  Bedac na emigracji rozpoczalem w prace w sektorze budowlanym (pomimo ukonczenia studiow pedagogicznych) ze wzgledu na oferwane mi pieniadze i wwtedy nie poslugiwalem sie jeszce poprawnie jezykiem. Po kilku latach pracy, cos sie we mnie zmienilo. Zmeczenie, przenoszenie problemow z pracy, stres i inne rzeczy zaczely odbijac sie na mojej rodzinie. Za pewne moje slowa i czyny - wstyd mi do dzis i nie moge sobie wybaczyc.
Moj jezyk bywal szybszy od  moich mysli. Cieszylo mnie nasze zycie na dobrym poziomie, coroczne wakacje, samochody itp. W miare mozliwosci dbalem o  prezenty dla dzieci i zony. Bedac na jednej z delegacji z 2 lata temu, rozmawialem z zona przez telefon i oznajmila z placzem, ze nie wie co sie dzieje i sama ze nie wie czego chce. Zaniepokoilo mnie to i po przyjezdzie do domu zajrzalem w komputer  i wszysko stalo sie jasne.. Miala dosc mnie, mojego zachowania i jakosci naszego zycia erotycznego. Ponadto podkochiwala sie w kilku mezszyznach.  Przezylem szok, ale zrozumialem, ze nic nie dzieje sie bez powodu. Myslala juz o rozwodzie. W pewnym momencie juz tez myslalem o tym samym. Nie dopuszczalem mysli, ze mam isc do psychologa - Przeciez taki facet jak ja nie potrzebuje czegos takiego - pomyslalem. Ale zalezalo mi i postanowilem sprobowac.  Psychologiem byla starsza, sympatyczna kobieta. Mnostwo rozmow, na temat mojego zachowania, pracy, stosunku do rodziny. Kobieta stwierdzila, ze jestem zdrowym facetem tylko sie wypalilem i kiepsko sypiam (potrafilem isc w dzien do pracy  przespac sie 2 godzine w samochodzie i isc na nocna zmiane i tak przez 4 - 5 dni). Poprostu praca i codziennosc mnie zjadla. Zona, wydaje mi sie, tez dostala zimny kubel wody na glowe, pod wzgledem jej oczekiwan, zachowan (tez dlugo by pisac). Zona stwierdzila, ze leczenie mi nie pomoglo i powinienem je zakonczyc. Zaluje, ze nie postawilem na swoim i go nie kontynuowalem. Natepnym krokiem byl seksuolog. Jeden, drugi wyciaganie pieniedzy, dopiero trzeci okazal sie inny. Bedac na poczatku naszego zwiazku bywalem troszke egoistyczny w lozku przez co zona miala pretencje. I slusznie bo bylem nie dojrzalym szczeniakiem. Dlugo przed tymi naszymi sporami chcialem i dawalem zonie wiecej w lozku "szczescia" niz ja moglem go miec. Ja pracowalem dalej w sektorze budowlanym ale za lepsze pieniadze. Ciezka praca i dobre stosunki z ludzni wyrobily dobre zdanie na temat mojej malej firmy. Umawialismy  sie, ze jesli ona znajdzie cos stalego to i ja zmienie bede mogl szukac czegos innego. Zona pracowala, ale na niezbyt korzystnych warunkach. co powodowalo, ze szukala dalej. Raz bylo lepiej raz gorzej. Zauwazyla, ze kontakt z dziecmi sie poprawil, mowila, ze zaden inny facet nie pokocha jej tak mocno jak ja. Ale nadal nie moglismy sie porozumiec na tle obowiazkow w domu i innych rzeczy. Byla strasznie uparta. Stwierdzila, ze ja jej nie wspieram, nie pomagam, nie doceniam tylko dobijam lezacego, co nie do konca bylo prawda. Nie potrafie podejmowac decyzji i ze wszystko jest na jej glowie. Kazdy widzial te kwestie inaczej. Tlumaczylem, ze musimy znales kompromisy - w domu, rozmowie itd. Mimo wszystko nie udalo sie. Od ponad 3 miesiecy mieszkamy osobno. Nalozylo sie kilka powodow i cos w nas peklo. Znalazla kartki na ktorych notowalem nasze problemy dla psychologa - mySlala, ze to przeciwko niej, stwierdzila,ze mam dodatkowe konta w banku - nie prawda - znalazla moje rysunki (szkicuje olowkiem) na ktorych byla narysowana dziewczyna - twierdzila, ze to moja kolezanka a to byla kobieta z okladki jednej z ksiazek. Dodatkowo do konfliktu przyczynily sie tez osoby trzecie, co przechylilo szale goryczy u mojej zony. Zona Stawia tez karty tarota. Nie mam nic przeciwko temu bo to jej hobby. Ale znalazlem kilka rzeczy ktore rowniez swiadczyly, ze czeka na swoja wielka milosc. Po przeprowaszce wybralem sie do mojej terapeutki. Stwierdzila, ze mam odpuscic - przynajmiej narazie, poniewaz ona musi znalesc to czego szuka. Moja znajoma twierdzi, ze moja wybuchowosc wziela sie z niedoceniania i ze mam jeszcze raz sprobowac. Moi zajomi twierdza,ze mam odpuscic. Ale ja wiem czego chce, a chce  ja odzyskac. Moim zdaniem zabraklo kompromisow, rozmowy, zrozumienia, wzajemnego wysluchiwania sie i padlo wiele mie potrzebnych pustych slow... Na co byly te prozne klotnie - nie wiem. To nie jest tak, ze jej nie doceniam lub wspieram. Jest dobra matka, gospodynia, dba o wszystko. Pewne rzeczy widze inaczej... przeciez o to chodzi by szanowac nasza odrebnosc. Zapomnielismy jak to jest cieszyc sie malymi rzeczami, gdzies sie zatracilisnmy. Mam teraz wiecej czasu dla siebie. Postawilem na aktywnosc fizyczna, bo przeciez w zdrowym ciele zdrowy duch. Wiecej czytam, analizuje ucze sie , wywracam swoje zycie do gory nogami, postawilem sobie kilka celow .

15

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

W sumie nie wiem jak napisac abys to obczail.  Wiem jedno, ze musze to sam wszystko ogarnac.

16

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Autorze,
ale co to znaczy że były używki, hazard, zdrady. To jakby istotne, a napisałeś to w jednym zdaniu. Zdradzałeś ją, biłeś, pieniądze przepuszczałeś?

17

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Blad w pisowni - juz poprawiony. Nie bylo nic takiego.

18

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

smile

19

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Sprobuje jescze raz ja zdobyc....

20

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Co masz na myśli mówiąc że podkochiwała się w różnych mężczyznach? Miała romanse?

21 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-25 23:55:56)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Wydaje mi sie, ze nie miala. Pisala, ze bije jej serce szybciej, maja wiecej pozytywnej energii. Inny znowu proponowal jej pojscie do lozka... Obecnie znalazla kogos, kogo poznaje blizej, z nim sie spotyka - tak mi powiedziala.

22 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-25 23:57:50)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Napewno moje zachowanie wplynelo i nasze zycie erotyczne na jej podejcie tdo tego wszystkiego ale trzeba miec jakies zasady wewnwtrzne, tak mysle. Malzenstwo to kompromisy, jedno powinno pociagac drugiego. Jesli odrzuci moja ostatnia probe ratunku to poprostu odpuszcze, bo nie mozna isc caly czas pod wiatr. Mowi sie, ze trawa jest zawsze bardziej zielona u sasiada...

23

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Ale kto zdecydował o rozstaniu? Złożył pozew? Nic nie rozumiem.

24

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

To ona zadecydowala, ze chce odejsc. Stwierdzila, ze za duzo sie wydarzylo

25

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Czyli ostatecznie przygruchała sobie kogoś...tak?

26 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-26 00:54:06)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Wyglada na to, ze tak.  Wiec czy jest sens sie pcha dalejc? Zal mi dzieci. Tesknie jak cholera. Nowy facet rozumiem, ale przyjda te same problemy. On tez bedzie musial stawic czola jej Ego, chyba ze jest naprawde wyjatkowy. Powiedziala mi, ze nie mozna kogos poznac po jednej wizycie na kawie. Co bylo, nie wiem.

27 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-26 00:15:04)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

tak naprawde to chyba czekala na kogos od dawna...

28

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Wydaje mi sie, ze nie miala. Pisala, ze bije jej serce szybciej, maja wiecej pozytywnej energii. Inny znowu proponowal jej pojscie do lozka... Obecnie znalazla kogos, kogo poznaje blizej, z nim sie spotyka - tak mi powiedziala.

Z tego wynika, że Twoje akcje u niej, spadły do poziomu śmieciowego. Ona szuka innej inwestycji dla swojego kapitału i nic się z tym już nie da zrobić. 

Nie napisałeś, czy rozwód ma być z orzeczeniem, czy bez orzekania o winie i czyja by to miała by być wina. W każdym razie, skoro Masz synów, to walcz o jak najczęstszy kontakt z nimi.

29

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

To masz granicę: jest ktoś inny.
Także jajka z powrotem przykleić na miejsce i zawijać żagle.

Potem 'kwarantanna', tyle ile będzie trzeba i zaczynasz od nowa z kimś innym, sometime, somewhere smile

30

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Rozwod bedzie bez orzeczenia o winie.  Kontakt z chlopcami mam i staram sie dac im jak najwiecej siebie. A moze ona tylko blefuje? Nadal sie zastsanawiam... Rozmawialem z tesciowa i stwierdzila, ze nic nie wie na ten temat. Na facebooku juz nawet mojego nazwiska sie pozbyla...
Widzicie jaki czlowiek potrafi byc glupi kiedy jest zaslepiony.

31 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-26 01:29:35)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Na dzien dzisiejszy moge tylko przyrzec dzieciakom, ze bede dla nich jak najlepszy i sobie, ze nie popelnie tych samych bledow w natepnym zwiazku...

32 Ostatnio edytowany przez starr (2014-10-26 01:09:40)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Rozwod bedzie bez orzeczenia o winie.  Kontakt z chlopcami mam i staram sie dac im jak najwiecej siebie. A moze ona tylko blefuje? Nadal sie zastsanawiam... Rozmawialem z tesciowa i stwierdzila, ze nic nie wie na ten temat. Na facebooku juz nawet mojego nazwiska sie pozbyla...
Widzicie jaki czlowiek potrafi byc glupi kiedy jest zaslepiony.

Każdy sąd udzieli Ci informacji, czy został złożony wniosek. To nie jest informacja tajna, a poza tym dostaniesz kopie pozwu. W każdym razie jeżeli Twoja zona włączy w sprawę rozwodową pełnomocnika, to możesz się spodziewać, że oprócz podziału majątku będzie walka o alimenty na żonę. Zacznij rozglądać się za swoim pełnomocnikiem.

Że nie popełnisz tych samych błędów w następnym związku, to przyrzeknij przede wszystkim sobie.

33

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Rozwod odbywa sie juz poza granicami Polski. Dlatego wiem, ze bedzie bez orzeczenia o winie. Moj adwokat zlozyl juz pozew, mimo iz ona wystapila o sprawe rozwodowa. Sad musi zatwirdzic wstepne ustalenia z protokolu i rozstrzygnac kwestie sporne. Alimenty beda tylko na dzieci poniewaz ona pracuje.
Caly czas sie zastanawiam czy sprobowac jeszcze raz ja odzyskac. Nie obchodzi mnie to czy wyjde na idiote. Nie chce zalowac  kiedys, ze tego nie zrobilem. Mam wrazenie, ze tez ja pewne sprawy gryza.

34

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Przykro mi, Kto pyta...,  bo jesteś kolejnym przykładem, że świadomość popełnionych błędów przychodzi dopiero wtedy, gdy na zapobieżenie ich negatywnym skutkom jest już za późno, by dały się naprawić.

A w jaki sposób Twoi rodzice mieli przyczynić się do obecnej sytuacji?

35

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

odpuść skoro ona ewidentnie z tego co napisales szuka kogos  innego, kto ja pokocha

36

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Zawsze mialem maly kontakt z moimi Rodzicami po slubie. Nie mieszalem ich do naszych spraw. Kiedy zaczalem ja tracic i odkrylem pare faktow, poprostu im sie wyzalilem. Sa to pierwsze osoby ktorym sie ufa i otrzymuje sie wsparcie. Niestety rowmiez i tym przypadku zostalem zdradzony. Moja mama wyzalila sie komus z rodziny i to dotarlo do mojej zony. Stwierdzila, ze nie moze zyc w trojkacie i jak moglem to zrobic... Nie mialem na celu kogos obrazic itd. Poprostu chcialem zrzucic z siebie ciezar, ale wyszlo jak wyszlo. Najlepsze jest to, ze my tez uczymy swoje dzieci aby zawsze przychodzily z problemami do nas, jako rodzic - przyjaciel.
Dzis w nocy  przeczytalem temat  "Chodne rozstania". Winika z tego, ze bylem za slaby i za miekki. Nie ma jednego wlasciwego modelu zachowania poniewaz kobiety i mezczyzni maja rozne charaktery. Moze racja, ale jak wczesniej mowilem pracowalem i pracuje nad soba. Owszem, spotkala sie pewnie z nim. Ale To moja zona i rodzina. Nie chce zalowac, ze nie sprobowalem. Narazie nie wiem w jaki sposob sprobowac. Moja tesciowa mi powiedziala - "U was jest problem w tym, ze klocicie sie o naprawdze bzdurne-prozne rzeczy zamiast ustapic w pewnym momencie". Wszyscy doskonale wiedza sobie sprawe, ze ona ma trudny charakter. Ona nie zdaje sobie sprawy, ze czasami podejmuje bledne decyzje. Jak mozna sie klucic, ze jest posprzatane zle w domu (zapomnialem zetrzec kurze z jakiejs szafki czy za jednym z lozek? Dobra, powiedzialem, wiec ty sprzataj a ja np bede gotowal albo raz w tygodniu poprosz swoaja siostre o pomoc - ja jej zaplace - i wszyscy beda zadowoleni i wypoczeci. Nie. Zly pomysl. Nie wspierasz mnie itd. W pewnym momencie stalo sie wygodnie na jej pytania odpowiadac nie wiem.
Nie potrafie tak tego przekreslic. Nie potrafie powiedziec - no to dobra dzis koniec kasuje pamiec i zaczynam nowe zycie. Bardzo ja i ich kocham. Jestem wdzieczny za te wszystkie lata i zaluje tych paru ostatnich. Ona popelniala bledy i ja tez ale jestesmy tylko ludzmi. Jedni mowia daj spokuj, drudzy walcz. Najwazniejsza jest moja wewnetrzna decyzja. Mysle o jeszcze jednym podejsciu zanim zniszczymy sie wzajemnie (poniewaz rozwod, podzieli nas jeszcze bardziej, majatki, dzieci itp) O milosc trzeba walczyc. Nie ktorzy uwazaja, ze milosc polega na  zasadzie dajesz wiecej niz oczekujesz. Chce wyczerpac wszystkie mozliwosci...

37

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Mariola856 - szuka napewno. Ale gdzie jej zasady wewnetrzne? Malzenstwo to zasady i kompromisy. Moze zyje jakimis starymi zasadami. poprostu chce sie przy niej zestarzec. Codziennie rano wstaje i mysle "zrobie wszystko by stac sie lepszy i uratuje to".
Druga sprawa to trzeba umiec wybaczac. Ok szukala, szuka spotyka, sie - ok wybaczam ale sie kochajmy. Wiem byc moze jestem naiwny...
ale nie ma nic wazniejszego niz milosc i bliscy ci ludze

38 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-26 13:08:33)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Ciekawy film na temat zlosci www.youtube.com/watch?v=4Tt_ef2aKiw
sprobuje ale nie tak jak chcialem. NIE JESTEM SLABY.
Cierpliwosc i Motywacja. Polecam ksiazki Briana Tracy

39

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Autorze
czas przykleić jaja, jak to powiedziała Elle. Po prostu zostałeś wymieniony na inny model. Z perspektywy kobiety powiem Ci, ze nie masz u niej szans, jak kobieta nie chce faceta to raczej dlatego, że już trzyma się kolejnej gałęzi. Pytanie do Ciebie, dobrze Ci z tym? Dalej będziesz szukał winy tylko i wyłącznie w sobie?

40 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-26 14:13:36)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Napewno macie racje, ale prawo wiary ma ogromna moc. Wierze w siebie. Wierze a jesli sie nie uda to trudno - jej strata, zaczne wszystko zupelnie inaczej. Matka z mlodymi dzieciakami w wiekszosci przypadkow jest tylko materialem do zabawy(nie koniecznie). Nie chodzi mi tylko o nia ale takze o dzieci. Rozbita rodzina to nie jest dobry przyklad. Cale zycie to sa proby. Tesciowa powiedziala kiedys, ze pierwsze malzenstwo jest najlepsze. To co napisalem na poczatku - list - wymaga korekcji. Nie mam zamiaru sie za wszystko obwiniac. Dziekuje za porady, sa wazne.

41

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Autorze  ale jaki jest sens walki o kobietę która Cię nie chce?
A gdzie jest granica walki o małżeństwo gdy jedno z małżonków gra nie fair?

42

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Autorze
przemyśl tylko gdzie jest granica Twojej godności.

43 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-10-26 15:09:29)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Julia UK napisał/a:

Autorze  ale jaki jest sens walki o kobietę która Cię nie chce?
A gdzie jest granica walki o małżeństwo gdy jedno z małżonków gra nie fair?

Bo, że żona gra nie fair to sam już wiesz...
Napiszę Ci tak:
Gdybyś tu, na Forum troche poszukał - znalazłbyś wątki załozone przez innych mężczyzn znajdujących sie w podobnych momentach życia... Jedni potrafili sie ogarnąć jak SM78 (http://www.netkobiety.pl/t73263.html), tenniedobry2 (http://www.netkobiety.pl/t72092.html), inni jak cichyfacet (http://www.netkobiety.pl/t74357.html) jeszcze drepczą w miejscu. Jak Ty.
Fakt, podsuniete wątki są różne, bo to rózni mężczyźni, rózne żony, różne przeżycia i różne powody rozpadu związków. Jednak czytając to wszystko sam zobaczyłbyś te "granice".
Odpowiadając na Twoje pytanie (w temacie) odnośnie granicy, gdzie ta walka traci sens (bo o to chyba Ci chodziło?)...
Kazdy sam sobie tą granicę musi wyznaczyć. Kwestia świadomości i desperacji oraz ...poczucia własnej wartości. Dla jednych ta granica jeszcze nie będzie nawet widoczna, gdy unurzani w gó... po uszy, upodleni - skomlec będą u stóp swej pani, która z obrzydzeniem i szyderstwem będzie ich odsuwać nogą (sorry za taki obraz)... Dla innych granica pojawia sie w momencie uswiadomienia z kim mieli do czynienia (przykre słowa, zagrania poniżej pasa itp.) W sumie przykładów można dawać bez liku, bo tyle ich ile osób przeżywających takie sytuacje.
To, co robisz/chcesz robić, to już takie ...nurzanie się wiernopoddańcze. Fakt, ktoś kto ma swiadomość, że swoja postawą przyczynił sie do katastrofy (zdrady, alkohol, narkotyki, awantury, kłótnie, przemoc itd., itp.) chcąc odwrócić bieg wydarzeń gotów jest do zrobienia z siebie nawet szmaty by małżeństwo, związek przetrwał. Bywa, że to sie udaje. Ale rzadko bardzo...
Piszesz, że żona z kimś sie juz spotyka - znaczy się ...ma juz kogoś innego, nowego. Ty chcesz sie teraz bawić w "odbijanego"? No wybacz, jesli już - powinieneś wcześniej działać o ile była szansa. Teraz Twoja walka - na moje oko - nie ma juz sensu. Chyba, że chcesz sam sie sponiewierać... Jesli Twoja żona - nie mając jeszcze rozwodu - już sobie kogoś poszukała to ...nie grała fair wobec Ciebie. Tak, wiem, to Twoja Rodzina itd... Jednak zapytam: nie czujesz teraz do niej jakiegoś obrzydzenia?
A dosłownie odpowiadając na zadane pytanie: Twoja żona tą granicę juz przekroczyła. Teraz - jesli juz chcesz walczyć - to juz walka Ciebie z własnymi wyobrażeniami. Z góry skazana na porażkę.
Jednak i sam do tego też dojdziesz...

44

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Niektórzy potrafią się  upodlić i żebrać o miłość nawet jeśli nic nie zrobili złego typu zdrada, alkoholizm.

45

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

A to nie było tak, że na głowie żony, było, tak naprawdę wszystko?

Zobacz:
- ciąża już na studniówce
- studia i dziecko
- zajmowanie się wszystkim, kiedy Ty miałes wypadek, a dziecko było małe
- drugie dziecko jak dobrze zrozumiałam to też nie planowane
- wyprowadzka, czyli zmiana kraju, środowiska, wszystkiego
- kiepskie życie erotyczne już od samych początków
- znoszenie Twoich fochów i frustracji, czy Twoja transformacja w standardowego budowlańca.
- jej problemy ze znalezieniem porządnej pracy

Czy to nie było tak, że Ty brałeś i uważałeś, że to wszystko jest Ci dane i przeznaczone z góry i tak ma już być? A jak trochę pomachałeś kilofem i się okazało, że praca potrafi zmęczyć, to oczekiwałeś wielkich pochwał i wsparcia bo się tak bardzo poświęcasz?

Jak dla mnie, to kobiet zwyczajnie miała dość. Miała Cię na głowie od liceum i ona, najzwyczajniej w świecie się wypaliła. Doszła do takiego punktu, że ma dość i tyle. Czy to wina, że poznała kogoś innego? Może, a może nie.

Teraz nic nie zrobisz, a na pewno jej nie zdobędziesz na nowo.

46

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Teo
nawet jeśli tak było, to nie powód żeby rzucać się w ramiona następnych kolesi?

47

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
stokrotka1978 napisał/a:

Teo
nawet jeśli tak było, to nie powód żeby rzucać się w ramiona następnych kolesi?

Ale czy ona się rzucała? Bo z tego opisu to tak średnio wynikało.

48

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Teo napisał/a:

A to nie było tak, że na głowie żony, było, tak naprawdę wszystko?

Zobacz:
- ciąża już na studniówce
- studia i dziecko
- zajmowanie się wszystkim, kiedy Ty miałes wypadek, a dziecko było małe
- drugie dziecko jak dobrze zrozumiałam to też nie planowane
- wyprowadzka, czyli zmiana kraju, środowiska, wszystkiego
- kiepskie życie erotyczne już od samych początków
- znoszenie Twoich fochów i frustracji, czy Twoja transformacja w standardowego budowlańca.
- jej problemy ze znalezieniem porządnej pracy

Czy to nie było tak, że Ty brałeś i uważałeś, że to wszystko jest Ci dane i przeznaczone z góry i tak ma już być? A jak trochę pomachałeś kilofem i się okazało, że praca potrafi zmęczyć, to oczekiwałeś wielkich pochwał i wsparcia bo się tak bardzo poświęcasz?

Jak dla mnie, to kobiet zwyczajnie miała dość. Miała Cię na głowie od liceum i ona, najzwyczajniej w świecie się wypaliła. Doszła do takiego punktu, że ma dość i tyle. Czy to wina, że poznała kogoś innego? Może, a może nie.

Teraz nic nie zrobisz, a na pewno jej nie zdobędziesz na nowo.

-Ciaza na studnowce - swiadomy wynik kochajacych sie ludzi
- studia i dziecko - Tez studoiwalem, pomagalem wychowac, pracowalem
- wypadek - nie moj wybur ale tez probowalem jej jakos pomoc - gdyby ona bylo po wypadku tez bez wachania robil bym to co ona
- drugie dziecko - fakt bylo dlanas zaskoczeniem ale  przyjelismy to narmalnie i bardzo je kochamy
- wyprowadzka... przechodzilem to samo co ona
- kiepskie zycie erotyczne - na poczatku bylem egoista. Pozniej staralem zadowolic w lozku tak by nieczula sie pokrzywdzona. ccccchoc nie zmienia to faktu , ze powinno byc lepiej. Leczylem sie i nadal korzystam z porad lekarkich
- fochy i flustracja - przyznaje, jak pisalem bywaly przykre rzeczy ktorych zaluje - to bez 2 zdan. Druga strona tez nie bywala dluzna. szkoda,ze sie klocilismy. trzeba bylo jakos rozwijac sie pod wzgledem dialogu
- problemy ze znalezieniem porzadnej pracy -bylo ciezko ale nikt nie kazal jej charowac czy sprzatac jako babcia klozetowa. Miala dosc czasu i aby znalesc to co by jej odpowiadalo. Ciezar utrzymania rodziny bralem na swoje barki i na poczatku bylem strasznie gnojony bo jestes polak.
Wiedzialem, ze praca bedzie ciezka i nie przyjemna czasami ale wtedy to bylo jakby szansa na wieksze pieniadze. Nie boje sie zadnej pracy. Zycie mnie nauczylo szacunku. Chcialem poprostu aby wszystko mieli.
Prosze odpowiedz mi co t znaczy wypalila?
Kto jej obiecywal, ze zycie bedzie lekkie i przyjemne. Jak pisalem przyznaje sie do bledow i wstyd mi za nie, ale dla mnie na tym co bedzie a nie na negatywnych rzeczach. Wskarz mi idealne zwiazki. Trzeba naprawiac bledy i pracowac nad soba.
Troche masz dziwne podejscie do pojecia rodziny, zwiazku i malzenstwa. Czyli kobieta moze miec dosc, a gdy cos  sie w niej wypali moze szukac nowego faceta. Rozumiem kwestia charakteru...

49

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Nie, nie rzucala sie ale juz o nich myslala. Teraz kogos poznala , ale mowi ze to poczatki... Poprzedni koles chcial sie z nia przespac kiedy opowiedziala o problemach w zwiazku. Mowila, ze sie z nim nie przespala ale jak bylo na prawde to nie wiem. Chcial skorzystac z okazji. Ale mial w sobie duzo pozytywnej energii przeciez... Jeszcze znalazlem inne wpisy miedzy innymi o moim koledze z pracy (ze przywital ja czule, oczy im sie blyszczaly a po odejsciu ona szukala go wzrokiem...) ale nie chce juz o tym pisac.
Rozumiem, kazda by chciala idealnego, przystojnego, pozytywnego, wspierajacego no ale tak niema. takich kobiet tez nie ma. Dlaczego? bo zycie kopie po dupie ...
Nie wiem  ale wybaczam jej to wszystko. Che sie poczuc czysto w duchu.
Jeszcze co do zwiazkow . Jezeli widac ze ktos sie zmienil, troszke poprawil, STARA SIE, to dlaczego nadal wypomina sie rzeczy z przeszlosci?
Po co to? Jest teraz, myslmy o jutrze. Przeslosci nie zmienimy

50

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

od siebie dodam , choć autora mi szkoda(prawie biały rym)
nie istnieją granice, to sztuczny twór, sam określasz gdzie zaczyna się twój ból:). chcesz się lubować w swym cierpieniu? życie minie w oka mgnieniu.
ona mimo, że urodziła, nie da tobie co psychika wymyśliła. dzieci musisz je ratować, dlatego twoje ja trzeba odbudować. byś zrozumiał co ważne.
małżeństwa już nie odbudujesz, bo legło, jeśli zechcesz będzie bardzo ciężko/to jest 99%niemożliwe  -zrozumiesz -skonczy się szczęśliwie

51 Ostatnio edytowany przez Teo (2014-10-26 20:26:26)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Kto pyta nie bladzi napisał/a:

-Ciaza na studnowce - swiadomy wynik kochajacych sie ludzi

Nie wmówisz mi, że dziewczyna, która jest w klasie maturalnej i ma (albo jeszcze nie) 18 lat ŚWIADOMIE zachodzi w ciążę smile Zwłaszcza taka, która myśli o przyszłości i studiach.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

- studia i dziecko - Tez studoiwalem, pomagalem wychowac, pracowalem

Super smile Tylko co z tego? To nie Ty rodziłeś, niańczyłeś, karmiłeś i poświęcałeś się dla dziecka, które całkowicie i na zawsze odmieniło Twoje życie. Ja nie mówię, że w tej wpadce tylko Ty jesteś winien, ale było nie było, to kobieta zawsze musi więcej poświęcić i się więcej nacierpieć.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

- wypadek - nie moj wybur ale tez probowalem jej jakos pomoc - gdyby ona bylo po wypadku tez bez wachania robil bym to co ona

No i dobrze, że byś tak zrobił, ale fakt jest taki, że to na jej barkach wszystko spoczywało. Poradziła sobie, bo Cię kochała, bo jej zależało.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

- drugie dziecko - fakt bylo dlanas zaskoczeniem ale  przyjelismy to narmalnie i bardzo je kochamy

I bardzo dobrze, ale znów, to było wydarzenie, które na pewno odcisnęło na niej jakieś piętno.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

- wyprowadzka... przechodzilem to samo co ona

Jesteś zupełnie tego pewien?

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

- kiepskie zycie erotyczne - na poczatku bylem egoista. Pozniej staralem zadowolic w lozku tak by nieczula sie pokrzywdzona. ccccchoc nie zmienia to faktu , ze powinno byc lepiej. Leczylem sie i nadal korzystam z porad lekarkich

Czy kiedykolwiek ROZMAWIALIŚCIE na ten temat? Czy Ty, albo ona go poruszaliście? Mówiliście sobie, co Wam nie pasuje i jak to rozwiązać?

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

- fochy i flustracja - przyznaje, jak pisalem bywaly przykre rzeczy ktorych zaluje - to bez 2 zdan. Druga strona tez nie bywala dluzna. szkoda,ze sie klocilismy. trzeba bylo jakos rozwijac sie pod wzgledem dialogu

Samokrytyka niby jest z Twojej strony, ale bez wspomnienia o "drugiej stronie" to nie da rady, co? Niby Ty źle, ale ona też dłużna nie pozostawała. Pytanie tylko, czy ona też zaczynała, czy jedynie odbijała Twoje frustracje i odpowiadała na Twoje zaczepki.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

- problemy ze znalezieniem porzadnej pracy -bylo ciezko ale nikt nie kazal jej charowac czy sprzatac jako babcia klozetowa. Miala dosc czasu i aby znalesc to co by jej odpowiadalo. Ciezar utrzymania rodziny bralem na swoje barki i na poczatku bylem strasznie gnojony bo jestes polak.

Czyli jak nie musiała pracować jako babcia klozetowa, to już powinna tryskać energią i humorem? Nie powinno jej przygnębiać nic? A ciężar utrzymania rodziny wziąłeś na swoje barki bo tak chciałeś, czy tak ustaliliście? Bo jeśli tak chciałeś, to nie wiem, do kogo masz pretensje. Byłeś gnojony "bo polak"? Och, jakiś Ty biedny, ale nie Ty pierwszy i nie ostatni, ale powiem Ci w tajemnicy, że każdy wszędzie jest gnojony jeśli czegoś nie potrafi, albo jest konkurencją, natomiast nigdy nie spotkałam się z gnojeniem jeśli pojawi się specjalista od czegoś, wszystko jedno jakiej narodowości. I chyba nie oczekiwałeś po budowlance elokwentnego zachowania i kultury wyższej?

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Wiedzialem, ze praca bedzie ciezka i nie przyjemna czasami ale wtedy to bylo jakby szansa na wieksze pieniadze. Nie boje sie zadnej pracy. Zycie mnie nauczylo szacunku. Chcialem poprostu aby wszystko mieli.

I znów, chciałeś, żeby mieli wszystko. Sam chciałeś, czy razem to ustaliliście? Bo mi się wydaje, że Ty sobie coś postanowiłeś, coś robiłeś, ale tego z nikim nie konsultowałeś tylko oczekiwałeś pochwał i poklasku.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Prosze odpowiedz mi co t znaczy wypalila?

To znaczy, że ma Cię dość i związku z Tobą. Nie chce odbudowywać relacji, bo wie co ją czeka i jak to będzie wyglądało i ona już tego nie chce. Nie chce też patrzeć na człowieka, którego zna od liceum, bo już ma go dość. To jest wypalenie.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Kto jej obiecywal, ze zycie bedzie lekkie i przyjemne. Jak pisalem przyznaje sie do bledow i wstyd mi za nie, ale dla mnie na tym co bedzie a nie na negatywnych rzeczach. Wskarz mi idealne zwiazki. Trzeba naprawiac bledy i pracowac nad soba.

A Tobie kto obiecywał?
Strasznie usilnie chcesz iść w przyszłość i w nią patrzeć, ale wierz mi, niektóre rzeczy z przeszłości potrafią na tej przyszłości ostro zaważyć. Przeszłość można wybaczyć, ale przeszłości się nie zapomina, ponieważ na jej podstawie człowiek się uczy i potrafi się ustrzec przed popełnieniem tego samego błędu. Przeszłość była, jest i będzie, nie zmienisz tego gadaniem, ani pobożnymi życzeniami.
Trzeba naprawiać błędy i nad sobą pracować, zgadzam się, ale trzeba to robić NA CZAS, a Ty, z tego co czytam, wziąłeś się za to za późno.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Troche masz dziwne podejscie do pojecia rodziny, zwiazku i malzenstwa. Czyli kobieta moze miec dosc, a gdy cos  sie w niej wypali moze szukac nowego faceta. Rozumiem kwestia charakteru...

KAŻDA ze stron może mieć dość. I KAŻDA ze stron może się wypalić. KAŻDA ze stron ma również swoje granice, po których przekroczeniu nie ma już odwrotu. I KAŻDY może sobie szukać nowego partnera o ile obecny ma, wg niego więcej wad niż zalet.

Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Nie, nie rzucala sie ale juz o nich myslala. Teraz kogos poznala , ale mowi ze to poczatki... Poprzedni koles chcial sie z nia przespac kiedy opowiedziala o problemach w zwiazku. Mowila, ze sie z nim nie przespala ale jak bylo na prawde to nie wiem. Chcial skorzystac z okazji. Ale mial w sobie duzo pozytywnej energii przeciez... Jeszcze znalazlem inne wpisy miedzy innymi o moim koledze z pracy (ze przywital ja czule, oczy im sie blyszczaly a po odejsciu ona szukala go wzrokiem...) ale nie chce juz o tym pisac.
Rozumiem, kazda by chciala idealnego, przystojnego, pozytywnego, wspierajacego no ale tak niema. takich kobiet tez nie ma. Dlaczego? bo zycie kopie po dupie ...
Nie wiem  ale wybaczam jej to wszystko. Che sie poczuc czysto w duchu.
Jeszcze co do zwiazkow . Jezeli widac ze ktos sie zmienil, troszke poprawil, STARA SIE, to dlaczego nadal wypomina sie rzeczy z przeszlosci?
Po co to? Jest teraz, myslmy o jutrze. Przeslosci nie zmienimy

Jak dla mnie to ona ma syndrom "przechodzonego związku", czyli jest z Tobą tak długo, że każdy jej się wydaje bardziej atrakcyjny niż Ty... Tak zwykle bywa jak się człowiek za młodu nie wyszaleje. Nie jest to dobre, fakt, ale czasem tak bywa.

Wypominanie to rodzaj kary dla drugiej osoby i znak, że strona wypominająca nie pogodziła się z daną sytuacją, że cały czas ją to boli. Ciężko powiedzieć, dlaczego ona ciagle Ci coś wypominała. Być może dlatego, że zwyczajnie jest wredna z charakteru. A może dlatego, że tak ją to wszystko bolało i boli, że nie umie sobie z tym poradzić. Zmieniłeś się i poprawiłeś? Wg Ciebie, czy wg niej? I skąd pewność, że nie było za późno?

Zobacz, ciągle powtarzasz, że trzeba myśleć o jutrze i przeszłość zostawić za sobą, bo jej nie zmienimy. Czy ona nie stosuje się własnie do Twoich rad? Rozwodzi się z Tobą, więc myśli o jutrze. Przeszłości nie da się zmienić, więc nie chce do Ciebie wracać. Ona, prawdopodobnie właśnie patrzy w przyszłość i rusza na przód, a to, że nie dzieje się to wedle Twojego życzenia i wyobrażenia to już inna sprawa i nie jej problem.

52 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-26 20:45:43)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Nie uwazam sie za zla osobe, ktora czegos nie potrafi. Sa rozni ludzie i roznie sojrzenia na dana osobe. Wedle jakiej skali mnie ocenilas? Czesciowo masz racje. Zatem dlatego ze tak bylo (Bo wiidze, ze na temat mojego zycia wiesz lepiej) mam zrezygnowac? Jesli mi powie dosc, to ok - Wszystkiego dobrego - i zamykam furtke.

53 Ostatnio edytowany przez assassin (2014-10-26 20:45:09)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

A może należy przyjąć, że Twoja żona "nie żyje" tzn. tamtej kobiety już nie ma, zmieniła się i jest inna, która już Cię nie chce...

54

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Nie uwazam sie za zla osobe, ktora czegos nie potrafi. Sa rozni ludzie i roznie sojrzenia na dana osobe. Wedle jakiej skali mnie ocenilas? Czesciowo masz racje. Zatem dlatego ze tak bylo (Bo wiidze, ze na temat mojego zycia wiesz lepiej) mam zrezygnowac? Jesli mi powie dosc, to ok - Wszystkiego dobrego - i zamykam furtke.

Na jakiej podstawie wysnułeś tę teorię? Ja tylko skomentowałam to, co napisałeś.

55 Ostatnio edytowany przez Kto pyta nie bladzi (2014-10-26 20:59:38)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Odnioslem raczej wrazenie, ze to krytyka i atak. Ale moze sie myle...
Przeciez nie nianczylem, bawilem i inne. I o jakiej wpadce mowisz?? Wiedzielismy co robimy i jakie beda tego konsekwencje

Nie jestem nerwowy. Ja tylko żwawo i asertywnie reaguję na pieprzenie głupot.

56 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-10-26 21:16:04)

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Teo napisał/a:

...To znaczy, że ma Cię dość i związku z Tobą. Nie chce odbudowywać relacji, bo wie co ją czeka i jak to będzie wyglądało i ona już tego nie chce. Nie chce też patrzeć na człowieka, którego zna od liceum, bo już ma go dość. To jest wypalenie...

W zasadzie, Teo, w taki sposób mozna rozebrać na czynniki pierwsze KAŻDY zwiazek i kazdej ze stron z osobna wykazać jak bardzo była nieudolna/nieuczciwa/egoistyczna itd, itp. - co doprowadzi wkrótce, bądź juz doprowadziło do katastrofy.
To, co zacytowałem z całego tekstu to taka mała perełka. W taki sposób podchodząc do rzeczy można każdego niszczącego swój związek i "za nic" majacego próby ratowania ze strony partnera/partnerki ...wybielić, usprawiedliwić. No bo to przecież oczywiste, ze będąc z kimś w związku z czasem już bywaja chwile "zmęczenia materiału", znudzenia, bo: ta osobę znamy dobrze, wiemy jak sie zachowa, co powie, jaki zrobi grymas itp. Czy wówczas zatem - wedle Twoich wywodów - mozna tą bliska osobę normalnie kopnąć w dupę i zainteresować sie kimś nowym (w domysle ciekawszym, lepszym, idealnym)? Bo to, co napisałaś do takiego rozumowania sie własnie sprowadza. No ok, tyle tylko, ze to dotyczy małżeństwa, nie zakupu kapusty w markecie. Bo mając kapustę w ręce, widząc kątem oka większą główkę z ładniejszymi liśćmi - tą odkładamy a bierzemy lepszą. Tu jest małżeństwo. Drobna róznica. I jako małżeństwo w momentach kryzysu, zwątpienia oboje powinni (?), wypadałoby aby walczyli na wszelkie mozliwe sposoby, by to ratować. Chyba, ze dla kogoś (jak tu żony Autora) małżeństwo jest tyle warte co wspomniana główka kapusty... Nie ta, to inna (nie ten mąż to inny) smile Na marginesie wspomnę, że żona mimo wszystko - nawet do czasu rozwodu - jest do czegoś ...ZOBOWIĄZANA względem małżonka. Jeśli juz sobie przygruchała kogoś, bądź "rozgląda się" za nowym egzemplarzem - zasługuje na odpowiednie miano...
Wracajac: żona zrejterowała z małżeństwa, poczuła się "wolna" i od razu zainteresowała sie jakimiś palantami... Czyli małżeństwo to było dla niej ...co? Jeśli tak, jak tu wykazałaś, podchodzi sie do związków - takie bywają efekty. Owszem, mozna mówić, że taka osoba do związku nie dojrzała, rzeczywistość ją przerosła, albo - jak sugerujesz (a to ładniej przecież brzmi i tak wiarygodnie) - wypaliła się smile
Nie dokopujmy juz Autorowi. Widać, że facet bardzo chce odzyskać rodzinę i gotów jest na poświęcenia. Szkoda, że żona okazuje sie być... No cóż, wypada zyczyć powodzenia.

57

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Odnioslem raczej wrazenie, ze to krytyka i atak. Ale moze sie myle...
Przeciez nie nianczylem, bawilem i inne. I o jakiej wpadce mowisz?? Wiedzielismy co robimy i jakie beda tego konsekwencje

Czyli mowa tutaj o dość skrajnej głupocie. Cóż. Bywa i tak.


Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Nie jestem nerwowy. Ja tylko żwawo i asertywnie reaguję na pieprzenie głupot.

Kompletnie nie rozumiem, do czego ma się odnosić ten cytat? Jak nie masz co powiedzieć, to rzucasz byle co i idziesz dalej?

kosmiczny nick napisał/a:
Teo napisał/a:

...To znaczy, że ma Cię dość i związku z Tobą. Nie chce odbudowywać relacji, bo wie co ją czeka i jak to będzie wyglądało i ona już tego nie chce. Nie chce też patrzeć na człowieka, którego zna od liceum, bo już ma go dość. To jest wypalenie...

W zasadzie, Teo, w taki sposób mozna rozebrać na czynniki pierwsze KAŻDY zwiazek i kazdej ze stron z osobna wykazać jak bardzo była nieudolna/nieuczciwa/egoistyczna itd, itp. - co doprowadzi wkrótce, bądź juz doprowadziło do katastrofy.
To, co zacytowałem z całego tekstu to taka mała perełka. W taki sposób podchodząc do rzeczy można każdego niszczącego swój związek i "za nic" majacego próby ratowania ze strony partnera/partnerki ...wybielić, usprawiedliwić. No bo to przecież oczywiste, ze będąc z kimś w związku z czasem już bywaja chwile "zmęczenia materiału", znudzenia, bo: ta osobę znamy dobrze, wiemy jak sie zachowa, co powie, jaki zrobi grymas itp. Czy wówczas zatem - wedle Twoich wywodów - mozna tą bliska osobę normalnie kopnąć w dupę i zainteresować sie kimś nowym (w domysle ciekawszym, lepszym, idealnym)? Bo to, co napisałaś do takiego rozumowania sie własnie sprowadza. No ok, tyle tylko, ze to dotyczy małżeństwa, nie zakupu kapusty w markecie. Bo mając kapustę w ręce, widząc kątem oka większą główkę z ładniejszymi liśćmi - tą odkładamy a bierzemy lepszą. Tu jest małżeństwo. Drobna róznica. I jako małżeństwo w momentach kryzysu, zwątpienia oboje powinni (?), wypadałoby aby walczyli na wszelkie mozliwe sposoby, by to ratować. Chyba, ze dla kogoś (jak tu żony Autora) małżeństwo jest tyle warte co wspomniana główka kapusty... Nie ta, to inna (nie ten mąż to inny) smile Na marginesie wspomnę, że żona mimo wszystko - nawet do czasu rozwodu - jest do czegoś ...ZOBOWIĄZANA względem małżonka. Jeśli juz sobie przygruchała kogoś, bądź "rozgląda się" za nowym egzemplarzem - zasługuje na odpowiednie miano...
Wracajac: żona zrejterowała z małżeństwa, poczuła się "wolna" i od razu zainteresowała sie jakimiś palantami... Czyli małżeństwo to było dla niej ...co? Jeśli tak, jak tu wykazałaś, podchodzi sie do związków - takie bywają efekty. Owszem, mozna mówić, że taka osoba do związku nie dojrzała, rzeczywistość ją przerosła, albo - jak sugerujesz (a to ładniej przecież brzmi i tak wiarygodnie) - wypaliła się smile
Nie dokopujmy juz Autorowi. Widać, że facet bardzo chce odzyskać rodzinę i gotów jest na poświęcenia. Szkoda, że żona okazuje sie być... No cóż, wypada zyczyć powodzenia.

kosmiczny nick, przedstawiłeś żonę Autora jako tą złą, dlaczego? On ją przedstawił jako tą złą, ale on się z nią rozwodzi i nie jest ona czuła na jego poprawę i nowe zaloty. Ale jakie masz podstawy, aby twierdzić, że ona się nie starała? Że ona poszła na boki i teraz hula? Wiesz to, co przedstawił Autor, a na moje oko, jest to przedstawienie bardzo wybiórcze. Zakładam, że żona próbowała, ale Autor tego nie widział. Moim zdaniem świadczy o tym fragment, który mówi, że zadzwoniła zapłakana powiedzieć, że coś się złego dzieje w ich małżeństwem. Czy tak robi osoba, która ma wyczesane na związek? Nie, tak robi osoba, która kocha, ale jest przyparta do mury przez zachowanie drugiej i nie wie co zrobić.
Czy go zdradziła? Raczej nie, choć nie dam sobie palca uciąć. Raczej szukała pocieszenia, zrozumienia, być może w złych miejscach, a być może właśnie dla niej w tych dobrych.
Autor się obudził, kiedy sprawa rozwodowa jest w toku. Wcześniej nic nie widział? Wcześniej nie było sensu?
Związki "od podstawówki" mają tez zaletę, partnerzy są bardzo do siebie przyzwyczajeni i odejść jest naprawdę trudno. Czy myślisz, że ona była tak wyrachowana, aby trwać przy nim tyle lat i jak się kolejny napatoczył, to od razu rozwodem rzuciła? Kobieta z dwójką dzieci w bądź co bądź obcym kraju? Uważam, że gdyby tak było, już dawno kopnęłaby go w 4 litery. Więc pomyśl, jak bardzo Autor musiał jej nadokuczać, że ona wystąpiła o rozwód? Jak bardzo miała go dość, żeby zakończyć ten odwieczny związek?

Widzisz, że facet bardzo chce ratować rodzinę i jest gotowy na poświęcenie? A ja widzę faceta, który za późno zorientował się, że coś jest nie tak i za późno podjął jakiekolwiek kroki. Ja widzę faceta, który jest kompletnie zaszokowany, że jego żona już go nie chce. Widzę faceta, który z uporem maniaka chce odciąć się od przeszłości, choć z jego opisu nie wynika, aby zrobił coś złego ponad przeciętną. Jednak wciąż ucieka od tematu i tej nieszczęsnej przeszłości, która gryzie go strasznie, a jego żona nie jest mu w stanie jej wybaczyć i zapomnieć.

58

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Glupocie??? Bronic swojego zdania to glupota? Czyli jestes tak samo stuknieta jak ja....
Polityka gender....
Ty za mnie mojego zycia nie przezyjesz. Zycze Ci duzo sukcesow i jasnego umyslu. Pozdrawiam

59

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Kto pyta nie bladzi napisał/a:
Teo napisał/a:

A to nie było tak, że na głowie żony, było, tak naprawdę wszystko?

Zobacz:
- ciąża już na studniówce
- studia i dziecko
- zajmowanie się wszystkim, kiedy Ty miałes wypadek, a dziecko było małe
- drugie dziecko jak dobrze zrozumiałam to też nie planowane
- wyprowadzka, czyli zmiana kraju, środowiska, wszystkiego
- kiepskie życie erotyczne już od samych początków
- znoszenie Twoich fochów i frustracji, czy Twoja transformacja w standardowego budowlańca.
- jej problemy ze znalezieniem porządnej pracy

Czy to nie było tak, że Ty brałeś i uważałeś, że to wszystko jest Ci dane i przeznaczone z góry i tak ma już być? A jak trochę pomachałeś kilofem i się okazało, że praca potrafi zmęczyć, to oczekiwałeś wielkich pochwał i wsparcia bo się tak bardzo poświęcasz?

Jak dla mnie, to kobiet zwyczajnie miała dość. Miała Cię na głowie od liceum i ona, najzwyczajniej w świecie się wypaliła. Doszła do takiego punktu, że ma dość i tyle. Czy to wina, że poznała kogoś innego? Może, a może nie.

Teraz nic nie zrobisz, a na pewno jej nie zdobędziesz na nowo.

-Ciaza na studnowce - swiadomy wynik kochajacych sie ludzi
- studia i dziecko - Tez studoiwalem, pomagalem wychowac, pracowalem
- wypadek - nie moj wybur ale tez probowalem jej jakos pomoc - gdyby ona bylo po wypadku tez bez wachania robil bym to co ona
- drugie dziecko - fakt bylo dlanas zaskoczeniem ale  przyjelismy to narmalnie i bardzo je kochamy
- wyprowadzka... przechodzilem to samo co ona
- kiepskie zycie erotyczne - na poczatku bylem egoista. Pozniej staralem zadowolic w lozku tak by nieczula sie pokrzywdzona. ccccchoc nie zmienia to faktu , ze powinno byc lepiej. Leczylem sie i nadal korzystam z porad lekarkich
- fochy i flustracja - przyznaje, jak pisalem bywaly przykre rzeczy ktorych zaluje - to bez 2 zdan. Druga strona tez nie bywala dluzna. szkoda,ze sie klocilismy. trzeba bylo jakos rozwijac sie pod wzgledem dialogu
- problemy ze znalezieniem porzadnej pracy -bylo ciezko ale nikt nie kazal jej charowac czy sprzatac jako babcia klozetowa. Miala dosc czasu i aby znalesc to co by jej odpowiadalo. Ciezar utrzymania rodziny bralem na swoje barki i na poczatku bylem strasznie gnojony bo jestes polak.
Wiedzialem, ze praca bedzie ciezka i nie przyjemna czasami ale wtedy to bylo jakby szansa na wieksze pieniadze. Nie boje sie zadnej pracy. Zycie mnie nauczylo szacunku. Chcialem poprostu aby wszystko mieli.
Prosze odpowiedz mi co t znaczy wypalila?
Kto jej obiecywal, ze zycie bedzie lekkie i przyjemne. Jak pisalem przyznaje sie do bledow i wstyd mi za nie, ale dla mnie na tym co bedzie a nie na negatywnych rzeczach. Wskarz mi idealne zwiazki. Trzeba naprawiac bledy i pracowac nad soba.
Troche masz dziwne podejscie do pojecia rodziny, zwiazku i malzenstwa. Czyli kobieta moze miec dosc, a gdy cos  sie w niej wypali moze szukac nowego faceta. Rozumiem kwestia charakteru...

ciążą na studniówce nazywasz świadomym wyborem? Wpadliście więc trzeba było urodzić i wychować.Nigdy nie mów, że przechodziłeś to samo co Twoja kobieta bo to nie prawda !!

60

Odp: Gdzie jest granica walki o malzenstwo?
Kto pyta nie bladzi napisał/a:

Glupocie??? Bronic swojego zdania to glupota? Czyli jestes tak samo stuknieta jak ja....
Polityka gender....
Ty za mnie mojego zycia nie przezyjesz. Zycze Ci duzo sukcesow i jasnego umyslu. Pozdrawiam

Ty absolutnie nie rozumiesz tego, co czytasz. Wylatujesz ze swoimi komentarzami jak Filip z konopi i dajesz zupełnie oderwane od tematu odpowiedzi.
Przeczytaj jeszcze raz to, co napisałam, ale ze zrozumieniem.

Podpowiem - głupotą nazwałam świadome zajście w ciąże w wieku maturalnym.

Jak Ty tak słuchałeś żony, jak teraz tutaj odpowiadasz i czytasz, to się wcale nie dziwę, że ona bierze z Tobą rozwód.

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Gdzie jest granica walki o malzenstwo?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026