Witam,
Zastanawia mnie w moim 3-letnim związku pewna rzecz. Na wstępie powiem, że oboje mamy po 21 lat.
Otóż wróciłam dziś z miasta, miałam fatalny dzień. Ciężko ostatnio pracuję, mam 2 uczelnie, robię prawko, śpiewam. Obecny tydzień wyglądał tak, że wstawałam codziennie o piątej, jechałam do miasta i wracałam koło 21:00. Nauka w domu, 4 godz. snu i znowu. Pomimo tego mam czas dla mojego mężczyzny, ale nie oto chodzi. Dziś byłam już przemęczona. Spałam w autobusie rano w tramwaju, na zajęciach nie mogłam się skupić, dostałam uwagę od prowadzącego. Do tego cały czas lało i zostałam ochlapana przez przejeżdżające samochody. Zimno, wszystko mokre. Kiedy wracałam autobusem, dzwoni mój facet, pytał się czy wszystko ok, żebym mu coś opowiedziała. Stwierdziłam, że nie chce mi się nic opowiadać, byłam smutna i zdenerwowana i zakończyłam rozmowę. Jak wróciłam, to zadzwoniłam, nie odebrał. Opisałam mu w wiadomości że miałam zły dzień i wszystko po kolei dlaczego nie chciałam rozmawiać. Spodziewałam się, że napisze chociaż "wszystko będzie dobrze, nie martw się", a on nic, więc zadzwoniłam do niego, zapytałam się dlaczego nie odbiera/nie oddzwania. Powiedział, że nie chciałam rozmawiać, że jakoś tak nie odebrał. Zapytałam się czy czytał wiadomość, powiedział "tak, jak jesteś zmęczona, to idź spać, proste", powiedziałam mu wtedy, że myślałam, że powie mi coś miłego, a on "co mam powiedzieć, proste, ogarnij się, idź spać, ja musze kończyć, zaraz mam ważne szkolenie i musze się skupić, pogadamy jutro rano, papa". Napisałam mu, że oczekiwałam od niego jakiegoś wsparcia miłego słowa. On jeszcze tylko powiedział, że jak chcę się wyżalić, żebym poszła do przyjaciółki, bo on może mi jedynie udzielić konkretnej rady, że dla niego to jest proste i on nie widzi innego rozwiązania dla mnie, jak się wyspać. Tylko, że mnie nie o to chodziło. Powiedział, że próbuję go urobić, żeby zawsze był miły i na moje zawołanie i żebym się ogarnęła, bo przecież nic się nie stało, a przez tel., to i tak nie może mnie przytulić, poza tym nie ma dziś czasu i ma swoje zajęcia. Zrobiło mi się przykro. Chciałabym, żeby było tak, jak oczekiwałam. Nie wiem, czy przesadzam. Czasem bywa dla mnie czuły i zrobi mi śniadanie, ale raczej spontanicznie, wtedy, kiedy sam ma ochotę, a kiedy ja go poproszę i wyjątkowo potrzebuję, to właśnie tak reaguje. Próbowałam z nim rozmawiać, lecz każda rozmowa kończy się na tym, że on już taki jest i ja chcę go urobić. Jakie jest wasze zdanie na ten temat? Może powinnam inaczej podejść do sprawy, czy może zaakceptować sprawy takimi, jakie są?