Na tym forum jest wiele mądrych osób, może ktoś pomoże bo mnie skończyły się już pomysły:(
Sytuacja wygląda następująco:
Przyjaciółka ma chłopaka którego nie kocha. Na początku pewnie było zauroczenie, ale nigdy nie powiedziała mi,że go kocha-twierdzi że nie umie kochać i robi to na swój sposób. To jej pierwszy chłopak,ale moim zdaniem głównie łączy ich to,że zamieszkali razem, ona dzięki temu wyrwała się z domu rodzinnego, gdzie mieszkała w 1 pokoju z rodzicami i dwójką rodzeństwa. Dodam,że z mieszkają razem z jego starym ojcem alkoholikiem który ledwo sam sobie radzi. On jest trochę po 30stce, ona 27, on z nią wiąże całe życie, ona od kilku lat powtarza gdy ją o to pytam-albo "nie wiem". Nie stać ich na wynajem innego mieszkania, bo ojciec sam sobie nie poradzi finansowo i trzeba dokładać i tez boją się o jego wyskoki po alkoholu(spali mieszkanie czy coś). On chce mieć dzieci-ona nie chce wcale, a już na pewno nie z nim. Facet nie ma nawet matury, pracuje fizycznie, główna forma spędzania czasu przez niego to wódka z kolegami albo piwo przed telewizorem. Znam go tak dobrze bo znamy się wszyscy od wczesnego dzieciństwa. Wielokrotnie mówiłam jej,że nic jej z nim nie czeka, ale nie chce mnie słuchać, nie wyciąga żadnych wniosków,mówi tylko "no tak tak, ja wiem".
Niedawno, gdy wyjechała do pracy na 3 mc za granicę, wyjechała,żeby zarobić i pomóc mamie spłacić różnorakie zadłużenia.
On niedawno zwierzył mi się,że czuje ona go nie kocha i chce ją zostawić ;wynieść jej rzeczy zanim ona wróci. Po czym tego samego wieczoru widziałam przypadkiem jak pocałował inną dziewczyną na imprezie na której razem byliśmy,potem z nią wyszedł i kto wie co działo się dalej. Oczywiście gdy jej to wszystko powiedziałam, porozmawiała z nim, przy czym on powiedział,że to ta dziewczyna go pocałowała(bzdura,widziałam to) ale że faktycznie źle się dzieje i może trzeba będzie się rozstać. Gdy pytam jej co ona na to-mówi że ona chce mu wierzyć,i chce z nim być żeby było tak jak kiedyś. Tylko w tym "kiedyś" było dokładnie tak samo jak teraz. Z ojcem pijakiem, z siedzeniem na tyłku w domu, z facetem który o nią nie dba, przez którego ona się nie rozwija,nie ma żadnych ambicji, siedzi w domu i się zaniedbuje. On chciał ją zostawić,ale boję się,że ona teraz będzie tak zdesperowana i zagrożona,że przekona go,żeby byli jednak razem, bo nie ma się za bardzo gdzie podziać. Tylko to zmobilizuje ją tylko na krótką metę, aż znowu poczuje się bezpieczna.
Jak jej wytłumaczyć,że zasługuje na prawdziwe szczęście i marnuje sobie życie, a za 10 lat obudzi się z ręką w nocniku, z facetem z którym nie chce być? Na siłę nikogo nie uszczęśliwię,ale jesteśmy sobie bardzo bliskie, i wkurzam się, jak widzę,że nasze otoczenie się rozwija,każdy coś w życiu zmienia, a ona stoi w miejscu, nie może się wyrwać, jest coraz smutniejsza i coraz mniej chce mówić,zamyka się w sobie na racjonalne argumenty. A czas mija...