netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Zdradziłam?

6 odpowiedzi3 470 wyświetleńzałożony przez melisa80, 26.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: Zdradziłam?

Witajcie

Mam 30lat. Byłam żoną alkoholika, obecnie czekam na sprawę rozwodową i uczęszczam na terapię
dla współuzależnionych.
Walczę o siebie o nowe życie, staram się wyjść z tego bagna.
Z mężem nie mieszkam od 10 mieś, i miałam z nim sporadyczny kontakt.
Własciwie to... sama pomieszuje od paru lat, bo z mężem nie dało się wytrzymać.
Nocne powroty po alkoholu, wieczne pretensje.
W naszym związku nie było ciepła, czułości i seksu.
I tu zaczyna się mój problem.
Po latach ascezy i walki o małżeństwo kiedy już mieszkałam sama i byłam strasznie samotna i zdesperowana
ponieważ miałam 29 lat i świadomość że od ponad 3 lat nie spałam z mężem, że w moim życiu nie ma seksu,
że nikt mnie nie kocha, nie całuje... poznałam chłopaka.
Samotnego rozwodnika, który przekonywał mnie że bardzo mu zależy na mnie.
Nie opierałam się długo... i niestety nie znając go dobrze spędziłam z nim noc.
Po wszystkim szybko się wycofał, tłumaczył się nawałem pracy i zniknął.
Nie wiem dlaczego... jak Boga kocham nie wiem... tydzień po tym poszłam do łóżka z kolegą.
Nie wiem... może chciałam sobie odbić te wszystkie lata samotności... chyba tak wtedy myślałam.
Kumpel zachował się bardzo ładnie potem, chyba zależało mu na mnie na prawdę.
Po tym jak to sie stało... chyba po 3-4 mieś. nagle zjawił się mąż błagając o pomoc.
Nie miał gdzie mieszkać...  zgodziłam sie go przygarnąć, na jakiś czas.
Mąż spał na materacu na podłodze, a potem zaczął kombinować... zaczął planowac jakies zakupy mebli,
przemeblowania... z przerażeniem widziałam że wkupia się znowu w moją rzeczywistość
Już pierwszej nocy dopadł mnie kac moralny że zdardziłam go przecież...
Kompletnie się pogubiłam... jeszcze go kochałam, nie chodzilam wtedy na terapię, nie wiedziałam
że jestem współuzalezniona... a jednoczesnie już byłam po probie zaczęcia wszystkiego od poczatku, z kims innym.
Myślałam...Boże...on tu jest a ja 3 miesiace wcześniej spałam z 2 facetami!...........
Z czego jeden po prostu mnie uwiódł, oszukał i potraktował przedmiotowo.
Zaczęłam go porównywac z mężem i doszłam do wniosku że mąż nie jest taki zły... bo przecież nie znika.
Ciagle dzownił, jakos tam był...
Dostałam straszna nerwicę, ataki paniki.
Długo męża nie mogłam wyprosić z domu... wyprowadził się po 2 miesiach kiedy byłam juz w takich lękach
że bałam się wyjśc na ulicę.
Czułam do siebie wielką odrazę, miałam myśli autoagresywne, myślałam że zwariowałam.
Bałam się wszystkiego, cienia, przedmiotów, dźwięków.
Poczułam się strasznie winna... strasznie. Winna brudna, zła, niegodziwa...
Nie mogłam patrzeć na siebie, na swoje ciało...
Wtedy przypomnieli mi się wszyscy mężczyźni z jakimi chodziłam co prawda tylko na kawę kiedy mieszkałam
sama ale jedak, byli... miałam dużo wielbicieli. I za to tez poczułam sie strasznie winna.

Dziś mieszkam jak pisałam od 10 miesiecy już sama, i czekam na rozwód.
Terapia mi pomaga ale jednak... mam nadal jakis uraz. Czuje winna za moją seksualność, za to że mężczyźni
zwaracają na mnie uwagę.
Z nikim się nie spotykam, nigdzie nie chodzę... a jednak przez ten mur dobija sie do mnie pewien facet.
Dobry facet, opiekunczy odpowiedzialny, spokojny... mówi że wszystko rozumie, że chce mi pomoc
ale ja nie mogę... czuje się jak po gwałcie. Czuje tylko lęk przed mężczyznami. Bardzo mi się ten facet podoba,
bardzo chciałabym się do niego przytulić, pozwolić mu się jakoś zbliżyć ale boję się.
Od razu zaczynam analizowac czy nie jestem złą rozpustną kobietą, czy znowu nie znienawidze siebie za to.
Teraz nie wiem jak sobie to wszystko w głowie poukładać.

2

Odp: Zdradziłam?

melisa, odpowiadając na tytułowe pytanie: uważam, że nie zdradziłaś męża. W polskim prawie istnieje taki termin jak trwały rozkład pożycia małżeńskiego, czyli przede wszystkim zerwanie więzi ekonomicznej między małżonkami, charakteryzujące się m.in. oddzielnym miejscem zamieszkania, zaniechaniem zaspokajania wzajemnych potrzeb życiowych, brakiem współdecydowania o wydatkach, ale także  zanikiem więzi emocjonalnych łączących małżonków.

Zdaje się, że to jest Twój i męża przypadek?

Pamiętaj, że prawne orzeczenie rozwodu oznacza tak naprawdę s t w i e r d z e n i e wygaśnięcia związku, a więc publiczne podsumowanie stanu i s t n i e j ą c e g o.

Naturalnie im więcej sprzecznych komunikatów będziecie z mężem wysyłali urzędnikom i świadkom, im bardziej Wasze stosunki będą zagmatwane, tym większy kłopot będzie miał sąd z oceną sytuacji i  wydaniem postanowienia.

Jeśli chodzi o stosunki seksualne, odnoszę wrażenie, że Twoim problemem nie jest tak naprawdę to, że miałaś je jeszcze w trakcie formalnego trwania małżeństwa, ale że Twoi partnerzy stracili Tobą zainteresowanie post factum.

Piszesz, że poczułaś się oszukana, brudna, uwiedziona. Mąż niespodziewanie zyskał na atrakcyjności przez sam fakt, że nie chce zniknąć. (Specjalnie nie piszę "że Cię nie opuścił", bo pod w/w względami zrobił to już dawno.)

Robisz sobie ogromną krzywdę uzależniając swą moralność i wartość od seksualności. Czasy się zmieniły - już nie jest tak, że tylko mężczyźni mają honor, a kobietom pozostaje reputacja.

Masz prawo do zarówno długotrwałych jak i jednorazowych seksualnych relacji. Na zasadach, które indywidualnie ustalisz z drugą stroną. Jak długo nie łamiesz prawa i nikogo nie ranisz, jest to w porządku.

Nie możesz natomiast traktować seksu jako substytutu uczuć i oczekiwać, że skoro ktoś poszedł z Tobą do łóżka, to mu na Tobie bardzo zależy. Czasami tak rzeczywiście jest, a czasem zależy mu wyłącznie na tyle, by podzielić się z Tobą swoim ciałem i emocjami w tych szczególnych chwilach. Co też ma swoją wartość.

Myślę meliso, że wszystko to doskonale wiesz, ale musi minąć trochę czasu i sporo pracy nad sobą, nim trafi Ci to do przekonania.

Sugeruję, byś poruszyła temat na swojej terapii. Możliwe, że przyda Ci się też terapia u seksuologa.

3 Ostatnio edytowany przez alcybiades (2014-09-26 19:38:32)

Odp: Zdradziłam?

...mnóstwo kobiet żyje w chorych związkach, byleby tylko mieć mężczyznę przy sobie, nie ważne, że psychicznie i fizycznie wykańcza kobietę, ale jest....niektóre dochodzą do krańca i wtedy budzą się, rozumieją, że same dadzą sobie radę lepiej...z Tobą też tak będzie....uwierz że dasz radę przerwać to błędne koło i w to, że dasz sobie radę....musisz uwierzyć w siebie.... jest to możliwe....mój pierwszy etap po odejściu trwał rok i dopiero potem zaczęłam sobie wyliczać korzyści jakie odniosłam przerywając ten toksyczny związek.....swoje wartości: fizyczne, swoją wiedzę, świetnie jest pójść na kawę z kimś kto rozumie problem....życie podporządkować samej sobie...za co nienawidzisz siebie?..osoby współuzależnione bardzo często mają niskie poczucie własnej wartości...czują, że nie spełniają się w życiu, nie są szczęśliwe, bo ich potrzeby nie są zaspokojone...terapia współuzależnienia to długi proces...ma na celu także podniesienie poczucia własnej wartości i często usamodzielnienie się....bycie w takim związku spowodowało bardzo złe myślenie o sobie..rozpustna i zła...masz myśli osoby z bardzo niską samooceną...powody maja swój początek również w dzieciństwie i nad ty musisz mocno popracować....konieczna będzie terapia, w ramach której psycholog pomoże ci skoncentrować się na zaletach...zrób najpierw porządek ze sobą..mężczyzna ma być dopełnieniem a tu mam wrażenie chcesz go potraktować jak lekarstwo i to raczej nie wypali..

4

Odp: Zdradziłam?

melisa80 choćbym nie wiem jak czytała to co napisałaś: wspak, na opak i od tyłu nijak zdrady się dopatrzeć nie mogę.
Twojego małżeństwa już dawna nie ma, a to, że formalnie jeszcze trwa? To tylko kwestia papierka. Formalne potwierdzenie czegoś co poszło już w niebyt.
Tobie jednak ten papier potrzebny by nie poczuć się brudna.
Szkoda, że takim myśleniem zatrzaskujesz sobie szanse na lepsze życie, na poczucie, że wciąż żyjesz, że jesteś kobietą, która potrzebuje pewnych uczuć i nie boi się po nie sięgnąć.
Jesteś uzależniona od męża i pewnie tylko terapia pomoże ci uwierzyć w to, że nie ma w tobie żadnej winy. Rozmawiasz o tym na terapii czy zakopujesz ten problem przed wejściem do gabinetu?
I jeszcze jedno: fajnie, że jest ktoś obok ciebie, kto chce z tobą być. Tylko nie traktuj go jak przysłowiowy plaster na ból duszy, a potem z nim do kosza. Uporaj się najpierw z tym bałaganem (nie mówię o formalnej kwestii) w sobie by móc iść dalej z kimś kogo w pełni zaakceptujesz i obdarzysz szczerym uczuciem.

5

Odp: Zdradziłam?

Dziewczyny Bardzo dziękuję za wsparcie :)

Na terapii pracuje ostro, bez żadnych ilg i wykretów :)
Pracujemy nad wszystkim, mężem, ojcem ktorego bie było, seksem, mamą, facetami, dziecinstwem..
wszystko.

Nie jestem typem kobiety ktora źle sie czuje sama. Lubię być sama... dopuszczam możliwość
że będę sama, może dlatego że jestem wychowana przez mamę tylko.
A mama jest osobą samodzielną. Umiem zrobić wszystko w domu od szpachlowania ścian bo wymianę kranu itd.
A jednak mimo to wpadłam w zwiazek z alkoholikiem.... pewnie przez brak ojca.
Mój mąz był dla mnie troche takim ojcem, był surowy, chłodny... przypominał mi ojca...
no i nie było seksu wiec...
Zresztą po jakims czasie juz nawet dziwnie mi było próbowac z nim seksu bo miałam wrażenie
że kocham się z bratem...
Małzenstwem bylismy 6,5 roku ale razem z tego mieszkalismy może w sumie... 2.. nie pamietam.
Czesto wypraszalam meza z domu i dobrze mi było samej.
Niestety jak to bywa w takich zwiazkach on ciagle potrzebowal pomocy a ja... czulam sie wazna
pomagajac. Wazna potrzebna... i tak to się ciagleno tyle lat.
Dziekuje za to co napsałyscie, przeczytam to jeszcze parę razy i przemyslę.

Uważam że od tylu lat w sumie mieszkam sama... i moje malzenstwo polega tylko na ratowaniu
tyłka męzowi, bardziej na przyjacielskich zasadach że... powinnam znaleźć sobie kogoś fajnego.
A jednak ten papier... boje sie powtorki z tematu, znowu tych lęków, kaca moralnego..
choc na logikę wiem ze to bez sensu...
Poczytam jeszcze co napisałyscie... dziekuję jeszcze raz.

6

Odp: Zdradziłam?

Zdrada była w teorii (bo formalnie jesteście małżeństwem), ale nie w praktyce. Moim zdaniem liczy się praktyka, życie rzeczywiste, a nie papierek. Nie byliście razem, nie mieszkaliście razem, więc nie było prawdziwej zdrady.

Nie ma tez moim zdaniem nic złego w tym że uprawiałaś seks. Potrzeby seksualne wg Maslowa są na tym samym poziomie co jedzenie i sen. Czemu się za to obwiniać?

Proponuję Ci metodą holistyczną - czyli postaraj się na sytuacje które wywołują w Tobie poczucie winy czy lęk, spojrzeć w inny sposób. Tzn. wyobraź sobie jak można na to popatrzeć inaczej, w sposób inny niż Twój. Przykładowo: wtedy było przyjemnie, emocje i uczucia towarzyszące tym dwóm romansom były z pewnością przyjemne. Jest fajnie mieć takie wspomnienia, wielu ludzi niczego takiego nie przeżyło. Może na starość żałowałabyś że nie zdecydowałaś się wtedy pójść na całość, właśnie gdy byłaś młoda i piękna? Czas szybko mija, niedługo będziesz stara i bezzębna, czy nie jest fajnie wspominać że przeżyłaś fajne chwile z facetami którzy Ci się podobali? Spróbuj popatrzeć na to od tej strony, zastanawiaj się nad innym podejściem do problemu, nie zamykaj się jedynie na swój (obwiniający).

Postaraj się stać się dla siebie swoją największą przyjaciółką. Wykaż się zrozumieniem dla siebie, wybacz sobie pewne rzeczy. Jestem pewna, że najlepszą przyjaciółkę byś usprawiedliwiła i zrozumiała, więc dlaczego nie możesz spróbować potraktować samej siebie podobnie? Właśnie stąd wzięła się nerwica i nadal się ona utrzymuje. Puść kontrolę nad sobą, pogódź się z tym że pewne sytuacje już minęły, są za Tobą, nie masz już na nie wpływu, więc po co tak żyć przeszłością? A jak już żyć to czy właśnie nie lepiej wspominać coś fajnie, jako przygodę?

Co do lęków - zaakceptuj je. Pod tym względem też bądź wyrozumiała. Masz prawo odczuwać pewne lęki, bo napiętrzyły się Twoje konflikty wewnętrzne.
Nie muszę też chyba dodawać, że aby wyjść ze stanów lękowych, należy wychodzić naprzeciw lękom. Jeśli boisz się mężczyzn, to właśnie nie unikaj ich, bo w ten sposób pielęgnujesz strach. Małymi krokami przełamuj swoje fobie, kontaktuj się z mężczyznami, rozmawiaj z nimi, może z czasem nawet daj się wyciągnąć na kawę, by Twoja podświadomość mogła się przekonać że nie ma się czego bać.

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026