Mam przyjaciela.
Nie układało mu się w małżeństwie.Ale starał się. Mówię o tym jako facet. Wiem,nieraz o tym rozmawiałem z nim.
Popełnili błąd , zdecydowali się na dziecko mimo że się sypało.Zamiatali pod dywan...
Podjęli decyzję o rozstaniu w pokojowy sposób. Zrozumieli czemu drogi im się rozeszły i że nie ma czego reanimować.
Jest w trakcie rozwodu.Cieszy mnie to że nie zdradził, trzymał się tego twardo.Czasem się z niego śmiałem,że przynajmniej poszedłby podrywać "dla sportu", wysyłał mnie do wszystkich diabłów.Nieraz w trakcie "męskich rozmów" pytałem go że skoro jest tak źle ,czemu nie znajdzie sobie kogoś? "Nie odejdę od żony do kogoś innego"- do dziś pamiętam jak mi to powiedział.
Przyznał się, że kiedy małżeństwo było nie do uratowania, stał przed przed wyborem : utrzymywać je ze względu na dziecko czy zakończyć.Zdecydował się je zakończyć. Bił się z myślami ,widziałem i słuchałem. Dziecko... miał świadomość że poczęli je ze złych powodów.Oby teraz mądrze je wychowywali.
Nie rozgrzeszam go i nie będę oceniał.Proszę abyście też tego nie robili.
Popełnił masę błędów i jest ich świadom. Skupił się teraz na tym żeby dziecko później jak najmniej odczuło w późniejszym okresie to że rodzice się rozstali oraz odpowiedzialności za stan rzeczy jaki jest.
Edit: źle wkleiłem..
Powiedział mi o czymś jeszcze
Kiedyś przypadkiem kogoś poznał.
Nie spotykali się, rozmawiali.Lata.Doskonale się rozumieli,w kwestiach
"życiowych" także. W pewnym momencie przeczuł że chodzi jej o
coś więcej.Dał do zrozumienia: Nie. Jestem żonaty ,jeszcze
walczę.Nadal utrzymywali kontakt,jak przyjaciele. Bez podtekstów. Tak
mówi,wierzę mu.
Któregoś dnia po złożeniu pozwu zdał sobie sprawę, ile ta osoba z
którą tyle lat utrzymywali kontakt (którą trzymał na dystans) dla
niego znaczy. Że wcześniej nie zdawał sobie sprawy.Tak to powiedział.
I powiedział jej.Podobno była zszokowana.
Wyszło na jaw w trakcie ich rozmowy że ona o niego się starała ,jeszcze
w trakcie jego małżeństwa. Zrozumiała jednak przekaz i
odpuściła.Uznała że nic z tego.
Teraz on się zaczął starać.Ostatecznie okazało się że cyt."Nie
wstrzeliłeś się w moment...jeszcze nie wiem co z aktualnym moim
związkiem.Potrzebuję czasu... ". Mimo to, doszło do pewnego
przełamania bariery fizycznej.Niedużego.
Z tego co mi przekazał odezwali się też do niej jej partnerzy z
przeszłości.Z propozycjami powrotu.
Źle się czuje w całej tej sytuacji.Chociaż jego samopoczucie jest
wynikiem tego do czego też przyłożył rękę...i on tym wie.
Cieszy mnie to że nie zdradził, trzymał się tego twardo.
Z jednej strony ją rozumie, z drugiej... nie chce jej stracić
Znam go ponad 20 lat. Jest wytrwały ,czasem za bardzo.
Nie chcę aby się nakręcił. Na razie "odbywa żałobę" po
małżeństwie.
Jednak widzę jak stara się walczyć o tą drugą osobę.Angażuje się w
to mocno, nie chcę aby przedobrzył.
Bo widzę że może całkowicie stracić tą znajomość.Będzie
zaciekły...Już się uparł żeby jej wyjaśnić czemu dał jej STOP.
Z tego co mówi, jest zła na niego za to zastopowanie.Zarzuca mu że z
niej zrezygnował i odrzucił.
Jego punkt widzenia to że dopóki była szansa na uratowanie
małżeństwa,nie będzie z nikim nic próbował.
Pospierali się o to .
Tym bardziej że ciężko im się spotkać i porozmawiać w cztery oczy z
powodu grafików.Ona sama jest po rozwodzie i ma dziecko. Rozmawiają przez
telefon i smsy.
Wyszło też że zanim powiedział jej o rozwodzie i reszcie, ona miała
"problem". Z jednej strony była w luźnym związku z którego
zaczęło coś poważniejszego wynikać a z drugiej ciągle myślała o
moim przyjacielu.
Uznał że da jej czas, ale nie będzie nawiązywał kontaktu sam z siebie,
odsunie się.
Zastanowiły mnie to co powiedział:"Nie sądziłem że z przyjaźni
może narodzić się coś innego".Z tego co zdał mi relację, ona nagle się odsunęła.
Jak mu pomóc? Oprócz rozmów?
Co mu doradzić?