Witajcie.
Mojego chłopaka poznałam prawie 10 miesięcy temu.
Od początku deklarował chęć bycia ze mną.
Była przyjaciółka. Pytałam 'a coś Was więcej łączy' ( z ciekawości, naprawdę). Zarzekał się,że nie. Okazało się ,że sypiał z nią,ale jak się poznaliśmy to przestał. Tylko,że przez pierwszy miesiąc wciąż o niej słyszałam. A to pisał z nią siedząc u mnie w pokoju, cokolwiek powiedziałam, zaraz nawiązywał do niej ( np: Ja mówię: Moja siostra robi sobie tunel w uchu , i on na to zaraz: Monika ma tunel itp.). Ciążyło mi to ,ale staralam się nic nie wymuszać. Aż w końcu 'pękłam' i powiedziałam ,że ma się uspokoić. Zerwał z nią kontakt.
Przeszkadzało mi,że gapi się na inne. No więc zarzekał się,że odkąd się znamy spojrzał tylko dwa razy. Jak się wkurzałam, powtarzał ,że jestem psychiczna. A ja widziałam jak wodzi wzrokiem. W końcu okazało się,że faktycznie się gapi. I już nie ten fakt mnie tak zabolał,a fakt ,że robił ze mnie debila i mi wmawiał,kłamał.
Miał taki czas,że paplał o innych dziewczynach. Ja prosiłam żeby tego nie robił,czułam się niekomfortowo, jakoś mnie to bolało. A on w kółko to samo ,aż w końcu tak się poryczałam ,że odpuścił.
No i coś co chyba mnie 'dobiło'. Byliśmy na imprezie. Moja kumpela z chłopakiem, kuzyn z dziewczyną i my. O coś tam się na mnie wkurzył, więc ja byłam be cały wieczór. One z kolei nie. I zagadywał , bajerował ( chociaż on zaprzecza żeby to było bajerowanie, ale dla mnie jakieś głupie żarciki nie są na miejscu, szczególnie kiedy ja jestem obok,ale mnie traktuje jak gówno).
To mi się chyba najbardziej na mózgu odcisnęło. Przez kumulację tych wszystkich zdarzeń zrobiłam się zazdrosna. Bardzo, może nawet chorobliwie.
On ma jeszcze taką głupią modę ( po ojcu chyba, bo Jego ojciec zachowuje się obleśnie. Nienawidzę starych facetów,którzy napalają się na młodsze i jeszcze to komentują),że zagaduje do babek. Byliśmy na festiwalu,to musiał powiedzieć Pani , która sprawdzała nam opaski,że kolega ma złą ( takie wiecie, przykre żarty 'Proszę Pani a on ma zły bilet'), do Pani, która wymieniała żetony musiał paplać itp.
Ja się próbuje wyluzować . Naprawdę staram się całą sobą. Mimo,że On pracuje z samymi Paniami jakoś udało mi się nie świrować ( a kiedyś wspomniał ,że do koleżanki - o której notabene ,też się nasłuchałam jak przyszła do nich do pracy- mówi 'Żanetko'.).
Pojechał na studia w ten weekend ( zaocznie). Na początku się martwiłam, ale jakoś ogarnęłam wszystko. No i przyjechał po tych studiach. Oczywiście deklaracja ,że będzie mi mówił wszystko itp.
No i w niedziele wieczorem wchodzę na fb , nowa znajoma. Co się okazało? Dużo rozmawiali w sobotę na zajęciach i stwierdzili,że się 'zaproszą'. Koleżanka? Pierwsze słyszę? W niedziele mówił,że siedział sam,że z żadną nie rozmawiał nawet ( a jest 10 facetów na 100 studentów, same laski).
Już sobie wyobraziłam jak z nią rozmawiał, przypomniało mi się jaki był wobec innych na tej imprezie, jak bajerował.
Jestem w dołku. Wielka awantura już była,wczoraj przyjechał, ryk oczywiście. Jakoś się wyciszyłam. Ale wieczorem znowu mi się przypomniało,że zagadywał znowu jakąś laskę, że on tam będzie co dwa tygodnie,przez trzy lata. Że musi mieć jakieś prace w grupach,że miał mówić o wszystkim a słowem mi o niej nie wspomniał.
Ja mu nie ufam. Przestałam wierzyć. Jego deklaracje nigdy nie pokryły się z czynami, z rzeczywistością. Kłamie bez zająknięcia. Ostatnio starał się zmienić . Jakieś dwa tygodnie było dobrze, nie miałam zastrzeżeń. Aż do niedzieli...
Oprócz tego co tu napisałam, jest bardzo opiekuńczy. Mogę na Niego liczyć, zadzwonić w każdej chwili, zaraz będzie. Dużo całuje , dużo przytula. Gdyby nie to wszystko wyżej, byłoby idealnie.
Sama nie wiem co robić.
Dzisiaj rano wykrzyczałam ,że ma się do mnie nie odzywać do czwartku ( bo wtedy się widzimy).
Cholernie mi ciężko z tym wszystkim. Moje poczucie własnej wartości leży i kwiczy...
Stałam się wstrętnym , zazdrosnym i zaborczym babskiem. Cholernie mnie boli to wszystko co robił.
Nie byłam taka okropna. Na początku jak mi opowiadał,że Jego była pisała , nie reagowałam, nawet mnie to nie ruszyło...To wszystko jakby we mnie rosło...
Jest jakieś wyjście z takiej sytuacji?
Błagam, pomóżcie...