netkobietyWszystkie działy
Psychologia

ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

127 odpowiedzi25 427 wyświetleńzałożony przez ON1234567890, 21.09.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 128 ]

1 Ostatnio edytowany przez ON1234567890 (2014-09-21 09:31:25)

Temat: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Cześć. Chciałbym otrzymać wyjaśnienie pewnej sytuacji która mnie spotkała. Może ktoś będzie wiedział jak mi pomóc.

Otóż, nazywam się tomek wraz z moją narzeczoną byliśmy ze sobą od 2-óch lat razem. Kiedy po roku znajomości zaszła w ciąże, cieszyliśmy się oboje, nie widziałem żadnych zmian jej zachowania. Byliśmy szczęśliwi jak zawsze. Ona praktycznie od kiedy tylko mogła poszła na zwolnienie z pracy i siedziała w domu. Ja prowadziłem własny sklep. Pracowałem od 7:00 do 18:00 codziennie. Miałem wolne jedynie niedziele. Wszystko było ok, kochaliśmy się, planowaliśmy budowę domu 15km od jej rodzinnego miasta, bo mam już tam działkę budowlaną. Planowaliśmy, załatwialiśmy nawet już formalności takie jak mapki w urzędach do celów projektowych, itd... Ostatecznie budowa nie zdążyła ruszyć, ponieważ kiedy zbliżał się termin porodu zdecydowałem zamknąć swój sklep żeby nie pracować dziennie po 11 godzin tylko zatrudnić się na etacie (co mi się udało) i teraz pracuję od 7:00 do 15:00, weekendy mam wszystkie wolne. Pracuję w firmie medycznej więc z zarobkami też jest ok.

Ponieważ wynajmowałem dwa lokale pod mój sklep, musiałem się z nich wyprowadzić i lekko odremontować (pomalować ściany itd.). W sumie miałem może 2 dni roboty. Niestety czas wyprowadzki zbiegł się z porodem, tak więc kiedy moja luba leżała już z synkiem w szpitalu, ja wracałem około 16:00 do domu, zawoziłem jej wszystko co potrzebowała z domu i jechałem do szpitala, ponieważ z reguły tam z nią jej mama, posiedziałem godzinkę i leciałem remontować lokale które musiałem jak najszybciej zdać.

Już w szpitalu usłyszałem od niej, że mnie nie ma przy niej i gdyby nie jej mama to by sobie nie poradziła z małym. Ale mimo wszystko mówiła, że rozumie że się muszę wyprowadzić ze sklepem i wyremontować. Była zła, miała do mnie pretensje ale rozumiała całą sytuację. Po wyjściu ze szpitala było już coraz gorzej.

Jej mama przed porodem, przychodziła do nas 1-2 razy w tygodniu na chwilkę i szła do domu. Po porodzie jest codziennie i siedzi u nas cały czas kiedy nie jest w pracy. Jak jest w pracy to są telefony i Panie wiszą na telefonach.
W tej chwili Nasz syn ma 7 miesięcy. Jej matka przychodzi codziennie... Dla mnie to jest dziwne ale nigdy jej nie wygoniłem.

Ale wracając do momentu wyjścia ze szpitala. Pracowałem jak już pisałem od 7:00 do 15:00, ale zanim dojechałem do domu była 15:30-16:00 w zależności od ruchu na drodze i pogody. Pojawiły się pretensje, że mnie nie ma cały dzień w domu a ona musi wykorzystywać swoją mamę żeby jej pomagała. Pytałem wtedy czy sama się nie umie zająć dzieckiem, czy mam się zwolnić z pracy żeby mieć więcej czasu, czy ona się boi dziecka że nie chce się nim sama zajmować, itp.... Napięcie między nami narastało. Kiedy mały miał już kilka miesięcy i przyszło lato ktoś jej powiedział, albo gdzieś wyczytała że najlepiej jak dziecko jest cały dzień na dworze. Więc zaczeła wychodzić z nim. Rano wstawała 6:00-7:00, wypijała kawe, nakarmiła dziecko i wychodziła na spacer. Wracała z nim tylko na jedzenie, czyli jakieś 2-3 razy w ciągu dnia. Resztę czasu spędzali na dworze. Chodziła po mieście albo sama albo z mamą. Zaczęły się pretensję do mnie, że w domu nie jest posprzątane, nie ma obiadu, pranie nie zrobione itd... Kiedy wracałem z pracy o 16:00 brałem wózek i wychodziłem na spacer żeby ją odciążyć i żeby miała dwie godziny spokoju, żeby odpoczęła. Czyli teraz mnie praktycznie nie było w domu od 7:00 do 18:00. O 18:00 wracałem z dzieckiem do domu. Wtedy zazwyczaj jadł, a o 19:00 codziennie była kąpiel. Oczywiście zawsze na kąpiel i karmienie przychodziła teściowa. Moja narzeczona nigdy nie mogła dać sobie rady z dzieckiem i do kąpieli były potrzebne 3 osoby, do karmienia minimum 2. Ciężko jest jej przebrać samej dziecko bo jak twierdzi ma małe ręce i nie może złapać dziecka tak żeby mu pupę podnieść i wsunąć pieluchę pod spód.
Na szczpeienie z dzieckiem nigdy nie poszła sama, brałem urlop z pracy żeby iść z nią. Raz byliśmy w trójkę z jej matką. Wyprawa jak w góry. Na przełomie lipca i sierpnia powiedziała, że zabiera synka i jedziemy nad morze do jej rodziny. A ponieważ nie miałem już urlopu bo wszystko wykorzystałem na zachcianki mojej pani, niestety nie mogłem jechać i tak jej powiedziałem. Myślałem że przełoży wyjazd, a ona zabrała matkę, siostrę z jej synem i pojechali zostawiając mnie w domu. Nie było ich 4 dni. Z nudów posprzątałem całe mieszkanie. Oczywiście Pani do mnie nawet nie zadzwoniła, ja zawsze dzwoniłem do niej, a jeśli nie zadzwoniłem to miała pretensje. Tak jakby ona nie miała telefonu. No ale... Posprzątałem całe mieszkanie wszystko się świeciłem, Wyczyściłem wszystkie fugi między płytkami, no wszystko co było możliwe to posprzątałem. Kiedy wrócili, do mnieszkania weszła ona i jej matka z małym i od razu zaczęły się pretensje. "Ale burdel", "Wróciłam z wakacji a teraz bede zapierdalać i sprzątać". Do dzisiaj nie wiem o co jej chodziło. Przemilczałem to.
Narzeczona ma siostrę i brata, którzy cały czas mówią teściowej żeby nie przychodziła bo to przez nią się kłócimy, mamy sobie sami dawać radę z dzieckiem. Moja uzależniła się od pomocy i nie daje sobie sama rady z dzieckiem.
Ostatnio podczas jednej z kłótni zakomunikowała mi że bierze kredyt i wyprowadzamy się wszyscy do jej rodziców. Za kredyt dobuduje 2 pokoje i będziemy mieszkali sobie razem bo ona sobie nie wyobraża wyprowadzki tam gdzie planowaliśmy się budować bo jest za daleko od mamy a ona sama sobie nie da rady. Od razu jej powiedziałem, że nie będę mieszkał ani z jej ani ze swoimi rodzicami. Ja już odciąłem pępowinę. Ona mimo swojego wieku (35lat) jeszcze nie. Mieliśmy przez jakieś ostatnie 2 miesiące ciche dni, tzn rozmawialiśmy tylko na tematy związane z synem, opłatami itp.... Najpierw były kłótnie co 2 tygodnie, później co weekend, a ostatnio nawet parę razy w tygodniu. Wiele razy mówiła "jeśli mam być samotną matką to będę", "lepiej by mi było samej", "nic nie robisz",itd... Ogólnie mieszała mnie z błotem. 1,5 tygodnia temu była kolejna kłótnia. Powiedziała, może w złości, że mam się wyprowadzić z mieszkania, bo chyba nie wyrzucę jej z dzieckiem. Na drugi dzień po powrocie z pracy wziąłem walizkę i zostawiłem w pokoju. Wieczorem zapytała mnie czy zamierzam się wyprowadzić, więc powiedziałem że sama tego przecież chciała. Wtedy mi powiedziała, że nie o to jej chodziło. Nie bardzo chciało mi się wtedy zgadywać o co jej chodziło i się spakowałem i wyprowadziłem. Miałem trochę rzeczy, więc w tygodniu przyjechałem po resztę. Pani mnie już spakowała sama. Zapakowała wszystko co zostało mojego, poza pierścionkiem zaręczynowym (którego i tak nigdy nie nosiła). Zostawiła mnie w mieszkaniu i sobie poszła z dzieckiem na spacer. Zabrałem pierścionek zaręczynowy i wszystkie moje rzeczy. Dla mnie taka sytuacja jest równoznaczna z zerwaniem zaręczyn i rozstaniem. Dla niej chyba miałem się wyprowadzić tak żeby nikt nie dowiedział się że odszedłem.
Aha, Pani mówi wszystkim dookoła, że wszystko co mały ma w domu, wszystkie rachunki za mieszkanie, jedzenie, itd... pokrywa ona i jej matka, co jest kłamstwem bo rachunkami dzielimy się na pół. Pani nawet zbiera paragony i też się rozliczaliśmy na pół z paragonów.

A więc podsumowując. Po porodzie przestała być samodzielna i chyba zaczęła ją kontrolować matka, mimo że ona ma 35lat, nie umie sobie z niczym poradzić sama. Do jedzenia, kąpieli, nawet do usypiania dziecka potrzebuje pomocy. Sama nie może wyjść na spacer z małym bo ktoś ją musi sprowadzić bo ona nie może trzymając dziecko zamknąć drzwi na klucz.

Po porodzie zaczęły się pretensje o wszystko. Krzyczała nawet, kiedy korek od wanny położyłem na brzegu wanny, a ona wymyśliła że korek od wanny ma leżeć na zlewie. Kłótnie o to że nie posprzątane, nic nie robie itd.... Kiedy mówiłem że od 7:00 do 18:00 nie ma mnie w domu i nie mam jak sprzątać, gotować to mówiła zawsze "A widzisz, a ja kiedy mam to robić? też cały dzień pracuję, ja jestem w pracy 24h na dobę". Tak jakby dziecko było dla niej przeszkodą przez którą nic nie można zrobić.

Obiad przez ostatnie 7 miesięcy zrobiła może 6-7 razy. Z czego 3-4 razy były ziemniaki pokrojone w plasterki i przysmażone a reszta to były gotowce czyli np, krokiety z biedronki, gotowe pierogi...
Co tydzień w niedziele chodziliśmy do jej rodziców na obiadki. U moich nie byliśmy ani razu.

Jej matka była bez przerwy praktycznie u nas, mimo że ma inne wnuki przychodziła tylko do nas. Jej wnuk kiedyś przyszedł do niej w niedziele (syn siostry mojej narzeczonej) i kiedy ukochana babcia zapytała na odchodne kiedy do niej znowu przyjdzie usłyszała od niego "A ty do mnie przychodzisz?". Sama z dzieckiem dziennie jest w porywach może ze 2 godziny. Resztę czasu jest z nią ktoś kto jej "pomaga". Albo ja albo jej matka. Kiedyś jej matka była w pracy i dzwoniła do siostry żeby przyszła, to ta jej powiedziała że ma sobie sama dać radę, ma nie wykorzystywać innych i ma być samowystarczalna. Już więcej nie prosiła siostry o pomoc. Teraz jeśli jej matka nie może przyjść to przychodzi jej ojciec.

Ogólnie zachowuje się gorzej niż nastolatka i mimo wieku jest niedojrzała i uzależniła się od pomocy. Mnie w dzień nie było bo pracowałem. Jej matka pracuje na 3 zmiany więc w dzień ma więcej czasu i dlatego przesiaduje u niej cały czas.

Ja prosząc moją o rękę nie godziłem się na trójkącik z jej matką. Nie rozumiem jak można się aż tak zmienić po porodzie. W tej chwili mieszkamy osobno. Jedynym pytaniem jakie ona teraz zadaje jest "co z pieniędzmi, jak się będziemy rozliczać". Nie interesuje się niczym innym poza pieniędzmi. Kiedyś podsłyszłem jak mówiła do mamy "Nic w domu nie robi, ja wszystko robie, przynosi grosze do domu, nic mi nie daje. Gdyby zarabiał 10tys. zł to mógłby nic nie robić". Zachowuje się jakby jej chodziło tylko o pieniądze. Już mi się coś zaczyna wydawać, że to nie moment porodu był przełomowy tylko moment zamknięcia sklepu. Pani myślała, że mając sklep jestem milionerem a kiedy zamknąłem to zakręciłem źródełko z kasą bo już nie mam takich zarobków jak kiedyś, ale na spokojne życie wystarczy.

Może za dużo myślę o tym wszystkim. Kiedyś powiedziałem jej, że chyba ma depresję poporodową i zaproponowałem żebyśmy poszli do psychologa. Usłyszałem wtedy, że sam muszę iść do psychiatry się leczyć.

Zawsze mówiła, że jak się rozstaniemy to nie będzie mi utrudniała kontaktów z małym. Od tygodnia byliśmy umówieni na dzisiaj, że przyjeżdzam o 9:00 i biorę małego do siebie. Miałem do odwieźć ok. 18:00-19:00. Wczoraj zadzwoniłem żeby jej przypomnieć o tym, a ona oznajmiła mi że zabieram go o 12:00 i o 17:00 ma być z powrotem. Do tego stawia warunki. Muszę przyjechać 30min wcześniej z kimś do pomocy. Bo ona myśli że skoro ona sobie nie daje rady to ja też nie dam. Boję się, że ona dąży do tego żeby mały o mnie zapomniał, żeby płakał w przyszłości jak go będę zabierał gdzieś.
Oczywiście jadę dzisiaj po dziecko sam bo nikogo nie będę zmuszał do oglądania tej osoby, ja umiem sobie z własnym dzieckiem w przeciwieństwie do niej.

Nie wiem już co o tym wszystkim myśleć. Może ktoś miał podobny problem i może mi pomóc

2

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Jak to wyglądało przed ciążą?
Były oznaki takiej niezaradności i bieganie do mamy (względnie do Ciebie) z każdym problemem?

3 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-09-21 11:59:59)

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
ON1234567890 napisał/a:

...pretensje o wszystko. Krzyczała nawet, kiedy korek od wanny położyłem na brzegu wanny, a ona wymyśliła że korek od wanny ma leżeć na zlewie. Kłótnie o to że nie posprzątane, nic nie robie...zaproponowałem żebyśmy poszli do psychologa. Usłyszałem wtedy, że sam muszę iść do psychiatry się leczyć...

Współczuję. Wiele nie pomogę stwierdzeniem, ze Twoja pani nie zmieniła sie "po porodzie", ona taka już była wczesniej chyba... Tylko nie dostrzegałeś syptomów jej niedojrzałosci. Może nie było żadnych problemów i wszystko "jakoś" się układało...? A jak pojawiły sie kłopoty, obowiazki - sielanka prysła i ukazała prawdziwe oblicze wybranki? Awantury o wszystko, nawet o korek? Jezu...
Wybacz, ale wszystko w Tobie ją irytuje i doprowadza do agresji. Przerosło ją wspólne, dorosłe życie, a dodatkowe obciążenie i obowiązki (dziecko) tylko to obnazyły. Na moje oko nie ma tu szansy na wyprostowanie sytuacji i stworzenie związku z prawdziwego zdarzenia. Nawet gdyby jakimś cudem "teściowa" odpusciła - Twoja partnerka wpadłaby w histerię.
Szkoda, ze tak to sie u Ciebie potoczyło. Szkoda, ze pojawiło się miedzy Tobą a taką kobietą dziecko - bo nie masz szansy na ułozenie sobie zycia z kimś zdolnym do zwiazku. A w tym zwiazku wkrótce będziesz wrakiem psychicznym...
Wiem, że to brutalnie zabrzmi - i nie takich słów tu oczekujesz - ale powinieneś spisać na straty ten zwiazek, a być zwiazany jedynie z dzieckiem. Trochę to jest pogmatwane, bo nie jesteście małżeństwem (kwestia prawa do odwiedzin dziecka), ale pewnie pojawia się tutaj osoby, które doradzą jak pokierować rozwojem sytuacji...

4

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

No właśnie nie. Matka była u nas 1-2 razy w tygodniu. Zapowiadała się na prawdę zarąbista teściowa. Moja sama ze wszystkim sobie dawała radę, nikogo o nic nie prosiła. Wszystko było wręcz idealnie.

5

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
kosmiczny nick napisał/a:
ON1234567890 napisał/a:

...pretensje o wszystko. Krzyczała nawet, kiedy korek od wanny położyłem na brzegu wanny, a ona wymyśliła że korek od wanny ma leżeć na zlewie. Kłótnie o to że nie posprzątane, nic nie robie...zaproponowałem żebyśmy poszli do psychologa. Usłyszałem wtedy, że sam muszę iść do psychiatry się leczyć...

Współczuję. Wiele nie pomogę stwierdzeniem, ze Twoja pani nie zmieniła sie "po porodzie", ona taka już była wczesniej chyba... Tylko nie dostrzegałeś syptomów jej niedojrzałosci. Awantury o wszystko, nawet o korek? Jezu...
Wybacz, ale wszystko w Tobie ją irytuje i doprowadza do agresji. Przerosło ją wspólne, dorosłe życie, a dodatkowe obciążenie i obowiązki (dziecko) tylko to obnazyły. Na moje oko nie ma tu szansy na wyprostowanie sytuacji i stworzenie związku z prawdziwego zdarzenia. Nawet gdyby jakimś cudem "teściowa" odpusciła - Twoja partnerka wpadłaby w histerię.
Szkoda, ze tak to sie u Ciebie potoczyło. Szkoda, ze pojawiło się miedzy Tobą a taką kobietą dziecko - bo nie masz szansy na ułozenie sobie zycia z kimś zdolnym do zwiazku. A w tym zwiazku wkrótce będziesz wrakiem psychicznym...
Wiem, że to brutalnie zabrzmi - i nie takich słów tu oczekujesz - ale powinieneś spisać na straty ten zwiazek, a być zwiazany jedynie z dzieckiem. Trochę to jest pogmatwane, bo nie jesteście małżeństwem (kwestia prawa do odwiedzin dziecka), ale pewnie pojawia się tutaj osoby, które doradzą jak pokierować rozwojem sytuacji...

też wydaje mi się że ją to wszystko przerosło. Z domu wyprowadziła się jakieś 5 lat temu i chyba zatęskniła za domem rodzinnym. Raczej też nie widzę sensu kontynuowania tego związku tym bardziej że przez ostatnie 6-7 miesięcy żyliśmy jak współlokatorzy tylko. Wszystko tak naprawdę skończyło się zaraz po porodzie a te ostatnie miesiące to agonia związku. Nie chciałem się wyprowadzać ze względu na dziecko ale nie chciałem też żeby patrzyło i dorastało w atmosferze kłótni i ciągłych pretensji... hmm Najbardziej brakuje mi mojego dziecka. sad

6

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Słuchaj, mnie to wygląda na depresję poporodową. A osoba jej matki jeszcze to pogarsza, bo Twoja narzeczona zagrzebała się w tym marazmie, jest jej wygodnie tak, jak jest...a jej matka jeszcze w niej to wzmacnia. Postaraj się porozmawiać z teściową na ten temat,a jeśli nic to nie da, to poproś o wsparcie rodzeństwo Twojej narzeczonej. Czas naprawdę uciąć tą pępowinę, bo inaczej wasz związek się rozpadnie doszczętnie.

Co do samej narzeczonej- ona potrzebuje Twojego wsparcia. Inaczej by się z Tobą nie kłóciła i nie wytykała- wiadomo, że nie tędy droga. Ale ona po porodzie mogła mieć taką huśtawkę emocji... a jeszcze ta jej niezaradność... plus wyręczanie matki i Twoja "nieobecność".. wiem, że robisz to dla nich, ale ona mogła to odbierać inaczej. W depresji nie myśli się racjonalnie. 
Spędź z nią czas sam na sam. Idźcie na spacer, porozmawiajcie. Zaproponuj jej terapię, bądź przy niej.
Czy spędzacie czas razem tylko Ty i ona? Jej potrzeba Twojego towarzystwa- siedzi z matką i waszym dzieckiem. Spróbuj. Teściowa skoro tyle czasu jest u was, to może zostać z Waszym synkiem.
A te jej pretensje- szuka wszytskiego, by się doczepić, by zwrócić na siebie Twoją uwagę. Jeśli Ci zależy, to daj jej poczuć, że ją kochasz i jest dla Ciebie ważna, mimo wszystko. Uważam, ze tego jej brakuje.
A wizyta u psychologa jest dobrą opcją, jeśli nic nie dciera. Warto powalczyć o dobry zwiazek- sam mówisz, że przed porodem było rewelacynie.

7 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-09-21 10:08:36)

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
ON1234567890 napisał/a:
kosmiczny nick napisał/a:
ON1234567890 napisał/a:

...pretensje o wszystko. Krzyczała nawet, kiedy korek od wanny położyłem na brzegu wanny, a ona wymyśliła że korek od wanny ma leżeć na zlewie. Kłótnie o to że nie posprzątane, nic nie robie...zaproponowałem żebyśmy poszli do psychologa. Usłyszałem wtedy, że sam muszę iść do psychiatry się leczyć...

Współczuję. Wiele nie pomogę stwierdzeniem, ze Twoja pani nie zmieniła sie "po porodzie", ona taka już była wczesniej chyba... Tylko nie dostrzegałeś syptomów jej niedojrzałosci. Awantury o wszystko, nawet o korek? Jezu...
Wybacz, ale wszystko w Tobie ją irytuje i doprowadza do agresji. Przerosło ją wspólne, dorosłe życie, a dodatkowe obciążenie i obowiązki (dziecko) tylko to obnazyły. Na moje oko nie ma tu szansy na wyprostowanie sytuacji i stworzenie związku z prawdziwego zdarzenia. Nawet gdyby jakimś cudem "teściowa" odpusciła - Twoja partnerka wpadłaby w histerię.
Szkoda, ze tak to sie u Ciebie potoczyło. Szkoda, ze pojawiło się miedzy Tobą a taką kobietą dziecko - bo nie masz szansy na ułozenie sobie zycia z kimś zdolnym do zwiazku. A w tym zwiazku wkrótce będziesz wrakiem psychicznym...
Wiem, że to brutalnie zabrzmi - i nie takich słów tu oczekujesz - ale powinieneś spisać na straty ten zwiazek, a być zwiazany jedynie z dzieckiem. Trochę to jest pogmatwane, bo nie jesteście małżeństwem (kwestia prawa do odwiedzin dziecka), ale pewnie pojawia się tutaj osoby, które doradzą jak pokierować rozwojem sytuacji...

też wydaje mi się że ją to wszystko przerosło. Z domu wyprowadziła się jakieś 5 lat temu i chyba zatęskniła za domem rodzinnym. Raczej też nie widzę sensu kontynuowania tego związku tym bardziej że przez ostatnie 6-7 miesięcy żyliśmy jak współlokatorzy tylko. Wszystko tak naprawdę skończyło się zaraz po porodzie a te ostatnie miesiące to agonia związku. Nie chciałem się wyprowadzać ze względu na dziecko ale nie chciałem też żeby patrzyło i dorastało w atmosferze kłótni i ciągłych pretensji... hmm Najbardziej brakuje mi mojego dziecka. sad

ech.....słusznie zauwazyly moje poprzedniczki ze nie ma czego ratować,zreszta sam masz takie wnioski,wiec....niestety

ja powiem brutalnie -chciales się ozenic z PIERDOŁĄ ROKU i ciesz się ze ci nie wyszlo,dzisiaj boli,rana saczy,ale jutro....pojutrze będziesz się z tego cieszyl......
może to jest żadne pocieszenie ale dobrze ze ona chce się z toba rozejść teraz i nie zabiega o ten związek,bo pomysl jakby to było jakby się jednak ciebie uczepila jak malpa liany i nie pozwalala ci odejść,mialbys w perspektywie zycie z taka miągwą co sznurowki dziecku nie zawiaze tylko dzwoni po matke,rozbroil mnie teskt z tym ze nie umie wykapac dziecka bo ma male rece.........zalllllllll

35 latka ,a jak się czyta to się myśli ze powinno się ja ubezwlasnowolnic prawnie bo to by było tylko potwierdzenie stanu fizycznego ,a wiele procedur by ulatwilo,powiem ci ze jeśli niczego nie przejaskrawiles to ona się tym dzieckiem nie powinna zajmować bo stanowi dla niego zagrozenie,jak może być decyzyjna osoba,ktora sobie nie radzi w zakresie podstawowej opieki nad niemowlęciem,szok .........brak slow ,
jedyna rada jaka przychodzi na myśl to utrzymuj kontakt z dzieckiem,staraj się uczestniczyć w jego zyciu jak najwięcej,podziwiam cie chlopie,dales z siebie wszysko,a trafiles na taka miągwe ze szok,wierzyc mi się az nie chce ze cos takiego jakos funkcjonuje w społeczeństwie,a jeszcze w wieku 35 lat....

8

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
McMiodek napisał/a:

Słuchaj, mnie to wygląda na depresję poporodową. A osoba jej matki jeszcze to pogarsza, bo Twoja narzeczona zagrzebała się w tym marazmie, jest jej wygodnie tak, jak jest...a jej matka jeszcze w niej to wzmacnia. Postaraj się porozmawiać z teściową na ten temat,a jeśli nic to nie da, to poproś o wsparcie rodzeństwo Twojej narzeczonej. Czas naprawdę uciąć tą pępowinę, bo inaczej wasz związek się rozpadnie doszczętnie.

Ona nie chce słyszeć o depresji. Uważa że wszystko z nią jest ok, a ze mną jest coś nie tak. Nie da się kogoś zmusić do pójścia do psychologa, a na siłę też jej nie zaciągnę.

McMiodek napisał/a:

Co do samej narzeczonej- ona potrzebuje Twojego wsparcia. Inaczej by się z Tobą nie kłóciła i nie wytykała- wiadomo, że nie tędy droga. Ale ona po porodzie mogła mieć taką huśtawkę emocji... a jeszcze ta jej niezaradność... plus wyręczanie matki i Twoja "nieobecność".. wiem, że robisz to dla nich, ale ona mogła to odbierać inaczej. W depresji nie myśli się racjonalnie. 
Spędź z nią czas sam na sam. Idźcie na spacer, porozmawiajcie. Zaproponuj jej terapię, bądź przy niej.
Czy spędzacie czas razem tylko Ty i ona? Jej potrzeba Twojego towarzystwa- siedzi z matką i waszym dzieckiem. Spróbuj. Teściowa skoro tyle czasu jest u was, to może zostać z Waszym synkiem.
A te jej pretensje- szuka wszytskiego, by się doczepić, by zwrócić na siebie Twoją uwagę. Jeśli Ci zależy, to daj jej poczuć, że ją kochasz i jest dla Ciebie ważna, mimo wszystko. Uważam, ze tego jej brakuje.
A wizyta u psychologa jest dobrą opcją, jeśli nic nie dciera. Warto powalczyć o dobry zwiazek- sam mówisz, że przed porodem było rewelacynie.

Ja wiem że ona potrzebuje wsparcia. Próbowałem ją odciążyć. Jak wracałem z pracy to zabierałem małego na spacer żeby mogła sobie przez 2 godzinki chociaż odpocząć. Nic to nie dało. Co do kłótni. Wiem że ona potrzebuje pomocy, oparcia. Ale skoro nie mieszkamy już razem, ciężko spędzać czas razem sam na sam. Kiedy mieszkaliśmy razem, ja usypiałem małego o 20:00 a ona w tym czasie szła się kąpać. O 20:30 już oboje spali. Ja wtedy włączałem sobie TV, szedłem się kąpać i czekałem na 22:30 bo wtedy mieliśmy karmienie małego więc już nie bardzo opłacało mi się iść spać. Sam nie wiem czy jeszcze mi zależy na związku. Zależy mi na dziecku, kontaktach z nim. Wiadomo, że gdybym z nimi mieszkał było by dużo lepiej w tej kwestii.

9 Ostatnio edytowany przez LUSILJU (2014-09-21 10:35:52)

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
McMiodek napisał/a:

Słuchaj, mnie to wygląda na depresję poporodową. A osoba jej matki jeszcze to pogarsza, bo Twoja narzeczona zagrzebała się w tym marazmie, jest jej wygodnie tak, jak jest...a jej matka jeszcze w niej to wzmacnia. Postaraj się porozmawiać z teściową na ten temat,a jeśli nic to nie da, to poproś o wsparcie rodzeństwo Twojej narzeczonej. Czas naprawdę uciąć tą pępowinę, bo inaczej wasz związek się rozpadnie doszczętnie.

Co do samej narzeczonej- ona potrzebuje Twojego wsparcia. Inaczej by się z Tobą nie kłóciła i nie wytykała- wiadomo, że nie tędy droga. Ale ona po porodzie mogła mieć taką huśtawkę emocji... a jeszcze ta jej niezaradność... plus wyręczanie matki i Twoja "nieobecność".. wiem, że robisz to dla nich, ale ona mogła to odbierać inaczej. W depresji nie myśli się racjonalnie. 
Spędź z nią czas sam na sam. Idźcie na spacer, porozmawiajcie. Zaproponuj jej terapię, bądź przy niej.
Czy spędzacie czas razem tylko Ty i ona? Jej potrzeba Twojego towarzystwa- siedzi z matką i waszym dzieckiem. Spróbuj. Teściowa skoro tyle czasu jest u was, to może zostać z Waszym synkiem.
A te jej pretensje- szuka wszytskiego, by się doczepić, by zwrócić na siebie Twoją uwagę. Jeśli Ci zależy, to daj jej poczuć, że ją kochasz i jest dla Ciebie ważna, mimo wszystko. Uważam, ze tego jej brakuje.
A wizyta u psychologa jest dobrą opcją, jeśli nic nie dciera. Warto powalczyć o dobry zwiazek- sam mówisz, że przed porodem było rewelacynie.

jasneee,dawal z siebie wszystko teraz ma dac 150 %NORMY ,zadnej depresji tu nie widze,tylko wygodna doope pańci ,co to jej wszyscy musza pomagać,len i bezradna pierdolowatosc a nie depresja,to sa żadne objawy depresji poporodowej,radze wglebic się w temat i poczytać o objawach


chlopie ciesz się ze ci ta kula u nogi sama odpadla,bo bys się z nia bujal do końca zycia,sam piszesz ze wypalony jesteś tym związkiem,dziwie się ze tak pozno,ja bym dala tyly już pol roku wcześniej,gratulacje wytrwalosci i samozaparcia

10

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Autorze narzeczona  nie zwariowała, tylko poczuła się bardzo samotna. Masz rację zaczęło się od sprzedaży sklepu. Ale, moim, zdaniem, chodziło raczej o to, że podjąłeś tę decyzję sam. Potem remont był na pierwszym planie, a nie narzeczona. Pewnie to zaważyło.

11

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Do psychologa mógłbyś pójść sam. Nie dlatego, że coś z Tobą nie tak, tylko po to, żeby pogadać o tej trudnej sytuacji, poradzić co mógłbyś spróbować zrobić. Chyba warto, zanim zdecydujesz się na odejście.
Zachowanie Twojej żony to moze rzeczywiście wynik depresji poprorodowej i związanego z nią jakiegoś obsesyjnego lęku o dziecko. Te całodniowe spacery,kiedy dowiedziała się świeże powietrze jest dobre dla dziecka, to wymaganie asystowania przy czynnościach takich jak kąpiel, jakby bała się zostać sama z dzieckiem, bo gdyby coś się stało, to ona ponosiłaby pełną odpowiedzialność. Ta nieadekwatna złość na Ciebie o pierdoły, która również wygląda na formę rozładowania napięcia.

Miodek pisze dobrze, pogadaj o tym z teściową. Twoja teściowa, sądząc z opisu, jest chyba osobą bardziej racjonalną, zapytaj czy jej zdaniem w ten sposób wygląda zdrowa rodzina. Twojej sugestii na temat psychologa żona nie posłucha bo jest chyba ogólnie "na nie" względem Ciebie. Może posłucha matki.

12

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
Summerka napisał/a:

Autorze narzeczona  nie zwariowała, tylko poczuła się bardzo samotna. Masz rację zaczęło się od sprzedaży sklepu. Ale, moim, zdaniem, chodziło raczej o to, że podjąłeś tę decyzję sam. Potem remont był na pierwszym planie, a nie narzeczona. Pewnie to zaważyło.

to była nasza wspólna decyzja. Razem zdecydowaliśmy o tym że zamknę sklep żeby być więcej czasu w domu, a wyszło jak wyszło. Co do remontu wiedziała, również na kiedy jest zaplanowany. planowalismy go miesiąc wczesniej. a że akurat pokrył się z czasem porodu to już nie od nas zależało. tak się stało i ani ona ani ja nie mogliśmy nic zrobić.

13

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Daj sobie spokoj z taka kobieta, bo to strata zycia byc z kims takim.
Walcz o prawo do widywania dziecka, bo pozniej ona moze problemow narobic.

14

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Może to jakaś depresja poporodowa? Może matka ma negatywny wpływ na jej stosunek do Ciebie? Jeżeli przed jej ciążą było wam dobrze i chcesz zawalczyć o związek, to namów ją na terapię dla was dwojga u psychoterapeuty. I odetnijcie razem tą "pępowinę".

15

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
MagicBlackEyes napisał/a:

Może to jakaś depresja poporodowa? Może matka ma negatywny wpływ na jej stosunek do Ciebie? Jeżeli przed jej ciążą było wam dobrze i chcesz zawalczyć o związek, to namów ją na terapię dla was dwojga u psychoterapeuty. I odetnijcie razem tą "pępowinę".

Wiem, że dużo napisałem w pierwszym poście i nie wszystkim się chce czytać ale napisałem, że proponowałem jej wspólną wizytę ale ona nie chce iść bo uważa że z nią wszystko w porządku.

16

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Mi sie wydaje, ze Ty juz masz dosyc szarpania sie z nia.
Znajdziesz sobie normalna kobiete i stworzysz fajny zwiazek - zobaczysz.
Ale walcz o swoje prawa jesli chodzi o dziecko.

17

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Mnie się wydaje, że po prostu królewnę przerosło macierzyństwo. Nie spodziewała się pewnie, że dziecko potrzebuje tyle czasu, że kosztuje tyle wyrzeczeń, etc. Dzwoni po matkę, matka przychodzi i robi.

Na Twoim miejscu porozmawiałabym z teściową. Czy jej nie wydaje się to dziwne.

18

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Wybacz, przeoczyłam to.. Nie chce iść, nawet jeżeli od tego zależy wasza wspólna przyszłość? Może nie mów nic na temat depresji poporodowej, jak to wcześniej powiedziałeś.. Tylko powiedz, że chcesz iść na terapię, żeby ratować związek. Zgadzam się z przedmówczynią.. może czas na poważną rozmowę z teściową. Ja mam wrażenie, że twoja kobieta nie docenia w ogóle twoich wysiłków, a uważa się za najbardziej pokrzywdzoną osobę na świecie.. samotnie wychowującą dziecko.

19

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Aha. Dzisiaj miałem synka pod opieką od 12:00 do 17:00. Zabrałem go do siebie na parę godzin. I chociaż wcześniej cały tydzień dzisiejszą wizytę uzgadnialiśmy od 9:00 do 18:00 to ona wczoraj jednak zdecydowała, że mały śpi o 9:00 i mam przyjechać o 11:00 i mam wrócić o 17:00 bo o tej godzinie on będzie jadł. Jakby ona była niezastąpiona i jakbym sam mu nie mógł dać jeść albo nie może się przespać o 9:00 już u mnie. No ale nic. Nie chciałem się denerwować bo wiem że to by nic nie dało. Więc pojechałem na 11:00. Oczywiście zanim uszykowałem małego, przepakowałem fotelik do siebie do auta to minęło trochę czasu i wyjechałem o 12:00. Kiedy tylko wszedłem o 11:00 to powiedziała, że w końcu musimy się dogadać co do odwiedzin i pieniędzy. Oczywiście nie zgadzaliśmy się chyba w żadnej kwestii, ani wizyt ani kasy. Mam sobie zainstalować skype żeby popatrzeć na małego jak Pani mi pozwoli na widzenie przez kompa. Więc powiedziała, że chyba jednak wszystko sąd będzie musiał rozstrzygnąć. Po chwili kiedy ubierała małego do wyjścia powiedziała, że jak chce mogę się wprowadzić i spać w innym pokoju i jak będę wszystko w domu robił to może się między nami ułoży jakoś.

Chyba brakuje jej rąk do pomocy skoro mnie po tygodniu od momentu w którym mnie wyrzuciła zaprasza mnie z powrotem. Oczywiście ona twierdzi że ona mnie nie wyrzuciła z mieszkania. Że sam z siebie się wyprowadziłem. Powiedziałem, że przecież powiedziała do mnie "wyprowadź się", dowiedziałem się co znaczyły słowa "wyprowadź się" kiedy mnie wyrzucała z mieszkania. Ona chciała poprostu żebym poodkurzał. Dziwny sposób wymuszania prac domowych. Już nie raz słyszałem od niej wcześniej "to koniec, zrywamy zaręczyny", "wracam do rodziców", "to koniec".... ale to było tylko takie babskie gadanie. Teraz ona chce żebym wrócił. Jej matki dzisiaj oczywiście nie widziałem bo wiedziała o której będę więc się ewakuowała.

Kiedy się wyprowadzałem chwilę rozmawiałem z jej ojcem. W sumie równy gość chociaż jego żona traktuje go jak śmiecia, nieroba, kulę u nogi... Ale nie wtrącam się bo to ani nie jest moja rodzina, ani nic mi do tego bo jestem obcy. Przy wyprowadzce ojciec chciał się ze mną umówić na jakieś piwo żeby spokojnie pogadać we dwóch bo może się między nami jeszcze jakoś ułoży. Powiedziałem mu że jeśli córka zmieni swoje wymagania to może ale jeśli ma tak być to ja dziękuję. Powiedziałem, że ona szuka kogoś kto zarabia 10tys zł i siedzi cały dzień w domu, gotuje, sprząta, naprawia wszystko co trzeba w domu naprawić albo ma służbę która to za niego robi. Ojciec powiedział tylko "To niech szuka, lepszego nie znajdzie". Chyba ojciec jej wszystko powtórzył bo powiedziała mi, że mam nie rozpowiadać, że jest materialistką bo podobno nią nie jest. Ona jak stwierdziła "myśli co jest dobre dla dziecka i o jego przyszłości".

Nie wiem czy się nie złamię i do niej nie wrócę. Póki co jestem na nie, ale po dzisiejszym dniu znowu tęsknię za moim małym hmm Wiem, że parę dni go teraz nie będę widział a w tygodniu zobaczę go tylko na chwilę i tyle sad

20

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

"Kiedy się wyprowadzałem chwilę rozmawiałem z jej ojcem. W sumie równy gość chociaż jego żona traktuje go jak śmiecia, nieroba, kulę u nogi... "

No i wiadomo skad pochodzi zachowanie Twojej kobiety...


Gdyby sady w Polsce byly inne to polecalabym Ci probowac zabrac jej opieke nad dzieckiem. Tak zeby bylo dziecko u Ciebie, a ona je zabierala jak Ty teraz czasami i widywala.


Co za glupia ksiezniczka...szkoda Ciebie i dziecka tylko.

21

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
ON1234567890 napisał/a:
Summerka napisał/a:

Autorze narzeczona  nie zwariowała, tylko poczuła się bardzo samotna. Masz rację zaczęło się od sprzedaży sklepu. Ale, moim, zdaniem, chodziło raczej o to, że podjąłeś tę decyzję sam. Potem remont był na pierwszym planie, a nie narzeczona. Pewnie to zaważyło.

to była nasza wspólna decyzja. Razem zdecydowaliśmy o tym że zamknę sklep żeby być więcej czasu w domu, a wyszło jak wyszło. Co do remontu wiedziała, również na kiedy jest zaplanowany. planowalismy go miesiąc wczesniej. a że akurat pokrył się z czasem porodu to już nie od nas zależało. tak się stało i ani ona ani ja nie mogliśmy nic zrobić.

Napisałam o samotności, zabierając głos w  tym temacie, ponieważ znałam z widzenia podobną, tak mi się wydawało, rodzinę.  Obydwoje bardzo kulturalni i  towarzyscy.
Kiedy dziecko było małe, zajmowała się nim babcia i tatuś. Mamę niestety - tak, jak ktoś już napisał - przerosło  wszystko.
Podczas kryzysu małżeńskiego trwającego bardzo długo,  rozstawali i  schodzili,  i tak ciągle.  I było tak, jak piszesz autorze,  dla niej wszystko było za ciężko. Do pracy ciężko, prace domowe  także były za trudne. Po całych dniach błąkała się po osiedlu albo przesiadywała w sklepach. Straciła pracę z powodu częstych zwolnień lekarskich. Potem  zachorowała na schizofrenię, a on się rozpił. Choć pracował nadal.Po śmierci babci dziecko praktycznie radziło sobie samo, nie chciało być ani z tatą  ani z mamą, bo awantury były bardzo częste.Więc chodziło wszędzie, byle nie do domu.
Teraz po latach   znów są razem.  Nie ma dodatkowych obowiązków związanych z wychowaniem, a ona nie pracuje. Wszędzie chodzą razem. 
W twoim przypadku tak być  nie musi.
Nie wiem, co można poradzić. Autorze zrobisz tak, jak ci serce podpowiada.  To ty musisz podjąć decyzję czy jesteś  w stanie wytrzymać czy nie.

22

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Jesli ta kobieta o , ktorej mowisz ma schizofrenie to nie jest to normalny zwiazek.

On jest z nia tylko dwa lata, nie ma co dla takiej kobiety marnowac zycia. Mi sie wydaje, ze autor wcale tego nie chce. Chodzi tylko o dziecko, ktore kocha.

23

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
NinaLafairy napisał/a:

Jesli ta kobieta o , ktorej mowisz ma schizofrenie to nie jest to normalny zwiazek.

On jest z nia tylko dwa lata, nie ma co dla takiej kobiety marnowac zycia. Mi sie wydaje, ze autor wcale tego nie chce. Chodzi tylko o dziecko, ktore kocha.

Właśnie. Chodzi o dziecko. Wcale tak nie musi być, jak opisałam. Może przyczyny  takich zachowań są inne.

24

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Dokładnie. Jeśli teraz wrócę to tylko ze względu na dziecko. Gdyby nie on nawet nie brałbym tego pod uwagę i już dawno kopnąłbym ją w zad/ Wytrzymałem te 7 miesięcy bo miałem nadzieje że jak mały podrośnie, nie będzie już potrzebował aż takiej uwagi coś się zmieni ale nic się nie zmieniło a było wręcz coraz gorzej. Jak wróce to związek będzie fikcją i będę z nią tylko ze względu na dziecko.

25

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Jeżeli nie godzi się na wizyte u specjlisty , widocznie nie zależy jej na ratowaniu związku.

Sama jestem mamą i przyznam nie jest łatwo chciałoby się czasem mieć kogoś do pomocy. Jednak daje rade sobie sama z pomocą męża gdy wr?ci z pracy.

Twoja ukochana widocznie nie dorosła do bycia matką.
Jak można samemu nie potrafić przebrać, nakarmić, wykąpać Maleństwa?
Dziwna wydaje mi się także sytuacja z teściową. Widzi , żenWasz związek się sypie a mimo wszystko na prośbe jakby córki pcha się z butami w Wasze życie.

Już sama mowa o pieniądzach na każdym kroku świadczy czym się Ona martwi. Nie rozstaniem a kwestią materialną.

Wizyta u psychologa. Jak nie to u adwokata będzie najlepszym rozwiązaniem .

26

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

On nie ona nie zwariowala po porodzie . Popatrz jak jej matka traktuje ojca ona dokładnie tak samo będzie traktowała Ciebie.
Powrót dla dobra dziecka to totalna głupota. Znajdź lepiej dobrego adwokata i zacznij sadownie regulować swoje kontakty z dzieckiem.

27 Ostatnio edytowany przez sandra9011 (2014-09-21 21:57:41)

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
ON1234567890 napisał/a:

Dokładnie. Jeśli teraz wrócę to tylko ze względu na dziecko. Gdyby nie on nawet nie brałbym tego pod uwagę i już dawno kopnąłbym ją w zad/ Wytrzymałem te 7 miesięcy bo miałem nadzieje że jak mały podrośnie, nie będzie już potrzebował aż takiej uwagi coś się zmieni ale nic się nie zmieniło a było wręcz coraz gorzej. Jak wróce to związek będzie fikcją i będę z nią tylko ze względu na dziecko.

I będziesz tkwił w toksycznym związku? Już wybrałabym drogę sądową niż szarpać się z tą kobietą.
Śmieszna jest sama propozycja Twojego powrotu do mieszkania- możesz się wprowadzić i jak będziesz wszystko w domu robił to MOŻE się między Wami ułoży? Ona chyba szuka darmowej pomocy domowej. Czyli masz być po to żeby sprzątać i gotować? Aha i jeszcze kasę na stół wykładać.Tak na marginesie,z czego ona się utrzymuje? Ma jakieś własne dochody?
I co pani robi całymi dniami? Przecież przy dziecku nie trzeba czatować 24h na dobę...dziecko potrafi się zająć same sobą,bawić się albo chociaż pospać przez 1-2 godziny a w tym czasie można ogarnąć mieszkanie albo obiad zrobić.ZROBIĆ A NIE ROZPAKOWAĆ KUPIONE PIEROGI Z BIEDRY...chociaż jak teraz pomyślę,że jej były potrzebne 3 osoby do kąpieli i dwie do karmienia...Boże,dwie lewe ręce ona ma?? Na prawdę przepraszam ale nie wyobrażam sobie jak można być tak niedojrzałą(?) osobą w wieki 35lat! To dziewczyny w wieku 17 lat rodzą dzieci i chyba lepiej potrafią sobie z nimi poradzić,bez codziennych wizyt matek.

Nie zauważyłam żeby ktoś tu zadał podstawowe pytanie. Kochasz ją? Oboje cieszyliście się z zajścia w ciążę??

Nie znam tej kobiety ale wyobrażam sobie,że jest to strasznie irytująca kobieta i raczej nikt z nią długo nie wytrzyma.

28

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

bo tak jest jak "dzieci" mają dzieci ...
niestety człowiek dojrzewa dużo wcześniej do prokreacji fizycznie niż psychicznie, nie zmieni się tego
a potem - dramat
nie mamusi ani tatusia, tylko dramat ... dziecka
mamusia nie daje rady
tatuś nie wie. co ma robić
a dziecko, no cóż, nikt go się nie pytał czy ma ochotę na takich rodziców, będzie jakoś z tym żył, bo nie ma wyjścia przecież ...

29

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Moja rada., mamusie i teściową olej , w tym temacie nic nie zrobisz nie wytłumaczysz nie nauczysz , jest to przykre bo kobieta po 30 nie umie zrobić kompletnie nic przy swoim dziecku ..!

Idź do radcy prawnego : płatny lub nie

Idź i dowiedz się ( złóż.wnioski ) raz o widzenia z synem ( uregulowanie kontaktów ) bd SĄD decydował o tym kiedy i w jakich godzinach.syn jest z tobą , nie chora.mamusia !
Dwa spyttaj czy jest opcja wysłania jej na leczenie
Trzy czy możesz ograniczyć. Jej władze rodzicielska a tym samym zabrać jej syna do siebie , a ona niech sie widuje z synkiem od czasu do czasu

Taka matka to katastrofa , wyobraź sobie dziecko ma 3-5 lat i co dalej pomoc potrzebna ??


Ona leciała na.kase doskonale grała swoją role , ale pokazała jaka jest naprawde .

Czytajac dokładnie post uwaźam że dziecku robi ogromna krzywde , nic nie umie , wszeszie.babcia , taty nie.ma bo mamusia nie pozwala

Tak być nie może WALCZ

30

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Cześć. Naprawdę obszerny ten twój wpis. Rzeczywiście dziwna jest, jak dla mnie taka szarpanina, jakiś konflikt interesów, jakieś rozechwianie po porodzie. Z tego co piszesz to bardzo dobrze przygotowałeś się do waszego wspólnego życia, byłeś bardzo dzielny i w ogóle. Ja często tutaj czytam takie tematy, zobacz sobie, np. Przeprowdzka z miasta na wieś i zobacz sobie podobieństwa do twojego postu. Ogólnie bardzo Ci współczuję i rozumiem co czujesz. Natomiast gdzie w tym wszystkim są twoi rodzice ?, gdzie jest twoja rodzina ?...rozumiem że jesteś samodzielny, ale jej rodzice mogą w to zupełnie nie wierzyć. Może mają jakiś wyidealizowany obraz Ciebie albo w ogóle nie zgodny z rzeczywistością. Sorry mam wrażenie że twoja Pani trochę jakby histeryzuje. Nie wiem, ponoć po porodzie hormony w kobiecie buzują, ale Ona jakoś nie daje sobie z tym rady, zauważyłam, a Ty zwyczajnie panikujesz, latasz jak opętany. Moim zdanie zwróć się o pomoc do swoich rodziców albo krewnych, ale też nie staraj się na siłę jej prosić, tylko daj jej czas na samotność  z dzieckiem. Zdaję sobie sprawę , że chcesz być świadkiem jego dojrzewania, ale Ona ma teraz jakieś zachwianie i musisz to zrozumieć. Takie jest moje zdanie na dzień dzisiejszy.

31

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Przeczytałam cały ten wątek i mam bardzo mieszane uczucia. Niewątpliwie Twoja dziewczyna nie daje sobie rady z całą sytuacją, wygląda na to, że wszystko ją przerosło. Do tego prawdopodobnie doszła jakaś forma depresji poporodowej, która może dawać bardzo RÓŻNE objawy i może trwać nawet rok. Hormony po porodzie też wariują, kobieta zachowuje się czasami bardzo irracjonalnie (przynajmniej w oczach innych). Ja ryczałam czasami (wg opinii innych ludzi) bez powodu. Bywa.
Ale druga strona medalu jest taka, że (wybacz Madziu92, ale chyba nie masz własnych dzieci), że są sytuacje, że kobieta NIE DAJE sobie sama rady z dzieckiem.
Dla mnie absolutnie niewykonalne było zniesienie po schodach 13 kg wózka z II piętra (windy nie ma). Tzn. byłam w stanie sama znieść i wnieść taki wózek, ale bez dziecka w środku. Miałam alternatywę, albo poprosić o pomoc przy zniesieniu wózka, albo zostawić dziecko SAMO w mieszkaniu i targać ten nieszczęsny wózek.
Kolejna sprawa: moje dziecko prawie nie spało w dzień. ja wiem, że trudno w to uwierzyć, bo przecież niemowlę nic innego nie robi tylko je, śpi i wali kupy, ale... Moje dziecko spało 3 razy po 20 minut. Poza tym ryczało, jadło i waliło kupy.... A więc kwestia ugotowania obiadu, przynajmniej przez pierwsze miesiące całkowicie odpadała, o ile KTOŚ nie przypilnował mi dziecka.
Szczepienia - w naszej przychodni zdarzają się kradzieże rzeczy czy też ubrań zostawionych w poczekalni. A wiec ja szłam z dzieckiem na szczepienie (wcześniej do pielęgniarki na ważenie, mierzenie, potem do lekarza, potem znowu do pielęgniarki na samo szczepienie), a druga osoba zwyczajnie pilnowała całego majdanu (nosidełko, ubrania itp.).
Działka 15 km za miastem (o ile dobrze zrozumiałam), to świetna lokalizacja dla osób mobilnych z odchowanymi dziećmi. Nie jest to najlepsze rozwiązanie dla młodej matki (prawdopodobnie w depresji) z niemowlakiem. Dla mnie bliskość przychodni, sklepów w obecnej sytuacji jest bezcenna. Zwłaszcza, że moje dziecko cierpi na chorobę lokomocyjną i dłuższa jazda samochodem kończy się potężną rzygawką (co oznacza, że nie mogę jechać z dzieckiem całkiem sama, bo dziecko może się np. zaksztusić wymiocinami).
Autorze wątku, przedstawiłam tu tylko kilka przykładów z mojego życia, kiedy pomoc ludzi była mi absolutnie niezbędna, przynajmniej do czasu kiedy dziecko ukończyło rok.
Przemyśl to wszystko.
Generalnie podzielam jednak opinię in-ki i czasymiry. Owszem, Twoją dziewczynę przerosło macierzyństwo, ale to Ty tu jesteś facetem i MUSISZ to wszystko ogarnąć, zamiast pisać, że "zwariowała po porodzie". Dziecko i obowiązki z nim związane nie wyglądają tak jak na reklamach pieluszek i mleka modyfikowanego.

32 Ostatnio edytowany przez Madzia92 (2014-09-22 13:32:14)

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Kathy musze cie zmartwić MAM 4 LETNIĄ CÓRKE i radziłam sobie sama , bez rodziców i bez jej ojca !

Wszystkie czynności o jakich piszesz robiłam sama.do tego chodziłam do szkoły zaocznie.,.na.rechabilitacje z.córką a.miałam 18 lat.kiedy rodziłam . Małą brałam.do.szkoły bo nie.miałam.gdzie.zostawić , mieszkanie wynajmowałam wiec wszelkie opłaty praca SAMA


Nie mów mi że sie nie da bo to tylko wymówka

Jest cholernie ciężko ale opiekunki.24/h 7/7 nie potrzeba .


A kobita jest dorosła Ja byłam smarkulą . I tyle . Przrdstawiłam wyjście jakie chłop powinien zrobić . Panna mama jest wygodna leniwa i pazerna.mamusia z nie odcięta.pępowiną i tyle

Ile on ma jeszcze za nia latać NO ILE ???

Ona gówno robi a on ma " w imie.dobrego związku." takie cyrki brać  NA SIEBIE. ??

Heh spoko to Ja nie mam więcej pytań .

33 Ostatnio edytowany przez Kathy08 (2014-09-22 13:47:18)

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
Madzia92 napisał/a:

Kathy musze cie zmartwić MAM 4 LETNIĄ CÓRKE i radziłam sobie sama , bez rodziców i bez jej ojca !

Wszystkie czynności o jakich piszesz robiłam sama.do tego chodziłam do szkoły zaocznie.,.na.rechabilitacje z.córką a.miałam 18 lat.kiedy rodziłam . Małą brałam.do.szkoły bo nie.miałam.gdzie.zostawić , mieszkanie wynajmowałam wiec wszelkie opłaty praca SAMA


Nie mów mi że sie nie da bo to tylko wymówka

Jest cholernie ciężko ale opiekunki.24/h 7/7 nie potrzeba .


A kobita jest dorosła Ja byłam smarkulą . I tyle . Przrdstawiłam wyjście jakie chłop powinien zrobić . Panna mama jest wygodna leniwa i pazerna.mamusia z nie odcięta.pępowiną i tyle

Ile on ma jeszcze za nia latać NO ILE ???

Ona gówno robi a on ma " w imie.dobrego związku." takie cyrki brać  NA SIEBIE. ??

Heh spoko to Ja nie mam więcej pytań .

Szacunek. Z moim dzieckiem nie wytrzymały 2 opiekunki wink. Samemu jest ciężko, potwierdzam.  Ale ja i tak podtrzymuję to, co napisałam w swoim komentarzu.
A jeżeli dziewczyna ma depresję poporodową, to trzeba jej pomóc (psycholog, leki, może trzeba porozmawiać też z jej matką na ten temat....). Jeżeli jest leniwa i wygodna (a znam też takie egzemplarze smile ), to nie ma dla nich wielkiej szansy.
Z doświadczenia wiem jednak, że przeważnie wina leży gdzieś pośrodku.

34

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Kathy Ja tu widze jeszcze coś

Mama z swoim dzieckiem nie robi  NIC sama .. Nic .

Pielucha karmienie przebieranie bawienie szczepienie zamknięcie drzwi itp itd.
To nie jest nieporadoność to życiowa porażka

Ok idzie poprosić mame w przypływie bezradności pomórz bo nie daje rady ,.od ojca oczekiwać opiekowania się dzieckiem , partnerką

Ale ona NIC ciągle mama mama mama mama mamma

Helllo - mi tu coś nie gra

Facet się starał proponował psychologa.chciał żeby teściowa nie właziła im z butami w życie a żona co ? Naubliżała mu na każdym kroku

To nie jest mormalne.można pomagać ale nie wyręczać.noooon stop ze wszystkim

Niech sie postawi dla dziecka i zawalczy o dziecko

35

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
Madzia92 napisał/a:

Kathy Ja tu widze jeszcze coś

Mama z swoim dzieckiem nie robi  NIC sama .. Nic .

Madzia92 - i tu się z Tobą zgadzam. To nie jest normalne. Dlatego sugerowałam jakoś formę depresji poporodowej (zakładając, że nie jest zwyczajnie leniwa i niezaradna) . Może ta dziewczyna po prostu BOI się sama zostać z dzieckiem?

Ale może na ten temat się wypowie  Autor wątku?

36

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Teź.myślałam o depresjii ale ... Mama nadskakuje ..to po co ona sie ma wysilać skoro zrobi babcia ? Mąż ? Nawet siostre tate namawiała . Siostra odmówiła i.powiedziała że " ma skończyć wykorzystywać innych  i zajać sie sama swoim dzieckiem "
Gdyby mama nie przychodziła wtedy miała okazje by nauczyć sie SWOJEGO KILKUMIESIĘCZNEGO DZIECKA a tak ? Luuuuz inni zrobią

Wg mnie to nie depresja dlatego.powinien iść podowiadywać sie z.punktu prawnego jak to.wszystko wygląda , oraz ew leczenie

Autorze wypowiec się .

37

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

No.. Jest tak jak napisała Madzia. Ona potrzebuje przy dziecku pomocy przez 24h na dobę. Dzisiaj do niej dzwoniłem żeby się zapytać czy mały dobrze spał po wczorajszym dniu ze mną. I powiedziała że dobrze ale niby musi go nosić cały dzień bo chce cały czas na ręce, a ona nie ma siły. No ale gdyby się sama zajmowała dzieckiem od początku to by chyba dawała radę chwilę dziecko ponosić, wyćwiczyła by mięśnie przez prawie 7 miesięcy. W końcu to tylko 9kg póki co. Wiem że trzymanie go przez godzinę to przesada, ale nikt jej przecież nie każe go tyle czasu trzymać. Może dzisiaj poprostu jej mamusia ma dzienną zmianę i Pani sama się musi męczyć z dzieckiem. Nie ma nikogo do pomocy. Nie wiem. Podejrzewam, że jakieś wytłumaczenie jest. Jakoś mi jej nie żal. Sama zapracowała sobie na to że nie daje rady, że nie może go dźwigać, itd...

38

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Moim zdaniem Twoja ex narzeczona albo ma jakąs nerwice, depresje albo jakies inne problemy o podlozu psychicznym.Nie wiem, nie jestem specjalistą od tego ale zeby do jednego dziecka potrzebowac pomocy non stop to jest conajmniej niepokojące.Owszem jest robota, jest noworodek, mozna sie nie wyrabiac, kolki,ciagle karmienie, kapiele ale jest multum kobiet ktore daja sobie rady samiutenkie mimo strachow....
do tego dochodza zmienne nastroje Twojej Pani jak to sam ująles, nie wiem,jakos tego nie widze,ona musialaby sama sobie zdac sprawe ze swoich problemow i chciec je rozwiazac

39

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Nie mam doswiadczenia jesli chodzi o wychowywanie dzieci ale az boje sie pomyslec co bedzie dalej. Mam na mysli dalsze wychowywanie dziecka kiedy bedzie starsze. Bycie z dzieckiem i wychowywanie je samemu to takze budowanie wiezi. Osobiscie znam kilka kobiet, ktore wychowywaly pierwsze swoje dzieci od poczatku same, a mezowie pracowali, bez pomocy niczyjej, bo taka byla sytuacja a w dwoch przypadkach bo same tak wybraly. Pamietam jedna znajoma , ktora stala sie straszna histeryczka po porodzie i tez nie umiala sobie radzic, maz biegal w ta i z powrotem ale to trwalo krotko. Nie wiem czy mozna mowic o depresji po porodowej, bo trwa to juz 7 miesiecy, tak czy inaczej ma ona problem, powinna sobie to uwiadomic i udac sie do psychologa. Dziwie sie, ze jej matka nie widzi w tym nic dziwnego.

40

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

ON szczerze to nie wiem co mam powiedzieć na temat Twojej Pani. Pamiętam jak urodziłam to przez pierwsze 6 tyg był ze mną mąż. Kiedy musiał wyjść pozałatwiać sprawy a potem wrócić do pracy ja byłam przerażona, że sobie nie poradzę. Tylko że ja nie miałam wyjścia. A z drugiej strony chciałam być samodzielna. Twoja Pani od początku miała pomoc bez której bardzo szybko nie umiała się obyć. Efekt jest taki, że innego stanu rzeczy nie widzi.

Tym, że Ci po porodzie różne rzeczy mówiła. To bym Ci radziła nie wracać do tego i nie brać do siebie, bo i u mnie huśtawka nastrojów była ogromna. Też miałam pretensje do męża że tak późno do mnie przyjeżdża i krótko siedzi, ale jednocześnie takie siedzenie przy łóżku przez pół dnia też by było bez sensu.

Jeśli z nią jeszcze chciałbyś być to chyba tylko rozmowa z teściową i prośba o chwilowe usunięcie się ze swoją pomocą.

Jeśli nie chcesz z nią być to walcz o jak najczęstsze kontakty z dzieckiem. Może zmień taktykę i wtedy kiedy ona będzie się żalić, że jej ciężko to oferuj się, że przyjedziesz i jej pomożesz przy dziecku. Weźmiesz np. na spacer. Przy okazji dbaj o to, żeby jak najwięcej osób wiedziało, że jedziesz do dziecka, żeby sąsiedzi Cię widzieli. To może być przydatne.

Co do rozliczania kosztów. Jeśli dajesz jej jakiekolwiek pieniądze do ręki niech Ci kwituje.

A co do kontaktów jeszcze to tak na prawdę to masz takie same prawa jak matka, więc wcale tych wyznaczonych godzin trzymać się nie musisz, ale wiadomo,  lepiej na noże nie iść. Może następnym razem zadzwoń w czasie kiedy masz dziecko i poproś (eh.... jak można prosić o czas z własnym dzieckiem) o przedłużenie, bo..... Miej dla małego w domu wszystko co potrzebuje. Niech ona widzi, że Ty dasz sobie z dzieckiem radę sam. Może jak zobaczy, że ty sobie świetnie radzisz to może i ona się opamięta.

41

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Eh. Ja mam odwroty problem. Jestem w tym samym wieku co Twoja Pani, z tym że mam 3 dzieci:5l, 4l i 1 m-c i z kolei nie znoszę jak ktoś mi pomaga. (Nie licząc męża oczywiście). Wręcz nie znoszę prosić o pomoc. Fakt że przy pierwszym dziecku byłam nieco zagubiona i jak mąż był w pracy to z początku przychodził do mnie ojciec mi pomagać ale z czasem się ocknęłam i zaczęłam się sama ogarniać.
A teraz z 3 to już bez problemu sama wszystko potrafię zorganizować. Czasem oczywiście lubię jak dziadkowie wezmą dzieci na spacer, ale gdyby mi się mieli po mieszkaniu snuć bez przerwy to masakra. Po prostu nie czuję się przy nich swobodnie, nawet przy moich rodzicach.
Chociaż oczywiście czasem pomoc jest potrzebna gdy np dziecko jest chore a ja muszę zrobić zakupy. smile

42

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Jej się chyba to podoba skoro planuje z mamą rozbudowę domu i zamieszkanie z rodzicami. Ona chyba lubi jak ktoś ją we wszystkim wyręcza, pomaga, żałuje jej, mówi jej ktoś "oj, jaka ty biedna jesteś". Cały czas mam nadzieje, że jej przejdzie i zrozumie co zrobiła i nadal robi. Niestety rozwaliła rodzinę dziecku hmm

Poza tym ona jest typem człowieka, który jak mu się da palec to chce całą rękę. Nawet jeśli wróciłem z pracy, zabrałem małego na dwugodzinny spacer, po czym przyszedłem zrobiłem pranie, latałem wkoło niej, to w ten dzień  było wszystko ok. Mówiła "widzisz, jak chcesz to potrafisz". Następnego dnia kiedy znowu latałem w koło niej robiłem wszystko, to już jej nie wystarczało. Jak zrobiłem pranie to miałem jeszcze poodkurzać, jak poodkurzałem to było źle odkurzone i znowu kłótnia o wszystko. Także pod koniec naszego wspólnego mieszkania miałem już takiego doła, że przychodziłem z pracy, szedłem jak zwykle z małym na spacer jak była pogoda, ale jak wracałem to palcem nie kiwnąłem, siadałem koło syna, bawiłem się z nim, zajmowałem się sobą i dzieckiem. Byłem zdania, że nie ma sensu nic robić skoro i tak słucham że źle zrobiłem. Miałem już wszystkiego dość. Kiedyś dogadywaliśmy się bez problemu, bez kłótni. Teraz mam wrażenie że ona już nie umie ze mną inaczej rozmawiać niż przez kłótnie i wydawanie rozkazów (zrób to, podaj tamto, idź tam).

Zastanawiałem się ostatnio dlaczego to wszystko tak wyszło. Może to nie przez matkę, a przynajmniej nie tylko przez nią. Ona nie ma nikogo poza nią. Żadnej koleżanki z sąsiedztwa, żadnej prawdziwej koleżanki z pracy, nikogo z kim mogłaby wyjść np na spacer z dzieckiem. Ciągle jest mama. Ona nie ma problemu z komunikacją, nie wiem dlaczego tak jest. Jest wygadana, komunikatywna itd.... Czasami za bardzo się mądrzy.

Przykład.
Mały miał kolki jak był malutki. Wyczytała gdzieś na jakimś durnym serwisie, że fachowo to się nazywa dyshezja czy jakoś tak. Później jak z kimś o tym gadała, opowiadała że mały miał kolki to nigdy nie mówiła już kolka tylko dyshezja. I nikomu przy rozmowie nie tłumaczyła co to jest bo przecież ona juz wiedziała że to kolka więc niech sobie ludzie doczytają.

To są takie szczegóły ale czasami takie bycie głupio-mądrym przeszkadza. Ze mną nigdy tak nie rozmawiała, nie mądrzyła się, może dlatego ją pokochałem. Ale poza mną i swoją rodziną nie ma nikogo. Moją rodzinę też odrzuciła. mówiła że moi rodzice to nie są dziadkowie naszego dziecka bo za rzadko przyjeżdzają. Ja jej cały czas powtarzałem, że poprostu się nie wpieprzają w nasze życie bo ja im na to nie pozwalam i oni wiedzą kiedy i jak często mogą nas odwiedzać. Raz na 2-3 tygodnie w niedziele mi w zupełności wystarczyło i cieszyłbym się gdyby jej rodzina też z taką częstotliwością nas odwiedzała. U moich rodziców z małym nie byliśmy ani razu (a przynajmniej nie przypominam sobie). Zawsze znalazła wymówkę, że za gorąco żeby wieźć małego 25km samochodem, że oni nie przyjeżdzają to ona też nie będzie tam jeździć, a ja znowu nie dostanę sam dziecka bo jestem nieodpowiedzialny. Teraz w niedzielę pierwszy raz pojechałem i przywiozłem małego do dziadków. Zawsze oni przyjeżdżali do nas. Widzieli go tylko kilka razy, częściej na zdjęciach które im wysyłałem. Ehhh..... Szkoda gadać. Nie chce mi się pisać, zmęczony jestem tym wszystkim.

43

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Myślę, że w całej sytuacji jest też moja wina. W końcu "wyganiałem" (nie wprost) jej matkę, kobietę która przychodziła jej pomagać. Gdyby przychodziła tak żebym nie wiedział o tym czyli w godzinach 7:00-15:00 a później dała nam chwilę dla siebie, chwilę żeby stworzyć prawdziwą rodzinę to może by to inaczej wyglądało. A tak jak wracałem o 16:00 z pracy, wychodziłem z małym, który był cały czas w wózku więc nie było jak się z nim za bardzo pobawić, tyle że trochę do niego pogadałem sobie. Wracam o 18:00 z dzieckiem a tam już teściowa stoi i wyciąga ręce do dziecka. O 19:00 mieliśmy kąpiel. Wykąpaliśmy małego i teściowa ok 19:30 wychodziła sobie do domu. O 20:00 mały szedł spać. Więc dziennie miałem 4 godziny na przebywanie z dzieckiem, zabawy.... Z tych 4 godzin teściowa mi zabierała 1,5 godziny. Jak miałem być zadowolony? Kiedy mówiłem to mojej zawsze odwracała kota ogonem. Mówiła "mama się nim zajmuje to zrób pranie, posprzątaj, zrób to, albo tamto" albo "trzeba było się z nim bawić jak była mama, trzeba było jej powiedzieć". Ja niestety nie traktuję dziecka jak zabawki, które można sobie wyrywać z rąk. Przez ostatnie 2 tygodnie naszego wspólnego mieszkania razem chyba coś powiedziała mamie bo nie przychodziła jak wracałem do domu, ale za to mi się obrywało jeszcze bardziej, mieliśmy jeszcze większe i jeszcze bardziej intensywne kłótnie i wyrzucaliśmy sobie nawzajem co nam nie pasuje. W końcu po dwóch tygodniach kazała mi się wyprowadzić, jak się dowiedziałem nie znaczyło to że mam się wyprowadzać. To miała być poprostu dla mnie informacja że ona jest na skraju wytrzymałości i miałem wziąść się w garść i zacząć coś robić w domu. Kiedy się wyprowadzałem usłyszałem "I co? przez tą całą sytuację rozpieprzysz to wszystko, całą rodzinę?". Nie odezwałem się bo wydaje mi się że nie zdążyliśmy dzieki niej i jej mamie stworzyć prawdziwej rodziny. Prawdziwa rodzina wspiera się nawzajem, pomaga sobie i nie leci do mamusi kiedy pojawia się jakiś problem. Teraz mam więcej wolnego czasu, z który nie wiem co zrobić, więc od nowa zaczynam realizować nasz wspólny plan, ale niestety już nie dla nas tylko dla siebie i dla dziecka. Zaczynam budowę domu. Teraz idę do pracy o 7:00 kończę o 15:00 i jadę na budowę, póki co jestem na etapie oczyszczania gruntu pod fundamenty, kopię ręcznie, wszystko robię sam, żeby się zmęczyć i fizycznie i psychicznie. Do domu wracam ok 20:00 zmęczony tak że nawet nie chce mi się myśleć i o 22:00 już śpię.

44

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

ON, to nie Twoja wina. Zona jest wygodna, leniwa, roszczeniowo nastawiona i jeszcze do tego wspierana przez swoją matkę. Masakra.

Nie ma sensu kontynuować tego małżeństwa, chyba że chcesz być służącym for ever.

45

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Heh. Ja już w innym poście pisałam o tym ale jeszcze tu powtórzę. Mam podobną sytuację w rodzinie. Żona mojego wujka nie pracuje bo 18 lat temu po urodzeniu 1 dziecka zwolniła się żeby wychowywać dziecko (zespół aspargera). Teraz ma 2 dzieci (młodszy 7 lat) i nadal siedzi w domu. Dzieci w szkole a ona siedzi i nic nie robi. Codziennie przychodzi do niej jej mamusia i tak siedzą we dwie i snują się po mieszkaniu. Mój wujek haruje jak wół, pracuje nieraz po 12 godzin, a jeszcze jak jest w domu to musi mieszkanie posprzątać. Moja babcia (jej teściowa) co sobota gotuje im żarcia na kilka dni, daje im pieniądze na życie bo z jego pensji by się nie utrzymali a jeszcze teraz się dowiedziałam że jej mamusia do mojej babci jakieś pretensje ma nie wiadomo o co. Bardzo mnie fascynuje ten fenomen bo żona wujka sama do pracy się nie wybiera, w domu siedzi sama bo dzieci w szkole i ona jeszcze żąda żeby mąż sprzątał. Gdyby dzieci były małe i musiała jeszcze je ogarnąć to rozumiem że może oczekiwać jakiejś pomocy od męża, ale dzieci przez parę godzin są w szkole więc chyba może poświęcić godzinę czy dwie na posprzątanie??

46

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

ON1234567890  nie ustawiaj się z góry na gorszej pozycji.  Też jesteś rodzicem i masz prawo wymagać.

47

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Drogi autorze. Twoja wina jest w tym, że pozwoliłeś matce wejść do twojego domu i w nim zamieszkać. Drugą twoją winą jest to że byłeś i jesteś ślepy. Twój wpis o tym, że rozważasz wprowadzenie się do domu pod pretekstem "może się ułoży" jest nawet nie powalający, jest żenujący. Twoim największym błędem jest to, że chcesz brnąć w ten związek. Dla ciebie jest obecnie juz tylko dziecko. Skoro nie ma jeszcze sprawy sądowej, to macie do niego równe prawa. Bądź wreszcie facetem, i zachowaj się jak facet. Chcesz dziecko na swoich warunkach, to je bierzesz nie zwracając uwagi na swoją byłą. A na koniec powiem tak. Ona nie zrobiła sie taka po porodzie, zawsze taka była. Dlatego właśnie najważniejsza ocena, to charakter.

48

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
onTAKIsobie napisał/a:

Twoja wina jest w tym, że pozwoliłeś matce wejść do twojego domu i w nim zamieszkać. Drugą twoją winą jest to że byłeś i jesteś ślepy. Twój wpis o tym, że rozważasz wprowadzenie się do domu pod pretekstem "może się ułoży" jest nawet nie powalający, jest żenujący. Twoim największym błędem jest to, że chcesz brnąć w ten związek. Dla ciebie jest obecnie juz tylko dziecko. Skoro nie ma jeszcze sprawy sądowej, to macie do niego równe prawa. Bądź wreszcie facetem, i zachowaj się jak facet. Chcesz dziecko na swoich warunkach, to je bierzesz nie zwracając uwagi na swoją byłą. A na koniec powiem tak. Ona nie zrobiła sie taka po porodzie, zawsze taka była. Dlatego właśnie najważniejsza ocena, to charakter.

To nie do końca tak chociaż pewnie masz troche racji. Teściowa nie mieszkała z nami tylko codziennie przychodziła, dzień w dzień. Po drugie rozważam powrót nie dlatego że myślę, mam nadzieje że jakoś się ułoży. Myślę o dziecku, które teraz nie ma ojca. Syn (chłopak), jest teraz zostawiony sam z dwoma kobietami, matką i babką. Chyba mały musi mieć jakieś męskie wzorce również. Nie wiem jaki będzie miało na niego w przyszłości. Znałem już matkę samotnie wychowującą dziecko i jej mały synek mówił "poszłam, byłam, itd...".

Ja jestem również zdania że mamy takie samo prawo do dziecka w tej chwili. Ale sprawa w sądzie to ostateczność. Póki co w sprawach kontaktów się dogadujemy. Nie mamy ustalonych jeszcze kwestii finansowych ale mam nadzieję że też się jakoś dogadamy.

Może i taka już była wcześniej. W każdym razie ja tego nie zauważyłem. W każdym razie wszyscy mówili, że ja ją zmieniłem, uspokoiła się, nie była już taka kiedy byliśmy razem. Kiedy pojawiło się dziecko chyba wyszła na wierzch jej prawdziwa natura i pokazała pazurki.

49

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

On trzymam za ciebie kciuki:)

50

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Rozdzwoniły mi się alarmy, gdy czytałem jak Twoja teściowa traktuje swojego męża, Twojego teścia. Autorze, Twoja kobieta po prostu powtarza to, co wyniosła z własnego domu. Wydaje mi się, że tu jest zasadniczy problem. Musisz wyraźnie dać jej do zrozumienia, że nie jesteś jak jej tatuś i nie pozwolisz sobie na takie zachowania z jej strony, na bezpodstawne gnojenie. Ona musi zrozumieć, że gierki które stosowała całe życie jej matka z Tobą jej się nie udadzą. Jeśli to do niej nie dotrze, to niestety, marnie widzę Waszą wspólną przyszłość.

Wrodzona bezradność, to niestety problem w jej relacjach z matką. Nie odetniesz tej pępowiny inaczej, niż odcinając się od teściów. Nie zrobisz tego inaczej, niż przeprowadzając się jak najdalej od nich. Tylko coś mi się wydaje, że Twoja kobieta na to się nie zgodzi. Jest na to zbyt wygodna.

Jeśli coś ma się dobrego stać, to tylko wówczas, gdy będziesz silny i ni pozwolisz włazić sobie na głowę. Nie daj się zapędzić w poczucie winy.

Pamiętaj, żeby coś stworzyć muszą być chęci z obu stron. To nie jest tak, że Twoja kobieta "łaskawie" na coś się godzi. Bo za jakiś czas usłyszysz, że jesteś życiowym nieudacznikiem i ona z litości pozwoliła Ci ze sobą zamieszkać.

Bardzo wątpię, żeby Twoja kobieta nagle w cudowny sposób się "ocknęła" i zauważyła co było między Wami nie tak. Jeśli chcesz walczyć o ten związek to musisz być twardy i stawiać twarde warunki a następnie nie pozwalać ich zmiękczać i zmieniać.

Jeśli nie uda Ci się z narzeczoną poukładać życia, idź do sądu żądając praw do opieki nad dzieckiem. To absolutne minimum które musisz dla niego zrobić. Powodzenia!

51

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
ON1234567890 napisał/a:
onTAKIsobie napisał/a:

Twoja wina jest w tym, że pozwoliłeś matce wejść do twojego domu i w nim zamieszkać. Drugą twoją winą jest to że byłeś i jesteś ślepy. Twój wpis o tym, że rozważasz wprowadzenie się do domu pod pretekstem "może się ułoży" jest nawet nie powalający, jest żenujący. Twoim największym błędem jest to, że chcesz brnąć w ten związek. Dla ciebie jest obecnie juz tylko dziecko. Skoro nie ma jeszcze sprawy sądowej, to macie do niego równe prawa. Bądź wreszcie facetem, i zachowaj się jak facet. Chcesz dziecko na swoich warunkach, to je bierzesz nie zwracając uwagi na swoją byłą. A na koniec powiem tak. Ona nie zrobiła sie taka po porodzie, zawsze taka była. Dlatego właśnie najważniejsza ocena, to charakter.

To nie do końca tak chociaż pewnie masz troche racji. Teściowa nie mieszkała z nami tylko codziennie przychodziła, dzień w dzień. Po drugie rozważam powrót nie dlatego że myślę, mam nadzieje że jakoś się ułoży. Myślę o dziecku, które teraz nie ma ojca. Syn (chłopak), jest teraz zostawiony sam z dwoma kobietami, matką i babką. Chyba mały musi mieć jakieś męskie wzorce również. Nie wiem jaki będzie miało na niego w przyszłości. Znałem już matkę samotnie wychowującą dziecko i jej mały synek mówił "poszłam, byłam, itd...".

Ja jestem również zdania że mamy takie samo prawo do dziecka w tej chwili. Ale sprawa w sądzie to ostateczność. Póki co w sprawach kontaktów się dogadujemy. Nie mamy ustalonych jeszcze kwestii finansowych ale mam nadzieję że też się jakoś dogadamy.

Może i taka już była wcześniej. W każdym razie ja tego nie zauważyłem. W każdym razie wszyscy mówili, że ja ją zmieniłem, uspokoiła się, nie była już taka kiedy byliśmy razem. Kiedy pojawiło się dziecko chyba wyszła na wierzch jej prawdziwa natura i pokazała pazurki.

Chłopie, teściowa z wami nie mieszkała ale przychodziła codziennie. A to nie to samo? Myśląc o powrocie nie myślisz o dziecku. Człowiek który zauważa pewne rzeczy, a czasami przeczysz sam sobie, raz piszesz A a potem B. Chcesz wrócić do niej. Jesteś od niej uzależniony. To dziecka ma ojca, ludzie się rozwodzą, ale dzieci mają. Tylko od ciebie to zależy a nie od tego czy zamieszkasz z nim pod jednym dachem.
Mały będzie miał więcej wzorców męskich, kiedy nie będziecie z nim razem. Inaczej będzie miał wzorzec - tata musi skakać wokół mamy bo jak nie to mama go skrzyczy.
Jak możesz teraz napisać że w sprawach kontaktów się dogadujecie, jak nie możesz dziecka widzieć na swoich zasadach? Jak nie zrobisz tak jak ona sobie tego życzy, masz wojnę.
Wiesz, potrafię czytać ze zrozumieniem. Zaczynasz ją bronić. A wobec takiej postawy, nie ma ratunku.

52

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

On ...Jesli czytałeś moje posty które Ci tu napisałam .. skorzystaj z tych porad
NIE WRACAJ DLA SYNA DO TEGO ZWIĄZKU

Ojcem będziesz ZAWSZE , byc może bd z Ciebie lepszy ojciec niz z tej pani matka !!!

walcz o niego , żeby był przy Tobie !!!!!!!!!!


Jeśli wrócisz , twoja pani plus jej mama będą uradowane - kolejny kretyn do pomiatania i rządzenia
a Twój syn będzie dorastał w przeświadczeniu że wychowuje Go ??? Babcia ? Tata ? Może jak podrośnie to i ON bd tak musiał usługiwać bo matce się należy ?????????????????????

to chora patologia - nie brnij w to a utęp !!

53

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
Madzia92 napisał/a:

On ...Jesli czytałeś moje posty które Ci tu napisałam .. skorzystaj z tych porad
NIE WRACAJ DLA SYNA DO TEGO ZWIĄZKU

Ojcem będziesz ZAWSZE , byc może bd z Ciebie lepszy ojciec niz z tej pani matka !!!

walcz o niego , żeby był przy Tobie !!!!!!!!!!


Jeśli wrócisz , twoja pani plus jej mama będą uradowane - kolejny kretyn do pomiatania i rządzenia
a Twój syn będzie dorastał w przeświadczeniu że wychowuje Go ??? Babcia ? Tata ? Może jak podrośnie to i ON bd tak musiał usługiwać bo matce się należy ?????????????????????

to chora patologia - nie brnij w to a utęp !!

A nie lepiej, żeby ON  nie uciekał, tylko pokazał, że też ma coś do powiedzenia w sprawie swojego syna? 
Nie pozwalać żonie i jej matce na takie traktowanie?  Stawiać swoje własne warunki i żądania?
Zrobić niespodziankę taką, że jest, ale ich słuchał nie będzie. Jako ojciec  może się przecież na coś  nie zgodzić, coś  mu się spodoba, a coś nie.

54

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Tak owszem


Powodzenia życze , takiej niedojrzałej baby po.30 czego nauczy ? Niczego , zwinie się do mamusi . A mamusie czego nauczy ??

Co mają.mieszkaą razem.bawić sie w dom a dziecko ma patrzeć w takim chaosie ? Matka noc nie robi babka rządzi każdym a tata mimo że próbuje to wpadł w puapke  ?

Heh




Decyzja należy do autora wątku , ale wydaje mi sie że tu o dziecko powinno sie walczyć i normalne życie a nie o wychowaywanie dorosłej kobiety

55

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Pewnie, że autor  sam zdecyduje.
Nie chodzi by wychowywać dorosłe kobiety, tylko wyegzekwować swoje prawa do syna.
  Tylko tak łatwo jest uciec  i udawać, że nic się nie dzieje.

56

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

To że odejdzie i wywalczy prawa o dziecko ( załóżmy ) nie oznacza że ucieknie , wrecz przeciwnie

To że zostaniez mamusiami nie oznacza że coś sie polepszy

Nie wyegzekfuje swoich praw.do syna ..czemu tak.myśle ? BO BY TO ZROBIŁ DAWNO DAAAAAWNO TEMU

Pozwolił , ma efekty , a teraz niech decyduje działa czy czeka nie.wiadomo na co


Argumenty na forum padły nie jedne i to różnych osób , teraz niech sie.określi czas najwyższy prawda ?

57

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

No i znowu tu jestem. Ehhh. szkoda gadać. Wytrzymałem 5 miesięcy i znowu się wyprowadziłem. Tym razem na dobre zakończyliśmy związek. Tym razem jest o tyle gorzej, że zaczęła mi utrudniać kontakty z dzieckiem, a dokładniej w każdej chwili mogę odwiedzić syna, jednak tylko w jej obecności i u niej w domu.

Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja, bo dla nikogo chyba by nie była. Mam jechać do niej do domu gdzie jest ona i jej matka, czyli dwie osoby na które nie mogę patrzeć...

Co do alimentów Pani sobie wymyśliła na podstawie nie wiadomo czego, że utrzymanie dziecka (chodzi tylko o jedzenie, nie wliczając zabawek) kosztuje 2000zł więc mam jej 1000zł płacić miesięcznie. Ja po konsultacjach ze znajomymi, którzy mają dzieci, oraz z takimi po rozwodach, uznałem że 500zł w zupełności wystarczy. Poza tym teraz tylko ja ponoszę koszty dojazdu do dziecka, kupuję mu zabawki i zawsze jak jadę go odwiedzić to coś podrzucę.

Miał ktoś może podobną sytuację? Czy ja naprawdę nie mam prawa np. 2 razy w tygodniu zabrać dziecka ze sobą? Do siebie do domu, do zoo, czy gdzie będę miał ochotę? Jak rozstrzygane są sprawy w sądach polskich? Przypomnę że syn w lutym skończył rok więc jest to małe dziecko ale bez problemu się nim zajmowałem do tej pory.

Teraz, po rozstaniu w końcu odżyłem. Rozpoczynam budowę domu. Mam nadzieję, że syn jak trochę podrśnie i sam będzie decydował co chce robić i gdzie mieszkać zamieszka ze mną. Zresztą dom buduję tylko z myślą o nim bo póki co nie mam innych dzieci, którym mógłbym po sobie wszystko zostawić.

Tym razem rozstaliśmy się przez pierścionek zaręczynowy (którego i tak nie nosiła). Przy pierwszej wyprowadzce we wrześniu zabrałem z domu dosłownie wszystko, noże, tv,.... wszystkie moje rzeczy. Zabrałem również pierścionek zaręczynowy, bo to była normalna rzecz wg mnie. Wyprowadzam się czyli koniec, zrywamy zaręczyny. Nie pakowałem się na wakacje tylko się wyprowadzałem z domu. Kiedy się wprowadzałem spowrotem, zabrałem ze sobą tylko jedną torbę z ciuchami, bo jeśli miała by się sytuacja powtórzyć nie robiłbym znowu wielkiej wyprowadzki tylko zabiorę torbę i się wyprowadzę.

Tak wegetowaliśmy przez 5 miesięcy. Ja chodziłem do pracy, jej matka oczywiście codziennie przychodziła, ona codziennie marudziła i narzekała jak to ona ma źle i że wszystko robi w domu. Wszystko to duże słowo bo obiadu w domu nie zaznałem od dawna. Jeśli już był to jej rola składała się do pójścia do sklepu, kupienia gotowych pierogów, krokietów itd... i wsadzenia do mikrofali.

Spaliśmy osobno, ale około nowego roku roku robiła jakieś podchody. Wg. mnie to nie jest normalna sprawa, żyć osobno, spać osobno, co jakiś czas numerek i wypad do drugiego łóżka. Dlatego nie spaliśmy ze sobą praktycznie od urodzenia małego czyli już ponad rok. Taki związek pojebany (sorry za wyrażenie).

No więc wracając do pierścionka zaręczynowego. Pani na początku lutego czyli po 4 miesiącach zauważyła, że go zabrałem. Po powrocie z pracy zapytała mnie po co przyjeżdżam po pracy do domu. Powiedziałem, że przyjeżdżam do syna. Chyba nie była zadowolona bo powiedziała że zauważyła że nie ma pierścionka i mam się wyprowadzić. Dodała, że skoro mam za luty wszystkie rachunki opłacone to do końca lutego mogę łaskawie z nią mieszkać. Wytrzymałem do połowy lutego i się wyprowadziłem. Na odchodne zapytała mnie tylko "Dobra. Jestem złą żoną, kochanką, Może matką też jestem złą". Chyba chciała, żeby jej ktoś powiedział że nie jest złą matką albo ogólnie chciała żeby ją pochwalić. Powiedziałem tylko, że ja bym nie chciał mieć takiej matki i wyszedłem.

Zaraz po wyprowadzce, ona ustaliła kwotę jaką mam jej płacić, ja zaproponowałem że 2 dni w tygodniu po pracy będę zabierał małego i odwoził wieczorem do niej. Plus chciałem mieć do dyspozycji jeden dzień w weekend. Ona miała wybrać dni jakie jej pasują. Powiedziała odrazu że nie ma takiej opcji i że jak chce mogę przyjechać go zobaczyć u niej w mieszkaniu i w jej obecności.

Teraz zastanawiam się czy składać pozew czy odpuścić do momentu aż syn podrośnie i sam będzie chciał jechać gdzieś ze mną. Boję się że do tego momentu matka i babka mu tak namieszają w głowie że już będzie za późno hmm

58

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
ON1234567890 napisał/a:

No i znowu tu jestem. Ehhh. szkoda gadać. Wytrzymałem 5 miesięcy i znowu się wyprowadziłem. Tym razem na dobre zakończyliśmy związek. Tym razem jest o tyle gorzej, że zaczęła mi utrudniać kontakty z dzieckiem, a dokładniej w każdej chwili mogę odwiedzić syna, jednak tylko w jej obecności i u niej w domu.

Nie jest to dla mnie komfortowa sytuacja, bo dla nikogo chyba by nie była. Mam jechać do niej do domu gdzie jest ona i jej matka, czyli dwie osoby na które nie mogę patrzeć...

Co do alimentów Pani sobie wymyśliła na podstawie nie wiadomo czego, że utrzymanie dziecka (chodzi tylko o jedzenie, nie wliczając zabawek) kosztuje 2000zł więc mam jej 1000zł płacić miesięcznie. Ja po konsultacjach ze znajomymi, którzy mają dzieci, oraz z takimi po rozwodach, uznałem że 500zł w zupełności wystarczy. Poza tym teraz tylko ja ponoszę koszty dojazdu do dziecka, kupuję mu zabawki i zawsze jak jadę go odwiedzić to coś podrzucę.

Miał ktoś może podobną sytuację? Czy ja naprawdę nie mam prawa np. 2 razy w tygodniu zabrać dziecka ze sobą? Do siebie do domu, do zoo, czy gdzie będę miał ochotę? Jak rozstrzygane są sprawy w sądach polskich? Przypomnę że syn w lutym skończył rok więc jest to małe dziecko ale bez problemu się nim zajmowałem do tej pory.

Teraz, po rozstaniu w końcu odżyłem. Rozpoczynam budowę domu. Mam nadzieję, że syn jak trochę podrśnie i sam będzie decydował co chce robić i gdzie mieszkać zamieszka ze mną. Zresztą dom buduję tylko z myślą o nim bo póki co nie mam innych dzieci, którym mógłbym po sobie wszystko zostawić.

Tym razem rozstaliśmy się przez pierścionek zaręczynowy (którego i tak nie nosiła). Przy pierwszej wyprowadzce we wrześniu zabrałem z domu dosłownie wszystko, noże, tv,.... wszystkie moje rzeczy. Zabrałem również pierścionek zaręczynowy, bo to była normalna rzecz wg mnie. Wyprowadzam się czyli koniec, zrywamy zaręczyny. Nie pakowałem się na wakacje tylko się wyprowadzałem z domu. Kiedy się wprowadzałem spowrotem, zabrałem ze sobą tylko jedną torbę z ciuchami, bo jeśli miała by się sytuacja powtórzyć nie robiłbym znowu wielkiej wyprowadzki tylko zabiorę torbę i się wyprowadzę.

Tak wegetowaliśmy przez 5 miesięcy. Ja chodziłem do pracy, jej matka oczywiście codziennie przychodziła, ona codziennie marudziła i narzekała jak to ona ma źle i że wszystko robi w domu. Wszystko to duże słowo bo obiadu w domu nie zaznałem od dawna. Jeśli już był to jej rola składała się do pójścia do sklepu, kupienia gotowych pierogów, krokietów itd... i wsadzenia do mikrofali.

Spaliśmy osobno, ale około nowego roku roku robiła jakieś podchody. Wg. mnie to nie jest normalna sprawa, żyć osobno, spać osobno, co jakiś czas numerek i wypad do drugiego łóżka. Dlatego nie spaliśmy ze sobą praktycznie od urodzenia małego czyli już ponad rok. Taki związek pojebany (sorry za wyrażenie).

No więc wracając do pierścionka zaręczynowego. Pani na początku lutego czyli po 4 miesiącach zauważyła, że go zabrałem. Po powrocie z pracy zapytała mnie po co przyjeżdżam po pracy do domu. Powiedziałem, że przyjeżdżam do syna. Chyba nie była zadowolona bo powiedziała że zauważyła że nie ma pierścionka i mam się wyprowadzić. Dodała, że skoro mam za luty wszystkie rachunki opłacone to do końca lutego mogę łaskawie z nią mieszkać. Wytrzymałem do połowy lutego i się wyprowadziłem. Na odchodne zapytała mnie tylko "Dobra. Jestem złą żoną, kochanką, Może matką też jestem złą". Chyba chciała, żeby jej ktoś powiedział że nie jest złą matką albo ogólnie chciała żeby ją pochwalić. Powiedziałem tylko, że ja bym nie chciał mieć takiej matki i wyszedłem.

Zaraz po wyprowadzce, ona ustaliła kwotę jaką mam jej płacić, ja zaproponowałem że 2 dni w tygodniu po pracy będę zabierał małego i odwoził wieczorem do niej. Plus chciałem mieć do dyspozycji jeden dzień w weekend. Ona miała wybrać dni jakie jej pasują. Powiedziała odrazu że nie ma takiej opcji i że jak chce mogę przyjechać go zobaczyć u niej w mieszkaniu i w jej obecności.

Teraz zastanawiam się czy składać pozew czy odpuścić do momentu aż syn podrośnie i sam będzie chciał jechać gdzieś ze mną. Boję się że do tego momentu matka i babka mu tak namieszają w głowie że już będzie za późno hmm

no nie wesoło.
MOja rada - składaj pozew o ustalenie widzeń z dzieckiem, w nim zapisz że płacisz alimenty. Polecam za potwierdzeniem odbioru - nic na łapę.
Zaproponuj dni w jakich chcesz się widzieć z synem, weź kalendarz i popatrz na cały rok - święta, długie weekendy , urodziny dziecka .. wakacje, ferie... bo czas leci a za chwilę młody będzie w przedszkolu i szkole:)Polecam też wpisanie większej ilości dni i weekendów - bo młody urośnie - dodatkowo będzie to argument że też wypełniasz obowiązki wobec dziecka ...bo to będzie argumentem do ustalenia wysokości alimentów..bo jak nic pani będzie twierdzić" że wszystko robi sama " a ty masz tylko kasę dać .

Jeśli nie zrobisz nic- pani matka będzie to miała za argument że nie interesujesz się dzieckiem.
Oczywiście zbieraj wszystkie rachunki jak coś kupisz dziecku - notuj w kalendarzu każdy dzień wizyty ... godziny.. każde utrudnienie ze strony matki dziecka.
Wiesz.. teraz walczysz tylko z nią o kontakty z dzieckiem .. a co jak pani sobie znajdzie kogoś ????
I ten obcy będzie wychowywał Twoje dziecko ?/

59

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Dokładnie, walcz o dziecko w sądzie. Nie czekaj, aż samo wybierze, bo mało prawdopodobne, że wybierze Ciebie. W takim układzie będziesz dla niego panem, co to czasem go odwiedzi i posiedzi chwilę.

60

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE
ON1234567890 napisał/a:

Miał ktoś może podobną sytuację?

Tak. Stary... Mozesz miec do czynienia z tym:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_chwiejna_emocjonalnie_typu_borderline

To jest choroba, mozna ja leczyc, jest tylko jedno ale... Pani musi sama dojsc do tego ze potrzebuje pomocy. Pierwsza rada: NIE mów jej nic o tym, bo tylko sobie utrudnisz. Zbadaj najpierw temat. Jesli dajesz rade po angielsku, tu sa bardzo dobre zasoby:

http://bpdfamily.com/

61

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Dla tych którzy nie chcą brnąć przez cały wątek od początku napiszę wszystko, od początku.

Zaczęło się jakieś 3lata temu. Poznaliśmy się bo Nasze "firmy" połączył wspólny interes. Ja prowadziłem własną działalność, ona pracowała w budżetówce. Pomału, od słowa do słowa zaczęliśmy się spotykać. Po 7 dniach znajomości pierwszy raz poszliśmy do łóżka. Zapamiętałem to bo tempo było zawrotne jak dla mnie. Było super. Jej rodzice mieszkali w tej samej miejscowości. Matka wpadała raz na jakiś czas, mniej więcej 2 razy w tygodniu na kawę, piwo....itp. Z tego co mówiła swojego ojca traktowała jak dawcę nasienia. Był dla niej nikim. Pijakiem, nierobem, pasożytem. Nie raz słyszałem jak rozmawiała z matką i doradzała jej żeby go zostawiła. No ale wracając do naszej historii. Zamieszkaliśmy razem i po roku zaszła w ciąże. Oświadczyłem się i planowaliśmy wspólne życie, budowę domu. Ucieszyliśmy się oboje i z niecierpliwością oczekiwaliśmy na dziecko. Kiedy była w ciąży już zaczęły się pierwsze problemy. Ponieważ prowadziłem własną firmę pracowałem od 7:00 do 18:00 oraz w soboty. Zaczęła mi wypominać, że na nią spadnie cały ciężar wychowywania dziecka. Po jej długich namowach i wspólnych rozmowach postanowiłem zwinąć interes i znaleźć stabilną, spokojną pracę, w której nie będę siedział 11 godzin a tylko normalnie 8. Udało mi się dosyć szybko znaleźć dobrze płatną pracę w której pracowałem od 7:00 do 15:00. Dojeżdżałem do firmy 25km. Kiedy już pracowałem w nowej firmie urodził się nasz synek. Do szpitala trafiła dzień przed urodzeniem i było wszystko ok. Poród wywoływali sztucznie bo termin już minął. Tak jak wspomniałem kiedy leżała w szpitalu było wszystko ok. Żartowaliśmy, śmialiśmy się. Wiadomo, że oboje się też denerwowaliśmy bo wiadomo było że niedługo będzie poród. Kiedy zaczęła rodzić byłem w pracy. Szybko wsiadłem w auto i pojechałem do szpitala. Poród przebiegał dosyć dobrze na początku ale po jakimś czasie lekarz stwierdził że dziecko źle jest ustawione i musieli zrobić cesarkę. Już 10min po porodzie moja wybranka była nie do poznania. Dodam, że ma 35lat więc jest kobietą dojrzałą. Odrazu praktycznie po porodzie zostałem przez nią odsunięty od wszystkiego. Zaczęła do mnie mówić jeszcze w szpitalu takie rzeczy, których bym się po niej nie spodziewał. "Zawołaj moją mamę bo ona wie jak trzymać dziecko a ty sobie idź", "Po co przyszedłeś? Moja mama jest ze mną", itd... Jakoś zacisnąłem zęby i przetrwałem okres szpitalny. Myślałem, że jak wróci do domu to się uspokoi, że jest w jakimś szoku poporodowym czy coś w tym stylu. Od kiedy przywiozłem ją i synka do domu codziennie, powtórzę codziennie w każdej wolnej chwili była jej matka. Siedziała od rana do nocy. Wg. mojej wybranki, ona jej pomagała kiedy mnie nie było. Ale ja tego tak nie odbierałem. Była zawsze w naszym domu. Kiedy byłem w pracy i kiedy już wróciłem do domu. Teściowa zaczęła mi wyrywać dziecko z rąk. Raz na jakiś czas jej mówiłem, że dziecko to nie piesek czy zabawka żeby sobie wyrywać je z rąk. Dodam, że moja teraz już ex ma siostrę i brata. Nie raz słyszałem jak jej rodzeństwo opieprza matkę za to, że nas nachodzi. Mówili, że to jest nasze dziecko i sami musimy sobie dać radę a ona tylko przeszkadza. Moja ex zawsze broniła matki. Mówiła, że ona jej pomaga. No ale dobra...

Kolejna ciekawostka. Mały pięknie rósł i się rozwijał. Zaczął się okres szczepień. Kiedy moja miała iść do przychodni, nie mogła sobie wyobrazić żeby iść samej. Wybierałem dni wolne w pracy na każde jej żądanie. Zawsze na szczepienia szliśmy we dwie albo trzy osoby z synkiem. Do kąpieli również potrzebne były trzy osoby. Nie dawała sobie rady z niczym. Kiedy przyszła w jakiś dzień mojej ex jej koleżanka, sam wykąpałem, ubrałem i nakarmiłem małego i nie widziałem w tym nic trudnego, skomplikowanego czy niebezpiecznego. Ona bez pomocy była bezradna. Zawsze musiała mieć kogoś do pomocy. Nawet kiedy szedłem do pracy, mówiła że jeśli nie przyjdzie do niej jej matka albo ojciec to ona nie może wyjść z dzieckiem na dwór bo ona nie weźmie małego i nie poradzi sobie sama np. z zamknięciem drzwi kiedy trzyma dziecko. Brednie totalne. Ja osobiście uważam, że przez matkę i jej codzienne przychodzenie uzależniła się od pomocy innych osób. Nawet ciężko było jej zrobić mleko dla dziecka kiedy nie było nikogo do pomocy. Nie mogła sobie wyobrazić żeby zostawić dziecko w łóżeczku i pójść do kuchni zrobić mleko.

Kiedy wykorzystała mój cały urlop, o czym doskonale wiedziała, zaplanowała wyjazd do swojej rodziny nad morze. Zabrała oczywiście matkę, siostrę i jej syna i się głupio spytała czy jadę z nimi. Po pierwsze samochód 5-osobowy, po drugie na jej życzenie nie miałem już urlopu. Oczywiście zostałem sam w domu a oni sobie na 3 dni pojechali na wycieczkę. Przez ten czas kiedy ich nie było zrobiłem zakupy dla małego na kolejne 3 miesiące i posprzątałem całe mieszkanie, łącznie z czyszczeniem fug szczoteczką na kolanach. Oczywiście po powrocie usłyszałem same ciepłe słowa typu, "oczywiście kupiłeś nie to co trzeba, on tego nie będzie jadł", "no mamo, byłyśmy na wakacjach, a teraz trzeba zapier**ać bo syf w mieszkaniu"...itp...

Zarzucała mi, że nie wstaję do dziecka w nocy co było kompletną bzdurą. Kiedy słyszałem to wstawałem. Problem polegał na tym że łóżeczko stało przy naszym łóżku od jej strony czyli ona miała głowę praktycznie przy głowie dziecka. Słyszała każdy ruch dziecka, nie spała po nocach bo bała się że dziecko się w nocy udusi, przestanie oddychać itp... Od samego porodu nie pamiętam dnia, żebyśmy się nie kłócili.
Pracę kończyłem o 15:00 i miałem do przejechania 25km. Miałem na dotarcie do domu 30min. Jeśli byłem w domu o 15:35 bo np. mi tory po drodze zamknęli (nie koloryzuję), to była tygodniowa awantura, że nie może na mnie liczyć, że ona nie wie w co ręce wsadzić itp.... Dodam, że od czasu urodzenia się małego nie jadłem domowego obiadu. W sumie przez rok w domu jadłem może 10 razy obiad. Moja ex mówiła że nie ma kiedy nic zrobić bo się dzieckiem zajmuje. Ale obiady nie były dla mnie aż takie ważne. Jestem niejadkiem, nie muszę jeść aż tyle więc nic sobie nie robiłem z braku obiadu. Przyzwyczaiłem się. Kiedy mały spał ona kładła się obok i patrzyła czy oddycha, czy nic mu się nie dzieje. Miała obsesję na punkcie jedzenia dla małego. Przykładowo kupowaliśmy 5-6 rodzajów kaszek dla dziecka. Codziennie jadł inna bo 2 dni z rzędu nie mógł jeść tego samego. Po tygodniu wyrzucała kaszki. W sumie z każdego opakowania mały zjadał jeden posiłek, reszta była wywalana do śmieci. Mimo że ona zarabia 3tys na rękę, ja około 4tys to co miesiąc wszystko wydawaliśmy. Mieszkanie kosztowało nas około 1000zł miesięcznie, obiady rzadko jedliśmy więc praktycznie nic nie wydawaliśmy na jedzenie dla siebie. Reszta znikała w niewyjaśnionych okolicznościach. Teraz kiedy jestem sam, po opłaceniu rachunków i wysłaniu jej pieniędzy dla małego z wypłaty zostaje mi jakieś 1,5-2 tys zł. Nie wiem gdzie wcześniej szły całe pieniądze.

Najpierw się kłóciliśmy, później mieliśmy ciche dni bo już nie miałem sił się z nią kłócić o jej humory. Ciche dni przeszły w ciche tygodnie, a ciche tygodnie w ciche miesiące. Nie odzywaliśmy się do siebie przez 2-3miesiące, mieszkając ze sobą, mając wspólne dziecko. Chora sytuacja. We wrześniu mieliśmy mega kłótnie po tej 3 miesięcznej przerwie. W końcu powiedziała do mnie "No wyprowadź się w końcu, chyba nie pozwolisz żebym z małym dzieckiem musiała się wyprowadzać". We wrześniu spakowałem się i wyprowadziłem. Zabrałem wszystko co wniosłem do mieszkania, łącznie z nożami, TV i pierścionkiem zaręczynowym. Kilka razy w tygodniu przyjeżdżałem do dziecka i od czasu do czasu zabierałem go do siebie. Nie robiła mi zbytnio problemów. Jedynie co to wizyty poza domem były zbyt krótkie wg. mnie ale to kwestia zawsze do dogadania. Po 3 tygodniach stęskniłem się za synkiem i wróciłem do wspólnego mieszkania. Moja rodzina mi to odradzała ale nikogo nie słuchałem bo codzienne spotkania z dzieckiem były dla mnie najważniejsze.

Po powrocie w październiku, przez pierwsze 2 tygodnie sytuacja była w miarę stabilna, tzn. Po przyjeździe z pracy miałem obiad (co prawda kupne pierogi, krokiety lub coś w tym stylu, ale zawsze obiad to obiad). Także przyjeżdżałem do domu i mogłem się pobawić z dzieckiem. Matka sobie odpuściła również na jakiś czas odwiedziny u nas, przynajmniej wtedy kiedy ja byłem w domu. Po dwóch tygodniach wszystko zaczęło wracać do starego scenariusza. Obiadki były coraz rzadziej, coraz częściej zaczynały się ataki na mnie, coraz częściej przychodziła jej matka. W końcu wszystko wróciło do starego scenariusza. W święta "chyba" miała ochotę na sex (po rocznej abstynencji), bo zaczęła się dobierać do mnie jednak ja sobie nie wyobrażałem sytuacji gdzie w dzień wyzywa mnie od nierobów, pasożytów, razem z matką obgadują mnie i nazywają idiotą a wieczorem jak ona ma ochotę to jeszcze uprawiamy sex. Od nowego roku, przestała się przystawiać, zaczęliśmy się znowu kłócić o pierdoły, np. W lutym mały miał roczek. Ona zaprosiła chyba całą swoją rodzinę. Oczywiście w naszej sytuacji robiliśmy małemu dwa roczki. Ona robiła u siebie i zapraszała swoją rodzinę a później ja robiłem u siebie. Do niej przyszło chyba 30 osób. Oczywiście Pani materialistka obdzwoniła wszystkich przed imprezą żeby nie kupowali dziecku zabawek tylko żeby przynieśli pieniądze. Ja z kolei swojej rodzinie powiedziałem że nie chce widzieć żadnych pieniędzy bo to są urodziny małego a on z pieniędzmi nic nie zrobi. Mają coś jemu kupić a nie dawać mi kasę. Znowu zaczęły się ciche dni. Po powrocie z pracy bawiłem się z synem lub kiedy ona się z nim bawiła razem z jej matką siedziałem w kącie jak zbity pies. Wytrzymałem tym razem do lutego i w połowie lutego się wyprowadziłem. Tym razem jednak na początku lutego wspólnie uzgodniliśmy, że nie ma sensu tego dalej ciągnąć i w lutym się wyprowadzam. W dniu wyprowadzki, powiedziała mi tylko "Może jestem złą partnerką, złą kochanką, może jeszcze powiesz że jestem złą matką?". Nic jej nie odpowiedziałem i wyszedłem. Od tamtej pory próbuję z nią ustalić moje kontakty z dzieckiem. Oczywiście Ex mi teraz robi na złość i na nic się nie zgadza. Mogę przyjechać i pobawić się z dzieckiem w jej obecności. Nie mogę zabrać dziecka nigdzie. Ostatnio udało mi się go wyrwać na godzinny spacer. Zawsze kiedy przyjeżdżam siedzi u niej jej matka. Ostatnio nawet doszło do spięcia między nami. Jej matka również mi nie pozwala nigdzie zabrać własnego dziecka chociaż nie ma nic wg. mnie do gadania jako babcia. Teraz załatwiam ustalenie kontaktów przez prawnika. Póki co ugodowo ale jeśli to nie przyniesie rezultatu to będę musiał skierować sprawę do sądu bo nie pozwolę sobie odebrać dziecka.
U małego zaczynają ujawniać się problemy społeczne. Tzn. jest taki jak matka. Matka nie ma żadnej koleżanki, kolegi. Nikogo do kogo może zadzwonić żeby iść na kawę, piwo. Ma tylko matkę od której jest uzależniona. Synek boi się panicznie obcych ludzi. Na spacerze póki nikt do niego nie podchodzi jest ok bo ludzie szybko go mijają. Jednak kiedy ktokolwiek podejdzie do wózka mały wpada w histerię, płacze, trudno go uspokoić. Może (mam nadzieje) to tylko tymczasowy strach. Jednak jego matka nie robi nic żeby przestał się bać ludzi. Siedzi w domu z matką. Mały nie widzi, nie zna innych osób.

Na koniec dodam, że jej matka o czym już pisałem wcześniej żyje w chorym związku z bezrobotnym alkoholikiem, siostra rozwiodła się z mężem po 14 latach w 2014 roku. Może ona nie chciała być gorsza niż siostra i dlatego zniszczyła wszystko. Może patrząc na matkę jak traktuje ojca, pijaka, bezrobotnego budowlańca, nie są wogóle zdolne do znalezienia mężczyzny który by im pasował bo wszystkich facetów traktują jednakowo, jak ich matka traktuje ojca, czyli gorzej niż psa.
To jest obraz silnej, niezależnej kobiety? Ja to widzę jako obraz kobiety która szybko wskakuje do łóżka, jest milutka, cudowna, idealna, ale do czasu.
Może czegoś nie zauważyłem, może ona po porodzie doznała jakiegoś urazu psychicznego. W sumie wszystko od tego momentu się zaczęło. I to nie był powolny proces. Jak pisałem dzień przed porodem było wszystko w jak najlepszym porządku, jak dawniej, a już zaraz po porodzie zmieniła podejście do mnie o 180 stopni. Ale czekam na wypowiedź ludzie którzy mieli podobne problemy. Może uda się wyjaśnić zagadkę zmiany królewny w ropuchę.

Oczywiście wyżej nie napisałem wszystkiego, a tylko to co mi w tej chwili się przypomina. Polecam przejrzeć cały wątek dla nabrania lepszego zarysu sytuacji.

62

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

To co piszesz jest naprawdę dziwne. Czytałam że większość osób na forum zarzuca że ona jest rozpuszczoną niedojdą itp określenia, ale mnie zastanawia to że do samego porodu było wszystko ok. Matka bardzo potrafi wpłynąć na córkę wiem to sama po sobie, z tym że dzięki Bogu moja choć nie przepada za zięciem to nie utrudnia nam życia czasem tylko na niego marudzi. Może być tak że to matka tak nastawiła córkę, że teraz już nie da się tego odkręcić? Wcześniej było ok bo mamuśka chciała mieć wnuka, ale jak się urodził to tatuś już nie był potrzebny bo ona jest najważniejsza. A jest możliwe że matka jest chora psychicznie i ma za duży wpływ na córkę, wmawia jej że nic nie robisz a ona sama nie poradzi sobie z dzieckiem? Może matka boi się że jak zamieszkacie dalej to nie będzie mogła kontrolować córki i wykorzystała czas kiedy narzeczona była w ciężkim nastroju po porodzie żeby zaszczepić jej złe myślenie? Wierz że mamusie rozbiły już nie jeden związek czy małżeństwo. Zawsze możesz zawalczyć o dziecko udowadniając, że matka nie potrafi się nim zająć. Trochę boje się o wychowanie tego dziecka przez matkę bo to nie wygląda dobrze.

63

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

To chyba nie jest tak do końca. Mój syn to jest jej trzeci już wnuk z tym, że jedn ma 22lata drugi 14lat, więc są już praktycznie samodzielni.

Obaj Ci starsi wnukowie to synowie jej siostry. Starszego urodziła mając tylko 16lat i chłopak ma spore problemy z prawem (w 2014r wyszedł z więzienia, chyba za kradzieże). Matka mojej ex wychowywała praktycznie sama bo siostra mojej ex była jeszcze sama wtedy dzieckiem. Pamiętam jak moja ex mi mówiła, że jej siostra się z matką kłóciła i miała do niej żal bo wychowała go na przestępce. Ja nie dopytywałem nigdy o szczegóły bo nie jestem wścibski i sprawy które mnie nie dotyczą nie bardzo mnie interesują.

Drugi syn siostry mojej ex ma straszne problemy z kontaktami z ludźmi. Mimo, że ma 14lat (niby wszystko z nim w porządku), nie pójdzie sam do sklepu, nic sam nie zrobi. Cały dzień siedzi przed kompem i ogląda jakieś pierdoły na youtubie. Może to takie pokolenie ale nie wydaje mi się. Kiedy np na jakiejś imprezie byliśmy razem z nimi, kiedy stała butelka z napojem na stole a obok niego szklanka mówił "mama, pić". Jak 4letnie dziecko. Mama musiała mu nalać i postawić pod nos. Dodam że była na imprezie sama najbliższa jego rodzina.

Możliwe, że matka mogła nastawiać ex przeciwko mnie, ale nie rozumiem nagłej przemiany w szpitalu. W 10-20min z jej partnera stałem się jej wrogiem.

Co do udowadniania, że nie potrafi się nim zająć. W sumie potrafi tylko nie jest samodzielna. Ona nie wyobraża sobie jak można samemu poradzić sobie z najprostszymi czynnościami takimi jak kąpiel czy wyjście z dzieckiem na spacer. Był okres, że sama nie umiała przebrać dziecka bo jak mówiła "ma za małe ręce" i nie może pupy dziecka unieść do góry. Kiedy ona przebierała dziecko jedna osoba musiała podnieść pupę dziecka żeby ona mogła wsunąć pieluszkę. Masakra.

Ale kiedy przyjeżdżali moi rodzice albo przychodził jakiś mój znajomy to opowiadała co to ona nie robi, jak ona wszystko umie i na wszystkim się zna. A opowiadała w taki sposób, że ludzie się mnie później jak byliśmy sam na sam pytali czy ona serio mówiła czy żartowała bo nie wiedzieli czy się śmiać, czy to był dowcip.

Była bardzo chaotyczna. Nie można było jej dogodzić. Teraz jestem na etapie budowy domu, a wiadomo, że żeby wszystkie papiery pozałatwiać, potrzeba trochę czasu. Kiedy załatwiałem papiery i dłużej do domu nie wracałem była awantura o to że ona sama musi siedzieć a mnie nigdy nie ma. Kiedy odpuszczałem papiery i przyjeżdzałem szybko po pracy do domu pytała czemu jeszcze tych papierów nie załatwiłem i mówiła że oczywiście ja mam na wszystko czas.

64

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Kurcze tu nic do siebie nie pasuje, każda teoria ma jakieś braki. Bo jakby była typem osoby, która szukała przysłowiowego dawcę nasienia to by olała Ciebie już po zajściu w ciąże. Obawiam się że to może być jakieś zaburzenie psychiczne które pogłębił poród. Można się maskować z udawanym uczuciem, ale nie wierzę że nic byś nie zauważył. A ojciec synów siostry Twojej ex? Jest z nią masz z nim jakiś kontakt. Chodzi mi o to jak matka się zachowywała po urodzeniu młodszego wnuka tego który ma teraz 14 lat? Nie była w stosunku do niego zaborcza skoro tego starszego wychowywała? A może tak się zachowuje tylko w stosunku do twojej ex bo ona jedyna na to pozwalała,a druga siostra się nie dała?

65

Odp: ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Tak nawiasem, zauważam coraz więcej rozbitych rodzin. Mam sporo znajomych których żonom, dziewczynom, narzeczonym "odbiło" po porodzie. Może to poprostu choroba cywilizacyjna. Może tak jest i będzie się to nasilać.

Ale mam też sporo znajomych którym się udało i kobieta w tym przypadku wie że po porodzie ona zostaje z dzieckiem na macierzyńskim, ona karmi piersią, ona się opiekuje (niestety) sama dzieckiem kiedy ja jestem w pracy lub poza domem załatwiam inne sprawy. Niestety nie ma urlopu macierzyńskiego dla obojga rodziców w jednym czasie.

Ja dla niej pokolei rezygnowałem ze wszystkiego żeby ją zadowolić. Zamknąłem firmę żeby mieć dla niej więcej czasu i ją odciążyć. Przed porodem jeździłem na ryby praktycznie w każdej wolnej chwili, około 2 razy w tygodniu, brałem udział w zawodach wędkarskich. Po porodzie byłem dwa razy na rybach i sobie odpuściłem bo stwierdziłem że nie ma sensu takie wyjeżdżanie kiedy wiem że po powrocie będę miał tygodniową kłótnię. Rozpocząłem budowę domu dla nas. Szczęście w nieszczęściu takie, że dom buduję na mojej działce i wszystkie papiery są spisane na mnie. Nigdy nie chciałem żeby chociaż złotówkę dołożyła się do budowy dopóki nie mieliśmy sformalizowanego związku. Na całe szczęście się tak potoczyło bo jeszcze bym jej musiał teraz płacić za wykup działki i oddawać wszystkie pieniądze.

Co ona zrobiła dla mnie, dla nas? Z czego zrezygnowała? Z niczego. Ona dla mnie zajmowała się naszym wspólnym dzieckiem i za to akurat jestem jej wdzięczny chociaż opisałem już jak ta opieka wygląda i wyglądała wcześniej. Poza tym kiedy robiła pranie to przy okazji wrzuciła moje ciuchy do prania. To wszystko co Pani robiła dla mnie. Z niczego nie zrezygnowała ani dla mnie ani dla dziecka.

Posty [ 1 do 65 z 128 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » ZWARIOWAŁA PO PORODZIE

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026